Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

sobota, 12 kwietnia 2014

Katie Flynn – “Polly’s Angel”














Wydawnictwo: ARROW BOOKS Ltd
Londyn 2000






Katie Flynn znana również jako Judith Saxton urodziła się w 1936 roku w Norwich (Anglia), i tam też uczęszczała do żeńskiej szkoły średniej. Była tam bardzo szczęśliwa, choć niczym szczególnym nie wyróżniała się spośród swoich rówieśników. Koleżanki i koledzy wciąż pamiętają jej opowiadania, które pisała seriami, zostawiając je potem na swoim biurku. Robiła to po to, aby mogły powędrować do osób, które być może zainteresowałyby się jej twórczością. Swój pierwszy wiersz Katie Flynn napisała w wieku ośmiu lat. Wiersz ten został opublikowany, a sukces, jaki mała Katie wówczas odniosła, znacząco przyczynił się do tego, że zaczęła pisać „na poważnie”. Pisała w każdej wolnej chwili, głównie wtedy, gdy nie była zajęta nauką czy jazdą konną lub graniem w tenisa. Nigdy nie wierzyła w to, że jej teksty zostaną opublikowane. Sukces, który odniosła jako dziecko, traktowała jak swego rodzaju życiowy epizod. Autorka pisała nawet wtedy, kiedy wzięła ślub i urodziła dzieci.

Gdy Katie Flynn wyszła za mąż, wówczas wraz z mężem wyprowadziła się z Norfolk i zamieszkała w North West. Pisarka jest matką dwóch synów i dwóch córek. Dzieci bardzo szybko zdały sobie sprawę z tego, że w momencie, kiedy matka zajęta jest pisaniem, mogą prosić o wszystko i zawsze uzyskają jej zgodę. Zdarzały się wręcz sytuacje, kiedy pytały: „Mamo, mogę zabrać kota do szkoły?”

Aby kupić swoją pierwszą maszynę do pisania, Katie Flynn sprzątała biura, pisała krótkie opowiadania, artykuły oraz przeprowadzała wywiady dla stacji radiowych i czasopism. Cierpiała wówczas na depresję poporodową i nie potrafiła odnaleźć się w nowym miejscu po przeprowadzce z Norfolk. I wtedy jej mąż – Brian – zobaczył w lokalnej bibliotece ogłoszenie dotyczące Klubu Pisarzy. Zadzwonił do kierownika biblioteki i zapisał Katie do tegoż klubu. To było to, czego potrzebowała. Sama Autorka wspomina, że było tam wspaniale i bardzo profesjonalnie. Na spotkaniach podkreślano, że autorzy powinni uczyć się zasad rynku wydawniczego. Powinni też chcieć sprzedawać swoją pracę, zamiast pisać jedynie dla własnego zadowolenia. Tak więc Katie coś tam naskrobała z myślą, że mogłaby ten tekst sprzedać, a mając na wychowaniu dzieci, naprawdę potrzebowała pieniędzy. Kiedy w roku 1971 wybuchł strajk na poczcie, wówczas Autorka nie mogła ani wysłać swoich tekstów do magazynów, z którymi współpracowała, ani też nie była w stanie zrealizować czeków. I wtedy jeden z przyjaciół stwierdził, że przecież Katie może napisać książkę, którą ktoś wyda! Tak więc zrobiła to i ku jej ogromnemu zdziwieniu powieść została opublikowana. Od tej pory Katie Flynn zaczęła pisać sagi rodzinne, powieści współczesne oraz wszystko to, czego zażądali od niej wydawcy. I tak oto Autorka napisała około dziewięćdziesięciu książek, które wydała pod różnymi pseudonimami.

Rzadko zdarza się, abym do recenzji jakiejkolwiek książki wtrącała choćby tylko skróconą biografię jej autora. W przypadku Polly’s Angel („Anioł Polly” – w wolnym tłumaczeniu – przyp. tłum.) zrobiłam wyjątek, ale tylko dlatego, ponieważ Katie Flynn jest w Polsce autorką zupełnie nieznaną. Jak do tej pory nie wydano żadnej jej książki, choć – jak wspomniałam powyżej – opublikowała ich około dziewięćdziesięciu. Miejmy nadzieję, że kiedyś jakiś wydawca jednak pokusi się o zakup praw autorskich do którejś z powieści Katie Flynn, bo przecież w naszym kraju nie brak wielbicieli sag rodzinnych.

