Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

niedziela, 18 maja 2014

Rosamund Lupton – „Potem”














Wydawnictwo: ŚWIAT KSIĄŻKI
Warszawa 2012
Tytuł oryginału: Afterwards
Przekład: Agnieszka Wyszogrodzka-Gaik





Praktycznie wszyscy, którzy przeżyli śmierć kliniczną relacjonują ją w ten sam sposób. Widzą światło, tunel i dokładnie wiedzą, co się z nimi dzieje, a właściwie, co tak naprawdę robią z nimi lekarze, aby uratować im życie. Z opowiadań tychże osób wynika, że ich ciało w tym krytycznym momencie pozbywa się najprawdopodobniej duszy, która przemieszcza się w zupełnie niekontrolowany sposób i wręcz odwiedza miejsca, w których ci ludzie nigdy nie byli. Pamiętam jedną z takich relacji, kiedy kobieta uparcie twierdziła, że w momencie, gdy jej dusza opuściła ciało, ona nagle znalazła się w Australii – miejscu, którego nigdy wcześniej nie odwiedziła. Ile w tym prawdy? Nie wiadomo. Zdania na ten temat są bardzo podzielone. Jedni do problemu podchodzą racjonalnie i naukowo, zaś inni po prostu wierzą, że oprócz naszego ziemskiego świata istnieje również ten drugi, w którym czeka Bóg.

Pewne jest natomiast, że takie zjawisko odłączenia duszy od ciała stanowi całkiem dobry pomysł na książkę. Właśnie po tego rodzaju koncepcję sięgnęła Rosamund Lupton, pisząc Potem. Na kartach książki spotykamy statystyczną brytyjską rodzinę, którą zupełnie niespodziewanie i bez choćby najmniejszego ostrzeżenia los okrutnie doświadcza. Ten słoneczny lipcowy dzień praktycznie nie powinien był różnić się niczym od innych dni. A jednak wydarzyło się coś, co już na zawsze odmieniło życie rodziny Covey’ów. Tego tragicznego dnia syn Grace i Michaela obchodził swoje ósme urodziny, o czym wiedzieli nie tylko jego najbliżsi, ale też cała szkoła. Swoje urodziny Adam miał świętować wraz z kolegami ze szkoły podczas zawodów sportowych, które odbywały się na terenie Sidley House. Na utrzymanie rodziny zarabia jedynie Michael, który jest producentem telewizyjnym, zaś Grace to przykładna matka i żona zajmująca się domem oraz dziećmi. Oprócz Adama, Covey’owie mają również siedemnastoletnią córkę – Jenny. Dziewczyna jest bardzo ładna i nie dziwi fakt, że kręci się wokół niej sporo adoratorów. Jenny doskonale wie, jakie wrażenie wywiera na chłopcach. Poza tym, swoim zachowaniem i sposobem, w jaki się ubiera, dodatkowo przyciąga ich spojrzenia.

Wróćmy jednak do tego nieszczęsnego dnia urodzin Adama. Podczas zawodów sportowych w szkole nagle wybucha pożar. W tym czasie Jenny przebywa w budynku, ponieważ podjęła się pracy jako szkolna pielęgniarka. W razie, gdyby któremuś z dzieci przydarzyło się coś złego podczas zawodów, to właśnie do Jenny należy udzielenie mu pierwszej pomocy. Kiedy wewnątrz szkoły szaleje ogień, Grace Covey nie zastanawia się ani minuty. Ona wie, co musi zrobić. Biegnie w kierunku budynku, aby ratować swoje dzieci. Na szczęście dostrzega Adama jak z innymi dziećmi stoi na zewnątrz. Lecz nigdzie nie widać Jenny! Nie namyślając się wiele, Grace wbiega do budynku szkoły w poszukiwaniu córki. Kiedy wśród szalejącego ognia i duszącego dymu w końcu ją odnajduje, dziewczyna nie jest w stanie samodzielnie się poruszać. Gdy wydaje się, że jednak wszystko dobrze się skończy, wówczas na Grace spada kawałek sufitu. Na skutek uderzenia Grace straci przytomność. Podobnie Jenny, która już zdążyła nawdychać się trującego dymu. Na szczęście służby ratunkowe wyciągają je ze zgliszcz, ale niestety stan obydwu kobiet jest bardzo ciężki, a wręcz krytyczny. Grace ma uszkodzony mózg, na skutek czego znajduje się w stanie śpiączki, natomiast Jenny jest nie tylko poparzona, ale ma też poważnie uszkodzone narządy wewnętrzne, szczególnie serce.

