Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

wtorek, 6 maja 2014

Iny Lorentz – „Róża Asturii”













Wydawnictwo: SONIA DRAGA
Katowice 2013
Tytuł oryginału: Die Rose Von Asturien
Przekład: Anna Krochmal & Robert Kędzierski




Asturia to region historyczno-geograficzny i wspólnota autonomiczna oraz prowincja leżąca na terenie Hiszpanii. Jest to także ostatni skrawek państwa Wizygotów (jeden z ludów germańskich), który nie został podbity przez Arabów, dzięki czemu stała się ona punktem oparcia dla chrześcijan w walce z najeźdźcami. Od tego czasu stopniowo zaczęto wypierać Maurów* z zagarniętych przez nich obszarów. Królestwo Asturii wraz z postępami rekonkwisty stopniowo traciło na swoim znaczeniu, ponieważ rozpływało się w większych terytoriach. Początkowo połączone zostało w królestwo z Kantabrią, natomiast po jakimś czasie  w IX wieku – zostało włączone do królestwa Leónu i Kastylii.

Pierwszym królem Asturii został Pelayo, a z czasem ogłoszono go również bohaterem narodowym. Dlaczego? Otóż ma to związek z pewną bitwą, która zmieniła bieg historii Półwyspu Iberyjskiego. Trzeba wiedzieć, że miejscowość Covadonga, gdzie rozegrała się pamiętna bitwa, to dla Hiszpanów taki sam symbol jak dla Polaków Grunwald czy dla Anglików Hastings. W 722 roku wizygocki arystokrata o imieniu Pelayo albo jak kto woli Pelagiusz, wraz z garstką trzydziestu żołnierzy stawił opór tysięcznym wojskom arabskim. Według tradycji w zwycięstwie chrześcijan nad muzułmanami swój udział miała sama Matka Boża, która rzekomo ukazała się Pelagiuszowi, natomiast w trakcie bitwy miała sprawić, że strzały wrogów odbijały się od okolicznych skał i wracały do nich niczym bumerang, niosąc ze sobą śmierć. Historycy nie podzielają bynajmniej tej wersji wydarzeń, lecz zwracają uwagę na zwykłą potyczkę pomiędzy Pelayem a niewielką grupą Maurów. Muzułmanie najprawdopodobniej nie byli na tyle zdeterminowani, aby za wszelką cenę chcieć przełamać opór Wizygotów. Poza tym – zdaniem historyków – Pielagiuszem nie kierowały w żadnej mierze jakiekolwiek polityczne pobudki, a jedynie niechęć do płacenia podatków. Nic zatem dziwnego, że dla ludności wierzącej w ową legendę o cudownym zwycięstwie pierwszego króla Asturii, grota, gdzie przyszły monarcha znalazł schronienie stała się miejscem pielgrzymek Hiszpanów. Dodatkowo do tego miejsca przyciąga kaplica i figura Matki Bożej, zaś poniżej groty wypływa ze skały aż siedem źródeł. Legenda głosi, że kobieta, która napije się z nich wody, może liczyć na szybkie zamążpójście. Pierwszą stolicą Asturii była leżąca niedaleko Covadongi miejscowość o nazwie Cangas de Onís. Jest to miejsce warte odwiedzenia, chociażby z uwagi na wygięty w łuk tak zwany „most rzymski”, który zbudowano w XIII wieku. Kolejną stolicą zostało Oviedo.



Most rzymski w Cangas de Onís


 To tyle, jeśli chodzi o zarys historyczny dziejów Asturii. Przejdźmy teraz do fabuły powieści autorstwa niemieckiego duetu pisarzy tworzących pod pseudonimem Iny Lorentz. Otóż, w Asturii władzę w swoim hrabstwie sprawuje surowy i bezwzględny Roderich. Rzecz dzieje się za czasów panowania króla Silo, który rządził Asturią w latach 774-783. Obydwaj mężczyźni są ze sobą związani poprzez przyrodnią siostrę króla, która jest jednocześnie żoną hrabiego. Sąsiadem Rodericha jest niejaki Iker, który stoi na czele swojego baskijskiego plemienia zamieszkującego wieś o nazwie Askaiz. Iker znany jest z tego, że wraz ze swoimi ludźmi kradnie owce należące do hrabiego Rodericha. Robi to podczas ich wypasu. Pewnego dnia hrabia, który ma już serdecznie dosyć tego haniebnego procederu ze strony wodza baskijskiego plemienia, postanawia go ukarać. Nie wiadomo do końca w jaki sposób znajduje wśród Basków zdrajcę, który podaje mu swojego wodza niczym na srebrnej tacy. Informuje Rodericha o tym, kiedy Iker zamierza dokonać kolejnej kradzieży. Robi to tak precyzyjnie, że hrabia jest w stanie przygotować skuteczną zasadzkę na złodzieja. W wyniku potyczki pomiędzy żołnierzami Rodericha a ludźmi Ikera śmierć ponosi wielu mężczyzn. Ofiary są po jednej i drugiej stronie, jednak to Baskowie w tej potyczce tracą przywódcę.