Polly’s Angel to powieść, której akcja rozpoczyna się w 1936 roku. W Dublinie mieszka rodzina O’Brady. Wszyscy jej członkowie bardzo się kochają. Mają piękny dom, wokół którego roztacza się równie piękny krajobraz. Żyje im się całkiem dobrze. W Dublinie przebywa troje dzieci państwa O’Brady. Natomiast dwaj dorośli synowie zdążyli już założyć swoje własne rodziny i teraz mieszkają poza domem. Jeden z nich – Martin – mieszka w Liverpoolu, zaś drugi – Brogan – w Stanach Zjednoczonych. Ten ostatni wyjechał tam z żoną i pewną sierotą, która wychowywała się w domu dziecka, gdzie pracowała jego małżonka – Sara. Potem Broganowi i Sarze urodził się syn i wówczas Grace została jego nianią. Jedną z pociech starszych państwa O’Brady jest Polly. Kiedy ją poznajemy, dziewczynka ma jakieś dziesięć może jedenaście lat. Jest bardzo ładna, inteligentna i wygląda na to, że wyrośnie z niej piękna i rozsądna kobieta. Pomimo że kocha wszystkich swoich braci, to jednak najbliższa więź łączy ją z Ivanem. Być może dzieje się tak dlatego, że obydwoje są w podobnym wieku. Polly ma też przyjaciela. To nieco starszy od niej Tad Donoghue. Chłopak pochodzi z niezbyt zamożnej rodziny. Z jednej strony w domu się nie przelewa, a z drugiej przemoc domowa ma się bardzo dobrze. Do tego dochodzi jeszcze problem alkoholizmu. Tad nie jest też błyskotliwym uczniem. Jego ortografia pozostawia wiele do życzenia, o czym Polly kiedyś mu przypomni. Wydaje się zatem, że bardzo wiele ich różni. Pochodzą z różnych środowisk, a jednak mimo to bardzo się lubią.

Pewnego dnia życie rodziny O’Brady diametralnie się zmienia. Pana O’Brady dopada udar mózgu i w konsekwencji mężczyzna traci zdrowie. Jego stan jest na tyle ciężki, że trzeba przewieźć go do szpitala w Liverpoolu. I tak oto cała rodzina zmuszona jest do przeprowadzki. Na szczęście nie jadą w ciemno. Jak wiadomo, syn – Martin – mieszka w Liverpoolu wraz z żoną, która nie wzbudza zbytniej sympatii pozostałych członków rodziny. Niemniej, sytuacja jest na tyle trudna, że nikt tak naprawdę nie patrzy na wzajemne niechęci. Bliscy pragną być z Peaderem. Od tej pory również życie małej Polly zaczyna się zmieniać. Musi zaaklimatyzować się w nowym miejscu, w czym bardzo pomagają jej listy, które wymienia ze swoim przyjacielem z Dublina – Tadem. Niemniej, po jakimś czasie w życiu nastoletniej Polly pojawia się niejaki Sunny Andersen. Chłopak jest starszy i jeszcze do tego nieziemsko przystojny, więc nie dziwi fakt, że nasza Polly traci dla niego głowę. Wydaje się, że stopniowo zapomina o chłopcu z Dublina. Czy ta rodząca się pomiędzy młodymi miłość ma szanse na przetrwanie? Który z chłopców jest tym właściwym? A może czas i zbliżające się niespokojne wojenne dni wszystko zmienią?

