Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

wtorek, 9 czerwca 2015

Kamil Janicki – „Upadłe Damy II Rzeczpospolitej”












Wydawnictwo: ZNAK
Kraków 2013






Morderczynie narzeczonych, dzieciobójczynie, szantażystki, prostytutki czy skorumpowane oszustki to nie tylko domena naszych czasów. Należy pamiętać, że mordercze instynkty drzemią w człowieku już od zarania dziejów. Nie jest to problem nowy. Chociaż statystycznie kobiety rzadziej wkraczają na drogę przestępczą niż mężczyźni, to jednak zbrodnie, których się dopuszczają mogą być bardziej drastyczne i wywołujące społeczne oburzenie, aniżeli te dokonywane przez mężczyzn. Możliwe że dzieje się tak dlatego, iż kobiety częściej stają przed sądem oskarżone na przykład o zabójstwo własnego dziecka, a to chyba tylko w doszczętnie zdeprawowanym społeczeństwie nie stanowiłoby aktu najwyższego potępienia. Poza tym przestępstwa dokonywane przez kobiety są trudniejsze do wykrycia, dlatego też częściej słyszy się, że to mężczyzna odpowiada przed sądem za taki czy inny zabroniony prawem czyn. Przestępczość kobiet jest w pewnym stopniu ukryta i tak naprawdę nie wiadomo, jakie proporcje przyjmowałaby, gdyby jej wykrywalność była stuprocentowa.

Przenieśmy się jednak do czasów przedwojennych, ponieważ to one nas najbardziej interesują w odniesieniu do książki Kamila Janickiego. Niedawno pisałam o żonach przedwojennych prezydentów, natomiast dzisiaj czas na niewiasty, które raczej nie zasłynęły w tamtym okresie z dobrego wychowania i przestrzegania narzuconych społecznie konwenansów. Z drugiej strony jednak można byłoby się zastanawiać czy w II Rzeczypospolitej obowiązywały jakiekolwiek konwenanse. A jeśli już takowe istniały, to chyba tylko na pokaz, bo w zaciszu własnego domu dochodziło do rzeczy, które się w głowie nie mieszczą. Podobnie jak dzisiaj, wtedy również kobiety, po których nikt nie spodziewałby się dokonania zbrodni, ową zbrodnię popełniały, i podobnie jak dziś informacje o tychże przestępstwach nie schodziły z pierwszych stron gazet.


Rita Gorgonowa

Kamil Janicki w swojej książce skupia się na kobietach, które w dwudziestoleciu międzywojennym weszły na drogę przestępczą i dzięki temu zyskały ogromny rozgłos. Pisała o nich prasa, a zwykli ludzie w podnieceniu z ust do ust przekazywali sobie najświeższe wiadomości na ich temat i odnośnie przebiegu procesów sądowych. Upadłe Damy II Rzeczpospolitej to historie ośmiu kobiet, które wywodziły się z różnych środowisk i posiadały różny status majątkowy. Autor każdy rozdział poświęca innej „upadłej damie”, relacjonując jej sprawę od samego początku, aż do procesu i ogłoszenia wyroku. Najmniej uwagi poświęca jedynie Ricie Gorgonowej, ponieważ uważa, że jej historia jest wszystkim znana, więc przypuszczalnie nie ma sensu się nad nią rozwodzić. Ale czy na pewno? Czy o Ricie Gorgonowej i zbrodni, której popełnienie jej zarzucano, każdy słyszał? Pomimo że Internet pełen jest artykułów na temat Gorgonowej, to jednak wydaje mi się, że jej postać nie każdemu jest znana. A zatem zanim przejdę do mojej opinii odnośnie Upadłych Dam II Rzeczpospolitej, chciałabym opowiedzieć właśnie o Ricie Gorgonowej, którą Kamil Janicki potraktował w swojej książce trochę po macoszemu, ponieważ wspomniał o niej jedynie w prologu.

