Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

sobota, 14 września 2013

Philippa Carr – „Zwycięski Lew” #2










Wydawnictwo: ŚWIAT KSIĄŻKI
Warszawa 2000
Tytuł oryginału: The Lion Triumphant
Przekład: Bożena Krzyżanowska



Śmierć Marii I Tudor w listopadzie 1558 roku sprawiła, że angielski lud odetchnął z ulgą. Zmiana władcy przynosiła nadzieję na to, iż wreszcie skończą się krwawe prześladowania heretyków, czyli tych, którzy choćby w najmniejszym stopniu swoim postępowaniem dopuścili się zdrady wiary katolickiej. Nie bez powodu Maria I Tudor otrzymała przydomek „Krwawej”. Z jej rozkazu na stosach niczym żywe pochodnie spłonęło tysiące ludzi. Za zdrajcę mógł być uznany praktycznie każdy. Nawet najgorliwszy katolik. Wystarczył jeden nieprzemyślany gest, mrugnięcie powieką podczas Podniesienia w czasie Mszy Świętej, a już wysłannicy królowej dokonywali aresztowań. Kościoły pełne były jej szpiegów. Maria doskonale powielała politykę swojego ojca – Henryka VIII Tudora. Urodzona z matki Hiszpanki, zagorzałej katoliczki, nie mogła pójść inną drogą, jak tylko tą, którą wpoiła jej rodzicielka – Katarzyna Aragońska. Sam Henryk VIII pod koniec swojego życia ogłosił się Bogiem i w imię Najwyższego podejmował wszelkie decyzje państwowe i prywatne. Już za jego panowania nad całym Londynem unosił się dym, który wiatr przywiewał ze Smithfield, gdzie głównie dokonywano egzekucji. A zatem można śmiało rzec, że pierworodna córka okrutnego władcy bez mrugnięcia okiem poszła w ślady ojca.

Tak więc śmierć krwawej monarchini rozpoczęła nową epokę w szesnastowiecznej Anglii. Na tron wstąpiła wówczas młodsza siostra Marii – Elżbieta I. Choć młoda królowa była zupełnym przeciwieństwem swojej starszej siostry, to i tak wśród poddanych znaleźli się i tacy, którzy jej nie uznawali. Przecież Elżbieta I była córką Anny Boleyn! To niechlubne pochodzenie ciągnęło się za nią niemal do ostatnich dni jej życia. Nazywana była bękartem i diabelską potomkinią. Jak wiadomo, Anna Boleyn została ścięta na rozkaz Henryka VIII. Oskarżono ją między innymi o pakt z diabłem. W związku z tym grzechy matki bardzo szybko rzuciły się cieniem na młodą monarchinię. W miarę upływu lat zawiązywano spiski, które jednak udaremniano. Zdrajcy dawali głowy, w tym Maria I Stuart – królowa Szkocji. Ponieważ mężem królowej Szkotów został najpierw delfin, a potem król Francji, była również francuską królową, zaś jej poprzedniczką na tronie była słynna Katarzyna Medycejska.  

Maria I Stuart na bardzo długi czas stała się kolką w oku Elżbiety I Tudor, aż w końcu ta ostatnia pozbyła jej się raz na zawsze. Elżbieta I może i była bardziej wyrozumiała dla swoich poddanych w kwestii wyznawanej wiary, ale za nic na świecie nie pozwoliłaby zepchnąć się z angielskiego tronu. Zapewne właśnie dlatego nigdy nie wyszła za mąż, tym samym nie dając Anglii potomka. Nie chciała dzielić się władzą. A tak by się stało, gdyby któregoś dnia zdecydowała się mieć u boku męża.

Tło historyczne drugiej części rodzinnej sagi autorstwa Philippy Carr pod tytułem Córki Anglii, to nie tylko konflikt pomiędzy dwiema monarchiniami. Tym tłem jest przede wszystkim walka pomiędzy Hiszpanią a Anglią, mająca w głównej mierze podłoże religijne. Obejmując tron, Elżbieta I pozwoliła na protestantyzm. Choć zniknęły stosy i raczej z powodu wyznawanej wiary teoretycznie nikt już nie mógł stracić życia, to jednak nadal ukrywano się ze swoim wyznaniem. Mogłoby się wydawać, że Anglia popadła wówczas w kolejną skrajność. Za czasów Marii I Tudor prześladowano tych, którzy nie określali się jako katolicy, zaś za czasów Elżbiety I Tudor życie mógł stracić ten, kto jawnie przyzwał się do wiary katolickiej. W związku z tym prześladowano przede wszystkim księży. Z kolei katolicka Hiszpania nienawidziła protestanckiej Anglii, a protestancka Anglia pałała ogromnym gniewem wobec katolickiej Hiszpanii. Wojna pomiędzy tymi dwoma państwami toczyła się przede wszystkim na morzu. Brali w niej udział marynarze, zwani wówczas korsarzami (piratami). Zarówno jedni, jak i drudzy, dobijając do brzegów wrogiego państwa, grabili je, gwałcili i porywali kobiety oraz kładli trupem wszystkich, którzy stanęli im na drodze, a nie byli ich braćmi w wierze.