Kiedy Jenny i Grace trafiają do szpitala, wówczas pojawia się Michael, który właśnie wrócił ze swojej kolejnej służbowej podróży. Skończył nagrywać jakiś program telewizyjny. A może jeszcze nie skończył? Może wypadek żony i córki mu w tym przeszkodził? To nie jest w tym momencie istotne. Najważniejsze jest to, że w toku śledztwa wychodzi na jaw, iż pożar w szkole wcale nie wybuchł przypadkowo. To było podpalenie przy wykorzystaniu środków, które wzmagają rozprzestrzenianie się ognia! Kto zatem jest winien? Czy jest to mały Adam Convey, jak twierdzi policja? A może to dyrektorka szkoły? Nie! To zapewne człowiek, który miał udziały w Sidley House i teraz próbuje oszukać firmę ubezpieczeniową. Groziło mu bankructwo, więc w tej sytuacji jedyne, co mógł zrobić, to podpalić! Nie. To chyba jednak nie oszust ubezpieczeniowy. To musi być ten nauczyciel, którego nie tak dawno dyrektorka wyrzuciła z pracy!

W czasie, kiedy policja prowadzi swoje dochodzenie rodzina Covey’ów praktycznie nie wychodzi ze szpitala. Michael nie opuszcza łóżka córki, gdyż wydaje się, że ktoś czyha na jej życie. Czyżby to ona była celem podpalacza? Przecież tuż przed tym tragicznym wydarzeniem otrzymywała wiadomości wręcz pornograficznej treści, a nawet została zaatakowana. Czy naprawdę ktoś chce zabić Jenny? A jeśli tak, to dlaczego? Komu ta siedemnastolatka tak bardzo się naraziła, że ktoś usiłuje się jej pozbyć?

Na początku napisałam kilka słów na temat śmierci klinicznej, która w tej powieści stanowi, jak gdyby centrum wydarzeń. Oczywiście do niczego takiego by nie doszło, gdyby nie tragiczny wypadek. Dwie kobiety – matka i córka – leżą w szpitalu w stanie krytycznym. Ich ciała nie reagują na bodźce z zewnątrz. Natomiast dusze mają się zupełnie inaczej. Zarówno dusza Jenny, jak i Grace żyją na granicy życia i śmierci. Nikt nie może ich dostrzec, lecz one widzą siebie nawzajem i ze sobą rozmawiają. Komunikują się w kwestii wypadku. Zastanawiają się nad jego powodem i analizują wszystkie wydarzenia, które go poprzedzały. Na równi z policją próbują odnaleźć odpowiedź na pytanie: Kto podpalił? Kiedy już się tego dowiedzą, będą mogły spokojnie wrócić do swoich ciał albo odejść w nieznane. Egzystując na granicy dwóch światów Jenny i Grace pragną uchronić tych, których kochają. Nie chcą dopuścić do fałszywych oskarżeń. Robią wszystko, aby prawdziwy przestępca w końcu został schwytany.

Potem to powieść, która w większości napisana jest w formie monologu, jaki prowadzi Grace… ze swoim mężem. Ktoś mi powie, że przecież z drugą osobą prowadzimy dialog, a nie monolog. I oczywiście będzie miał rację. Ale w tym przypadku nie można mówić o dialogu, ponieważ Michael ani nie widzi duszy swojej żony, ani tym bardziej jej nie słyszy. Ona porozumiewa się z nim, będąc w zupełnie innym wymiarze. Michael widzi tylko jej nieruchome ciało. Przyznam, że jest to niezwykle specyficzna forma pisania książki. Nigdy jeszcze nie spotkałam się z czymś takim i bardzo mi się to spodobało. Wydaje mi się jednak, że Rosamund Lupton tak naprawdę nie chodziło o pokazanie tego drugiego, innego świata. Autorka koncentrując się na takiej formie przekazu fabuły, chciała przede wszystkim pokazać jak ważna jest rodzina i zwykłe ludzkie uczucia: miłość, tęsknota, ból, cierpienie, ale też radość i szczęście. Grace Covey podczas swojej wędrówki bardzo często wraca wspomnieniami do chwil, które spędziła ze swoim mężem i dziećmi w domu. Opowiada o tym, co razem przeżywali i jakiego rodzaju emocje towarzyszyły tym szczególnym, rodzinnym momentom. Przychodzi czas na żal. Pojawia się też chęć naprawienia niektórych błędów. Grace zdaje sobie sprawę, że były takie sytuacje, w których powinna była zachować się zupełnie inaczej. Być może teraz na jakiekolwiek naprawianie błędów jest już za późno.