Margerita (Rita) Gorgonowa (1901-?) określana była dzieciobójczynią, natomiast jej sprawa wzbudzała ogromne emocje. Byli tacy, którzy zażarcie jej bronili, podczas gdy inni uznali ją za winną jeszcze zanim zakończył się jej proces. Epilog jednej z najbardziej przerażających zbrodni dwudziestolecia międzywojennego miał miejsce w Krakowie, gdzie w Sądzie Okręgowym mieszczącym się przy ulicy Senackiej 1 odbywały się rozprawy Rity Gorgonowej. Została ona skazana za zabójstwo córki swojego kochanka. Sędziowie z Krakowa okazali się łagodniejsi, aniżeli ławnicy ze Lwowa, gdzie zapadł pierwszy wyrok. 

W 1932 roku Ritę Gorgonową przewieziono ze Lwowa do krakowskiego więzienia. We Lwowie ławnicy byli bezlitośni i uznali, że kobieta musi ponieść śmierć przez powieszenie. We wrześniu skazana urodziła w więzieniu córkę. Wtedy też Gorgonowa straciła swą nieprzeciętną urodę. Ciąża poważnie zniekształciła jej nieskazitelną dotychczas figurę. W dniu 6 marca 1933 roku rozpoczął się proces apelacyjny. Przed budynek sądu ściągnęły tłumy. Pojawiło się też sporo policjantów, a władze miasta nie zapomniały, że po dokonaniu wizji lokalnej we Lwowie, tłum niemalże nie odprawił samosądu nad morderczynią.

Pokój Lusi Zarembianki, w którym dokonano morderstwa.


Rita Gorgonowa została oskarżona o zamordowanie siedemnastoletniej Elżbiety zwanej po prostu Lusią (1914-1931), która była córką lwowskiego architekta Henryka Zaremby (1883-1954). Dla lepszego zrozumienia tejże historii cofnijmy się nieco w czasie. Rita Gorgonowa urodziła się w Dalmacji, natomiast kiedy miała piętnaście lat jej matka zaczęła robić wszystko, aby córka usunęła się z domu. Właśnie wtedy Rita spotkała niejakiego Gorgona, z którym wyjechała do Galicji. Ich małżeństwo nie należało jednak do szczęśliwych, ponieważ Gorgon nie był w stanie zarobić pieniędzy, zaś jego rodzina nie pałała sympatią do Rity, którą uważano za „obcą”. Któregoś dnia bliscy Gorgona po prostu wyrzucili ją za drzwi. W tej sytuacji Margerita była zmuszona podjąć jakąkolwiek pracę, i tak oto trafiła do jednej z lwowskich cukierni, gdzie zwrócił na nią uwagę Henryk Zaremba.

Rita była naprawdę piękną kobietą. Z kolei architekt Zaremba miał już ponad czterdzieści lat, a do tego psychicznie chorą żonę, która aktualnie przebywała w zakładzie zamkniętym. Tak więc Rita została guwernantką jego dzieci. Oprócz wspomnianej wyżej Lusi, Henryk Zaremba miał również syna Stanisława urodzonego w 1917 roku. Nie dziwi więc fakt, że z czasem samotny i odrzucony przez żonę z powodu jej choroby mężczyzna zapragnął zaznać szczęścia z inną kobietą. Ich romans okazał się zatem kwestią czasu. Ricie bardzo podobało się życie na dość wysokim poziomie u boku Henryka, który na salonach zwykł mawiać o niej „moja pani”. Początkowo guwernantka miała bardzo dobry kontakt z dziećmi architekta. Sama również urodziła mu córkę Romanę. Aczkolwiek matką dobrą nie była. Po latach Romana mówiła: „Dla matki urodziłam się chyba niepotrzebnie. Pamiętam, jak robiła porządek w kominku, a gdy podbiegłam do niej, pozwoliła mi chwycić gorący pogrzebacz. Obie rączki miałam poparzone.” Tak naprawdę dla małej Romany prawdziwą opiekunką stała się córka Zaremby.

