Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

piątek, 27 lutego 2015

Noah Gordon – „Medicus” # 1













Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa. Dziękuję!



Wydawnictwo: KSIĄŻNICA/
GRUPA WYDAWNICZA PUBLICAT S.A.
Katowice 2014
Tytuł oryginału: The Physician
Przekład: Maria Grabska-Ryńska




Ludzie od zarania dziejów przywiązywali ogromne znaczenie do stanu swojego zdrowia. Niemniej, sposoby leczenia, które ówcześnie stosowano, tak naprawdę miały niewiele wspólnego z medycyną. Epoka średniowiecza szczególnie dotkliwie pod względem zdrowotnym odbiła się na krajach europejskich. Ludność żyjąca w dużych skupiskach, w ubóstwie i bez przestrzegania choćby podstawowych zasad higieny dziesiątkowana była przez choroby zwane potocznie „zarazą”. Do największych porażek średniowiecznej medycyny należy zaliczyć wiek XIV, kiedy „czarna śmierć” zabrała jedną trzecią ludności ówczesnej Europy. Epokę średniowiecza uważa się za okres wielkiego zacofania, nawet w porównaniu ze starożytnością. Tylko nieliczni uczeni korzystali z wiedzy zapisanej w starożytnych księgach autorstwa takich greckich medyków, jak Hipokrates (460 p.n.e.-370 p.n.e.) czy Galen (ok. 130-200).

Powszechnie panowało bowiem przekonanie, iż każda choroba to kara za grzechy, więc trzeba ją przyjąć z pokorą i modlić się do Boga lub udać się z pielgrzymką w jakieś religijne miejsce kultu. Nieliczni medycy przeprowadzali zabiegi, które znacznie częściej szkodziły pacjentom, niż im pomagały. Nierzadko taka kuracja polegała na odprawianiu modłów nad cierpiącym bądź na stosowaniu jednego zabiegu na wszelkie możliwe schorzenia. Do najbardziej popularnych należały upuszczanie krwi i przystawianie pijawek. Nie mniej szokujące były też niektóre zabiegi chirurgiczne. Do operacji medycy używali powszechnie stosowanych narzędzi stolarskich, jak piły, kleszcze czy wiertła. Nawet na zwykłe złamania lub zranienia kończyn stosowano ich amputację albo inne równie drastyczne zabiegi. Dodatkowo nie przestrzegano żadnych zasad higieny, dlatego też takie operacje wielokrotnie kończyły się zakażeniem organizmu, a w konsekwencji zgonem pacjenta.


Średniowieczna rycina przedstawiająca jedną  z najpopularniejszych metod
 leczenia, czyli upuszczanie krwi. 


Ludzie zamożni, a przede wszystkim władcy stan swojego zdrowia powierzali astrologom i alchemikom. Mistyczny świat kamieni szlachetnych oraz wpływ gwiazd skłaniały średniowiecznych naukowców do poszukiwania uniwersalnego eliksiru życia, który miałby pomóc na wszelkie możliwe dolegliwości. Badania alchemików przynosiły raczej odkrycie nowych metali i substancji, aniżeli wynalezienie cudownego leku. Pomimo że w średniowiecznych krajach europejskich panował całkowity zastój, jeśli chodzi o rozwój nauk medycznych, to jednak w państwach arabskich medycyna naprawdę szła do przodu.

Największym i najbardziej znanym przedstawicielem arabskiej medycyny był Abu Ali al-Husajn Ibn Abdallah ibn al-Hasan ibn Ali ibn Sina, który w łacińskiej Europie znany był jako Awicenna. Lekarz urodził się w okolicach Buchary, gdzie spędził młodość, ucząc się Koranu, prawa, a także podstaw matematyki i filozofii. Później studiował także medycynę. W bardzo młodym wieku wyleczył panującego w Bucharze władcę Nuha ibn Mansura pochodzącego z dynastii Samanidów, natomiast sprawującego władzę w latach 976-997. Od tego czasu Ibn Sina zaczął być traktowany jako wielki medyk. Niemniej, dla Awicenny medycyna była dość łatwą nauką, lecz o filozofii nie mógł już tego samego powiedzieć.

