środa, 29 sierpnia 2018

Francuska balerina, która była bogatsza niż królowa Wiktoria








Zimą 1836 roku młoda francuska baletnica przybyła do Londynu, aby zatańczyć w Theatre Royal przy Drury Lane w dzielnicy Covent Garden. Od tej chwili stała się ulubioną tancerką epoki, zaś później najbogatszą kobietą w Anglii. Kim była owa tancerka? To oczywiście Yolande Duvernay znana również jako Pauline Duvernay, Yolande Marie-Louise Duvernay lub Yolande Marie Louise de Varnay (1812-1894).

Yolande Duvernay (1888)
autor: Charles Auguste Émile Durand 
(1837-1917)
Życie słynnej francuskiej baleriny, Yolande Duvernay, stanowi jedną z najbardziej szokujących dziewiętnastowiecznych historii o tym, jak ze zwykłego zera można stać się milionerką. Urodzona w ubogiej paryskiej rodzinie, odziedziczyła jedną z największych przemysłowych fortun w Europie i stała się najbogatszą kobietą w Anglii. Mówiono, że jest bogatsza nawet od królowej Wiktorii Hanowerskiej (1819-1901). Fortuna, która ostatecznie przypadła w udziale Yolande Duvernay to fabryka szkła w Portugalii, której właścicielem był Anglik, William Stephens (1731-1803) znany w Portugalii jako Guilherme Stephens. W 1755 roku przeżył w Lizbonie trzęsienie ziemi i przez czternaście lat palił wapno, by móc dostarczyć zaprawę potrzebną do odbudowy miasta. W 1769 roku został poproszony przez Sebastião José de Carvalho e Melo (1699-1782), znanego jako Markiz de Pombal, o ponowne otwarcie opuszczonej fabryki szkła znajdującej się dziewięćdziesiąt mil (około stu czterdziestu pięciu kilometrów) na północ od Lizbony. Dla przypomnienia dodam, że Markiz de Pombal był pierwszym ministrem i wielce skutecznym dyktatorem Portugalii.

I tak oto William Stephens otrzymał od Markiza de Pombal prawo własności do fabryki, a także szereg niezwykle lukratywnych przywilejów, jak: zwolnienie z wszelkich podatków, monopol na dostawy szkła na terenie całej Portugalii i w jej koloniach, swobodę przy ustalaniu własnych cen oraz bezpłatne wykorzystywanie paliwa wyrabianego z sosen rosnących w królewskich lasach. Minister stracił jednak władzę w 1777 roku, kiedy umarł król, zaś na tronie zasiadła jego najstarsza córka, Maria I Franciszka Pobożna (1734-1816), która wręcz nienawidziła Markiza de Pombal. Nie akceptowała również jego polityki. Próbując utrzymać swoją pozycję, William Stephens postanowił więc zdobyć nową królową. Tak bardzo ją oczarował, że nie tylko odnowiła przywileje nadane Stephensowi przez byłego ministra, ale także odbyła dwie wizyty w fabryce szkła, z których jedna trwała aż trzy dni.

Maria była monarchinią absolutną, która rządziła w imieniu Boga. Wierzyła ona bowiem, że jej autorytet władzy pochodzi od samego Stwórcy. Niemniej była bardzo zadowolona, iż przez dwie noce mogła spać w domu Anglika, czyli mężczyzny, który nie tylko pochodził z nizin społecznych, ale także był nieślubnym dzieckiem i to jeszcze w dodatku protestantem, czyli heretykiem w oczach Portugalczyków. Kilka dni po wizycie królowej, siostra Williama Stephensa napisała: Mój brat osiągnął to, czym nikt inny w królestwie nie może się chlubić. To mojemu bratu przypadł honor goszczenia królewskiej rodziny i całego dworu przez trzy dni, co sprawiło satysfakcję wszystkim, począwszy od królowej, poprzez pomywaczki, a na chłopcach stajennych kończąc. Te królewskie wizyty dodały prestiżu fabryce i sprawiły, że William Stephens cieszył się przywilejami przez prawie czterdzieści lat, a to z kolei umożliwiło mu zgromadzenie ogromnej fortuny przemysłowej. Ponieważ nigdy się nie ożenił i zmarł bezpotomnie, jego majątek został przekazany kuzynowi pochodzącemu z Londynu, a mianowicie Karolowi Lyne'owi (?), który zabiegał o królewskie pozwolenie na noszenie nazwiska Lyne-Stephens. Spadek, który otrzymał Karol Lyne, sprawił, że mężczyzna stał się niesamowicie sławny w Anglii. Jego jedynym spadkobiercą był syn Stephens Lyne-Stephens (1801-1860), który był doskonałą partią dla niezamężnych kobiet. Lecz Stephens był skromnym młodym mężczyzną, którego zainteresowania ograniczały się do strzelania i polowań w Melton Mowbray. Nie wykazywał natomiast najmniejszego zainteresowania kobietami, dopóki zimą 1836 roku do Londynu nie przybyła młoda francuska baletnica, by tańczyć w Theatre Royal przy Drury Lane.