W takich właśnie czasach żyje główna bohaterka niniejszej powieści. Catherine – córka Damask Farland – przyjeżdża do swojej przyrodniej siostry, która wraz z mężem mieszka w hrabstwie Devonshire. Posiadłością należącą do Ennisów jest Trewyand Grange. Catherine przybyła tam, aby uporządkować swoje myśli po przeżyciu nieszczęśliwej miłości. Otóż, mężczyzna, którego dziewczyna praktycznie od dzieciństwa darzyła głębokim uczuciem i za którego pragnęła wyjść za mąż, okazał się być jej… bratem. Dlatego też z dala od rodzinnego domu i Carey’a, Cat dochodzi do równowagi emocjonalnej. Z okien domu Catherine może oglądać statki, które zawijają do pobliskiego portu. Pewnej nocy dziewczyna widzi przepiękny hiszpański galeon. Tym odkryciem jest niesamowicie zdziwiona, bo przecież doskonale wie, jaka sytuacja panuje w Anglii i że Hiszpanie nie są tutaj mile widziani. Lecz w pewnej chwili galeon znika tak nagle, jak nagle się pojawił, a ona sama zastanawia się, czy przypadkiem nie był to tylko sen.


Być może właśnie taki hiszpański galeon zobaczyła Catherine ze swojej
wieżyczki, mieszkając w posiadłości Ennisów

Hiszpański galeon La Santa Trinidad
Autor: Hieronymus Köler; ok. 1560 roku


Sąsiednia posiadłość należy do niejakich Pennlyonów. Na czoło wysuwa się kapitan Jake Pennlyon, który mieszka tam z ojcem. Jest on marynarzem i właścicielem statku o nazwie Nieokiełznany Lew. Kiedy czytelnik spotyka go po raz pierwszy, kapitan ma około dwudziestu pięciu lat, z których kilka spędził na morzu. Jest wytrawnym żeglarzem, nienawidzącym Hiszpanów. Charakter ma niezwykle porywczy. Nie przyjmuje odmowy, a to, o czym akurat marzy, musi spełnić się natychmiast. Krążą pogłoski, że żadna kobieta nigdy mu się nie oparła, i niemal z każdą swoją partnerką spłodził potomka. Tak naprawdę nie wiadomo też, ile potomstwa zostawił w krajach, do których zawiodła go morska droga. On sam nie zaprzecza tym opiniom, więc można przypuszczać, że to nie są jedynie plotki.

Kiedy Jake Pennlyon po raz pierwszy spotyka na swojej drodze młodziutką Catherine, wie już, że ta na pewno zostanie jego żoną i matką jego synów. Tak, synów! Córki zupełnie nie wchodzą w grę! Tym razem chce mieć dzieci z prawego łoża. Od tej pory żeglarz robi wszystko, aby poślubić dziewczynę. Z kolei Catherine nie ustaje w wysiłkach, żeby do ich ślubu nie dopuścić. Ona go po prostu z całych sił nienawidzi! Nie życzy sobie przebywania w jego obecności. Lecz kapitan jakoś niespecjalnie się tym przejmuje i posuwa się do najgorszych podłości, aby wreszcie osiągnąć swój cel.

Catherine naprawdę nie próżnuje. Jej pomysłowość w końcu doprowadza do tego, że Jake Pennlyon na jakiś czas znika z jej życia. I właśnie wtedy, podczas jego nieobecności, dochodzi do tragedii. Na posiadłość Ennisów napadają Hiszpanie, którzy porywają Catherine, jej ciężarną siostrę oraz rozpustną pokojówkę, natomiast pana domu bestialsko mordują. Okazuje się bowiem, że hiszpański galeon, który Cat widziała pewnej nocy wcale jej się nie przyśnił. On naprawdę niepostrzeżenie zawinął do portu, aby stać się zwiastunem tragedii. Dlaczego zatem Catherine i jej siostra zostały uprowadzone do obcego kraju? Co z tym wszystkim ma wspólnego Jake Pennlyon? Czyżby to właśnie on zlecił owo uprowadzenie? A może ktoś uznał, że Catherine jest narzeczoną Jake’a i w ten sposób pragnie się na nim zemścić za wyrządzone krzywdy?