Tak więc nadchodzi rok 1939. Polly O’Brady podejmuje pracę w sklepie. Z kolei w Dublinie jej przyjaciel – Tad – zasila szeregi lotnictwa, zaś Sunny Andersen zaciąga się do marynarki wojennej. W końcu i Polly decyduje się na czynny udział w wojnie. Uważa, że jest już na tyle dorosła, aby spokojnie móc pracować na rzecz państwa. Irlandia stoi jak gdyby z boku działań wojennych, w związku z tym Polly usiłuje przekonać matkę, aby ta zabrała Peadera z powrotem do Dublina. Na Liverpool spadają śmiercionośne bomby. Rodzina O’Brady jest w ogromnym niebezpieczeństwie…

Polly’s Angel to typowa saga rodzinna, choć tych pokoleń rodziny O’Brady nie ma w niej zbyt dużo. Tak naprawdę akcja kręci się wokół rodziców Polly i jej rodzeństwa. Większą część fabuły stanowi druga wojna światowa i życie młodych ludzi, którym przyszło walczyć z wrogiem. Udar mózgu Peadera to nie jedyna tragedia, jaka dotyka tę irlandzką familię. Poza tym pojawia się też pewna tajemnica, którą skrywano przez lata, panicznie bojąc się jej ujawnienia. Jest też pewien anioł, który widnieje w tytule powieści. On nie jest tutaj przypadkowy. Kiedy Polly jest małą dziewczynką, jej Anioł Stróż jest bardzo zapracowany. Czy tak będzie też w momencie, gdy dziewczyna dorośnie i stanie się kobietą zdolną do poważnych uczuć i samodzielnego życia? Jaką rolę odegra w jej życiu ta nieziemska istota? I czy ona naprawdę istnieje, czy może to tylko wyobraźnia Polly płata figle?

Jaką zatem bohaterką jest nasza Polly? Przyznam, że wielokrotnie mnie denerwowała. Tak naprawdę sama nie wie czego chce. Odniosłam wrażenie, że bawi się swoimi dwoma adoratorami. W jednym jest zakochana, zaś drugiego traktuje jak koło ratunkowe. Rodzice wychowywali ją w poszanowaniu religii katolickiej, która jest dla niej bardzo ważna. Ale z drugiej strony rozpieszczali ją chyba znacznie bardziej niż pozostałe dzieci, więc można zrozumieć zachowanie Polly, która czasami uważa, że ma prawo pogrywać sobie z innymi bez ponoszenia negatywnych konsekwencji z tego tytułu.

Ta powieść to także historia o przyjaźni. Przyjaźni, która została poddana ogromnym próbom. Mam tutaj na myśli nie tylko przyjaźń pomiędzy Polly a Tadem, ale także te relacje, które zawiązują się między młodymi ludźmi w trudnych wojennych czasach. Bo przecież Polly pracuje na rzecz państwa i w swojej organizacji spotyka inne osoby w tym samym wieku. Chodzi tu głównie o młode kobiety wywierające na nią spory wpływ i mające zgoła odmienne poglądy na życie niż nasza dobrze wychowana bohaterka pochodząca z katolickiej rodziny i kierująca się pewnymi zasadami moralnymi. To samo dotyczy też innych bohaterów powieści. 

Komu zatem mogę polecić tę książkę? Przede wszystkim osobom lubiącym sagi rodzinne i powieści, których akcja toczy się w czasie drugiej wojny światowej. To jest naprawdę specyficzny klimat, więc nie każdy za nim przepada. Poza tym, książka wydana jest jedynie w języku angielskim, a to też może być dla niektórych spore utrudnienie, bo nie każdy w Polsce posługuje się tym językiem na tyle dobrze, aby mógł odważyć się sięgnąć po Polly’s Angel. Z drugiej strony jednak, żyjemy w takich czasach, gdzie władanie językiem angielskim przez innych już nikogo nie zdumiewa ani tym bardziej nie dziwi. Tak więc moim zdaniem, ta książka może być doskonałą lekturą dla tych, którzy chcą pogłębić swoją znajomość angielskiego. Bo musicie wiedzieć, że podczas nauki jakiegokolwiek języka konieczne jest, aby dużo czytać właśnie w tym języku. I nie ma tutaj znaczenia czy coś nam się podoba, czy nie. Po prostu trzeba czytać i starać się jak najwięcej z tego zrozumieć! A kiedy już opanujemy język docelowy na tyle dobrze, że nie będzie nam sprawiał większych kłopotów, wówczas możemy pogrymasić przy doborze lektur. Pamiętam, że kiedy stawiałam swoje pierwsze kroki w nauce angielskiego, tak właśnie robiłam. Czytałam wszystko, co nawinęło mi się pod rękę, byle tylko było napisane w języku angielskim. I chyba nigdy nie zapomnę, jak ogromną frajdę sprawiała mi świadomość, że rozumiem coraz więcej z tego, co czytam.

