Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

poniedziałek, 19 października 2015

O tym, jak syn przeciętnego barona stał się jednym z najbogatszych rycerzy swojej epoki









Opowieść o tym, jak czwarty syn pewnego skromnego angielskiego barona żyjącego w XII wieku stał się jednym z najbogatszych ludzi swoich czasów i był regentem Anglii, sprawując rządy w imieniu młodocianego króla Henryka III Plantageneta (1207-1272) jest jedną z najbardziej znanych historii o tym wyjątkowym rycerzu.

William Marshal
1. hrabia Pembroke
Niezwykła opowieść o życiu Williama Marshala (ok. 1146-1219) została zapisana w Histoire de Guillaume le Maréchal i jest to jedyna znana biografia osoby, która nie posiadała królewskiej krwi. Biografia ta przetrwała od średniowiecza do czasów współczesnych. Tekst został napisany już po śmierci Williama Marshala przez nieznanego autora, który podpisał się imieniem „John”. Autor ten określa Williama jako „najlepszego rycerza na świecie” i ukazuje oryginalny obraz ówczesnego dworskiego życia.

William Marshal urodził się około 1146 roku jako młodszy syn podrzędnego szlachcica, co oczywiście było jednoznaczne z tym, że nie mógł on spodziewać się odziedziczenia majątku po swoim ojcu, gdyż spadek przysługiwał jedynie najstarszemu synowi. Tak więc William już od najmłodszych lat przysposabiany był do obrania własnej życiowej drogi i nie oglądania się na ziemie i bogactwa, jakie otrzymałaby po swoim rodzicielu. Kiedy miał około dwunastu lat został oddany na wychowanie do kuzyna swojej matki – Williama de Tancarville (?) mieszkającego w Normandii we Francji. Tam miał zacząć uczyć się na rycerza. To właśnie w Normandii młody William uczył się korzystać z narzędzi, które były niezbędne w jego późniejszej profesji. Opanowywał do perfekcji najnowszą taktykę władania bronią, uczył się jeździć na koniu bojowym, co było konieczne na wypadek, gdyby kiedyś musiał brać udział w bitwach. Zgodnie ze znanym przysłowiem, że „praktyka czyni mistrza”, William szkolił się w ten sposób przez siedem lat, aż w końcu doprowadził do perfekcji swoje umiejętności nie tylko odnośnie jazdy konnej, ale także władania mieczem i maczugą.

Wydaje się, że nie były to wszystkie umiejętności, jakie posiadł William, będąc na dworze swojego wuja. Jego biografia podaje, że podczas pobytu w Tancarville nazywano go „pasibrzuchem”. Czyżby zbyt dużo jadł? W ostatnim roku swojej praktyki William mierzył już sześć stóp wzrostu, czyli ponad sto osiemdziesiąt centymetrów. Wtedy też dowiedział się, że jego ojciec zmarł i zgodnie z oczekiwaniami, nie pozostawił mu żadnego spadku. Tak więc William zrozumiał, że lepiej będzie, jak od razu zacznie sam zarabiać na życie jako rycerz, biorąc udział w turniejach, które wtedy odbywały się na porządku dziennym. W średniowiecznej Europie podczas turniejów konstruowano coś na kształt makiet bitewnych, gdzie rycerze mogli zaprezentować swoje umiejętności i pokazać talent. Zazwyczaj setki, a czasem nawet tysiące konnych rycerzy trzymających w dłoniach lance walczyło pomiędzy sobą, zadając ciosy na oślep. Używano również mieczy i maczug. Turnieje traktowano powszechnie jako szkolenia, dlatego też śmierć była rzadkością. Niemniej często rycerze odnosili obrażenia na ciele w postaci wybitych zębów czy złamanych kości.