Ibn Sina znany również jako Awicenna
(980-1037)
Wyrazem wdzięczności wyleczonego władcy był przywilej korzystania z pałacowej biblioteki, gdzie Ibn Sina mógł poznać dzieła starożytnych pisarzy, które uchodziły za niezwykle rzadkie. Medyk studiował bardzo intensywnie, a w wieku osiemnastu lat posiadł już całą dostępną wiedzę. Przypuszcza się, że w czasie studiów w Bucharze ukształtował się zasadniczy zrąb wiedzy Awicenny, co potem zaowocowało znaczącymi wpływami na jego dzieła.

Po śmierci ojca oraz upadku dynastii Samanidów, Awicenna przeniósł się z Buchary do Chorezmu, gdzie na dworze Ali ibn Mamuna sprawującego władzę w latach 997-1009, przebywało wielu wybitnych uczonych pochodzących ze świata muzułmańskiego. W stolicy Chorezmu Ibn Sina przebywał dwa lata, a kiedy w roku 1012 nie przyjął zaproszenia władcy, aby ozdobić swoją osobą jego dwór, wówczas medyk po prostu stamtąd uciekł. Najpierw trafił do Dżordżan, gdzie znalazł bogatego mecenasa, w którego domu spędził trochę czasu. Tam też poznał swojego późniejszego ucznia, biografa i towarzysza wędrówek – Dżuzdżaniego. Z kolei z Dżordżan Awicenna wyjechał do Reju, a potem do Hamadanu, gdzie został wezyrem tamtejszego władcy. Po śmierci swojego protektora los Ibn Siny odmienił się i w wyniku dworskich intryg został wtrącony do więzienia. Na szczęście po kilku miesiącach zdołał z więzienia uciec i wyjechać do Isfahanu.

Po raz pierwszy na kartach książki Noah Gordona czytelnik spotyka Awicennę właśnie w Isfahanie. Sławny na cały świat medyk nie tylko leczy tam swoich pacjentów, ale także prowadzi szpital i przygotowuje do pracy młodych kandydatów na lekarzy. Niemniej, zanim tam dotrzemy wraz z głównym bohaterem, cofnijmy się wiele lat wstecz i przenieśmy do jedenastowiecznej Anglii. To tutaj, w Londynie, wraz z rodzicami i rodzeństwem mieszka dziewięcioletni Robert Jeremiasz Cole. Ojciec chłopca jest cieślą zrzeszonym w miejscowym cechu, natomiast matka trudni się hafciarstwem. Jak na tamte czasy Agnieszka Cole jest dość dobrze wykształcona. Potrafi pisać, czytać i zna trochę łacinę. Pamiętajmy, że w epoce średniowiecza kobietom odbierano wszelkie prawa dotyczące zdobywania wiedzy, więc fakt, że matka Roba może poszczycić się tymi umiejętnościami jest naprawdę wyjątkiem. Niestety, na rodzinę Cole’ów spada wielkie nieszczęście. Najpierw tuż po kolejnym porodzie umiera Agnieszka, a wkrótce po niej schorowany Nataniel. Dzieci zostają same na świecie. Nie mogą jednak żyć bez opieki dorosłych, albowiem są jeszcze zbyt małe. Do pracy też pójść nie mogą. Ponieważ Nataniel był członkiem rzemieślniczego cechu, jego współpracownicy decydują oddać dzieci do adopcji. I tak oto każde z nich trafia pod dach kogoś innego. Jedno zabiera miejscowy piekarz, zaś inne jakiś duchowny do klasztoru, gdzie posługuje swoim wiernym. Tylko Roberta nikt nie chce. Czy chłopiec naprawdę zostanie sam i będzie musiał liczyć jedynie na łut szczęścia?


