Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

czwartek, 5 września 2013

Philippa Gregory – „Dwie królowe”










Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
Katowice 2011
Tytuł oryginału: The Boleyn Inheritance
Przekład: Urszula Gardner





Anna Kliwijńska, Jane Boleyn i Katarzyna Howard. Trzy różne kobiety, które los połączył w niezwykle dramatycznych okolicznościach. To właśnie one stały się głównymi bohaterkami kolejnej części cyklu o dynastii Tudorów autorstwa niezrównanej Philippy Gregory. Akcja powieści prowadzona jest trójtorowo, dzięki czemu czytelnik ma okazję przekonać się, w jaki sposób każda z tych kobiet postrzega otaczającą je rzeczywistość po śmierci Jane Seymour – trzeciej żony Henryka VIII. Wydawać by się mogło, że Seymourówna była najbardziej ubóstwianą żoną ówczesnego władcy Anglii. Przecież dała mu upragnionego syna – Edwarda – a to było dla niego najważniejsze. Wreszcie miał następcę tronu. Nie udało się to ani Katarzynie Aragońskiej, ani tym bardziej Annie Boleyn, która skończyła tragicznie, pociągając za sobą ukochanego brata – Jerzego. Tylko pytanie, czy Henryk VIII w ogóle wiedział, co to jest miłość?

Od śmierci Jane Seymour mijają dwa lata, a Anglia wciąż nie ma kolejnej królowej. A zatem królewscy doradcy zachodzą w głowę, kogo by tu sprowadzić na angielski tron. Sprawa nie jest łatwa, bo Henryk VIII ma swoje wymagania, którym trudno sprostać. Poza tym jest już podstarzałym mężczyzną, w dodatku schorowanym. Praktycznie mało kto pamięta, że był taki czas, kiedy uchodził za najprzystojniejszego i najbardziej urodziwego władcę Europy. Teraz jego dworzanie widzą jedynie potężnego, tłustego i śmierdzącego monarchę o świńskich oczkach ukrytych w fałdach tłuszczu. Tak właśnie. Henryk VIII cuchnie, jakby już za życia jego ciało ulegało rozkładowi. Ale nie można o tym mówić głośno. Mijając króla na pałacowych korytarzach albo rozmawiając z nim należy zebrać w sobie jak najwięcej siły i przetrzymać ów smród, jeśli życie miłe. Najbezpieczniej jest nadal zapewniać monarchę, że wciąż jest piękny i młody niczym bóg. A skoro mowa o bóstwach, to trzeba też wiedzieć, że Henryk VIII jest wysłannikiem Najwyższego na ziemi. Decyzje króla są równoznaczne z tym, czego oczekuje od ludzi chrześcijański Bóg. Odkąd Henryk VIII zerwał kontakty z Kościołem Katolickim, a dokładnie z papieżem, to właśnie on sam rządzi w Anglii duchowieństwem. Utożsamia się z Bogiem, a przecież Bogu należy się bezwarunkowe posłuszeństwo.

A teraz powróćmy do kolejnej potencjalnej oblubienicy Henryka VIII. Trzeba wykazać naprawdę wiele odwagi albo wręcz głupoty, żeby dobrowolnie godzić się na małżeństwo z potworem. Tylko że w XVI wieku kobiet nikt o zdanie nie pyta. One są jedynie pionkami w grze, jaką toczą mężczyźni sprawujący nad nimi kontrolę. I tak oto dochodzimy do niemieckiej księżniczki Anny Kliwijskiej (Anna z Kleve). Po śmierci ojca, pieczę nad młodą kobietą przejmuje jej brat – Wilhelm Bogaty. W momencie, gdy jego rodziciel oddał ducha Bogu, to właśnie Wilhelm objął władzę w Zjednoczonych Księstwach Jülich-Kleve-Berg, a miało to miejsce w Roku Pańskim 1539.