Polly’s Angel to naprawdę bardzo przyjemna lektura, natomiast brytyjski wydawca Katie Flynn porównuje z Josephine Cox znaną też jako Jane Brindle, której książki można spotkać w polskim tłumaczeniu. To może być pewnego rodzaju wskazówka dla tych, którzy chcieliby poznać klimat powieści Katie Flynn, a nie mają możliwości sięgnięcia na przykład po Polly’s Angel.





8 komentarzy:

  1. Książka idealna dla mojej mamy, ale niestety nie zna angielskiego. Mówisz, że to dobry sposób na naukę języka, a mi przydałoby się go doszlifować, chyba się zacznę porywać na anglojęzyczne powieści ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest świetny sposób na naukę angielskiego! Bo nauka każdego obcego jezyka składa się z pięciu części: czytanie, pisanie, mówienie, rozumienie ze słuchu i gramatyka. Przy czytaniu poznajemy nie tylko słownictwo, ale też gramatykę i ortografię. Naprawdę polecam. Jestem nauczycielem i tłumaczem angielskiego, więc wiem, co mówię. :-)))

      Usuń
  2. Ale bym chciała przeczytać taką książkę w oryginalnym języku!
    Może Twoja recenzja zmieni coś i będziemy mogli przeczytać "Anioły Polly" w języku polskim!
    Szczególnie, że autorka posiada niezwykłą biografię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tę ksiażkę można sobie kupić jako e-booka. Nie wiem, czy mam aż taką moc, żeby wpływać na decyzje wydawnicze w Polsce, ale może akurat jakiś wydawca zwróci uwagę na tę książkę i pozostałe powieści Katie Flynn. Miejmy nadzieję, że tak się stanie, bo ja też chciałabym zobaczyć polskie wydania jej książek. :-)

      Usuń
  3. Poruszyłaś dwie ważne kwestie, do których chciałabym się odnieść. Cieszę się, iż tym razem zrobiłaś wyjątek i przybliżyłaś osobę autorki. To może być wzór wytrwałości w dążeniu do celu. Swoją drogą, kojarzę nazwisko autorki. Czyżby na podstawie jej książek kręcono filmy? Istnieje jeszcze możliwość, iż słyszałam o niej na jakimś vblogu. Teraz będę musiała to sprawdzić.
    Fajnie, że wspomniałaś o nauce języka przez czytanie. Mi to sprawia ogromną frajdę, choć efekty jak na razie średnie. Fakt, iż rzuciłam się na głęboką wodę, nie myśląc o poziomie trudności, ale chyba o to chodzi, by książka była przede wszystkim ciekawa. Przeraża mnie jednak koszt zakupu. Nawet moja biblioteka pytała czy nie mogłabym ofiarować jakiejś pozycji po angielsku, bo czytelnicy coraz częściej o takie pytają. To bardzo fajne zjawisko i chyba niedługo zacznę zbierać ciekawe tytuły. W końcu czasem wybitne książki czasem nie są u nas wydawane i nie chcę czekać na łaskę polskich wydawców, bo mogę się nie doczekać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic mi nie wiadomo o ekranizacji, ale może dlatego, że ja nie oglądam tv. Do kina też nie za często chodzę. Mogłaś usłyszeć natomiast o pewnej młodej aktorce, bodajże Amerykance, która nazywa się identycznie. ;-) A co do nauki angielskiego poprzez czytanie, to polecam całym sercem, bo jest to super sposób, żeby podnieść swój poziom znajomości języka. Przeraża Cię koszt zakupu książek w oryginale? Aniu, ja u siebie za kilka złotych kupuję w popularnych "lumpeksach" powieści, których pozbywają się angielskie biblioteki. I co ciekawe, te książki wcale nie są zniszczone. Są w doskonałym stanie. Wiesz, ja nie mam problemu typu: muszę mieć nową książkę. I dlatego bardzo często korzystam z oferty second-handów w kwestii powieści anglojęzycznych :-)

      Usuń
  4. Czyli mnie zostaje jedynie Josephine Cox. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, na naukę nigdy nie jest za późno. Zawsze można zacząć jakiś kurs, a potem to już z górki. :-)

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.