Sebastião José de Carvalho e Melo, Markiz de Pombal (1766)
autor: Louis-Michel van Loo (1707-1771)


Yolande Duvernay, której pseudonim sceniczny brzmiał Pauline Duvernay, miała wówczas dwadzieścia trzy lata i była wielką gwiazdą. Wielu mówiło wtedy, że jest to najbardziej porywająca kobieta, jaką widział świat. Posiadała piękne, czarujące oczy, wspaniałe nogi i figurę, zaś cała była uosobieniem zmysłowej elegancji. Była po prostu zjawiskową, piękną i bardzo seksowną młodą kobietą. Yolande Duvernay urodziła się w Paryżu w grudniu 1812 roku. W wieku sześciu lat została zapisana do Szkoły Tańca. Niestety, była też jedną z niedożywionych i źle ubranych uczennic baletu, które zwano małymi szczurami. Pod kontrolą matek, „szczury” spędzały w szkole całe dnie, natomiast wieczorami występowały w operze, grając role odpowiednie do ich wieku. W miarę, jak dziewczynki dorastały, ich matki stawały się odpowiedzialne za ich dostępność seksualną. Mężczyźni, którzy odwiedzali paryską operę, obserwowali małe baletnice i za pośrednictwem ich matek wybierali sobie odpowiedniego „szczura” do łóżka. Po rewolucji w lipcu 1830 roku, kiedy obalono monarchię Burbonów, Yolande stała się już mistrzynią w oczach nowego dyrektora Opéry, Louisa Vérona (1798-1867). Zabrał ją ze szkoły baletowej i, pomijając pozostałe tancerki z jej zespołu i z klas młodszych, natychmiast zaczął obsadzać ją w pierwszoplanowych rolach. Wkrótce Yolande stała się gwiazdą Opéry. Jeden z jej wielbicieli napisał: Każdego wieczoru nazwisko Duvernay zyskuje sobie uznanie tysiąca głosów.

Uwielbienie dla Yolande wzrosło na przestrzeni kolejnych kilku lat, zarówno w Paryżu, jak i w Londynie, gdzie stała się ulubioną tancerką ówczesnej księżniczki Wiktorii. Po obejrzeniu przedstawienia Le Dieu et la Bayadère (z pol. Kaszmirowa dziewczyna) w dniu 19 marca 1833 roku, przyszła królowa Wiktoria Hanowerska pisała w swoim dzienniku: Mademoiselle Duvernay tańczyła i wyglądała pięknie, a robiła to z takim wdziękiem i uczuciem. Wyglądała tak uroczo… Bardzo mnie rozbawiła.  Z kolei młody William Makepeace Thackeray (1811-1863) zakochał się w pięknej tancerce, o czym napisał tak: Kiedy myślę o Duvernay, pląsającej wLe Dieu et la Bayadère”, mówię sobie, że była to wizja czystego piękna, jakiej oczy śmiertelnika nigdy nie widziały. Jakże dokładnie pamiętam muzykę, w trakcie której się pojawiła! Kaled [powiedział] do sułtana: „Mój panie, oto nadchodzi grupa tych tańczących i śpiewających dziewcząt, które zwą się Bayadères”. Ona tańczyła tam w rytm cymbałów i bicia mojego serca! Nigdy nie było czegoś takiego, nigdy. I nigdy nie będzie.