Anna z Kleve (1515-1557) 
W tym samym czasie w Anglii Henryk VIII Tudor zastanawia się nad znalezieniem sprzymierzeńca w ewentualnej walce z Francją. Najbliższy doradca – Tomasz Cromwell – sugeruje mu małżeństwo z niemiecką księżniczką Anną Kliwijską, co pozwoli zyskać w Niemcach sojusznika. Jednak Henryk VIII nie chce kupować kota w worku. On musi zobaczyć przyszłą wybrankę serca na własne oczy. Tak więc „zatrudnia” niejakiego Hansa Holbeina (niemiecki malarz), aby ten namalował portret księżniczki. Tomasz Cromwell czując, że być może uroda Anny nie olśni monarchy tak jak powinna, sugeruje po cichu artyście, aby nieco udoskonalił swoje dzieło. I tak oto powstaje portret, który swym pięknem sprawia, że Henryk VIII zgadza się na małżeństwo z Anną. Z pewnym opóźnieniem niemiecka księżniczka w końcu dociera do Anglii i już na wstępie dopuszcza się nikczemnego czynu wobec króla. Niemniej do ślubu ostatecznie dochodzi, a o tym, co dzieje się potem z Anną Kliwijską dowiecie się już z książki.

Teraz zwróćmy uwagę na Jane Boleyn, niegdyś lady Jane Parker. Nazwisko jakże znane i jak bardzo obciążone zbrodnią. Może lepiej byłoby, gdyby kobieta nigdy nie trafiła do rodziny Boleynów i nie spotkała na swojej drodze Tomasza Howarda 3. księcia Norfolk. To on zrobił z niej potwora w ludzkiej skórze. To on doprowadził do tego, że do dnia swojej śmierci Jane Boleyn będzie czuć wyrzuty sumienia. Może lepiej byłoby dla niej, gdyby dała głowę razem ze swoim mężem i szwagierką. Przynajmniej wtedy nie musiałaby zmagać się z tak strasznymi wyrzutami sumienia. Ale Tomasza Howarda takie rzeczy zupełnie nie interesują. On nie wie, co to sumienie. Dla niego najważniejsza jest władza i spełnianie swoich chorych ambicji, nawet kosztem najbliższych. Nie przyjmuje do wiadomości, że ktoś może nie chcieć mu służyć i dla niego szpiegować, a tym samym brać udziału w jego spiskach. Jane Boleyn zwana również wicehrabiną Rochford nie ma nawet najmniejszego wyboru. Jest zmuszona pracować dla księcia i wykonywać jego polecenia bez słowa sprzeciwu.

Jane Parker vel Jane Boleyn (1505-1542)
Choć sprawa Anny Boleyn i jej brata jest już zakończona, to jednak duchy tych dwojga wciąż tułają się po pałacu Tudora i straszą tych, którzy w mniejszym lub większym stopniu przyczynili się do ich śmierci. Jednak jest ktoś, kto nie przykłada zbyt dużej wagi do tamtych wydarzeń. Owszem, wie, co się wtedy stało, ale podchodzi do przeszłości zbyt lekko i jakoś nie chce sobie nią zawracać głowy. Dla tej osoby zupełnie co innego ma znaczenie. Tym, co ją interesuje, to przede wszystkim młodzi i przystojni mężczyźni, którzy bez przerwy wodzą za nią oczami, a ona każdego z nich może mieć na skinienie palcem. Interesują ją też bogate stroje, w które inwestuje bez miary, oczywiście na tyle, na ile ją stać. Ale przecież jej wuj już zadbał o to, aby mogła cieszyć się znacznie większym bogactwem niż do tej pory. Choć ma dopiero czternaście lat, to jednak wie już, co zrobić, aby rozkochać w sobie mężczyznę. Kim jest ta młodziutka i głupiutka niewiasta? To oczywiście Katarzyna Howard, kuzynka Anny Boleyn.

