Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

czwartek, 8 maja 2014

Linda Gillard – „Muzyka gwiazd”














Wydawnictwo: KSIĄŻNICA/
GRUPA WYDAWNICZA PUBLICAT S.A.
Katowice 2014
Tytuł oryginału: Star Gazing
Przekład: Maria Grabska-Ryńska
Seria koronkowa




Aberdeen to miasto położone na północno-wschodnim wybrzeżu Szkocji. Choć miejscowość nie jest zbyt rozległa pod względem terytorium, to jednak oferuje wszystko, czego można sobie zażyczyć. Aberdeen stanowi centrum zarządzania złożami gazu i ropy naftowej z Morza Północnego. Architektura miasta charakteryzuje się budynkami wykonanymi z granitu., dlatego też miejscowość nazywana jest „granitowym miastem”. Turyści są zauroczeni przede wszystkim czystością oraz bezpieczeństwem Aberdeen, z którego bardzo blisko do gór Grampian Highlands, które z kolei wyróżniają się najpiękniejszymi widokami w Szkocji. W pobliżu miasta znajduje się także niezwykle popularna trasa turystyczna – Malt Whisky Trial – zachęcająca do odwiedzenia najlepszych destylarni whisky. 

Niestety, dzieje miasta Aberdeen wcale nie są takie sielankowe, jak mogłoby się wydawać, czytając powyższe zdania. Dzień 6 lipca 1988 roku zapisał się nie tylko w pamięci Szkotów, ale i całego świata jako najbardziej tragiczny w historii miasta, bowiem doszło wówczas do największej katastrofy związanej z wydobywaniem i przetwarzaniem ropy naftowej. Dramat, jaki rozegrał się na platformie wiertniczej o nazwie Piper Alpha kosztował życie 167 ludzi. Platforma należała do firmy Occidental Petroleum i była ona największą platformą wiertniczą na Morzu Północnym. Zbudowana została w roku 1976, natomiast cztery lata później gruntownie ją zmodernizowano, tym samym przystosowując również do produkcji gazu.

Niestety, podczas tych prac poważnie naruszono zasady bezpieczeństwa, zgodnie z którymi poszczególne moduły powinny zostać oddzielone od siebie ogniotrwałymi ścianami oraz należało zlokalizować je tak, aby najbardziej niebezpieczne prace były prowadzone jak najdalej od modułu hotelowego, jak również od centrum dowodzenia platformą. Po przystosowaniu platformy do produkcji gazu, część instalacji umiejscowiono niepokojąco blisko wrażliwych stref, nie wiedząc, że w niedalekiej przyszłości przyjdzie za ten błąd srogo zapłacić.

Ponieważ moim celem jest skupienie się na fabule książki, nie będę szczegółowo wdawać się w harmonogram pracy, którą wykonywano tamtego pamiętnego dnia na platformie. Napiszę jedynie, że w dniu 6 lipca 1988 roku o godzinie 21:57 uruchomiono kompresor A, którego zadaniem było tłoczenie gazu do gazociągu prowadzącego na brzeg. Rankiem tego samego dnia główny zawór kompresora został zdjęty, aby móc przeprowadzić rutynowy przegląd, natomiast jego miejsce zajęła jedynie prowizoryczna zaślepka. Niestety, zawór nie wrócił na swoje miejsce w odpowiednim czasie z powodu przeciągających się prac. Inżynier odpowiedzialny za powrót zaworu na swoje miejsce zaznaczył w odpowiednim dokumencie, że kompresor nie powinien być w żadnym wypadku uruchamiany. Los (a może zwykły pech?) sprawił, że ów dokument zaginął i nigdy nie trafił do inżyniera dyżurnego, który myśląc, że wszystko jest w porządku, zadecydował o uruchomieniu kompresora A. W momencie, gdy kompresor wprawiono w ruch, nastąpiła eksplozja, która zabiła na miejscu wszystkich przebywających w pobliżu. Ponadto wybuch zniszczył ogniotrwałe ściany i spowodował zapłon ropy.

Pomnik upamiętniający ofiary katastrofy
na platformie wiertniczej Piper Alpha 
w Aberdeen w Szkocji. Na pomniku 
znajdują się także nazwiska wszystkich ofiar.
fot. Lizzie
Akcja ratunkowa odbywała się bez żadnej koordynacji, natomiast ogień zablokował ludziom dostęp do przedziału, gdzie znajdowały się łodzie ratunkowe. Tak więc zgromadzili się oni w ogniotrwałym module hotelowym, oczekując ewakuacji śmigłowcami. Dym i ogień unoszące się nad lądowiskiem uniemożliwiły lądowanie helikopterów. Piper Alpha wyposażona była w automatyczny system gaśniczy, jednak pech sprawił, że tego feralnego dnia został on przełączony na ręczny z powodu podwodnych prac nurków. Potem ktoś zwyczajnie zapomniał przełączyć system z powrotem na automatyczny.

