Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Mika Waltari – „Turms, nieśmiertelny”














Wydawnictwo: KSIĄŻNICA/
GRUPA WYDAWNICZA PUBLICAT S.A.
Katowice 2014
Tytuł oryginału: Turms, kuolematon
Przekład: Zygmunt Łanowski




Starożytność to epoka, która obejmuje ponad cztery tysiące lat, zarówno przed, jak i po narodzeniu Chrystusa. To okres nie tylko najstarszych cywilizacji, ale także lata tak zwanej starożytności chrześcijańskiej, trwającej od I do V wieku naszej ery. Epoka starożytności to przede wszystkim czas rozkwitu wielkich cywilizacji, które zaznaczyły swój wpływ na późniejszą historię i literaturę nie tylko Europy, ale i całego świata. Rozwijały się, a potem upadały takie cywilizacje, jak sumeryjska, egipska, asyryjska, grecka, izraelska, babilońska, rzymska i perska. Jest to również czas niezwykle bogaty w rozmaite wydarzenia polityczne, podboje czy przełomy.

Tym, co nas w tej chwili najbardziej interesuje jest starożytne miasto Sardes, a w nim świątynia Kybele, bo tak naprawdę to właśnie od Sardes i frygijskiej bogini płodności wszystko się zaczęło. Gdyby nie spalenie świątyni przez naszego głównego bohatera, kto wie, jak dalej potoczyłyby się jego losy? Czy musiałby uciekać, aby uniknąć ukamienowania? Czy dowiedziałaby się w końcu, kim tak naprawdę jest i jakie przeznaczenie jest mu pisane? Może nadal żyłby w nieświadomości, nie wiedząc, że posiada niezwykłe moce, które z jednej strony przysporzą mu trosk, a z drugiej sprawią, iż zyska nieprzeciętną sławę? Zacznijmy jednak od początku.

Około sześćdziesięciu kilometrów na południowy wschód od Akhisar i siedem kilometrów na zachód od współczesnego tureckiego miasta Salihli na obszarze niewielkiej wioski o nazwie Sart, znajdują się ruiny antycznej metropolii Sardes. Miejsce to jest równie interesujące jak Efez czy Pergamon, a ponieważ występuje na trasie mało uczęszczanej przez turystów, praktycznie świeci pustkami. Przypuszczalnie już od VIII wieku p.n.e. Sardes był stolicą państwa Lidyjczyków. Niemniej, w mitologii greckiej możemy znaleźć całkiem sporo istotnych wydarzeń i anegdot dotyczących tegoż miasta. Niektóre przekazy mówią, że mieli nim władać potomkowie samego Heraklesa. Z kolei jeden z nich o imieniu Tmolos został rozszarpany przez byka za to, iż na ołtarzu w świątyni Artemidy dopuścił się gwałtu na jednej z towarzyszek orszaku zawistnej bogini. Ponieważ góra, która wznosi się nad miastem posiada podwójny szczyt przypominający rogi byka, została ona nazwana imieniem winowajcy.

Krezus (?-546 p.n.e.)
W 547 roku p.n.e. Sardes dostał się pod panowanie Persów, którzy bynajmniej nie zamienili go w prowincjonalną mieścinę. Pierwszym władcą miasta został Tabalos, który z pochodzenia był Persem. Niemniej, największy rozkwit miasta przypada na czasy, kiedy zarządzał nim król Krezus. Wtedy jakiś genialny rzemieślnik wynalazł sposób na wytapianie niemalże czystej próby złota i srebra. Ta nowatorska technologia pozwoliła Krezusowi na bardzo szybkie wzbogacenie się. To właśnie on ufundował ogromną świątynię Artemidy w Efezie. Siła, jaką poczuł bogaty Krezus sprawiła, że zaczął wszczynać wojny celem rozszerzenia granic własnego królestwa. I wtedy na własnej skórze odczuł, jak bardzo niebezpieczni mogą okazać się Persowie, którzy nie tylko go pokonali, ale też zdobyli Sardes. Po tych wydarzeniach miasto jeszcze raz uległo zniszczeniu, a było to w 499 roku p.n.e.. Podczas powstania miast jońskich przeciwko Persom, rozpoczął się nieoczekiwany atak na Sardes przypuszczony przez zbrojne oddziały ateńskie, które zostały przysłane na pomoc powstańcom. Z kolei buntujący się Grecy zdobyli i spalili świątynię bogini Kybele. W tymże podpaleniu czynny udział brał główny bohater powieści Miki Waltariego – Lars Turms.