Każdy, kto nie boi się historii i dość mocno się nią interesuje wie, że Katarzyna Howard zajęła miejsce Anny Kliwijskiej u boku Henryka VIII. Małżeństwo to sprawiło, że młodziutka królowa marnie skończyła. Nawet wiedza o tym, jak surowy i bezwzględny potrafi być jej małżonek, nie powstrzymała jej przed zaspokajaniem własnych potrzeb. Oczywiście można ją zrozumieć. Po pierwsze, praktycznie była jeszcze dzieckiem, kiedy przysięgała Henrykowi VIII miłość, wierność i uczciwość małżeńską, a więc i jej psychika nie była na tyle dojrzała, aby móc poważnie potraktować swoją pozycję w kraju. Po drugie, król w tamtym okresie był wręcz odrażający, a ona młoda i piękna. Tak więc szukała miłości fizycznej poza małżeństwem. Pragnęła być z mężczyzną, który nie będzie w niej budził wstrętu. Jeśli można tutaj kogoś winić, to tylko Tomasza Howarda. Praktycznie wszystkie młode kobiety, które były z nim w jakiś sposób związane, wrzucał Henrykowi VIII do łoża. Tak przecież było z Marią Boleyn i jej siostrą Anną, a potem z rzeczoną Katarzyną.

A zatem w jakich słowach można zdefiniować Dwie królowe? Emocje, emocje i jeszcze raz emocje. Philippa Gregory już nas przyzwyczaiła do tego, że pisze fenomenalnie. Ta niezwykłość jej prozy ma miejsce także w przypadku niniejszej powieści. Choć wiadomo jaki los czeka główne bohaterki, to jednak czytelnik wielokrotnie podczas lektury ma nadzieję, że to ich przeznaczenie jednak będzie inne. I to jest chyba jedyną wadą powieści historycznych, o ile w ogóle można mówić o jakichkolwiek wadach, przynajmniej w przypadku książek Philippy Gregory. Dla mnie poznanie zakończenia jeszcze przed przeczytaniem ostatniego rozdziału, a właściwie jeszcze na długo przed sięgnięciem po daną powieść nie ma znaczenia, bo historia już dawno je pokazała. Mogłabym czytać tego rodzaju literaturę bez przerwy, szczególnie w tak doskonałym wydaniu, jak ma to miejsce u Philippy Gregory.

Katarzyna Howard (1525 - 1542)
Skoro mówimy o czasach Henryka VIII Tudora i jego dwóch kolejnych żonach, to chciałabym przy tej okazji powrócić do powieści autorstwa Bertrice Small pod tytułem Róża z kolcami [recenzja tutaj]. W przeciwieństwie do Philippy Gregory, książka Bertrice Small zawiera znaczne więcej fikcji literackiej. Tam fikcyjni są nawet główni bohaterowie, lecz to, co nas najbardziej interesuje jest jak najbardziej prawdziwe. A interesuje nas Henryk VIII Tudor, Tomasz Howard, Katarzyna Howard i okoliczności jej egzekucji. Kiedy tak porównuję te dwie powieści, zastanawiam się jak bardzo może różnić się sposób postrzegania tej samej postaci przez różnych autorów. Bertrice Small przedstawiła Henryka VIII w sposób dość humorystyczny. Poza tym jego „układ” z Anną Kliwijską miał inne podłoże niż ma to miejsce w przypadku powieści Philippy Gregory. Tam rozwścieczony król biega po pałacowych korytarzach i drze się wniebogłosy „Nie podoba mi się!, Nie podoba mi się!, Nie podoba mi się!...”. Tutaj z kolei mamy do czynienia z monarchą, który za wszelką cenę szuka powodu, aby pozbyć się nowo poślubionej żony i nie waha się oskarżyć ją nawet o uprawianie czarnej magii. A wszystko po to, aby zatuszować własne braki i impotencję, bo przecież on jest doskonały, a Anna to ta ułomna. Anna z Kleve w wykonaniu Bertrice Small to kobieta, która nie boi się swojego okrutnego małżonka, bo wie, że zawarła z nim umowę, a on tej umowy dotrzyma. Tak więc zostaje jego przyjaciółką i siostrą bez strachu o własne życie. Z kolei ta sama postać widziana oczami Philippy Gregory drży ze strachu niczym osika na wietrze. Na ucieczkę z Anglii nie ma już szans. Każdy list z królewską pieczęcią dostarczony przez posłańca traktuje jak wyrok śmierci. Polecam zatem przeczytać obydwie te powieści, bo każda z nich jest naprawdę godna uwagi.