Roderich nie zadowala się jednak tylko położeniem trupem i ukaraniem Basków. On pragnie czegoś więcej. Uprowadza zatem do swojego zamku ośmioletnią córkę Ikera o imieniu Maite. Dziewczynka ma zostać służącą córki hrabiego – Ermengildy.  Poniżana i bita Maite w końcu ucieka z zamku swojego prześladowcy. Praktycznie cudem udaje jej się ostatecznie dotrzeć do swojej rodzinnej wioski. Wyczerpana, brudna i upokorzona staje przed swoją rodziną i sąsiadami, a w duszy przyrzeka zemstę zabójcy swego ojca. Postanawia także, że kiedy dorośnie i będzie na tyle silna, aby owej zemsty dokonać, jej gniew skupi się także na tym, który zdradził. Maite pragnie, aby każdy, kto choćby w minimalny sposób przyczynił się do śmierci jej ukochanego taty, poniósł srogą karę. A jaka może być to kara, chyba wszyscy zdają sobie z tego sprawę. Tylko śmierć wrogów jest w stanie zadowolić pokiereszowane serce Maite.

I tak oto Maite dorasta. Przez wszystkie te lata do momentu osiągnięcia przez nią samodzielności, dziewczynka wychowywana jest przez siostrę swojego ojca. Nie może powiedzieć, że pod dachem rodziny jest jej źle. Ale dobrze też nie jest. Prawo plemienia mówi, że to przyszły mąż Maite stanie się kiedyś jego wodzem. Przecież musi być zachowane prawo krwi, a skoro Iker nie doczekał męskiego potomka, to właśnie na Maite spoczywa odpowiedzialność za dalszy los plemienia. Po śmierci jej ojca przywództwo we wsi należy do wuja Maite, któremu bardzo wiele brakuje do mądrości Ikera. Okin myśli jedynie o własnych interesach, co rzuca się w oczy. Poza tym wobec Maite mężczyzna również nie zachowuje się tak, jak na dobrego wuja przystało. Wydaje się, że Okin widzi w niej zagrożenie dla swojej władzy. Lud plemienny generalnie jest mu poddany, ale nie wszystkim podobają się rządy szwagra Ikera. Czy zatem władza Okina przetrwa? A może w końcu zjawi się ktoś, kto go obali i sam obejmie przywództwo we wsi?

Karol I Wielki - król Franków
(742 lub 747-814)
Autor: Albrecht Dürer (1471-1528)
portret powstał w 1512 roku
Jak wiadomo przez wszystkie lata swojego dorastania Maite żyła jedynie chęcią odwetu. Jej pragnienie zemsty na zabójcy jej ojca i tego, który zdradził, praktycznie trzymały ją przy życiu. To właśnie chęć wendetty dodawała jej sił i pomagała znosić upokorzenia, które wcale nie były jej obce w domu wuja i jego żony. Pewnego dnia Maite widzi dla siebie szansę na spełnienie własnych planów. Oto już prawie dorosła córka znienawidzonego przez nią hrabiego Rodericha wyrusza w drogę, aby móc poślubić mężczyznę, którego przeznaczył dla niej król Karol I Wielki – król Franków i Longobardów, a także wnuk Karola Młota (686-741). Tak więc Maite wraz z przychylnymi jej mężczyznami przygotowuje zasadzkę na Ermengildę i tym samym doprowadza do jej porwania. Czy Maite jest tak bardzo zdesperowana, że pragnie uderzyć w Rodericha tam, gdzie najbardziej go zaboli, czyli w jego dziecko? Czyżby okrucieństwo dziewczyny sięgało aż tak daleko?

