Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

środa, 23 września 2015

Wojciech Dutka – „Bractwo Mandylionu”















Wydawnictwo: ALBATROS
Warszawa 2009





Krucjaty zawsze były jednym z najważniejszych obszarów historii, któremu poświęcano sporo miejsca w rozmaitych dyskusjach, co oczywiście może wynikać z dynamicznego wzrostu ludzkiej ciekawości odnośnie tego tematu oraz z chęci zrozumienia i własnego zinterpretowania tamtych niezwykłych wydarzeń. Krucjaty nazywane również „wyprawami krzyżowymi” to oczywiście wojny na tle religijnym, jakie w epoce średniowiecza prowadzili zachodni chrześcijanie z muzułmanami lub poganami. Historia krucjat, których celem były tereny Ziemi Świętej obejmuje Palestynę, Syrię, Egipt, Cypr, a nawet Konstantynopol i Grecję. Tak więc – jak widać – w tym przypadku mamy do czynienia z poważnym konfliktem zbrojnym pomiędzy trzema największymi ośrodkami kulturowymi ówczesnego świata. Krucjaty to niezwykle pasjonująca część historii, co pokazują liczne prace naukowe autorstwa historyków, a także powieści historyczne, w których pisarze niezmiernie często sięgają do tego tematu. Jest to historia niezwykle pasjonująca, ponieważ obfituje w niezliczoną liczbę bitew oraz politycznych spisków, których zrozumienie wymaga nie tylko dobrej znajomości mentalności ówczesnych krzyżowców i polityków, ale również kultury ludności Wschodu i Zachodu. Niestety, niewielu ludzi żyjących w tamtym okresie było w stanie pojąć te dwie kwestie.

Na historię wypraw krzyżowych można spojrzeć w dwojaki sposób. Otóż, z jednej strony krucjaty były największą i jednocześnie najbardziej romantyczną przygodą dla chrześcijan, natomiast z drugiej były to także niezwykle barbarzyńskie najazdy na ludność, którą chciano za wszelką cenę nawracać na wiarę katolicką. Jedną z konsekwencji krucjat była hegemonia państw zachodniej Europy nad pozostałymi europejskimi krajami w zakresie politycznym, ekonomicznym oraz kulturowym. W związku z tym państwa te prześcignęły Bizancjum w rozwoju, które po czwartej krucjacie już nigdy się nie podniosło z upadku. Wyprawy krzyżowe w sposób znaczący wpłynęły na rozwój włoskich miast, tym samym umożliwiając im wejście w całkowicie inną epokę, czyli w renesans. Wtedy też narodził się epos rycerski.


Bitwa pod Arsuf  podczas III krucjaty w dniu 7 września 1191 roku
autor obrazu: Eloi Firmin Feron (1802-1876)


Nas w tym momencie najbardziej interesuje trzecia wyprawa krzyżowa (1189-1192), ponieważ to właśnie między innymi ta krucjata stanowi tło historyczne powieści Wojciecha Dutki. Tak więc podczas trzeciej wyprawy krzyżowej europejskie rycerstwo niesione wyobrażeniem rozprzestrzenienia chrześcijaństwa oraz obrony Ziemi Świętej przed heretykami wyruszyło na tereny Ziemi Świętej, aby wypędzić stamtąd wojska seldżuckiego sułtana Saladyna (ok. 1138-1193). Jeden z muzułmańskich władców – Nur ad-Din (1118-1174) – po upadku drugiej krucjaty zajął Damaszek oraz Syrię i zaplanował swoją dalszą ekspansję w kierunku Egiptu. W tych wyprawach towarzyszył mu jego bratanek Saladyn. Kiedy ostatecznie Egipt został zdobyty, panowanie nad nim spoczęło w rękach Saladyna, który po śmierci Nur ad-Dina przejął władzę także w Syrii. Wkrótce po tych wydarzeniach w Królestwie Jerozolimskim władzę odziedziczył Baldwin IV Trędowaty (1161-1185). Podpisał on z Saladynem umowy handlowe, które umożliwiały wymianę dóbr pomiędzy terytoriami należącymi do muzułmanów i obszarami będącymi własnością chrześcijan. Niestety, w 1176 roku przyjazne relacje Saladyna z Baldwinem IV zamieniły się w otwarty konflikt. Stało się tak głównie dzięki osobie Renalda de Châtillona (ok. 1125-1187), który uważany był za rozbójnika i pirata. Więził on bowiem członków muzułmańskiej karawany i odmówił ich uwolnienia. Niedługo potem doszło do wybuchu wojny, zaś Saladyn opanował niemalże całe Królestwo Jerozolimskie, w tym również samą Jerozolimę.  