Annę Kliwijską Philippa Gregory przedstawiła jako tę rozsądną, mądrą, znającą zasady dworskiej etykiety i znacznie bardziej nadającą się na królową Anglii niż dziecinna Katarzyna Howard, która niemal każdy dzień zaczynała od słów: „Popatrzymy, co też mam…”, a potem następowała cała litania nowych bogatych strojów i biżuterii. Dlaczego zatem Henryk VIII pozbył się Anny ze swojego życia? Dlaczego nie interesowała go jako kobieta i matka następcy tronu? Czy naprawdę chodziło o jej urodę? A może faktycznie zaważył na tym incydent w Rochesterze? Anna Kliwijska chyba naprawdę mogła mówić o wielkim szczęściu i Boskiej opiece, skoro małżonek mimo wszystko nie podpisał na nią wyroku śmierci. Ktoś powie, że zaważyły na tym kwestie polityczne. Że Henryk VIII bał się zemsty Wilhelma Bogatego. Raczej nie miał ku temu powodów, ponieważ brat Anny zupełnie się o nią nie troszczył. Wyglądało to tak, jakby odetchnął z ulgą, że udało mu się pozbyć siostry z Niemiec. Tak przynajmniej twierdzi Philippa Gregory, a jej wiedza na ten temat pochodzi z informacji jakie znalazła w historycznych zapiskach odnośnie do stylu wychowania niemieckiej księżniczki.

Mogłabym o tej książce naprawdę jeszcze sporo napisać, lecz nie chcę Wam psuć przyjemności czytania. Tak więc kończąc zapraszam Was na dwór Henryka VIII Tudora, gdzie najbardziej wyeksponowanymi rekwizytami są szafot i katowski miecz.   




36 komentarzy:

  1. Naprawdę spora recenzja. Co do powieści Gregory- jedna czeka na mnie na półce. Tyle się o jej twórczości naczytałam że nie mogę się doczekać aż po nią sięgnę (:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, moje recenzje generalnie do najkrótszych nie należą, a jeśli mam do napisania opinię o powieści historycznej, to moje pióro nie zna granic. ;-) A co do samej książki, to jestem przekonana, że się nie zawiedziesz, bez względu na to, jaką powieść Philippy Gregory przeczytasz. Gwarantuję. :-)))

      Usuń
  2. Nareszcie doczekałam się recenzji książki którą już czytałam:)
    Bardzo podobała mi się Anna Kliwijska ukazana przez P. Gregory - mądra, rozsądna kobieta, która umie docenić to co ma. Katarzyna to faktycznie dziecko, będące marionetką w rękach ludzi ambitnych i pozbawionych jakichkolwiek skrupułów. Jane Parker też mi jakoś nie przypadła do gustu ale powieść jest genialna. Pochłonęłam ja w 3 wieczory:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że odebrałyśmy tę powieść identycznie. Faktycznie, Anna to ta mądra i budząca sympatię u czytelnika; Katarzyna zupełnie jakby wyrwana z rzeczywistości, która ją otaczała; Jane wciąż wspomina Jerzego, ale mimo wszystko antypatię budzi i to sporą. Podobnie jak Ty, również uważam, że powieść jest rewelacyjna. :-) A tak jeszcze na marginesie dodam, że wczoraj zaopatrzyłam się w pierwszy tom tej serii dla młodzieży Philippy Gregory, którą chyba będzie wydawał EGMONT, bo pierwsza część jest od nich i nosi tytuł "Odmieniec". Ciekawa jestem bardzo jak Philippa Gregory poradziła sobie z wersją dla młodzieży. :-)