Tymczasem Karol I Wielki zaczyna gromadzić wojsko, które będzie szykować się do walki z Maurami. Wśród powołanych są zarówno doświadczeni rycerze, jak i zupełni nowicjusze. Jednym z takich żółtodziobów jest niejaki Konrad z Birkenhofu – syn Arnulfa i Hemmy. Ta wojna będzie dla niego swoistym debiutem, ale przecież królowi odmówić nie można. Prawdę powiedziawszy Konrad niechętnie opuszcza swoją wieś, ale nie ma innego wyjścia. Ojciec na wojnę już się nie uda ze względu na wiek i stan zdrowia, natomiast brat jest jeszcze zbyt młody, aby móc wywijać mieczem na polu bitwy. Jak zatem poradzi sobie ten młody i niedoświadczony frankijski wojownik? Czy wróci do domu w chwale zwycięstwa, czy może przyjaciele dostarczą rodzinie już tylko jego zmasakrowane ciało? Jakie przygody czekają Konrada zanim wojna z Maurami dobiegnie końca?

Duetu pisarskiego Iny Lorentz chyba nie trzeba nikomu specjalnie przedstawiać. Po raz pierwszy tych niemieckich autorów spotkałam przy okazji czytania Nierządnicy i od tamtej pory staram się nie przegapić żadnej ich powieści. Styl pisania Niemców nieco różni się od tego, jaki znamy chociażby za sprawą książek Philippy Gregory. Mnie ten styl bynajmniej odpowiada, choć są tacy, którzy uważają, że jest on zbyt „ciężki”.

Cóż to za powieść ta Róża Asturii? W moim odczuciu jest to całkiem dobra opowieść historyczna osadzona w czasie, po który chyba niezbyt często sięgają autorzy powieści historycznych. Jest to wiek VIII, czyli epoka średniowiecza w pełnej krasie. W dodatku okres, w którym nie brakowało wojen. Akurat w tym przypadku mamy do czynienia z kilkoma plemionami, które dość mocno zapisały się w historii Francji i Hiszpanii. Do tego dochodzą jeszcze Maurowie, którzy w epoce średniowiecza zamieszkiwali tereny Półwyspu Iberyjskiego i wywarli ogromny wpływ na kulturę i architekturę dzisiejszej Portugalii i Hiszpanii. Takim punktem kulminacyjnym Róży Asturii jest bitwa w wąwozie Roncesvalles. To właśnie tam rozegrała się dramatyczna bitwa pomiędzy tylną strażą wycofujących się z Hiszpanii wojsk frankijskich króla Karola I Wielkiego a baskijskimi góralami. Bitwa miała miejsce 15 sierpnia 778 roku, a Frankami dowodził hrabia Roland, który poniósł śmierć wraz ze znaczą częścią swoich rycerzy. Postać Rolanda i jego ostatnia walka stały się podstawą średniowiecznego eposu zatytułowanego Pieśń o Rolandzie, który tak naprawdę nie oddaje prawdziwego obrazu rzeczywistości. Autor (a może autorzy?) poprzekręcał wiele istotnych faktów. Napisano, że Roland został napadnięty nie przez Basków, lecz przez Arabów. Wyolbrzymiono również liczbę wrogów Rolanda do wręcz niesłychanych rozmiarów, natomiast samego margrabiego marchii bretońskiej wykreowano na wzór cnót rycerskich. W trakcie wycofywania się z Hiszpanii Karol I Wielki zburzył mury stolicy Basków – Pampeluny. Fakt ten mógł stać się powodem ataku Basków na tylną straż armii, którą dowodził właśnie Roland w momencie przeprawy przez Pireneje. Lud Basków, żyjąc w górach oraz doskonale znając swój teren, był w stanie przygotować skuteczną zasadzkę. A zatem mimo bohaterskiej postawy rycerzy Karola I Wielkiego, tylna straż wojska została rozbita, zaś sam Roland poniósł śmierć.



Śmierć hrabiego Rolanda w bitwie w wąwozie Roncesvalles
Autor: Jean Fouquet (ok. 1415/1420-1481)
ilustrowany manuskrypt pochodzi z lat 1455-1460


Książkę można zaliczyć do powieści przygodowych z uwagi na to, iż bohaterowie z dala od domu przemierzają świat, walczą z wrogiem, są świadkami rozmaitych wydarzeń, a jednocześnie przeżywają swoje osobiste dramaty. Choć pochodzą z różnych plemion, to jednak w pewnym momencie wszyscy spotykają się w jednym miejscu i muszą zdecydować po której stronie stanąć. Oficjalnie są przecież wrogami, ale w najmniej oczekiwanym momencie w grę zaczynają wchodzić emocje, których podłożem jest nie tylko nienawiść. Nagle trzeba zdecydować czy lepiej pomóc, czy może zdradzić i sprawić, że ten, do którego poczuło się choć odrobinę sympatii, straci życie. Dlatego też pomiędzy poszczególnymi bohaterami zaczynają rodzić się pewne szczególne więzi, a to, co jeszcze nie tak dawno wydawało się być priorytetem, teraz traci na wartości. Okazuje się bowiem, że nie zawsze cel uświęca środki.