Tom Payne jako tytułowy Medicus
reż. Philipp Stölzl
źródło

Chyba jednak stanie się inaczej, bo oto na drodze Roberta staje wędrowny balwierz i kuglarz – Henryk Croft. Takich jak Rob miał już pod swoją opieką kilku. Z jednymi układało mu się lepiej, zaś z innymi gorzej. Jak będzie tym razem? Na chwilę obecną nie wiadomo. Pewne jest tylko to, że obydwaj opuszczają opustoszały dom młodego Cola i wyruszają w drogę. Odwiedzają rozmaite angielskie miasta i wioski, gdzie Henryk zabawia publiczność, a przy okazji leczy ich choroby, choć nie zawsze robi to uczciwie. Przy okazji uczy Roberta, jak zostać dobrym balwierzem i kuglarzem. Oczywiście ich wędrówki nie zawsze należą do bezpiecznych, bo na angielskich drogach aż roi się od podejrzanych charakterów. Roberta coraz bardziej zaczyna fascynować medycyna, lecz nie taka, którą uprawia jego protektor. On chce czegoś więcej. Pragnie pomagać ludziom, a nie wykorzystywać ich dramatyczne położenie. On chce leczyć, zamiast jedynie uśmierzać ból i skazywać pacjentów na śmierć. Poza tym, już jakiś czas wcześniej odkrył w sobie pewien Dar. Niemniej, na chwilę obecną młody Cole nie może liczyć na nic więcej oprócz towarzyszenia swojemu mistrzowi i słuchania jego rad oraz poleceń. Czy tak będzie już zawsze? Czy Robert J. Cole odziedziczy po balwierzu profesję, którą będzie zarabiał na życie?

Jak wiadomo wszystko się kiedyś kończy. Pewnego dnia Henryk Croft opuszcza Roberta na zawsze. Od tej chwili Rob będzie musiał liczyć już tylko na siebie. I wtedy znów w wyniku rozmaitych zbiegów okoliczności decyduje się wyjechać z Anglii w poszukiwaniu sławnego perskiego medyka. Jego podróż do Isfahanu nie należy bynajmniej do najłatwiejszych i najbezpieczniejszych, lecz nasz bohater nie ma zamiaru się poddać. Czy uda mu się odnaleźć osławionego Awicennę? Czy Robert Cole spełni wreszcie swoje marzenie i zostanie prawdziwym medykiem, a nie tylko kimś, kto tego medyka udaje? Jak dalej potoczą się losy chłopca, którego od samego początku życie nie oszczędzało? Czy po latach uda mu się odnaleźć rodzeństwo, z którym rozdzielono go w dzieciństwie?

Medicus to pierwszy tom trylogii o losach lekarskiego rodu Cole’ów. Noah Gordon napisał tę książkę w 1986 roku i od tamtego czasu doczekała się ona wielu wznowień, a nawet ekranizacji. Oczywiście jest to powieść historyczna, lecz śmiało można ją także zaliczyć do gatunku powieści przygodowych. Życie głównego bohatera już od samego początku naznaczone jest szeregiem rozmaitych wydarzeń, które w mniejszym lub większym stopniu wpływają na jego dalsze losy. Autor skupił się tutaj nie tylko na samej średniowiecznej medycynie, ale także poruszył wiele innych ważnych tematów, jak na przykład miłość, przyjaźń, rodzina, tolerancja bądź jej brak. Z drugiej strony jednak nie można zapominać, że Medicus to tak naprawdę opowieść o ogromnej pasji, która praktycznie od najmłodszych lat towarzyszy Robertowi. Wydaje się, że Henryk Croft stał się, jak gdyby narzędziem, które miało młodemu Cole’owi jedynie pomóc odnaleźć właściwą życiową drogę.


Ben Kingsley jako Ibn Sina oraz Tom Payne w roli Roberta J. Cole'a
reż. Philipp Stölzl
źródło

Noah Gordon w fabule powieści zawarł dosłownie wszystko. Z jednej strony mamy ważne medyczne tematy, oczywiście adekwatne do epoki, natomiast z drugiej jest to życie osobiste głównego bohatera. Roberta Cole’a czytelnik ma szansę obserwować od najmłodszych lat jego życia, tak więc widzi jak bardzo ta postać się zmienia i dojrzewa. Z małego i krnąbrnego chłopca Rob przeistacza się w dorosłego mężczyznę, który nie zawsze postępuje według panujących w społeczeństwie zasad. Jest on dość zbuntowanym bohaterem, który nie na wszystko się godzi, pomimo tego, iż zdaje sobie sprawę, że w momencie, gdyby jego postępowanie wyszło na jaw, wówczas przyjdzie mu zapłacić najwyższą cenę. Robert Cole posiada niezwykle porywczy charakter, który czasami może doprowadzić go do zguby.