      Usuń
  3. Moja ulubiona książka P. Gregory. Na pewno nie wiało nudą, chociaż wątek kazirodztwa (Anna Kliwijska i jej brat) zdecydowanie nie przypadł mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, to nie ta książka. ;-) Anna Kliwijska nigdy nie miała romansu z bratem, że tak to nazwę. Wątek kazirodczy pojawia się w "Kochanicach króla" i dotyczy Anny Boleyn (drugiej żony Henryka VIII) i jej brata - Jerzego. :-) Tych książek Philippa Gregory napisała tak dużo, że można się pomylić. ;-)

      Usuń
  4. Widziałam Odmieńca w księgarni, nawet miałam ją już kupić ale odłożyłam bo wydawała mi się za ...cienka. P.Gregory przyzwyczaiła nas do opasłych tomów ale w sumie młodzież może by się zniechęciła widząc tak obszerne dzieło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, "Odmieniec" jest cienki, a w dodatku pisany dość dużą czcionką, więc i czytać będzie się szybko. Jak już będę po lekturze, to powiem Ci czy warto kupić tę powieść. ;-) Poza tym to dopiero pierwszy tom serii, więc jak już kupi się pierwszą część to wypadałoby potem nabyć kolejne. Nie wiem jak polski wydawca wyobraża sobie wydawanie tego cyklu u nas. Oby nie było tak samo, jak w przypadku rodzinnej sagi Philippy Carr, gdzie wydano tylko kilka tomów, a wszystkich jest aż dwadzieścia. :-)

      Usuń
  5. Philippa ciągle przede mną ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musisz to nadrobić, bo naprawdę warto. Gwarantuję Ci, że nie będziesz mógł oderwać się od lektury. :-)

      Usuń
  6. Lekturę mam już za sobą! Wciągająca książka, jak wszystkie inne Philippy:) Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się w stu procentach. Ja zakochałam się w twórczości Philippy Gregory po przeczytaniu "Błazna królowej". To czwarty tom serii o Tudorach. Potem już poszło taśmowo. Teraz jak widzę jej książkę, to sięgam po nią w ciemno i zawsze jestem zadowolona. :-) Również pozdrawiam!

      Usuń
  7. Mam mieszane uczucia co do tej serii..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nie lubisz historii to nie ma się co zmuszać. Zakończenie przewidywalne, oczywiście dla tych, którzy znają historię rodu Tudorów, a to dla niektórych czytelników może być wadą, bo nie ma zaskoczenia. Ale takie są uroki powieści historycznych. Liczą się fakty, choć czasami pisarze wplatają też trochę fikcji literackiej dla urozmaicenia. :-)

      Usuń
  8. Ta seria jeszcze przede mną, obecnie przymierzam się do kolejnej z serii "wojny dwu róż" i jestem zachwycona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wojnę Dwu Róż mam już za sobą. Przeczytałam cztery tomy tego cyklu i jestem zachwycona. :-) Z kolei Tudorów uwielbiam, ale nie chciałabym się znaleźć na dworze Henryka. ;-)

      Usuń
  9. Ależ znakomita recenzja, szczegółowa, widać, że w tym temacie czujesz sie jak ryba w wodzie :) Pozdrawiam
    Ps. A książkę chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :-) Historia to moja pasja, choć w szkole od niej uciekałam, bo miałam nauczycielkę, która skutecznie zniechęcała swoich uczniów do historii. Dopiero całkiem niedawno wróciłam do tej pasji i bardzo dobrze się z tym czuję. Kiedy piszę recenzję powieści historycznej, to mam naprawdę wielkie pole do popisu. Uwielbiam takie wyciąganie wniosków, kombinowanie "co by było gdyby". To jest naprawdę wielka frajda. :-) A książkę szczerze Ci polecam. :-)