Obiecałam sobie, że przeczytam wszystkie tomy tej sagi i jak widać słowa dotrzymuję. Po przeczytaniu części siedemnastej i osiemnastej (Czas na milczenie i Nić babiego lata), cofnęłam się aż do XVI wieku. Prawdę powiedziawszy nie spodziewałam się, że Philippa Carr rozpoczęła tę historię jeszcze w renesansie. Sądziłam, że pierwsze tomy będą osadzone bliżej naszych czasów. Osobiście bardzo mnie to cieszy, że tyle historii jeszcze przede mną.

Jaki zatem jest Zwycięski Lew? No cóż… Może zacznę od tego, że postacie historyczne przedstawione w powieści dotyczą jedynie tła historycznego, natomiast główni bohaterowie są fikcyjni. O Elżbiecie I Tudor Philippa Carr jedynie wspomina w narracji czy poprzez dialogi pomiędzy poszczególnymi bohaterami, lecz jej nie ożywia. Czytelnik wie, w jakiej epoce rozgrywa się akcja. Zdaje sobie sprawę z tego, że gdzieś tam w Londynie jest dwór, zawiązują się spiski, Maria I Stuart daje głowę na szafocie, ale w tym nie uczestniczy. My, jako czytelnicy, skupiamy się na postaciach pierwszoplanowych, czyli głównie na Catherine i jej rodzinie, a także na Jake’u Pennlyonie, bo on odgrywa tutaj zasadniczą rolę. Praktycznie wszystko kręci się wokół jego osoby i jest z nim ściśle powiązane.

Akcja powieści dzieje się w dwóch miejscach. Najpierw jesteśmy w Anglii, potem wyruszamy do Hiszpanii, a potem znów w dramatycznych okolicznościach wraz z bohaterami wracamy do Devonshire i tam zostajemy już do końca książki. Sama Catherine przeżywa szereg przygód, jeśli w ogóle te wszystkie sytuacje, które ją spotykają można określić mianem „przygody”. Zupełnie bez jej udziału los rzuca ją tam, gdzie grozi jej ogromne niebezpieczeństwo. Po pierwsze, pada ofiarą jakichś bezsensownych porachunków, przed czym nie ma siły się bronić. Jej przeciwnik w zasadzie nie pozostawia dziewczynie większego wyboru. Musi przyjąć jego warunki bez słowa skargi. Po drugie, jako wyznawca religii niekatolickiej w Hiszpanii grozi jej wielkie niebezpieczeństwo. Może tam stracić życie jako czarownica i heretyczka.

W powieści pojawia się też szereg postaci drugoplanowych, które w zasadniczy sposób wpływają na dalsze losy Catherine. Przyznam szczerze, że w niektórych momentach główna bohaterka zwyczajnie mnie denerwowała. W duchu zbuntowana, natomiast kiedy powinna się bronić, ona staje się uległa i pokorna niczym owca prowadzona na rzeź. Z jednej strony nienawidzi, zaś z drugiej kocha? Idąc tokiem postępowania Catherine, możemy dojść do przekonania, że najlepszym afrodyzjakiem i środkiem na udany seks jest właśnie nienawiść. To ona najbardziej podnieca, a kiedy jej nie ma, wówczas w łóżku jest nudno. Przed pójściem do łóżka z mężczyzną najlepiej na niego nawrzeszczeć, że się go nienawidzi. Uwierzcie, że takie zachowanie bohaterki naprawdę mnie denerwowało. Być może w ten sposób Autorka chciała dodać opowiadanej przez siebie historii nieco smaczku. Pamiętajcie jednak, że fakt, iż Catherine prawie przez całą powieść doprowadzała mnie do szału, wcale nie oznacza, że książka jest zła. Nudna i kiepska byłaby wtedy, gdyby bohaterowie niczym się nie wyróżniali i nie wzbudzali w czytelniku żadnych emocji.

