Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

środa, 6 maja 2015

Kamil Janicki – „Pierwsze Damy II Rzeczpospolitej”













Wydawnictwo: ZNAK
Kraków 2012





Czy zastanawialiście się kiedykolwiek, patrząc na prezydenta jakiegokolwiek kraju, kim jest jego żona? Jaką przeszłość ma za sobą? Co tak naprawdę zaważyło na tym, że polityk ożenił się z tą, a nie inną kobietą? Czy małżeństwo zostało zawarte z miłości, czy może z wyrachowania? Każda pierwsza dama powinna u boku swojego męża stanowić wizytówkę kraju, jaki reprezentuje. Podobnie jak jej małżonek, powinna być bez skazy. Ale czy tak jest na pewno? Czy każda żona prezydenta jest kobietą kryształową, której nie można zarzucić niczego złego? Oczywiście dziennikarze zawsze będą się czegoś doszukiwać w jej przeszłości. Tak było kiedyś i tak jest nadal. Aczkolwiek prawie sto lat temu prasa nie była może tak rozwinięta, jak teraz, to jednak na temat żon poszczególnych prezydentów mówiło się naprawdę sporo. Uwierzcie, że mało komu umykały skandale obyczajowe, w których centrum stały pierwsze damy.

Dwudziestolecie międzywojenne (1918-1939) kojarzy nam się przede wszystkim z epoką literacką, kiedy powstawały takie dzieła jak Ferdydurke Witolda Gombrowicza (1904-1969), Granica Zofii Nałkowskiej (1884-1954), Przedwiośnie Stefana Żeromskiego (1864-1925), Noce i dnie Marii Dąbrowskiej (1889-1965), czy Rok 1794 Władysława Reymonta (1867-1925), a także wiele, wiele innych wybitnych utworów, które pomimo upływu lat wcale nie straciły na swojej wartości. Niemniej dwudziestolecie międzywojenne to również polityka. W tym okresie urząd prezydenta piastowali między innymi Stanisław Wojciechowski (1869-1953) i Ignacy Mościcki (1867-1946). Był też Gabriel Narutowicz (1865-1922), który tuż po objęciu urzędu został zamordowany. Po jego śmierci obowiązki prezydenta do chwili wyboru kolejnego przejął Maciej Rataj (1884-1940), który tymczasowo na ten urząd został powołany również po ustąpieniu Stanisława Wojciechowskiego. Z kolei Józef Piłsudski (1867-1935), który został wybrany na prezydenta po przewrocie majowym mającym miejsce w dniach 12-15 maja 1926 roku, stanowiska nie przyjął, delegując na nie wspomnianego już Ignacego Mościckiego.

Kamil Janicki w swojej biograficznej publikacji skupił uwagę na trzech kobietach, które w okresie międzywojennym pełniły funkcję pierwszych dam II Rzeczpospolitej. Pierwszą z nich jest Maria Wojciechowska z domu Kiersnowska (1869-1959), która u boku swojego męża Stanisława – jako pierwsza dama – stała od 1922 do 1926 roku. Maria jako dziecko wychowywała się w tradycji niepodległościowej. Jej dziadek został zesłany na Syberię za udział w powstaniu listopadowym, natomiast wuj – ksiądz Stanisław Iszora (1838-1863) – został rozstrzelany w Wilnie na placu Łukiskim za odczytanie z ambony manifestu Rządu Narodowego i namawianie wiernych do udziału w powstaniu, tym samym stając się pierwszą ofiarą terroru.

Maria Wojciechowska 
Maria Wojciechowska ukończyła Maryjski Uniwersytet w Wilnie, który zapewniał jej najwyższe wykształcenie, jakie mogły wówczas uzyskać kobiety. Od czasów szkolnych była bliską znajomą samego Józefa Piłsudskiego, co było jednoznaczne z tym, iż angażowała się w pracę konspiratorską, zostając kurierką Polskiej Partii Socjalistycznej. To właśnie podczas tej działalności poznała swojego męża Stanisława. Pobrali się w 1899 roku, a potem wyjechali z kraju. Ślub odbył się w tajemnicy, ponieważ Stanisław Wojciechowski posługiwał się wtedy fałszywymi dokumentami. Z kolei ślub cywilny zawarli już w Anglii. Kiedy w grudniu 1922 roku Stanisław Wojciechowski objął urząd prezydenta II RP, Maria została pierwszą damą. Jak zatem poradziła sobie z tą nową dla niej funkcją? Czy jej sprostała? Jak odbierało jej działalność ówczesne polskie społeczeństwo? W jaki sposób oceniała ją zagranica? Czy jej małżeństwo ze Stanisławem było szczęśliwe? A może stwarzali jedynie pozory dla dobra ojczyzny? O tym wszystkim można dowiedzieć się z publikacji Kamila Janickiego.

A teraz kolej na panie Mościckie: Michalinę i Marię. Michalina Mościcka z domu Czyżewska (1871-1932) pełniła funkcję pierwszej damy II RP w latach 1926-1932. Swoje życie poświęciła głównie na działalność społeczną i oświatową. Od 1920 do 1924 roku była przewodniczącą Ligi Kobiet Polskich. Dbała o ubogich, dla których nie wiadomo kiedy i w jaki sposób potrafiła zorganizować pomoc w bardzo krótkim czasie. Była niczym dobra wróżka przychodząca z pomocą tam, gdzie była ona niezbędna. Za zgromadzone fundusze kupowała ubogim warszawskim kobietom produkty żywnościowe i odzież.