Katastrofę przeżyło tylko 62 ludzi, a wszystkich osób na platformie było 227. Życie uratowali tylko ci, którzy na samym początku desperacko skoczyli z kilkudziesięciu metrów we wzburzone fale morza. Zrobili to, pomimo iż na specjalnym szkoleniu wpojono im, że taki skok to pewne samobójstwo. Życie straciło również dwóch członków załogi jednego ze statków ratowniczych. Ofiary tej tragedii upamiętnia pomnik stojący w parku Hazlehead w Aberdeen.

Właśnie to dramatyczne wydarzenie stanowi tło powieści Muzyka gwiazd. Pomimo że od tamtego dnia minęło już wiele lat, to jednak główna bohaterka – Marianna Fraser – wciąż nie może o nim zapomnieć. Kobieta na platformie Piper Alpha straciła męża. Jak zatem żyć ze świadomością, że ukochana osoba już nigdy nie wróci do domu? Przecież jeszcze tyle było do powiedzenia, naprawienia! Los potrafi być naprawdę okrutny, bo wszak życie Marianny to praktycznie pasmo nieszczęść, chociaż ona sama tak do tego nie podchodzi. To ludzie w taki sposób ją postrzegają i litują się nad nią. Ale ona wcale tego nie chce. Marianna pragnie być traktowana jak każdy inny normalny człowiek. Jej upośledzenie nie powinno być tutaj miarą postrzegania jej osoby. Bo trzeba wiedzieć, że Marianna Fraser różni się od innych ludzi. Ona jest od urodzenia niewidoma. Poznawanie świata opiera się u niej na dotyku i słuchu. O, tak! Marianna ma doskonały słuch. Jej zmysł wykracza poza przeciętność i dotyczy nie tylko codziennego życia, ale przede wszystkim muzyki. Szczególnie muzyki klasycznej.

Marianna Fraser mieszka w Edynburgu z siostrą, z którą generalnie łączą ją poprawne relacje, choć są chwile, kiedy starsza od niej Louisa doprowadza ją do szału. Niemniej Louisie wiele trzeba wybaczyć, bo ona żyje w zupełnie innym świecie. Jej rzeczywistość to przede wszystkim fikcja literacka, ponieważ kobieta jest pisarką tworzącą literaturę wampiryczną. Dlaczego taki gatunek? Bo doskonale się sprzedaje. Nie jest ważne w tym momencie, czego chce sama Louisa. Istotne jest to, czego żąda od niej wydawca i na jakie książki czytelnicy wydają chętnie swoje pieniądze. No cóż… wampiry rządzą!

Tablica upamiętniająca ofiary katastrofy
Pewnego zimowego dnia na schodach swojego domu Marianna spotyka nieznajomego mężczyznę. Oczywiście kobieta nie ma pojęcia kim on jest ani jak wygląda. Słyszy tylko jego głos i wie, że gdyby nie jego pomoc, nie byłoby szans, aby mogła dostać się do domu. Nieznajomy nazywa się Keir Harvey. Jego nazwisko uderza w Mariannę niczym grom z jasnego nieba. Przecież „Harvey” to imię jej zmarłego tragicznie męża! Czyżby ukochany wrócił i teraz będzie się nią opiekował? Czy Keir Harvey to duch pochodzący ze świata zmarłych? A może kobieta zwyczajnie go sobie uroiła i Harvey tak naprawdę nie istnieje? 

Spotkanie tych dwojga nie jest jedyne. Od chwili, kiedy wpadli na siebie po raz pierwszy, spotykają się dość regularnie. A zatem jaki wpływ wywrze na Mariannie ta znajomość? Jak bardzo zmieni się jej dotychczasowe życie? Czy Marianna ma jeszcze szansę na to, aby być szczęśliwą? Czy zasługuje na szczęście? Jak sobie poradzi w nowej sytuacji, zważywszy że jest w pewnym stopniu upośledzona? A może Keir Harvey chce ją wykorzystać? Przecież kobieta i tak go nigdy nie zobaczy, dzięki czemu staje się dla niego łatwym celem.

Gdy patrzymy na okładkę tej książki, pierwsze co nam się nasuwa na myśl, to romans. Tak, ta powieść jest romansem, ale jakże innym od tych, jakie znamy. Na pewno nie znajdziemy tutaj łzawych i egzaltowanych wyznań. To romans dwojga dorosłych ludzi poszarpanych przez życie. Myślę, że Linda Gillard opowiadając tę historię chciała zwrócić uwagę na coś zupełnie innego niż ukazanie jedynie romantycznych chwil z udziałem swoich bohaterów. Moim zdaniem zamiarem Autorki było przede wszystkim pokazanie, że na szczęście nigdy nie jest za późno i każdy na nie zasługuje, bez względu na to kim jest i jakie życie prowadzi. Na bycie szczęśliwym zasługujemy zawsze. I nie jest istotne czy jesteśmy w pełni zdrowi, czy niepełnosprawni. Lecz zanim to nastąpi musimy przejść bardzo wiele wyboistych i ciernistych dróg, bo nic nie przychodzi łatwo.