Od jakiegoś czasu pomiędzy Lusią a Ritą zaczęły narastać nieporozumienia. Dorastająca Elżbieta nie mogła zaakceptować faktu, że kochanka ojca dzieli z nimi mieszkanie. To ona sama pragnęła zostać gospodynią w domu w Łączkach niedaleko Brzuchowic. Lusia często mówiła ojcu, że kochanka go zdradza. Po jakimś czasie Henryk Zaremba znudził się więc Gorgonową i znalazł sobie nową kochankę. Ustalili jednak, że Rita wraz z Romaną zostaną w Łączkach, natomiast on z dziećmi wyjedzie do Lwowa. Ta podroż miała odbyć się w styczniu 1932 roku. Niemniej okrutny los chciał, że nie zdążyli wyjechać. W nocy z 30 na 31 grudnia 1931 roku syn Henryka Zaremby – czternastoletni wówczas Staś – po kolacji zasnął, mając na uszach słuchawki radiowe. Obudził go skowyt psa, więc wstał, aby sprawdzić, co się dzieje. Wtedy w holu zobaczył jakąś bliżej niezidentyfikowaną postać. Potem twierdził, że była to Rita Gorgonowa.

Kiedy Staś wszedł do pokoju Lusi, ujrzał ją leżącą na łóżku w kałuży krwi. Na głowie dostrzegł rany zadane ciężkim narzędziem. Potem okazało się, że została zdeflorowana bliżej nieznanym tępym narzędziem w trakcie agonii bądź już po śmierci. Staś zaczął niemiłosiernie krzyczeć. Wtedy do pokoju Elżbiety wpadł Zaremba, a tuż za nim Gorgonowa ubrana w białą koszulę nocną i narzucone na nią futro. Henryk natychmiast kazał wezwać doktora Csalę, który mieszkał w pobliżu. Rita wybiegła więc na zewnątrz w pantoflach, lecz lekarz był już praktycznie niepotrzebny, ponieważ Lusia nie żyła.


Rita Gorgonowa ze swoim adwokatem Mieczysławem Ettingerem (1886-1947).
Zdjęcie pochodzi z 1933 roku. 


Bardzo szybko wszelkie podejrzenia padły na Ritę Gorgonową. Na miejscu zbrodni była przecież w futrze, na którym dostrzeżono ślady po niedawnym czyszczeniu. Podejrzewano więc krew. Poza tym koszula, w której wbiegła do pokoju ofiary była nowa, czysta i nieużywana, a domownicy wszak pamiętali, że spać kładła się w żółtej. Podejrzewano więc, że musiała ją spalić. Na pantoflach zauważono rdzawe plamy, natomiast w piwnicy pod stosem zeschłych liści odnaleziono wilgotną chusteczkę Rity, na której widniały ślady krwi. Gorgonowa tłumaczyła, że jest to krew menstruacyjna, zaś sama chusteczka musiała jej wypaść kilka dni wcześniej. Nie dano wiary tym wyjaśnieniom. Rita Gorgonowa trafiła więc do aresztu. Niemniej policja podczas śledztwa dopuściła się bardzo poważnych uchybień. Przede wszystkim nie zdjęto odcisków palców, jak również nie potrafiono jednoznacznie zidentyfikować grupy krwi znajdującej się na chusteczce Gorgonowej. W tym celu pobrano zbyt mało próbek. To jednak nie był jeszcze koniec. Po upływie dziesięciu dni od dokonania morderstwa przeszukano dom ogrodnika, który mieszkał na terenie posesji Zaremby. Z kolei kiedy wezwano rzeczonego ogrodnika na przesłuchanie, ten zwyczajnie zemdlał. Nie wiadomo dlaczego nigdy nie wezwano go ponowie. Niedługo po zabójstwie Lusi, w bardzo podobny sposób została zamordowana inna młoda kobieta mieszkająca w okolicy. Nikt nie raczył jednak zbadać podobieństw pomiędzy tymi dwoma morderstwami. Społeczeństwo znienawidziło Ritę Gorgonową. Opinia publiczna oraz śledczy wydali na nią wyrok jeszcze zanim sprawa trafiła na salę sądową. Była winna i koniec!