      Usuń
  10. Zauważyłam, że niemal wszystkie okładki książek Gregory są niezwykłe, subtelne i dostojne (nie wiem, czy to dobre słowo, ale jakoś tak mi się skojarzyło). Osobiście nie znam tej serii i nie wiem, czy prędko to się zmieni, chyba raczej nie, gdyż co miesiąc inne książki z nowości wydawniczych bardziej mnie kuszą, ale mimo to i tak jestem pod wrażeniem twojej pięknej, pisanej z pasją recenzji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za Twoje wrażenie. :D Nie tylko okładki książek Philippy Gregory tak wyglądają. Gdybyś weszła na stronę internetową Książnicy i zerknęła na powieści historyczne innych autorów, to też odniosłabyś wrażenie, że są "dostojne". Ja myślę, że to jest kwestia tematyki. Jak historyczne, to wszystkie w tym samym klimacie. ;-) A co do czytania nowości, to sama wiesz, że sięgam po nie, ale tylko wtedy, kiedy za książką stoi mój ulubiony autor. Reszty raczej nie czytam. Taka przekora i już! ;-)

      Usuń
  11. Bajeczna okładka...I ta kolorystyka - taka pozytywna. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się. Okładki to oni projektują piękne. A i zawartość rewelacyjna. Gwarantuję. :-)

      Usuń
  12. Ale Ty umiesz pisać o tej serii, aż chcę ją przeczytać, choć zwykle nie sięgam po tego typu książki. Mam już "Kochanice króla" i jestem ciekawa czy dam się porwać temu zbiorowemu szaleństwu na Gregory.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm, zaczęłaś od "Kochanic króla". Dla mnie to rewelacja, ale są tacy, którzy twierdzą, że to typowy romans historyczny, choć to właśnie tą książką Philippa Gregory zdobyła sobie tę ogromną popularność, jaką widzimy teraz. Ja nie uważam, że to jest romans, tylko powieść historyczna. Podobnie mam ze współczesnymi romansami. Zawsze mówię o nich powieści obyczajowe. Ale z drugiej strony akurat lata kiedy siostry Boleyn były obecne w życiu Henryka VIII nie dało się inaczej opisać, jak tylko w formie romansu. One obydwie były jego kochankami. Mam nadzieję, że się nie zniechęcisz do tej autorki. :-)

      Usuń
    2. Wiesz, dla mnie niezwykle ważne jest zaczęcie od początku, bo jeśli będę czuła jakiś potencjał autorki(oczywiście wiem, że tak jest, ale kwestią jest jak ja to odbiorę), to przeczytam kontynuację. Jeśli tak będzie to chciałabym poznać portret psychologiczny władcy i dlatego chcę czytać chronologicznie.

      Usuń
    3. Aniu, jeśli chodzi o chronologię tego cyklu, to "Kochanie króla" są częścią drugą. Pierwszy tom to "Wieczna księżniczka", gdzie Philippa Gregory opisuje dzieje pierwszej żony Henryka VIII - Katarzyny Aragońskiej. Anna Boleyn ją wyparła i tym samym stała się jego drugą żoną. Myślę, jednak, że brak chronologii nie jest tutaj zbyt istotny, bo te książki są tak skonstruowane, że można je czytać nie po kolei. Ja tak robię. :-)