Czytelnik poznaje Turmsa, kiedy ten świadomy swojej natury, sięga do glinianej czarki, a wysypawszy na dłoń jej zawartość, zaczyna przypominać sobie chwile, które upamiętniają małe kamienie. Razem z Larsem cofamy się zatem do chwili jego pobytu w Delfach, gdzie wyrocznia oczyszcza go ze wszystkich grzechów, jakie do tej pory popełnił. Jest więc niewinny i może spokojnie odejść. Gdyby było inaczej, wówczas groziłaby mu śmierć. Pytia informuje Turmsa, że przybywa on z Zachodu, co wydaje mu się niesamowicie dziwne, ponieważ oznacza to, że do Delf przywędrował z innego kierunku, niż można dostać się tam z Sardes. Przecież Lars wie, że brał udział w podpaleniu świątyni Kybele. Dlaczego więc do Delf trafił z innej strony świata?

Akcja powieści rozgrywa się w okresie wojen perskiego króla Dariusza I Wielkiego (ok. 550-485 p.n.e.), a także w czasach podbojów greckich i morskiego panowania Kartaginy. Z kolei Turms jest w tym wszystkim, jak gdyby nieco rozdarty, ponieważ gdybyśmy go zapytali po której stronie się opowiada, sądzę, że nie byłby w stanie udzielić nam konkretnej odpowiedzi, pomimo że spoufala się z Grekami. Przecież jak na razie nie zna swojej przeszłości, a to może niekorzystnie wpływać na jego postrzeganie otaczającej go rzeczywistości. Najbardziej wyraźne wspomnienie Larsa wiąże się z rozłupanym dębem, w którego uderzył piorun oraz z martwymi owcami leżącymi wokół niego. Chociaż przy pomocy pewnego mądrego i interesującego nauczyciela Turmsowi udaje się dowiedzieć niektórych rzeczy na temat najbliższej przeszłości, to jednak ta wiedza zamiast odpowiedzi na pytania, przynosi mu jedynie kolejne niewiadome.

Lars Turms przebywając w Delfach poznaje dumnego Spartanina – Dorieusa – którego przodkiem był sam Herkules. Pomimo że każdym z nich kierują różne cele, to jednak ich losy już wkrótce będą się ze sobą nierozerwalnie łączyć. Po otrzymaniu licznych znaków, obydwaj mężczyźni decydują się wyruszyć w podróż, nie bacząc na to, jakie przeznaczenie przygotowali dla nich bogowie. To oni są panami własnego losu i to oni będą nim kierować. A zatem ruszają na południe…

I tak oto jesteśmy świadkami długotrwałej podróży nieśmiertelnego Larsa Turmsa przez rozliczne śródziemnomorskie kraje. Młody mężczyzna opowiada czytelnikowi o swoich przygodach, których doświadczył podczas tychże podróży. Wciąż nie wie, kim tak naprawdę jest, lecz czuje, że bogowie prowadzą go do kraju jego przodków, aby objawić mu prawdziwe przeznaczenie. Turms i jego towarzysze będą spotykać na swojej drodze liczne niebezpieczeństwa. Będą też trafiać do obcych krain i poznawać ludy, które je zamieszkują. Podczas tej podróży czytelnik będzie mógł zaobserwować, w jaki sposób Lars Turms zmienia się, stając się wreszcie dorosłym, dojrzałym i rozumnym mężczyzną. Czy zatem kraj, do którego w końcu dotrze sprawi, że będzie tam szczęśliwy? Czy miłość, której doświadczy okaże się tym, czego naprawdę pragnie? Jak wreszcie Turms poradzi sobie ze zdradą? Czy kiedy już dowie się prawdy o sobie, będzie w stanie ją zaakceptować?

Mapa przedstawiająca śródziemnomorskie podróże Larsa Turmsa.
Mapa pochodzi z amerykańskiego wydania książki.
Wyd. G.P. Putnam's Sons
Nowy Jork 1956


Moje serce Mika Waltari podbił swoją fenomenalną Trylogią rzymską, którą czytałam jakiś czas temu, nie mogąc się od niej oderwać. Wtedy postanowiłam sobie, że w przyszłości przeczytam wszystkie książki tego fińskiego Autora. I tak oto poznałam Turmsa posiadającego nieśmiertelną naturę. Moim zdaniem Lars to na pewno postać o bardzo skomplikowanej osobowości. Zresztą, nie ma się czemu dziwić, że Mika Waltari tworzył właśnie takich złożonych pod względem emocjonalnym bohaterów. Sam od pewnego momentu swojego życia cierpiał na zaburzenia psychiczne, które doprowadzały wręcz do tego, że musiał być hospitalizowany. Być może choroba w pewnym sensie pomagała mu w twórczości, gdyż dzięki niej był w stanie pisać z jednej strony dość melancholijnie i pesymistycznie, co dla niektórych krytyków stanowiło ogromny walor, a z drugiej jego dorobek literacki jest niezwykle oryginalny.