Śmierć Fryderyka I Barbarossy 
autor: Paul Gustave Dorè (1832-1883)
W tym samym czasie konklawe wybrało nowego papieża, którym został Grzegorz VIII (ok. 1110-1187). Nowy zwierzchnik Kościoła Katolickiego już w pierwszych dniach swojego urzędowania obwieścił całej Europie, że zdobycie Jerozolimy przez heretyków jest karą od Boga za popełnione grzechy i należy je odkupić, wyruszając natychmiast do Ziemi Świętej, aby odebrać ją innowiercom. Na odzew nie trzeba było długo czekać. Król Francji Filip II August (1165-1223) i monarcha Anglii Henryk II Plantagenet (1133-1189), pomimo iż toczyli wówczas wojnę pomiędzy sobą, podpisali pokój i razem rozpoczęli przygotowania do wyprawy krzyżowej. Nie byli w tym osamotnieni, ponieważ cesarz rzymski Fryderyk I Barbarossa, zwany Rudobrodym (ok. 1122-1190) również zebrał swoją armię i w 1189 roku wyruszył jako pierwszy na krucjatę przeciwko muzułmanom. W 1190 roku wygrał bitwę pod Ikonium, którą stoczył z Turkami. Niemniej, już wkrótce zmarł w dość dramatycznych i nieoczekiwanych okolicznościach. Nie było to bynajmniej w wyniku bezpośredniej potyczki z wrogiem. Jego syn Fryderyk IV Szwabski (ok. 1145-1167), który po ojcu przejął dowodzenie nad wojskiem, nie był w stanie zachować poprzedniej dyscypliny i porządku w szeregach armii, dlatego też udało mu się doprowadzić swoje wojska jedynie do Antiochii, gdzie większa część jego rycerzy zmarła na skutek panującej tam zarazy.

Kolejnym wodzem, który podjął decyzję o wyruszeniu na wyprawę krzyżową był Ryszard I Lwie Serce (1157-1199). Niemniej, jego krucjata skończyła się szybciej, niż oczekiwano, a stało się tak z powodu silnego sztormu, który zawładnął flotą króla, natomiast jeden ze statków, na którym przewożono złoto, rozbił się na Cyprze. Król Ryszard uwikłał się także w konflikt z władcą Cypru – Izaakiem Komnenosem (1155-ok. 1196). Gdy ten nie oddał mu skarbu, wówczas Ryszard podbił całą wyspę i pozostał na niej, lekceważąc początkowy cel swojej krucjaty. W niedługim czasie inni dotarli do Jerozolimy, a tam po licznych walkach podpisano pokój, który zakładał między innymi, że chrześcijanie mogą czuć się bezpieczni, wędrując do miejsca narodzin Chrystusa. Dochody z tej krucjaty były jednak niewielkie i dlatego papiestwo podjęło decyzję o rozpoczęciu kolejnej – czwartej – wyprawy krzyżowej. 

Święty Dominik dyskutuje
z katarami. Podczas tej dyskusji książki 
obydwu stron zostały wrzucone do ognia, 
lecz te należące do założyciela zakonu 
dominikanów nie spłonęły.
autor: Pedro Berruguete (ok. 1450-1504)
To tyle, jeśli chodzi o tło historyczne powieści. Skupmy się teraz na samej książce. Mamy rok 1170, zaś w Anglii panuje Henryk II Plantagenet. Głównym, bohaterem jest Gotfryd z Melville. Jest on normandzkim szlachcicem, zaś jego ojciec to hrabia Gloucestershire. Gotfryd nie ma łatwego życia. Dość wcześnie traci matkę, którą bardzo kochał. Ojciec jakoś nie potrafi żyć długo w żałobie po żonie i już wkrótce sprowadza pod swój dach kolejną małżonkę. Kobieta jest nie tylko młoda, ale też bardzo ambitna i łasa na majątek, którym włada hrabia Gloucester. W dodatku macocha od samego początku jest wrogo nastawiona do Gotfryda. Namawia zatem Hugona, aby ten jak najszybciej oddał syna do klasztoru i tym samym przeznaczył go do stanu duchownego. Tego rodzaju działaniem Juliette pragnie zagarnąć cały majątek po Hugonie dla swojego syna, którego – jak przypuszcza – nosi w łonie. Nie widzi zatem innego wyjścia, jak tylko pozbyć się Gotfryda, który jako starszy syn, miałby pierwszeństwo do dziedziczenia. I tak oto nasz bohater trafia pod opiekę biskupa Gloucester – Odilona. 

Wraz z Gotfrydem do klasztoru jedzie także jego wierny giermek i przyjaciel – Henryk z Bienne. Szybko okazuje się, że Odilon też ma swoje ambicje. Któregoś dnia powierza więc Gotfrydowi pewną misję. Otóż, syn hrabiego Gloucester musi pojechać na królewski dwór. Udaje się tam oczywiście w towarzystwie swojego giermka. W drodze spotykają „człowieka z kuszą”, który od tej chwili będzie im wciąż deptał po piętach. Dlaczego? Kim jest ten mężczyzna i kto go wynajął?  Choć jeszcze tego nie wiedzą, ich życie już nigdy nie będzie wyglądać tak samo. W dodatku zostaje zamordowany arcybiskup Canterbury – Tomasz Becket (ok. 1118-1170), który był poważnie poróżniony z królem Henrykiem II Plantagenetem. Niestety, Gotfryd z Melville zjawił się w Londynie w nieodpowiednim czasie i miejscu. Zostaje więc wplątany w owo okrutne morderstwo na duchownym. Czy zatem zostanie oskarżony i skazany na śmierć, jak pozostali winni zabójstwa? A może w ostatniej chwili ktoś przyjdzie mu z pomocą i uwolni od okrutnej śmierci?