Marianna Fraser to kobieta, która budzi w czytelniku ogromną sympatię, ale z drugiej strony potrafi też nieźle tego czytelnika zdenerwować. Niektóre jej decyzje sprawiają, że chętnie potrząsnęlibyśmy nią, aby się wreszcie opamiętała. To, co chyba najbardziej zwróciło moją uwagę w postaci głównej bohaterki, to jej dystans do własnej osoby. Pomimo że od urodzenia jest niewidoma, nie robi z tego tragedii. To ludzie, którzy ją otaczają trzęsą się nad nią z niewiadomych powodów. Ona swojej niepełnosprawności tak nie postrzega. Dla niej to normalność, z którą musi sobie radzić, i którą już dawno oswoiła. Marianna nie jest już przecież taka młoda, a lata egzystowania w świecie, który dla większości ludzi jest zupełnie obcy, nauczyły ją patrzeć inaczej na życie.

A jaki jest Keir Harvey? Na pewno ma on wiele wspólnego ze zmarłym mężem Marianny. Być może to właśnie to podobieństwo sprawia, że obydwoje bardzo dobrze czują się w swoim towarzystwie. Mężczyzna pragnie pokazać Mariannie świat, który do tej pory był dla niej niedostępny. Czy mu się to uda? Czy Marianna mu na to pozwoli? Czy mu zaufa?

Tak jak wspomniałam już wyżej, echo katastrofy na Piper Alpha wciąż słychać w tej powieści. Dzieje się tak chociażby dlatego, że główna bohaterka co roku w dniu 6 lipca jeździ do Aberdeen, aby odwiedzić pomnik upamiętniający ofiary. Na pomniku wyryte jest także imię i nazwisko jej męża wraz z jego wiekiem, a miał wtedy tylko 33 lata. Zapytacie zatem, czy książka napisana została na faktach? Nie wiem. W powieści nie znalazłam na ten temat żadnej informacji i chyba tylko sama Autorka wie, dlaczego podjęła się tego tematu. Myślę, że na chwilę obecną, nie znając prawdziwych pobudek, którymi kierowała się Linda Gillard przy pisaniu tej książki, możemy przyjąć, że Harvey Fraser jest swego rodzaju symbolem tamtych tragicznych dla Aberdeen chwil. Jego nazwiskiem, nawet jeśli tylko fikcyjnym, można podpisać każdego z tych 167 ludzi, którzy stracili życie podczas piekła na morzu. Wydaje mi się też, że ta książka jest swego rodzaju hołdem, który Linda Gillard pragnęła złożyć ofiarom katastrofy i ich rodzinom.

Muzyka gwiazd wywarła na mnie naprawdę bardzo pozytywne wrażenie. Już dawno nie czytałam romansu czy powieści obyczajowej, która miałaby w sobie tyle normalności. Autorzy czasami odbierają swoim bohaterom naturalność, wkładając w ich usta słowa, które są jak gdyby oderwane od rzeczywistości. Ta powieść pokazuje bowiem, że prawdziwe emocje można pokazać bez stosowania przesadnej egzaltacji, która bardzo często sprawia, że fabuła książki robi się niesamowicie infantylna. W tym przypadku czytelnik nie znajdzie niczego takiego. A wręcz przeciwnie. Dialogi są napisane wręcz z humorem. Tak więc choć temat niezwykle poważny, to jednak okraszony umiarkowaną dawką humoru, a to wszystko sprawia, że historię tę czyta się z ogromnym zainteresowaniem. W dodatku opowieść o Mariannie Fraser i jej życiu sprawia, że na pewne sprawy możemy zacząć patrzeć zupełnie inaczej. Przecież dzisiaj tak wiele mówi się o niepełnosprawności. A czy traktujemy osoby niepełnosprawne w taki sam sposób, jakby tej niepełnosprawności u nich nie było? Albo w sposób, w jaki ci ludzie chcieliby być traktowani?



 Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu









8 komentarzy:

  1. Niesamowita okładka i co najważniejsze fabuła również wzbudza zainteresowanie. W każdym razie zapisałam już sobie jej tytuł i będę poszukiwać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że ta książka trafi w Twój gust i na pawno się wzruszysz, bo to jest przepiękna historia. Ja jestem zauroczona tą powieścią. Mam nadzieję, że wkrótce uda Ci się ją dostać i przeczytać. :-)

      Usuń
  2. W takim razie chcę przeczytać :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To życzę miłej lektury... i wzruszającej! :-)

      Usuń
  3. Thank you for this very interesting review which I read with Google Translate, I'm the author.

    You have understood why I wrote the book. Harvey Fraser did not exist. He represented the many men who died on Piper Alpha. I wanted to write a book about grief and loss and I also wanted to write about the Piper Alpha disaster because, outside Scotland, I think people have forgotten about it.

    I was pleased to read that you had enjoyed the book. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thank you so much for your comment. I am very happy you visited my blog. You created a very beautiful story. I am very glad that I managed to understand the message of your novel. I'd like to read your other books in the future. Best! :-)

      Usuń
  4. Bardzo spodobała mi się ta pozycja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta książka jest naprawdę wyjątkowa, a nagrody, które za nią idą tylko potwierdzają tę wyjątkowość. :-)

      Usuń