Na szczęście dla Williama w Pikardii (północna Francja) znajdowało się kilka akrów czystej ziemi odpowiadającej rozmiarem dzisiejszemu stadionowi Wembley. To właśnie tam regularnie spotykali się europejscy wojownicy, aby rywalizować ze sobą podczas turniejów. Rycerze przybywali ze wszystkich zakątków Europy, w tym z Hiszpanii, Anglii, Szkocji i oczywiście z Francji, tworząc zespoły, które walczyły ze sobą nawzajem. Jeśli chodzi o zasady turniejów, to raczej było ich niewiele. Walki miały też zupełnie inny charakter, niż te, jakie toczono na prawdziwym polu bitwy. Nagrodą mogło być natomiast uwolnienie jakiegoś pojmanego wcześniej rycerza, księcia czy nawet zwykłego szlachcica. 


Pozostałości zamku w Pembroke, gdzie rezydował William Marshal


Do końca lat 70. XII wieku William stał się swego rodzaju gwiazdą turniejów, w których brał udział, co oczywiście sprawiło, że jego majątek znacznie się powiększył. Dzięki połączeniu siły fizycznej, doskonałych umiejętności jeździeckich, zdolności władania lancą, mieczem i maczugą, jak również z powodu cech przywódczych i przebiegłości, William Marshal wspiął się na sam szczyt swojej rycerskiej profesji. Jednym z ulubionych manewrów Williama było uchwycenie uprzęży konia swojego przeciwnika i wywleczenie go z pola, na którym odbywał się turniej, a następnie zażądanie od swojego rywala oddania konia, zbroi, broni bądź innych cennych rzeczy. Inną ulubioną taktyką Williama było zmuszanie swojego zespołu do walki wręcz tak długo, aż wszyscy przeciwnicy będą wyczerpani fizycznie, co powodowało, że najcenniejsze nagrody przypadały właśnie jemu.

Kariera Williama Marshala weszła w nowy etap w roku 1170, gdy został on wezwany na dwór królewski, aby zająć się Henrykiem Plantagenetem zwanym „Młodym Królem” (1155-1183), który został koronowany na króla Anglii w wieku piętnastu lat, a było to jeszcze za życia jego ojca Henryka II Plantageneta (1133-1189). U boku Młodego Króla William Marshal spisywał się doskonale. Wchodził w skład anglonormandzkiego zespołu, który brał udział w licznych turniejach. Stojąc przy Henryku walczył przez kolejne dwanaście lat, wygrywając turniej za turniejem. Do kluczowych zadań Williama nie należało jedynie opracowywanie taktyki dotyczącej walki całego zespołu, ale przede wszystkim jego działania skupiały się na opiece młodocianego monarchy, za co zazwyczaj otrzymywał najcenniejszą nagrodę na polu turniejowym.


Królowie, którym podczas swojego życia służył William Marshal
Od lewej: Henryk II Plantagenet, Ryszard I Lwie Serce, Jan bez Ziemi 
oraz Henryk III Plantagenet


W 1182 roku William i Henryk rozstali się i wtedy, Marshal opuścił turniejowy zespół Młodego Króla, aby dołączyć do jego rywala Filipa Alzackiego (1143-1191), który był hrabią Flandrii. Najprawdopodobniej za ten transfer William Marshal wziął ogromne pieniądze. Ich rozstanie nie trwało jednak długo, ponieważ kiedy 11 czerwca 1183 Henryk Plantagenet zmarł na czerwonkę, William Marshal znów był u jego boku. Za zgodą pogrążonego w żałobie Henryka II Plantageneta, William wyruszył do Ziemi Świętej, aby dokończyć krucjatę, którą obiecał swojemu zmarłemu przyjacielowi, niosąc ze sobą krzyż Młodego Króla do Jerozolimy. W Ziemi Świętej William Marshal spędził dwa lata, gdzie walczył z królem Jerozolimy i Templariuszami. Po powrocie do Anglii w 1185 roku, William przysiągł wierność królowi Henrykowi II Plantagenetowi i służył mu jako wierny dowódca wojsk królewskich występujących przeciwko zbuntowanemu synowi monarchy i jego spadkobiercy – Ryszardowi, którego już wkrótce nazywać będą Ryszardem I Lwie Serce (1157-1199). W zamian za oddaną służbę Henryk II obdarował Williama Marshala pokaźnym majątkiem Cartmel w Cumbrii. Podczas potyczki w północnej Francji w 1189 roku William stanął twarzą w twarz z nieposłusznym Ryszardem i bardzo szybko zrzucił go z konia. Książę za nic nie chciał oddać swego miecza Williamowi, tak więc ten w zamian zabił jego konia.

