Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

sobota, 14 czerwca 2014

Lilian Harry – “Love & Laughter”














Wydawnictwo: ORION
Londyn 2003





Zanim opowiem o książce, którą niedawno przeczytałam, chciałabym najpierw przybliżyć osobę Autorki, ponieważ wydaje mi się, że Lilian Harry nie jest znana polskim czytelnikom. Jeśli już ktoś kojarzy jej nazwisko, to zapewne są to tylko nieliczni, gdyż dotychczas nie wydano w polskim przekładzie żadnej z jej powieści. Otóż Lilian Harry urodziła się i wychowała w Gosport nad brzegiem Portsmouth Harbour w południowej Anglii. Jej najwcześniejsze wspomnienie z lat dzieciństwa to moment, kiedy została wyciągnięta z łóżka wręcz siłą przez własną siostrę. Wokół rozlegał się złowieszczy jęk syren, które zwiastowały rychły nalot bombowy. Wówczas cała jej rodzina rzuciła się w kierunku schronu znajdującego się w ogrodzie. To właśnie pamięć o latach drugiej wojny światowej sprawia, że książki Lilian Harry stanowią żywe odzwierciedlenie tamtej tragicznej atmosfery. Już jako mała dziewczynka, widziała światło reflektorów przecinających niebo podczas nalotów, słyszała huk eksplozji bomb, spotkała również niemieckiego spadochroniarza, który wylądował w jej ogrodzie.

Rodzina Lilian Harry należała do środowiska średniej klasy robotniczej. Autorka przyznaje, że w latach jej dzieciństwa można było bez przeszkód bawić się na ulicach, lecz nie wolno było tego robić w niedziele, a tylko w dni powszednie. W niedziele natomiast należało przywdziać najlepsze ubranie, a następnie rano i po południu trzeba było udać się do Szkoły Niedzielnej. Ojciec Lilian wychodził do pracy wcześnie rano i wracał do domu bardzo późno wieczorem, czasami nawet biorąc dodatkowo kilka godzin nadliczbowych. W domu nie było zbyt wiele pieniędzy. Matka nie pracowała, lecz zajmowała się wychowywaniem dzieci oraz wykonywała podstawowe prace domowe, jak pranie, sprzątanie, robienie zakupów. Wszystkie te prace wykonywała ręcznie, ponieważ nie było wówczas urządzeń, które mogłyby jej w tym pomóc. W czasie drugiej wojny światowej popołudniami matka szyła mundury dla marynarzy, pracując dla WVS (z ang. Women’s Voluntary Service) lub w punktach pierwszej pomocy. W ramach rozrywki raz w tygodniu można było udać się do kina, słuchać bezprzewodowego radia, zaś wieczorami zazwyczaj czytano jakąś najnowszą powieść, którą wypożyczano z biblioteki. Tak naprawdę praca była zawsze. Podczas wojny człowiek nigdy nie spędzał czasu bezczynnie. Ręce matki Lilian zawsze były czymś zajęte.

Lilian Harry miała dwóch braci i siostrę. Wszyscy byli starsi od Autorki o kilka lat. Podobieństwo bohaterów serii powieści pod wspólnym tytułem April Grove (z pol. Kwietniowy gaj – w wolnym tłumaczeniu) do rodzeństwa Lilian jest bardzo wyraźne, pomimo że miejsce akcji tych książek stanowi tylko i wyłącznie wytwór wyobraźni Autorki. Love & Laughter (z pol. Miłość i śmiech – w wolnym tłumaczeniu) to właśnie jedna z powieści wchodzących w skład rzeczonej serii. Na temat tej książki Lilian Harry mówi tak: Fabuła nie wszystkich moich wcześniejszych powieści toczy się w trakcie drugiej wojny światowej. Pomimo że akcja “Love & Laughter” po części rozgrywa się w Plymouth podczas wojny, to jednak ukazuje historię ludzi próbujących pogodzić się z jej strasznymi skutkami. Jest to historia żon i narzeczonych mężczyzn służących w marynarce wojennej w Portsmouth, a potem w Devon w latach 60. XX wieku.