Historia Gotfryda z Melville nierozerwalnie łączy się z Mandylionem z Edessy, który spełnia kluczową rolę w fabule powieści. U podstaw rzeczonego Mandylionu leży bowiem legenda opowiadająca o listownej korespondencji wymienianej pomiędzy królem Edessy – Abgarem V (?) a samym Chrystusem. Pewnego dnia chory król miał rzekomo poprosić Jezusa w liście o uzdrowienie. Z kolei inne źródła podają, że list Jezusa zastępuje ustna odpowiedź, która zawiera obietnicę, iż Edessa nigdy nie zostanie zdobyta, zaś towarzyszy jej stół, na którym archiwista króla i wysłany do Jezusa malarz, namalowali wizerunek Zbawiciela. Na skutek przepisania tegoż tekstu ponownie zmienia się jego wersja. Wysłannik Abgara V – oprócz dostarczenia listu – miał również za zadanie dokładnie przyjrzeć się Jezusowi, aby potem najprawdopodobniej móc Go opisać i odtworzyć Jego wygląd. Ponieważ nie był on w stanie uchwycić podstawowych rysów twarzy Jezusa, sam Zbawiciel poprosił o ręcznik, na którym pozostawił swój wizerunek, uprzednio myjąc twarz i osuszając ją w płótno.  Czy w takim razie uda się naszym bohaterom odnaleźć rzeczony Mandylion z Edessy? Czy spisek, który został uknuty i ma związek z Mandylionem nie przeszkodzi im osiągnąć zamierzonego celu? Jaka w tym wszystkim jest rola biskupa Odilona?

Mandylion z Edessy pochodzący
z prywatnej kaplicy papieskiej
Przyznam szczerze, że gdyby nie Bractwo Mandylionu, do tej pory nie wiedziałabym o istnieniu Autora i przede wszystkim o tym, że Wojciech Dutka potrafi tak świetnie pisać. Akcja powieści od samego początku wciąga i nie pozwala odłożyć książki na półkę. Powieść napisana jest bardzo ciekawie, ponieważ raz wydarzenia ze swojego życia relacjonuje nam główny bohater, zaś raz jest to narrator trzecioosobowy, który opowiada czytelnikowi o tym, co dzieje się w miejscach, gdzie Gotfryda z Melville nie ma. Całe życie głównego bohatera to pasmo nieszczęść. Najpierw rozczarowuje go najbliższa rodzina, która pragnie odsunąć go od należnego mu majątku, a potem na skutek podejrzanych działań biskupa Odilona zostaje wplątany w coś, co może grozić mu śmiercią. W dodatku z powodu swoistego splotu okoliczności trafia do Prowansji, gdzie musi stawić czoło sekcie katarów. I oczywiście jest jeszcze trzecia wyprawa krzyżowa, w czasie której może przecież zostać zabity.

Gotfryd z Melville to postać, którą daje się lubić, pomimo że dopuszcza się rozmaitych okrucieństw. Niemniej, wydaje się, że za swoje złe postępowanie w pewnym momencie musi srogo zapłacić. Na kartach książki widać też prawdziwą męską przyjaźń, która wytrzymuje nawet najbardziej dramatyczną próbę czasu. W tej powieści jest praktycznie wszystko. Oprócz doskonale opisanego tła historycznego, mamy także miłość, która przetrwa nawet najgorsze burze. Jest też przyjaźń, o której już wspomniałam. Są relacje pomiędzy ojcem a synem. Bohaterami wciąż targają skrajne emocje, które prędzej czy później doprowadzają do nieprzemyślanych czynów. W tym wszystkim obecne jest pragnie zemsty, które nie pozwala zachować logicznego myślenia. Powieść tę śmiało możemy też zaliczyć do literatury przygodowej. Całe życie Gotfryda z Melville to w gruncie rzeczy jedna wielka przygoda. Na kartach książki pojawiają się również postacie, które doskonale znamy z historii, a są one tak perfekcyjnie wykreowane, że wydaje się, iż nadal żyją, choć od ich śmierci minęły wieki.

Bractwo Mandylionu to kawałek naprawdę świetnej literatury historycznej. Jeśli mój tekst nie zachęcił Was do sięgnięcia po tę lekturę, to przeczytajcie słowo wstępu, które kieruje do czytelnika sam Autor. Przyznam, że brzmi ono nieprawdopodobnie i trudno jest uwierzyć w to, o czym Wojciech Dutka opowiada. Niemniej, słowa Autora stanowią ogromną zachętę do sięgnięcia po książkę i jeszcze przed rozpoczęciem lektury wywołują gęsią skórkę u czytelnika.









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz