Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

sobota, 15 października 2016

Renata Kosin – „Tajemnice Luizy Bein” # 1














Wydawnictwo: NASZA KSIĘGARNIA
Warszawa 2014





Barczewo, znane do 1946 roku jako Wartembork, to miasto i gmina położone w środkowej części województwa warmińsko-mazurskiego na Pojezierzu Olsztyńskim, na północ od Olsztyna. Miasto leży nad Pisą Warmińską, która uchodzi do jeziora Wadąg. Generalnie jest to ośrodek rolniczo-usługowy, ponieważ występuje tam przemysł metalowy, chemiczny, drzewny, włókienniczy, jak również spożywczy związany z produkcją piwa oraz fabryka mebli szkolnych. Z kolei nad pobliskimi jeziorami znajdują się liczne ośrodki wypoczynkowe. Jest też szlak kajakowy i oczywiście Muzeum Feliksa Nowowiejskiego (kompozytora, dyrygenta, pedagoga, organisty-wirtuoza, organizatora życia muzycznego, szambelana papieskiego żyjącego w latach 1877-1946; autora muzyki do Roty, do której słowa napisała Maria Konopnicka; 1842-1910). W związku z osobą Feliksa Nowowiejskiego, w Barczewie od 2002 roku odbywa się Międzynarodowy Festiwal Muzyki Chóralnej im. Feliksa Nowowiejskiego.

Historia Barczewa jest niezwykle bogata. Już w 1325 roku Krzyżacy zbudowali tam zamek Warteberge. Niestety, w 1354 roku został on zniszczony przez Litwinów i wtedy na jego miejscu zbudowano nowy zamek, przy którym w 1364 roku założono miasto Wartenburg. Pod koniec XIV wieku miasto zostało otoczone murami obronnymi. Od 1466 roku Barczewo wraz z Warmią należało do Polski. Natomiast jako Wartembork podlegało biskupom warmińskim. Od 1772 roku znajdowało się pod zaborem pruskim, natomiast w 1892 roku połączono je z Olsztynem dzięki linii kolejowej. W 1920 roku Barczewo zostało objęte plebiscytem na Mazurach i pozostało w granicach Niemiec. Podczas okupacji hitlerowskiej (1939-1945) na terenie miasta funkcjonowało więzienie (z niem. Zuchthaus), które zniszczono w 1945 roku w około sześćdziesięciu dziewięciu procentach. Niemniej po wojnie zostało odbudowane.

Co ważne, w Barczewie został zachowany średniowieczny układ urbanistyczny wraz z fragmentami murów obronnych pochodzących z XIV wieku. Miasto jest niezwykle bogate w zabytki. Odwiedzając Barczewo można zobaczyć – na przykład – zabytkowe kościoły, dawny budynek klasztoru Franciszkanów, gdzie w latach 1965-1986 przebywał i zmarł nazista Erich Koch (1896-1986), neorenesansową synagogę czy dawny zamek biskupów warmińskich. Barczewo to także miejsce akcji powieściowej dylogii Renaty Kosin. Autorka nie zmienia jednak nazwy miasta, które na kartach książki nadal funkcjonuje jako Wartembork. Z miasteczkiem łączy się zatem niezwykła historia, która sięga aż do pierwszej połowy XIX wieku, kiedy w miejscowym pałacu mieszkała niejaka Luiza Bein, która w historii miasta zapisała się jako filantropka spiesząca z pomocą potrzebującym i chorym. Pewnego dnia na starówce w Wartemborku archeolodzy natrafiają na szczątki kobiety. Może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że została ona pochowana razem z mnichami. W dodatku w ramionach owa kobieta ściska dziecko. Na jej czaszce znajduje się natomiast wianek ze srebrnych róż. Po przeprowadzeniu badań okazuje się, że szczątki odkopane przez archeologów należą do wspomnianej wyżej Luizy Bein, której miejsce pochówku do tej pory było nieznane. Podczas gdy znana jest tożsamość kobiety, nikt nie ma pojęcia, kim jest dziecko pochowane wraz z nią lata temu. Powszechnie wiadomo, że Luiza Bein miała tylko jednego syna, lecz ten dożył późnej starości, więc nie ma możliwości, aby to właśnie on leżał w grobie z matką przez tyle lat.


Widok na Stare Miasto w Barczewie (Wartemborku)
źródło


W Wartemborku mieszka przebojowa studentka dziennikarstwa – Klara Figiel. Dziewczyna pragnie napisać artykuł dotyczący tajemniczego znaleziska. Niestety, informacje, które posiada na tę chwilę nie są wystarczające, aby mogła stworzyć wartościowy tekst. Postanawia zatem zbadać głębiej losy Luizy Bein i dowiedzieć się o niej czegoś więcej, niż tylko tego, co podają ogólnie dostępne źródła historyczne. W związku z tym Klara wyrusza w podróż do Szwajcarii, gdzie odnajduje praprawnuka Luizy Bein. Jak można się łatwo domyślić, Alexander Bein nie jest zachwycony tym, że jakaś Polka zakłóca mu spokój i wywraca do góry nogami jego uporządkowane życie. Niemniej, cała ta historia coraz bardziej zaczyna go wciągać i ostatecznie mężczyzna decyduje się wraz z Klarą uczestniczyć w odkrywaniu tajemnicy Luizy Bein. W końcu jest to również historia dotycząca jego rodziny. I tak oto dzień po dniu, krok po kroku Klara i Alexander dokopują się do coraz to nowych faktów związanych z życiem praprababki Beina oraz tych, którzy dzielili z nią życie lata temu. A żeby nie było tak łatwo, okazuje się, że młodym detektywom-amatorom depczą po piętach jakieś podejrzane typy, które za wszelką cenę chcą przeszkodzić im w poznaniu prawdy. Dochodzi zatem do włamań, kradzieży, a nawet próby zabójstwa. Czy zatem Alexander i Klara zdołają poznać prawdę? A jeśli tak, to jaką cenę będą musieli za to zapłacić? Czy dziewczyna faktycznie mówi Alexandrowi prawdę o sobie, a jej przyjazd do Szwajcarii jest podyktowany jedynie chęcią zebrania dostatecznych informacji o Luizie Bein, dzięki którym mogłaby napisać świetny artykuł? Co tak naprawdę kryje się za przybyciem Klary Figiel do Szwajcarii? I wreszcie, co wspólnego z Luizą Bein mają święte Agata i Rozalia, niezwykły egzemplarz Biblii i pewien zabytkowy zegar?

Tajemnice Luizy Bein to pierwsza książka Renaty Kosin, jaką przeczytałam, i muszę przyznać, że już na tym etapie jestem zachwycona prozą Autorki. Jeśli pozostałe powieści napisane są na tak wysokim poziomie, to tylko pogratulować talentu. W pierwszej części dylogii czytelnik wraz z bohaterami przemieszcza się pomiędzy Polską a Szwajcarią, jednocześnie poznając naprawdę interesujące miejsca, co sprawia, że po skończeniu książki chce dowiedzieć się o nich czegoś więcej i wówczas sięga po literaturę, która takiej wiedzy mu dostarczy. Tak przynajmniej jest w moim przypadku. Trzeba jednak przyznać, że historia odnosząca się do losów Luizy Bein jest niezwykle pogmatwana i zanim nasi główni bohaterowie dotrą do jej końca, będą musieli nieźle się nagłowić nad połączeniem rozmaitych faktów w jedną całość. Autorka stopniowo odkrywa przed czytelnikiem poszczególne kwestie, lecz mimo to nie jesteśmy w stanie jeszcze przed zakończeniem książki domyślić się, kim tak naprawdę mogło być dziecko wykopane razem z Luizą Bein. Poza tym istnieje także szereg innych wątków, które nierozerwalnie łączą się ze sprawą, nad którą pracują Klara i Alexander. Co pewien czas pojawiają się też nowe postacie, które w miarę czytania stają się mniej lub bardziej związane z głównymi bohaterami. Okazuje się bowiem, że Luiza Bein jest jedynie ogniwem, które spaja w jedną całość losy tych, którzy żyli na długo przed Klarą i Alexandrem.


Szwajcarskie Interlaken widziane z góry Schynige Platte
To właśnie gdzieś tam mieszka powieściowy Alexander Bein.
fot. Andrew Bossi
źródło


Oprócz powyższego, Renata Kosin stworzyła też doskonałe biografie każdego z bohaterów. Nie jest tak, że fabuła książki dotyczy wyłącznie rozwiązania zagadki dotyczącej tajemnicy skrywanej przez Luizę Bein. Nasi bohaterowie posiadają również życie prywatne, nad którym nie zawsze potrafią zapanować. Czasami ich relacje z innymi osobami wymykają im się spod kontroli. Nie umieją także podejmować decyzji bez popełniania błędów. To wszystko okraszone jest niemałą dawką humoru, co sprawia, że bohaterowie są wiarygodni. Szczególne miejsce zajmują również kot o imieniu Pulicer i nietypowy pies Fido.

Zapewne większość czytelników ma już za sobą Tajemnice Luizy Bein, bo przecież książka nie jest nowością. Natomiast tych, którzy nie zetknęli się jeszcze z powieścią zachęcam do sięgnięcia po nią, ponieważ jest to historia, która wciąga już od pierwszej strony. Czytelnik pragnie jak najszybciej poznać rozwiązanie zagadki, zaś bohaterowie są wykreowani w taki sposób, że po prostu nie można ich nie polubić. Nawet w chorobliwej pedantyczności Alexandra Beina jest coś naprawdę uroczego, co sprawia, że obdarzamy go sympatią. 










1 komentarz:

  1. Już od dłuższego czasu mam ochotę poznać tę historię:)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.