Kobiety pracujące w czasie II wojny światowej dla Women's Voluntary Service 
(dzisiaj organizacja nosi nazwę Royal Voluntary Service)


Akcja Love & Laughter rozpoczyna się sceną, w której najstarsze dziecko Lucy Pengelly – dwunastoletni Geoff – przybiega do domu ze szkoły z wiadomością, że właśnie ogłoszono zakończenie drugiej wojny światowej. Ta informacja wręcz szokuje wszystkich domowników, bo przecież przyzwyczajono się już do nalotów, które niszczyły nie tylko budynki, ale przede wszystkim zabierały ludziom życie. Lucy wychodząc za mąż zdecydowała się na opuszczenie rodzinnego Portsmouth i wyjazd do Plymouth, gdzie zamieszkała wraz z mężem i swoimi teściami w domu, który jednocześnie był miejscem, gdzie można było wynająć pokój. O takim klasycznym hotelu nie można w tym kontekście mówić, ponieważ na tamtą chwilę dom nie spełniał wymogów typowego hotelu.

Kiedy Goeff informuje matkę o ogłoszeniu przez Winstona Churchilla końca wojny, ta z jednej strony czuje szczęście, lecz z drugiej jest przerażona. Dlaczego?  Otóż, jej mąż – Wilmot Pengelly – od kilku lat przebywa w japońskim obozie jenieckim, i jak wynika z jego listów, jest tam niesamowicie katowany i chyba tylko cud sprawił, że mężczyzna nadal żyje. Lucy zdaje sobie sprawę z tego, że zakończenie wojny jest równoznaczne z jego powrotem do domu, a ona bardzo boi się tego spotkania. W tym momencie akcja powieści cofa się do chwili, gdy Lucy i Wilmot spotkali się po raz pierwszy, zakochali się w sobie i postanowili już zawsze być razem. A potem przyszła okrutna wojna i wszystko się zmieniło. Lucy została sama z dziećmi i teściami, zaś Wilmot – jako żołnierz marynarki wojennej – ruszył na morze walczyć z wrogiem.

Lata wojny, które Lilian Harry przedstawia w powieści, są dla rodziny Pengelly okrutne. Praktycznie nie ma dnia, aby nad miastem nie przelatywały niemieckie bombowce, które pustoszą wszystko, co tylko stanie im na drodze. Na skutek tych działań Lucy również traci to, co najcenniejsze, a wręcz bezcenne. Traci nie tylko męża, który musi walczyć na froncie. Jej krzywda jest znacznie poważniejsza. Po tym, czego doświadcza Lucy podczas wojny, nie da się już normalnie żyć. W całym tym koszmarze u jej boku stoi wierny przyjaciel. To David Tremaine. Nieszczęście, którego sam doświadczył w wyniku wojny, bardzo zbliża go do Lucy. Czy zatem jest szansa na to, aby tych dwoje zapałało do siebie uczuciem? Czy Lucy zapomni o mężu przetrzymywanym w japońskiej niewoli i zdecyduje się na romans z przyjacielem rodziny?  Czy tych dwojga połączy miłość, czy może tylko zwykła wdzięczność za okazanie wsparcia i pomocy w sytuacji, kiedy obydwoje najbardziej tego potrzebowali?

W końcu nadchodzi dzień wyzwolenia spod niemieckiej okupacji. Do domu wraca Wilmot Pengelly. To już nie jest ten sam mężczyzna, którego wszyscy znali. Lata japońskich tortur, przyglądania się bestialskiej śmierci przyjaciół i lęku o własne życie sprawiły, że Wilmot popadł w głęboką depresję. Coraz częściej zagląda do kieliszka. Krzyczy na każdego, kto stanie mu na drodze. Lucy i jej rodzina doświadczają kolejnej tragedii. Bo to jest ogromna tragedia. Kobieta żegnała zdrowego, silnego i pogodnego mężczyznę, a wojna zwróciła jej męża, który okazał się być psychicznym wrakiem. Każdej nocy Wilmot jest nękany przez koszmary. Nie może zapomnieć o japońskim więzieniu. Lucy, aby mu pomóc, wciąż wymyśla coś nowego, żeby tylko móc czymś wzbudzić zainteresowanie męża. Czy kobiecie uda się przywrócić ukochanemu mężczyźnie radość życia i zdrowie? A może Lucy podda się i wszystko zostawi w rękach losu?