Wkrótce po tym przypadkowym spotkaniu Williama i Ryszarda, zmarł Henryk II Plantagenet, zaś Ryszard został królem Anglii. Pomimo że obaj walczyli ze sobą jeszcze kilka dni wcześniej, Ryszard nagrodził Williama, oddając mu rękę Isabel de Clare (1172-1220), która była córką Ryszarda de Clare, 2. hrabiego Pembroke (1130-1176), zwanego również „Silnym Łukiem” (z ang. Strongbow). Dzięki temu małżeństwu William stał się właścicielem posiadłości znajdujących się w Anglii, Irlandii, Normandii i Walii. W chwili zawarcia małżeństwa William Marshal miał czterdzieści trzy lata, zaś jego żona tylko siedemnaście. I tak oto nasz bohater z bezrolnego rycerza pochodzącego z podrzędnej rodziny stał się wielkim baronem i jednym z najbogatszych rycerzy w królestwie.

Grobowiec Williama Marshala
w Temple Church w Londynie
W 1190 roku William Marshal został powołany do Rady Regencyjnej, która miała rządzić państwem w czasie, gdy Ryszard I Lwie Serce wyruszył do Ziemi Świętej na czele trzeciej krucjaty. Generalnie William sprawował władzę w imieniu króla, biorąc udział w ciągłych wojnach we Francji przeciwko królowi Filipowi II Augustowi (1165-1223). William nie zachowywał się bynajmniej jak przystało na jego wiek. W 1197 roku, mając pięćdziesiąt lat, zajął mury otaczające francuski zamek i nie opuścił ich, aż do momentu, gdy przybyły wezwane posiłki. Gdy jeden ze strażników zamku zakwestionował takie działanie, William Marshal powalił go jednym ciosem. Jego sprawność fizyczna pomogła mu przeżyć trzech królów, a kiedy w 1216 roku zmarł król Jan bez Ziemi (1166-1216), William rządził Anglią jako regent i opiekun dziewięcioletniego wówczas Henryka III Plantageneta (1207-1272). 

W wieku siedemdziesięciu lat William Marshal stoczył jeszcze jedną walkę z własnymi siłami fizycznymi, prowadząc armię króla przeciwko inwazji francuskiej i stoczył bitwę pod Lincoln w 1217 roku, która była częścią tak zwanej pierwszej wojny baronów (1215-1217). W swoim klasycznym stylu William Marshal stanął na czele wojska i jako pierwszy dotarł do bram miasta w celu pojmania szlachty i postawienia jej swoich żądań dotyczących przyszłego okupu. Wydaje się jednak, że na tym polu nieco się rozczarował, bo co innego wysadzić rycerza z siodła podczas turnieju, a zupełnie co innego zwyciężyć w otwartej bitwie.

Z początkiem 1219 roku zdrowie Williama Marshala zaczęło poważnie szwankować. Na łożu śmierci wspominał Templariuszy, z którymi walczył podczas krucjaty. Twierdził też, że w swojej karierze wziął do niewoli ponad pięciuset rycerzy, ale ostatecznie z ogromnym przejęciem doszedł do wniosku, że przed śmiercią obronić się już nie może. Czy zatem William Marshal był tak lojalny i honorowy, jak może się z pozoru wydawać? Cóż, z pewnością tak. W kronice Histoire de Guillaume le Maréchal zapis sporządzony przez jego spadkobiercę Williama Marshala II (1190-1231) tylko to potwierdza. Chociaż jest to jedynie legenda, to jednak pamięć o Williamie Marshalu przetrwała wieki, a opowieść o jego życiu zachowała się dla przyszłych pokoleń, o czym świadczy spora ilość zbeletryzowanych biografii tego wyjątkowego rycerza wydanych szczególnie w Wielkiej Brytanii.