W swoim życiu przeczytałam już mnóstwo powieści historycznych i wiem, kiedy książka traci swój niepowtarzalny klimat i gubi gdzieś epokę, w której akcja jest osadzona. Tak sobie myślę, że Eleonor Hibbert napisała zbyt dużo powieści wiktoriańskich jako Victoria Holt, w związku z czym epoka Tudorów, którą tutaj spotykamy, nosi znamiona dziewiętnastego wieku. Takie przynajmniej odnosiłam wrażenie podczas lektury. Generalnie wszystko jest w porządku, ale kiedy uważniej wczytamy się w tekst, zauważymy naleciałości wiktoriańskiej Anglii.

Przede mną pierwszy tom tej sagi pod tytułem Cud u Świętego Brunona, gdzie narratorką jest matka Catherine, a akcja dzieje się jeszcze przed narodzinami głównej bohaterki Zwycięskiego Lwa. Aż sama się sobie dziwię, że wcale nie przeszkadza mi brak chronologii wydarzeń. Chyba naprawdę musi mi na tej serii bardzo zależeć. 





12 komentarzy:

  1. Ja osobiście lubię poukładaną chronologię wydarzeń, ale z drugiej strony jeśli dana historia jest pasjonująca to wszystko inne przestaje mieć znaczenie.
    ps. bardzo mi się podoba hiszpański galeon, który zamieściłaś :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też lubię chronologię, ale w tym przypadku zawinił wydawca, bo sobie zwyczajnie z czytelników zakpił, wydając poszczególne tomy na chybił-trafił. Praktycznie nie mam innego wyjścia, jak tylko czytać na wyrywki. Ale i tak większość tomów muszę sobie sprowadzić w oryginale, bo u nas nie ma. :-( A ten galeon też mi się podoba. Jakoś tak mi tutaj pasował, zwłaszcza że rysunek pochodzi z okresu, kiedy rozgrywa się akcja powieści. :-)

      Usuń
    2. To się nazywa miłość do autorki - by sprowadzać specjalnie jej książki, których nie ma. :) Gdyby sytuacja była podobna robiłabym pewnie to samo w przypadku Kinga. ;) Nawet rozglądam się za oryginałem "Rage", ale ceny są w internecie astronomiczne...

      Usuń
    3. A nie pytałaś w second-handach? W niektórych autorów w oryginale właśnie tam się zaopatruję. Nie muszę sprowadzać egzemplarzy prosto z angielskich księgarń. :-) W moim mieście właściciele popularnych "szmateksów" oprócz ciuchów, mają też książki rozmaitej maści, a ich cena jest bajecznie niska - średnio 4.50 zł. :D Oczywiście wiadomo, że nie są to nówki, ale mnie to nie przeszkadza. W przypadku Philippy Carr i tej serii myślę o e-bookach, bo są tańsze niż tradycyjne książki. :-)

      Usuń
  2. Notka jak zawsze perfekcyjnie napisana, troszkę Ci zazdroszczę Twego polotu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego polotu można się nauczyć. Moje pierwsze recenzje wcale nie były takie super. Kiedy teraz je czytam, to zastanawiam się, kto to w ogóle pisał. :D Ale im więcej się pisze, tym większe doświadczenie się zdobywa i potem już leci z górki. :-)

      Usuń
  3. No to Autorka chyba skradła Twoje serce. Życzę powodzenia w zdobywaniu kolejnych tomów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Aneczko! :-) Mam nadzieję, że mi się uda. Nic nie poradzę, że lubię stare książki i Eleonor Hibbert w każdym wydaniu. ;-)

      Usuń
  4. Ja powiem tylko jedno, zaglądam tu już jakiś czas i jestem pod wrażeniem twoich recenzji! No potrafisz zarazić dana książką bądź autorem/ką. pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba dobrze, że tak zarażam. ;-) Tak sobie myślę, że jest tyle fajnych, ale niedocenianych książek, że aż przykro patrzeć. Dzisiaj czytelnicy głównie gonią za nowościami, a o tych starych pozycjach, które czytane były jeszcze przez naszych rodziców, mało kto pamięta. Staram się je przypominać i mam nadzieję, że dzięki moim recenzjom ktoś po nie sięgnie. :-) Pozdrowionka cieplutkie! :-)

      Usuń
  5. też mnie czasem główni bohaterowie denerwują a książkę mimo to czyta się fajnie. tej akurat chyba nie czytałam, ani okładka ani fabuła nic mi nie mówią. a ile niby części chcesz jeszcze przeczytać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkich tomów jest 20, a w Polsce wydali tylko 9. :-( Ja chcę przeczytać wszystko. Nie interesują mnie półśrodki. :D

      Usuń