Czasami słyszymy jak ktoś mówi, że w jakimś krytycznym momencie życia, kiedy śmierć była praktycznie na wyciągnięcie ręki, całe życie przeleciało mu przed oczami. W pewnym sensie tak właśnie dzieje się z Grace. Jej poczucie rzeczywistości, w której aktualnie przebywa różni się od tego, co czuje Jenny. Bo przecież Jenny również jest nieprzytomna, a jej dusza krąży z dala od ciała. Niemniej uczucia kobiet w tej kwestii są zupełnie inne. Na przykładzie tych dwóch bohaterek czytelnik widzi jak wielkie może być poświęcenie matki, aby ratować swoje dziecko. I nie chodzi tutaj jedynie o dramatyczną próbę wyciągnięcia Jenny z murów płonącej szkoły. Pomiędzy matką a córką zachodzi coś znacznie poważniejszego.

Ta książka reklamowana jest jako thriller. Wydaje mi się, że jak zwykle zastosowano chwyt marketingowy, aby tylko przyciągnąć czytelnika. Dla mnie jest to historia obyczajowa z wątkiem kryminalnym i paranormalnym. Bez względu na to, w jaki sposób zaplanowano promocję tej książki, trzeba przyznać, że w moim odczuciu spełnia ona swoje przeznaczenie. Mówią, że poprzednia powieść Rosamund Lupton – Siostra – jest znacznie lepsza. Nie wiem, ponieważ nie czytałam. W moim przekonaniu Potem to naprawdę doskonała lektura, w której świat rzeczywisty, jaki wszyscy znamy, miesza się z tym, w jakim być może znajdziemy się po śmierci. Jeśli ktoś obawia się, że w związku z tematyką poruszone zostały tutaj kwestie religijne, to może być spokojny. Autorka swoją uwagę skupia jedynie na rozwiązaniu kryminalnej zagadki oraz na stanie emocjonalnym poszczególnych bohaterów. Rosamund Lupton stawia na pomoc najbliższych i pokazuje jak bardzo w krytycznych sytuacjach ważna jest miłość, przyjaźń i obecność tych, których kochamy. I to jest chyba najważniejsze przesłanie tej książki.






12 komentarzy:

  1. Swego czasu było u nas głośno o tej książce i ciągle jest mi z nią nie po drodze. Jestem baaardzo zaintrygowana muszę zdobyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myślę, że by Ci się spodobała ta książka. Jest naprawdę bardzo dobrze napisana. Ja generalnie nie lubię wątków paranormalnych, ale tutaj się zachwyciłam. Czułam się, jakbym była za jakąś szybą i razem z główną bohaterką obserwowała życie, które toczy się bez jej udziału.

      Usuń
  2. Nie jestem pewna, czy się na nią skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo podoba mi się motyw duszy oderwanej od ciało wykorzystanej w dialogach obu bohaterek. Oryginalny pomysł:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo oryginalny. Ja się z czymś takim spotkałam po raz pierwszy, ale pewnie dlatego, że z reguły nie czytam literatury paranormalnej. :-)

      Usuń
  4. Recenzja mnie zaciekawiła. Zdobędę i przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Słyszałam o tej książce, ale po Twoim tekście nie spodziewałam się, że aż tak bardzo zapragnę ją przeczytać. Wygląda na to, że chyba idealna, biorąc pod uwagę mój gust czytelniczy. Dziękuję za polecenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę bardzo. :-) Mam nadzieję, że podzielisz moje zdanie i Tobie też się spodoba. Chciałabym jeszcze przeczytać debiut Rosamund Lupton - "Siostra". :-)

      Usuń
  6. Ja zaś czytałam tylko "Siostrę" i nie zachwyciła mnie na tyle, bym chciała sięgnąć po "Potem".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam porównania, bo nie czytałam "Siostry". Natomiast "Potem" to dla mnie całkiem dobra lektura, ale na pewno nie jest to thriller. No chyba że ja mam jakąś inną klasyfikację gatunków. ;-) Uważam, że to obyczajówka z wątkiem paranormalnym i kryminalnym, a ja lubię obyczajówki, więc dobrze tę powieść oceniam. Ale do thrillera sporo tej książce brakuje. Uważam, że wydawca wprowadza czytelników w błąd.

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.