Pierwszy wyrok wydany przez sąd we Lwowie został zatwierdzony, pomimo iż najbardziej obciążające Ritę Gorgonową zeznania Stasia można było z łatwością podważyć. W trakcie przeprowadzania eksperymentu okazało się, iż chłopiec posiada bardzo słabą spostrzegawczość faktów. Dopiero proces w Krakowie miał wyjaśnić całą sprawę. Na łamach ówczesnej prasy w obronę Rity Gorgonowej włączyły się także znane feministki, takie jak Irena Krzywicka (1899-1994) i Stanisława Przybyszewska (1901-1935). Kobiety wytykały śledczym ich karygodne błędy oraz brak precyzji w zebranych dowodach. Niemniej prasa wiedziała swoje i nie przyjmowała do wiadomości żadnych innych opcji, jak tylko fakt, że Gorgonowa jest winna!


Ewa Dałkowska jako Rita Gorgonowa w filmie Sprawa Gorgonowej (1977).
reż. Janusz Majewski


Chociaż sąd uznał Ritę Gorgonową winną zabójstwa, to jednak wyrok złagodzono poprzez kwalifikację morderstwa na zabójstwo w afekcie, a karę orzeczono zgodnie z nowym polskim kodeksem. Tak więc była guwernantka Lusi i Stasia została skazana na osiem lat pozbawienia wolności. Niemniej mury więzienia opuściła przed czasem. Można powiedzieć, że uratował ją wybuch drugiej wojny światowej, ponieważ we wrześniu 1939 roku ogłoszono amnestię. Jej córkę Romanę wychowywał Henryk Zaremba, natomiast urodzona w więzieniu Ewa przebywała w sierocińcu. Tak naprawdę nie wiadomo gdzie, kiedy i jak Rita Gorgonowa zmarła. Sąd w Krakowie, w którym odbywał się jej proces, przeniósł swoją siedzibę w latach 50. XX wieku w obecne miejsce przy rondzie Mogielnickim. Natomiast przy ulicy Senackiej 1 znajduje się dziś Instytut Nauk Geologicznych PAN. W roku 1977 reżyser Janusz Majewski zrobił film w oparciu o historię Rity Gorgonowej zatytułowany Sprawa Gorgonowej. Główną rolę zagrała w nim wybitna polska aktorka Ewa Dałkowska. Niektórzy porównują przedwojenną morderczynię z Katarzyną W. oskarżoną nie tak dawno o zamordowanie swojej córeczki Madzi. Czy słusznie? Wydaje mi się, że nie. Przecież okoliczności tych dwóch morderstw były zupełnie inne i miały inne podłoże.

Zofia Zyta Woroniecka & Jan Brunon Boy
Szkoda zatem, że Kamil Janicki nie rozbudował wątku Rity Gorgonowej. Ten element może stanowić jedyny minus Upadłych Dam II Rzeczypospolitej. Przyznam, że z wielką chęcią zapoznałabym się z opinią Autora na ten temat. W książce czytelnik pozna także losy siedmiu innych kobiet. Pierwszą z nich jest Zofia Zyta Woroniecka (1906-1984), która z zimną krwią zastrzeliła swojego narzeczonego Jana Brunona Boya. Zyta Woroniecka pochodziła z arystokratycznej rodziny, więc nie dziwi fakt, że prasa szeroko rozpisywała się na temat dokonanej przez nią zbrodni. Oto do czego zdolna jest zdradzana i oszukiwana kobieta! Dlaczego zatem Boy nie chciał ożenić się z Zytą, choć wcześniej poprosił o jej rękę rodziców Woronieckiej?