Róża Asturii to powieść historyczna ze sporą dawką scen batalistycznych. To także opowieść nie tylko o chęci zemsty i nienawiści, która tej wendecie przyświeca. To również historia o przyjaźni i miłości, którym niekiedy towarzyszy zwyczajna ludzka bezsilność, a to z kolei każe podporządkować się bez słowa sprzeciwu, bo inaczej można utracić nawet życie. Oczywiście na pierwszy plan wysuwają się tutaj dwie kobiece postaci. Jest to Maite i Ermengilda. Pierwsza z nich to dziewczyna niezwykle zbuntowana i nie pozwalająca sobie w kaszę dmuchać. Kiedy trzeba, potrafi użyć swojego ciętego języka z taką mocą, że nawet silni i waleczni mężczyźni stają przed nią niczym potulne baranki. Maite nie jest zbyt urodziwa, ale to wcale jej nie przeszkadza, żeby móc dowodzić swoimi towarzyszami podróży. Z kolei Ermengilda to piękna szlachcianka, której uroda potrafi zaślepić każdego mężczyznę spotkanego na drodze. Dziewczyna ma wielu adoratorów, a i ona sama też nie może zdecydować się którego z nich wybrać. Mąż, którego otrzymała, jak gdyby z urzędu, jakoś niespecjalnie się w tej rywalizacji liczy.

Na wszystkich bohaterów praktycznie na każdym kroku czyha niebezpieczeństwo. Nie zawsze ma to związek z działaniami wojennymi. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie pewien mankament. Otóż bardzo łatwo jest domyślić się kto zdradził Ikera, natomiast wszelkiego rodzaju sytuacje mrożące krew w żyłach są opisane w taki sposób, że praktycznie już z wyprzedzeniem wiemy, jaki będzie tego finał. Dlatego też książkę mogłabym polecić tym czytelnikom, którzy lubią historię, a jednocześnie nie oczekują od powieści historycznej jakichś szczególnie zawiłych wątków, na których końcowy efekt trzeba z niecierpliwością czekać aż do ostatniej strony. Generalnie powieść jest napisana dobrze i dostarcza sporej wiedzy historycznej, ale niestety w napięciu nie za bardzo trzyma i to wcale nie z uwagi na batalistyczne tło historyczne, które jest znane osobom interesującym się historią, lecz z powodu sposobu opisywania losów bohaterów.







W średniowiecznej Europie tym mianem określano wszystkich muzułmanów. 




4 komentarze:

  1. Ten duet pisarski jest mi nieznany, ale w końcu jeszcze tyle nieprzeczytanych książek przede mną :) Sądzę, że mnie wystarczy sam fakt, że jest to porządnie napisana powieść historyczna? A, ze nie jest zawiła? Nie szkodzi, inne bywają i mogę się cieszyć zarówno jednymi jak i drugimi :)
    Co do samej recenzji, jak zwykle u Ciebie niezwykle wyczerpująca napisana i bardzo interesująca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tych autorów poznałam przy okazji czytania "Nierządnicy". To jest taka pięciotomowa seria o kobiecie, która była prostytuką, a potem założyła rodzinę. Bardzo dobra seria, naprawdę. Teraz staram się czytać wszystko, co mi wpadnie w ręce Iny Lorentz. :-)

      Usuń
  2. Fabuła brzmi bardzo ciekawie, ale z doświadczenia wiem, że proza Iny Lorentz do mnie kompletnie nie trafia. Próbowałam dwu, trzykrotnie do niej podchodzić, za każdym razem kończyło się to wielkim rozczarowaniem, więc i tym razem sobie daruję:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem Twoje zdanie. To rzecz gustu. Wiem, że niektórzy mówią, że Niemcy mają "ciężki" styl. Mnie to nie przeszkadza. Wiesz, nie każdy pisze jak Gregory. Style są różne. Ja się nie zrażam tak łatwo do książek i ich autorów. Już naprawdę musi być coś poważnego, żebym przestała sięgać po powieści jakiegoś pisarza. :-)

      Usuń