Yolande Duvernay tańcząca kaczucza (1836)
autor: Richard James Lane (1800-1872)
Zimą 1836/37 roku Yolande tańczyła rolę Florindy w pierwszej londyńskiej produkcji Le Diable Boiteux (z pol. Diabeł kulawy), w której wykonała niezwykły hiszpański taniec o nazwie kaczucza. Jest to wesoły taniec andaluzyjski z kastanietami w metrum trzy czwarte. To sprawiło, że zyskała jeszcze większą sławę. Sama na scenie, z kastanietami w dłoniach, ubrana w różową satynową sukienkę obszytą szerokimi falbanami z czarnej koronki, nadała prowokacyjny kształt, i tak już interesującym, krokom tanecznym. Jeden z jej wielbicieli pisał z zapartym tchem: Te ruchy bioder, te prowokujące gesty, te ręce, które zdają się poszukiwać i obejmować nieobecnego kochanka, te usta wołające o pocałunek, to ekscytujące, drżące i wijące się ciało. Po raz pierwszy Stephens Lyne-Stephens zobaczył Yolande Duvernay na scenie, a gdy przyglądał się jej, jak tańczy kaczucza, w jego umyśle pojawił się pewien pomysł. Przez lata Yolande była kochanką wielu mężczyzn i wciąż otaczało ją mnóstwo wielbicieli w Londynie. Bardzo chętnie spotykała się z mężczyznami w każdym wieku, byle tylko nie odmawiali jej seksu, za który często płacili. I choć Yolande bardzo wysoko się ceniła, to jednak skromni Stephensonowie byli w stanie pokonać wszystkich adoratorów tancerki.

Przy udziale hrabiego Alfreda d'Orsay (1801-1852), który był bliskim przyjacielem Stephensa Lyne-Stephensa, oraz matki Yolande, Stephens zapłacił za tancerkę półtora miliona funtów (w przeliczeniu na dzisiejsze pieniądze), by móc spędzić z dwudziestoczteroletnią tancerką trzy lata, korzystając jednocześnie z jej usług seksualnych. Suma była tak duża, że w środowisku wręcz zawrzało. O tym, co się stało podekscytowani ludzie opowiadali po obydwu stronach kanału przez kilka miesięcy. Dwie trzecie tej kwoty przypadło matce Yolande, czyli apodyktycznej kobiecie, która odkąd jej córka skończyła piętnasty rok życia, sprzedawała ją wpływowym mężczyznom w celach seksualnych. Niemniej Stephens zapewnił Yolande naprawdę luksusowy styl życia. Z wyjątkiem kilku miesięcy, kiedy tancerka ponownie nawiązała kontakt z byłym kochankiem, dziewczyna pozostała wyłącznie kochanką Stephensa. Trwało to przez osiem długich lat, aż do momentu, gdy baletnica wymyśliła chytry plan, jak by tu uwięzić swego sponsora i kochanka w małżeństwie. Ich relacje były wystarczająco skandaliczne na tle coraz bardziej purytańskiego społeczeństwa. Ich małżeństwo było natomiast postrzegane jako jeszcze bardziej szokujące. Skazany na ostracyzm przez większość swoich przyjaciół, Stephens opuścił w końcu centrum Londynu i przeniósł się z Yolande na obrzeża miasta do willi w Roehampton. Kiedy sześć lat później zmarł ojciec młodego Stephensa, ten stał się najbogatszym plebejuszem w Anglii. Natomiast gdy w 1860 roku zmarł również sam Stephens Lyne-Stephens, zostawił wdowie całą fortunę należącą do Lyne-Stephensów.