Love & Laughter to powieść niesamowicie wzruszająca. Czytelnik widzi jak bardzo wojna może wyniszczyć człowieka. Czasami wręcz widzi bezradność tych, którzy powinni wspierać i pomagać. Tylko skąd brać na to siły, skoro osoba będąca psychicznym wrakiem nie chce dać sobie pomóc? W tej kwestii możemy poddać ocenie postać Lucy, jako żony i matki. Czy kobieta faktycznie zrobiła wszystko, aby pomóc mężowi? Możliwe, że czegoś nie dopatrzyła, o czymś zapomniała. Może była zbyt mocno zajęta sobą oraz dziećmi i nie dostrzegła zbliżającej się kolejnej tragedii?

A jak w tej dramatycznej sytuacji zachowują się dzieci Lucy i Wilmota? Goeff jest już niemalże dorosły, więc na temat tego, co dzieje się w jego domu, posiada już swoje zdanie. Z ojcem nie łączą go zbyt przyjazne relacje. Jego zainteresowanie znacznie bardziej skierowane jest na Davida. Owszem, chłopak wiele mu zawdzięcza, ale czy nie powinien skupić się raczej na własnym ojcu, który potrzebuje jego pomocy? Wydaje się, że z całej rodziny najwięcej rozsądku wykazuje młodsza latorośl Lucy i Wilmota – Patsy. Nie ma się jednak czemu dziwić, skoro dziewczyna, pomimo młodego wieku, przeszła już naprawdę sporo. Patsy jest pełna zrozumienia dla swojego ojca, bo ją także wojna nie oszczędziła, a to sprawiło, że dojrzała szybciej niż byłoby to możliwe w latach pokoju. 

Tak jak wspomniałam powyżej, książka nie doczekała się, jak na razie, polskiego tłumaczenia, więc mogę ją polecić tylko tym czytelnikom, którzy znają język angielski i nie boją się nim posługiwać. Ze swej strony mogę stwierdzić, że książka wywarła na mnie naprawdę ogromne wrażenie. Rodzina Lucy i Wilmota to klasyczny przykład ludzi, którzy przeżyli okrucieństwo drugiej wojny światowej, a potem musieli radzić sobie z tragicznymi następstwami tamtych dni. Trzeba było zacząć odbudowywać nie tylko zniszczone budynki, ale przede wszystkim własne poszarpane życie. Bohaterowie powieści są niezwykle wyraziści. Są oni na tyle przejrzyści, że czytelnik może z powodzeniem poddawać ich postępowanie skrupulatnej ocenie. Chociaż fabuła powieści nasycona jest niewyobrażalnym bólem i cierpieniem, to jednak pojawiają się w niej także promienie szczęścia i radości. Można zatem wyciągnąć z tej książki wniosek, który mówi o tym, że po złym zawsze przychodzi dobre, tylko trzeba mocno w to wierzyć. Tak jak bezwarunkowo uwierzyła jedna z bohaterek, lecz nie była to bynajmniej Lucy Pengelly.





4 komentarze:

  1. Przyznam, iż Twoja recenzja zachęciła mnie do lektury, więc może w przyszłości sięgnę po ten tytuł w oryginalnym przekładzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że książka jest niesamowicie wzruszająca i napisana jest tak na poziomie B2, czyli po polsku to średniozaawansowany wyższy. Myślę, że dałabyś sobie radę ze zrozumieniem. Nie sprawdzałam tylko czy jest dostępna w Polsce. Trzeba by było sprawdzić. :-)

      Usuń
  2. Zazdroszczę Ci, że możesz czytać książki po angielsku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ Ty też możesz czytać po angielsku. Wystarczy trochę się poduczyć i już jest. Natomiast lektury w oryginale to jedna z form nauki. Polecam! :-)

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.