Kwestia uczuciowa jest przedstawiona w tej książce bardzo dokładnie. Relacje głównego bohatera z kobietami są nieco skomplikowane. Dopóki Robert nie spotka na swojej drodze tej jednej jedynej, zdarza mu się eksperymentować na tym polu, co też nie zawsze wychodzi mu na dobre. Wspomniałam wyżej o przyjaźni. To jest temat, który Autor wyeksponował dość wyraźnie, szczególnie w kontekście pobytu Roberta na obcej ziemi, gdzie mieszają się kultury, religie i poglądy na te same tematy. Nasz bohater wielokrotnie znajduje się w naprawdę ogromnym niebezpieczeństwie. Czasami czytelnik odnosi wrażenie, że Cole już z tego nie wyjdzie obronną ręką.

Powieść tak naprawdę jest historią fikcyjną, pomimo że Ibn Sina i Dżuzdżani są postaciami autentycznymi. Czytając Medicusa czytelnik poznaje nie tylko epokę średniowiecza, ale także dostrzega wiele różnic kulturowych i obyczajowych. Przyznam szczerze, że mnie świat arabski w literaturze od zawsze kojarzy się z baśnią. Możliwe, że jest to pozostałość z dzieciństwa, kiedy czytałam Baśnie tysiąca i jednej nocy. W przypadku Medicusa również odniosłam podobne wrażenie. Noah Gordon doskonale przenosi czytelnika w realia, których nie znamy, jednocześnie dostarczając wielu wrażeń i emocji. Książka przeznaczona jest głównie dla tych, którzy lubią połączenie historii z przygodą. Bohaterowie są niezwykle wyraziści i autentyczni, choć przeważnie fikcyjni. Ponieważ książka nie jest nowością na rynku wydawniczym, więc myślę, że wielu czytelników już ją zna. Natomiast ci, którzy jeszcze się z Medicusem nie zetknęli, a cenią sobie tego typu klimaty, powinni jak najszybciej sięgnąć po tę powieść. Naprawdę warto. Przypuszczam, że pozostałe dwa tomy trylogii – Szaman i Spadkobierczyni medicusa – są równie godne uwagi, jak sam Medicus.















8 komentarzy:

  1. Książki tego typu - połączenie historii z przygodą i fikcją literacką szalenie lubię. Pomysł na tę trylogię wydaje się niesamowicie ciekawy, więc będę go miała w planach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że trylogia powinna Ci się spodobać. Miłej lektury!

      Usuń
  2. Od czasu, gdy zobaczyłam plakaty filmowe "Medicusa" bardzo chciałam zapoznać się z tą historią. Jednak nie miałam zwykle na to czasu, a wydaje się interesująca. Lubię średniowiecze i wszystkie powieści tam osadzone :)
    Pozdrawiam, Mz.Hyde

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie oglądałam jeszcze filmu, więc w tej kwestii się nie wypowiem, ale książkę jak najbardziej polecam.

      Usuń
  3. Czytałam cykl o Medicusie kilkanaście lat temu, to była fantastyczna przygoda! Chciałabym kiedyś jeszcze wrócić do tej lektury ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie mam w planie kolejne tomy. Nie wiem, kiedy je przeczytam, bo mam bardzo dużo innych lektur, a wciąż dochodzą mi nowe. Wcale Ci się nie dziwę, że chcesz do tej historii wrócić. :-)

      Usuń
  4. Oglądałam film, a dzięki Pani dowiedziałam się o istnieniu literackiego pierwowzoru! Ponieważ filmowy "Medicus" wywarł na mnie ogromne wrażenie, zwłaszcza część pokazująca walkę z epidemią, ale także fascynujące i wiarygodne portrety bohaterów, i - co tu ukrywać - wątki obyczajowe, cieszę się, że to pierwszy tom trylogii. Pamiętam, że film podkreślał różnice kulturowe między światem chrześcijańskim, żydowskim i arabskim, to ujęło mnie najbardziej. Już szukam książki. :-) Z przyjemnością skonfrontuję ją z filmem. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie oglądałam filmu. Widziałam tylko krótkie fragmenty w Internecie i faktycznie robi wrażenie. Książka też podkreśla różnice, o których Pani wspomina. Naprawdę polecam. Można się tak zaczytać, że zapominamy o całym świecie. :-)

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.