Odnoszę wrażenie, że twórczość Miki Waltariego posiada w sobie cechy, które skłaniają czytelnika do refleksji. W tym kontekście należałoby też zastanowić się nad sobą, nad własnym postępowaniem i życiem. Bohaterowie kreowani przez Fina wyposażeni są bowiem w cechy charakteru nas samych. Oni stanowią, jak gdyby lustrzane odbicie współczesnego człowieka. Przecież tak wielu z nas boryka się z rozmaitymi codziennymi problemami i nie potrafi znaleźć na nie lekarstwa; nie umie ich rozwiązać. Potrzeba bowiem czasu, aby móc zrozumieć pewne trudne sprawy i odnaleźć drogę, która zaprowadzi prosto do domu, tak jak dzieje się to w przypadku Turmsa.

Turms, nieśmiertelny to proza niezwykle ambitna i trudna w zrozumieniu. Aby pojąć te wszystkie podróże głównego bohatera, trzeba dość dobrze orientować się w geografii, szczególnie tej starożytnej. Generalnie powieści historyczne uzupełniane są o mapy, które w pewien sposób ułatwiają czytelnikowi podążanie w ślad za bohaterami. W najnowszym wydaniu Turmsa, nieśmiertelnego niestety takiej mapy nie znajdziemy, dlatego trzeba wspomóc się wyobraźnią.

O Larsie Turmsie już opowiedziałam co nieco. A jacy w takim razie są inni bohaterowie? Na pewno na swój sposób wyjątkowi. Każda z postaci poruszająca się na kartach książki ma swoje zadanie do spełnienia. Mężczyźni przede wszystkim są tutaj po to, aby walczyć. Ponieważ V wiek p.n.e. obfitował w szereg wojen, Mika Waltari wprowadził do fabuły swojej powieści sporo scen batalistycznych. Jest nawet wątek korsarski. Z kolei jeśli wziąć pod uwagę postacie kobiece, to na czoło wysuwa się była kapłanka Arsinoe, a potem nie małą rolę odgrywa także jej córka Misme.

Pomimo że akcja powieści rozgrywa się w świecie, w którym rządzą starożytni bogowie, to jednak nie potrafiłam oprzeć się wrażeniu, że Mika Waltari nie odmówił sobie wprowadzenia niektórych elementów charakteryzujących wiarę chrześcijańską. Lars Turms w pewnym momencie swojego życia zaczyna wykazywać cechy, które stawiają go ponad człowiekiem. Wychodzi z niego odbierająca mu siły moc. Czy moje skojarzenie jest trafne? Nie wiem. Wiem natomiast z biografii Miki Waltariego, że Autor bardzo bał się śmierci. Możliwe zatem, iż ta nieśmiertelność w jego twórczości miała stanowić swego rodzaju antidotum na lęk, który wciąż mu towarzyszył.

Powieść na pewno przeznaczona jest dla tych czytelników, których fascynuje świat starożytności, oraz dla tych, którzy lubią historię. Podsumowując, mogę stwierdzić, że książka niewątpliwie stanowi arcydzieło literatury światowej i klasycznej, pomimo iż czasami trudno jest odgadnąć gdzie akurat znajduje się nasz główny bohater i z jakimi dziwnymi ludami ma do czynienia.



Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu








4 komentarze:

  1. Od dłuższego już czasu zabieram się za poznanie twórczości Mika Waltari, lubię tematykę, o której autor pisze, ale jakoś nigdy nie jest mi po drodze. Czuję, że w tej książce się odnajdę i na pewno będę ją miała na uwadze przy najbliższych zakupach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taką książką życia Miki Waltariego jest "Egipcjanin Sinuhe". Na pewno też ją przeczytam. Natomiast historia Turmsa jest trudna w odbiorze. Przynajmniej tak mi się wydaje. Trzeba się nad nią dobrze skupić. Mnie zachwyciła "Trylogia rzymska" i to właśnie dzięki niej odkryłam Waltariego. :-)

      Usuń
  2. O! Pierwszy raz jestem na Twoim blogu i od razu trafiłam na recenzję książki, która może okazać się lekturą dla mnie idealną. Cóż za zbieg okoliczności. Będę zaglądać częściej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To witam Cię bardzo serdecznie! :-) Dla mnie Mika Waltari to po prostu geniusz literatury. Zachwyciłam się jego "Trylogią rzymską" jakiś czas temu, i teraz już nie mogę przejść obojętnie obok jego książek. :-)

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.