Tak więc prawie pięćdziesięcioletnia baletnica, wychowana w paryskiej biedocie i już jako nastolatka sprzedawana mężczyznom, by świadczyć im usługi seksualne, stała się teraz najbogatszą kobietą w Anglii. Jej nazwisko znane było w całym anglojęzycznym świecie, ponieważ artykuły prasowe na temat ostatniej woli jej męża były drukowane i przedrukowywane na całym świecie. Przykładem był Moreton Bay Courier ukazujący się w Australii, na łamach którego napisano: Zdecydowanie najszczęśliwszą, jeśli chodzi o fortunę liczoną w funtach i wiele innych rzeczy, spośród wszystkich bogatych ulubieńców sceny, jest najpiękniejsza balerina, ciągła turystka, najwspanialej tańcząca, niegdyś znakomita i wciąż doskonała, Yolande Duvernay, żona, a obecnie wdowa po zmarłym milionerze, Lyne-Stephensie. Dochód z majątku, jaki odziedziczyła Yolande, wynosił (w przeliczeniu na dzisiejsze pieniądze) około sześciu i pół miliona funtów rocznie. Było to znacznie więcej niż tancerka mogłaby sobie wymarzyć, nawet jeśli wziąć pod uwagę trzy wielkie domy w Anglii i Paryżu, tysiące akrów ziemi i setki służących oraz innych pracowników, będących na jej usługach. Już wkrótce Yolande zaczęła sama pomnażać odziedziczoną fortunę, lecz niestety nie posiadała wystarczających zdolności biznesowych, by zajmować się finansami, ani też prawnikami i powiernikami swego męża, którzy raczej nie byli skłonni okazywać jej szacunek.

Stephens Lyne-Stephens 
W związku z powyższym Yolande Duvernay potrzebowała kogoś, kto mógłby zająć się jej sprawami. W końcu znalazła Edwarda Stopforda Claremonta (1819-1890), który był brytyjskim attache wojskowym przebywającym w Paryżu. Generał był także przyjacielem samego prezydenta Francji, Napoleona III Bonapartego (1808-1873), i mężczyzną, którego bardzo wysoko ceniła sobie królowa Wiktoria Hanowerska. W wieku czterdziestu dziewięciu lat, Yolande wciąż wyróżniała się nieprzeciętną urodą, więc już wkrótce po śmierci męża uwiodła generała. Kiedy Claremont stracił wpływy po wojnie francusko-pruskiej, wówczas Yolande namówiła go, by zamieszkał z nią i swoją nieszczęśliwą żoną, która według jednego z sąsiadów: Nie tylko nie lubiła, ale wręcz nienawidziła swej gorzkiej pozycji kobiety zależnej od męża. Tancerka nie miała zatem żadnych oporów, aby żyć w trójkącie. Trójkąt trwał dwadzieścia lat, a w miarę jak Yolnade stawała się coraz starsza, przekazywała ogromne sumy pieniędzy katolickiej diecezji w Northampton. Ufundowała budowę kilku kościołów i kaplic, wśród których najbardziej znany jest wielki kościół pod wezwaniem Matki Bożej i Angielskich Męczenników w Cambridge, który stał się symbolem miasta. Jak powiedziała biskupowi, zbudowała go według własnego gustu i fantazji.

W Cambridge nadal krąży pogłoska, że zmarły mąż Yolande zbił fortunę dzięki temu, iż wyposażył lalki w ruchome oczy. Plotkę tę mieli rzekomo rozpuścić protestanci, którzy poczuli się obrażeni tym, że w mieście powstaje tak ogromny kościół katolicki. Z kolei słowa odnoszące się do produkcji szkła jako źródła wielkiego majątku Lyne-Stephensa oraz legendy z tym związanej znalazły swoje odzwierciedlenie w literaturze, kiedy powieść Edwarda Morgana Forstera (1879-1970) zatytułowana The Longest Journey została opublikowana w 1907 roku: Czekali na zupełnie inny tramwaj, który pociągnie Kościół Rzymskokatolicki. Tłum ludzi o zarumienionych twarzach cofnął się w półmroku. Był to pierwszy tak duży budynek, jaki rzucał się w oczy odwiedzającym. „Och, czy to uczelnia?! – krzyknął protestancki rodzic, zaś po chwili dowiedział się, że budynek został zbudowany przez papistę, który zarobił fortunę na ruchomych oczach lalek. – „Zbudowany z oczu lalek, by móc pomieścić swoich bożków”. Słowa te są tylko legendą i swego rodzaju żartem, lecz prawdą jest, że kościół góruje nad miastem i jest wyższy od wszystkiego, co znajduje się w jego centrum. Ludzie twierdzą, że jest on wieczny, stabilny i nic nie jest w stanie go zniszczyć.