      Usuń
  13. zapowiada się ciekawie, poszukam, ale raczej nie ma co liczyć u mnie... a szkoda:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wielka szkoda, że w Twojej bibliotece nie stawia się na Philippę Gregory. Ale to pewnie wynika z gustu pań bibliotekarek albo samych czytelników. W mojej bibliotece jest tak, że książki kupuje się pod czytelnika. Panie bibliotekarki mają taki specjalny zeszyt, gdzie notują sobie propozycje czytelników, a potem kupują te książki. Tym sposobem zakupiły wiele książek, które im sama poleciłam. :-)

      Usuń
  14. Mam u siebie "Kochanice króla", ale planuję też i tą powieść. Faktycznie wiadomo jak to się skończy- historia pokazała, ale liczę na ogromne emocje podczas czytania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, emocji nie brakuje. To jest właśnie fenomen Philippy Gregory. Mimo że wszystko jasne, to jednak masz wrażenie, że może historia się myli i np. Katarzyna Howard zostanie ocalona. :-)

      Usuń
  15. Dziewczyny z innych blogów tak Cię chwalą, że aż musiałam sobie zrobić przerwę w pracy i zajrzeć. ;)
    Chyba już tu byłam, choć głowy sobie uciąć nie dam (co w kontekście tej recenzji i tak brzmi nienajlepiej). :P

    W każdym razie - świetny tekst. Gratuluję. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuję się dzisiaj jak celebryta. ;-) A poważnie, to niesamowicie się cieszę, że moim czytelnikom tak bardzo podoba się to, w jaki sposób prowadzę bloga. Mam nadzieję, że nie zawiodę. A jeśli chodzi o historię, to jest to moja pasja i powiem Ci, że naprawdę bałam się łączyć literaturę z historią. Kiedy jeszcze blogowałam na Bloxie bardzo rzadko pisałam o powieściach historycznych, bo zdaję sobie sprawę, że nie każdy je lubi. Historia raczej kojarzy się ze szkołą, z datami, które trzeba było zapamiętywać pod przymusem, więc naprawę ciężko mi było zdecydować się na taką mieszankę.
      Mam nadzieję, że będziesz mnie odwiedzać. Każdy czytelnik jest dla mnie bezcenny. :-) Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  16. Kolejny raz po przeczytaniu Twojej recenzji o książce tej autorki, z chęcią wstałabym sprzed komputera i biegiem rzuciła się do księgarni (niestety jest 00:20 więc chyba nigdzie otwartej nie znajdę...;)

    Historia pisze najlepsze scenariusze, jak nam często wielu znamienitych powtarza - pani Gregory jest tego najlepszym przykładem, bo czyż nie ubarwia nam niuansów przeszłości?;)

    Pisz o książkach historycznych, ile tylko zapragniesz - w końcu jeżeli mówimy o czymś co lubimy, pociągniemy za sobą tłumy;) I to widać po Twoim blogu;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami na stacjach benzynowych trafiają się książki, ale Philippy Gregory to chyba byś tam nie znalazła. :D

      A co do tej historii u mnie na blogu, to razem z Prosperiuszem postanowiliśmy, że skoro obydwoje piszemy na swoich literackich blogach o historii, to zawieszamy działalność "Tak kiedyś było". Uznaliśmy, że nie ma sensu wrzucać tych samych wpisów na wszystkie blogi. Może jeszcze kiedyś wrócimy na tamtego bloga historycznego, ale na razie wstrzymujemy się z jego prowadzeniem. A ja uwielbiam takie "wskrzeszanie" postaci historycznych. Czuję wtedy, że one naprawdę żyły i w pewien sposób nadal żyją. :-)

      Usuń
  17. Mam w planach dopiero pierwszą książkę pani Gregory "Kochanice króla" :D
    Myślę, że mi się spodoba i sięgnę również po kolejne jej powieści!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę :-) Z tym, że "Kochanice króla" to druga część cyklu Tudorowskiego. Jeśli chcesz czytać chronologicznie, to proponuję zacząć od "Wiecznej księżniczki" - to o Katarzynie Aragońskiej, pierwszej żonie Henryka VIII. :-)

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.