Kolejną „upadłą damą” jest Maria Lewandowska – słynna poznańska oszustka, która dla własnej korzyści majątkowej próbowała wrobić w romans mężczyzn, którzy coś znaczyli w społeczeństwie. Przez pewien czas wysyłała do nich listy z groźbą ujawnienia ich rzekomego romansu, chyba że zapłacą określoną sumę pieniędzy. Nie wiedziała jednak, że nie każdy mężczyzna da się nabrać na jej sztuczki. W końcu trafiła na pewnego rezolutnego księdza kanonika… O tym, co nastąpiło potem przeczytacie w książce.

I znów pozostajemy w Poznaniu. Tym razem spotykamy tam niejaką Małgorzatę Genzlerową, która oczywiście dla korzyści majątkowych trudni się nie tylko prostytucją, ale także pedofilią. Stoi bowiem na czele pewnej siatki przestępczej. A teraz czas na Wandę Parylewiczową i Helenę Fleischerową. Obydwie kobiety trudniły się „załatwianiem” wszelkiego rodzaju spraw za „drobną” opłatą. Praktycznie nie było dla nich spraw nie do załatwienia. Wszystko jednak kiedyś się kończy. Kwestią czasu było więc odkrycie ich działalności i oskarżenie o korupcję. O bardzo podobną zbrodnię jak Rita Gorgonowa oskarżona została również Maria Zajdlowa. Z tą jedynie różnicą, że Zajdlowa z zimną krwią zamordowała własną córkę, a potem w żywe oczy kłamała, że ją porwano. I na koniec Julia Kucharska, którą oskarżono o zamordowanie młodszego brata. 

Upadłe Damy II Rzeczpospolitej to przede wszystkim biografie ośmiu kobiet, które niechlubnie zapisały się w historii Polski. Kamil Janicki – jak zawsze – doskonale władając językiem, nakreśla ich sylwetki i zabiera czytelnika na salę rozpraw, aby pokazać, w jaki sposób w dwudziestoleciu międzywojennym odbywały się procesy sądowe. Dodatkowo nie szczędzi też na własnej opinii. W książce można znaleźć również szereg fotografii i cytatów z ówczesnej prasy. Tę biografię czyta się bardzo szybko, ale też z ogromnym zainteresowaniem. Czasami można odnieść wrażenie, że sprawy wszystkich bohaterek znów trafiły na wokandę. Myślę, że po tę publikację powinny sięgnąć osoby zajmujące się prawem, a także miłośnicy historii. Jestem przekonana, że są czytelnicy, dla których kobiety opisane w książce nadal pozostają anonimowe, pomimo że zapisały się na kartach historii. Upadłe Damy II Rzeczpospolitej to książka, która jest dowodem na to, iż nie tylko pozytywnym postaciom należy się pamięć historyczna.





6 komentarzy:

  1. Słyszałam o tej publikacji, ale jeszcze nie miałam okazji przeczytać. Z pewnością to kiedyś zrobię.

    OdpowiedzUsuń
  2. Rzadko czytam takie biografie, ale ta mnie interesuje- te kobiety co zapisały się w historii niechlubnymi zdarzeniami i decyzjami...

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam ,,Dziewczyny z Syberii" z tej serii i mam w planach przeczytać wszystkie. Takie tematy zawsze kuszą :)
    Moje-ukochane-czytadelka

    OdpowiedzUsuń
  4. Tę książkę warto znać, chętnie poznam biografie bohaterek, tym bardziej, że lubię historię.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dałkowska w tym filmie stworzyła niesamowitą kreację, uwielbiam do niego wracać. Ja również bardzo żałowałam, że tak mało o Ricie...

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.