William Stephens, pierwszy właściciel 
fabryki szkła, która uczyniła z 
Yolande Duvernay kobietę bogatszą niż 
sama królowa Wiktoria Hanowerska.
autor nieznany 
Podobnie, jak w przypadku wielu innych plotek, na potwierdzenie prawdziwości tej historii nie ma żadnych twardych dowodów. Stephens Lyne-Stephens nigdy nie pracował nad żadnym wynalazkiem i nie był zainteresowany wymyślaniem czegokolwiek. Z biegiem czasu pojawiła się jednak kolejna plotka, która mogła być nieco bliższa prawdy. Otóż Yolande mogła zbudować kościół ku czci dzieci, których nigdy nie miała z mężem. Jej przeszłość kryła sekret, o którym nikt w Anglii nie miał pojęcia. Kiedy była młoda, urodziła bowiem w Paryżu dwoje dzieci. Pierwsze z nich przyszło na świat, gdy tancerka miała zaledwie szesnaście lat i było owocem świadczonych przez nią usług seksualnych, czyli związku do którego popchnęła ją matka, biorąc za to pieniądze. Drugie z dzieci urodziło się natomiast siedem lat później, kiedy baletnica była kochanką młodego mężczyzny o podejrzanej reputacji, którym okazał się samozwańczy markiz de la Valette, czyli Charles-Jean-Marie-Félix (1806-1881). Dzieci te zostały oddane do adopcji i nigdy nie stanowiły części życia Yolande Duvernay. Niemniej, w jej testamencie znalazł się zapis, aby spuściznę po niej otrzymał Dom dla Nieuleczalnie Chorych Dzieci w Paryżu, co mogło być wskazówką, iż przynajmniej jedno z dzieci przebywało właśnie w tej instytucji.

Yolande Duvernay zmarła w 1894 roku. Nekrologi wspominały o jej wielkim bogactwie i budowaniu kościołów; tylko nieliczni pamiętali o jej latach na scenie. W Pall Mall Gazette napisano: Dla dziewięćdziesięciu dziewięciu procent obecnego pokolenia nazwiska Duvernay i Lyne-Stephens nic nie znaczą; jednak kobieta, która odnosiła sukcesy i która zmarła w zeszłym tygodniu w bardzo dojrzałym wieku, ponad sześćdziesiąt lat temu była przedmiotem wielu komentarzy i obiektem ogromnego podziwu wyrażanego przez naszych dziadków, którzy stłoczeni na Drury Lane pragnęli ujrzeć tylko ją. Jakaś starsza dziennikarka pamiętała jednak jej kaczucza: Zastanawiam się jak wielu ludzi wie, że ta czcigodna dama przed ślubem ze Stephensem Lyne-Stephensem była sławna na całym cywilizowanym świecie jako czarująca tancerka operowa, Yolande Duvernay. Ta cudowna balerina po raz pierwszy pojawiła się na Drury Lane, a było to wtedy, gdy zatańczyła hiszpański taniec kaczucza i właśnie z tego powodu szczególnie ją pamiętam. Teraz widzę ją w swojej wyobraźni, w różowej spódnicy z czarnymi falbankami i słyszę wesoły stukot kastanietów.

Obecnie, dzięki nowoczesnej technice, możemy na własne oczy zobaczyć ten taniec. Są bowiem filmy pokazujące baletnice tańczące kaczucza do oryginalnej choreografii i muzyki i noszące tę samą różową satynową sukienkę obszytą falbanami z czarnej koronki. To prawie tak, jakbyśmy oglądali samą Yolande Duvernay na scenie, która robi niesamowite wrażenie na młodzieńcu, który już niedługo miał stać się najbogatszym plebejuszem w Anglii.










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.