Będąc żoną prezydenta, Michalina Mościcka kontynuowała swoją charytatywną działalność. Można było niekiedy odnieść wrażenie, że los innych ludzi bardziej leży jej na sercu niż to, co aktualnie dzieje się z jej najbliższymi. Michalina w pełni zasłużyła sobie na tytuł pierwszej damy II RP. Niestety, choroba i śmierć przerwały jej dobroczynną działalność. A jaką była żoną i matką? Czy na tym polu również sprawdzała się tak doskonale, jak na płaszczyźnie społecznej? Czy rodzina była dla niej równie ważna, jak biedota, którą wspierała? W jaki sposób zapisała się w pamięci polskiego międzywojennego społeczeństwa? Czy jawny feminizm sprzyjał czy szkodził postrzeganiu jej osoby przez otoczenie?

Michalina Mościcka
Po śmierci Michaliny, Ignacy Mościcki nie czekał długo z ponownym ożenkiem. Niebawem poślubił młodszą od siebie o prawie trzydzieści lat Marię Nagórną z domu Dobrzańską (1896-1979). Tym małżeństwem obydwoje wywołali wielki skandal obyczajowy. Mówiono nawet, że Ignacy romansował z Marią jeszcze za życia Michaliny. Swoją drugą żonę miał praktycznie na wyciągnięcie ręki, ponieważ była ona sekretarką poprzedniej. Czy tak było w istocie? Prawdą jest natomiast, że Maria była już wcześniej mężatką, lecz związek z Tadeuszem Nagórnym (1895-?) od początku nie należał do udanych, więc zapewne prędzej czy później i tak by się rozpadł. Maria zdołała jednak uzyskać stwierdzenie nieważności małżeństwa od Stolicy Apostolskiej, co dało jej prawo do poślubienia prezydenta Mościckiego. Można więc zastanawiać się, dlaczego w ogóle doszło do tego małżeństwa. Co takiego Maria widziała w podstarzałym prezydencie, że zdecydowała się na ten ślub? Czy było to zwykłe wyrachowanie i chęć lepszego życia? A może pragnienie odnalezienia bezpieczeństwa u boku dojrzałego mężczyzny? Pamiętajmy, że dotychczasowe życie Marii nie było wcale usłane różami. Z drugiej strony może też zastanawiać decyzja samego Mościckiego. Jakie on mógł czerpać korzyści z tego związku? Chciał się odmłodzić? Zapomnieć o starości? 

Maria Mościcka była postacią kontrowersyjną i wzbudzała spore zainteresowanie społeczeństwa. Na jej temat krążyło szereg plotek, z których zapewne większość mijała się z prawdą. Wiadomo, że czynnie działała u boku męża i naprawdę potrafiła intrygować. Niestety, prezydentura Mościckiego przypadła na bardzo trudny okres. Zapewne gdyby nie wybuch drugiej wojny światowej, Ignacy nie uciekłby z kraju i w konsekwencji nie ustąpił z urzędu. Czy był on prezydentem jedynie na dobre czasy? Czy konflikt zbrojny z III Rzeszą zwyczajnie przerósł jego możliwości przywódcze? A może był już zbyt stary i schorowany, aby móc stawić czoło takiemu wyzwaniu?

Wrzesień 1939 roku odbił się niekorzystnie również na samej Marii. Jako żona prezydenta musiała mu towarzyszyć, więc ta klęska dotknęła również i ją samą. Nagle skończył się splendor, jakim do tej pory się otaczała. Trzeba było w panice opuszczać kraj. Z perspektywy czasu można dojść do wniosku, że Maria tak naprawdę nigdy nie pogodziła się z utratą swojej pozycji. Ona nawet po wielu, wielu latach żyła okresem prezydentury swojego męża. Nie potrafiła zapomnieć o tych czasach i wciąż je wspominała. Dla niej czas, jak gdyby się zatrzymał. Owszem, zmieniała się rzeczywistość, ale Maria stale miała w pamięci najlepszy okres swojego życia. Można też odnieść wrażenie, że Ignacy Mościcki był dla niej kimś naprawdę ważnym. Chyba jednak go kochała.  

Maria Mościcka
Pierwsze Damy II Rzeczpospolitej to naprawdę interesująca lektura. Nie jest to na pewno sucha biografia stanowiąca zlepek faktów zaczerpniętych z innych źródeł, gdzie na każdej stronie znajduje się więcej przypisów niż treści. Kamil Janicki gawędziarskim stylem przybliża czytelnikowi okres międzywojenny i nakreśla sylwetki pierwszych dam II RP. Robi to tak ciekawie, że czytelnik odnosi wrażenie, iż te kobiety wciąż żyją. Dodatkowo Autor cytuje wypowiedzi osób, które w jakiś sposób były związane z głównymi bohaterkami. Publikacja zawiera także szereg bardzo interesujących fotografii, które pozwalają współczesnemu odbiorcy książki choć na chwilę przenieść się w czasie.

Kamil Janicki po raz pierwszy ujął mnie swoją inną książką, a były do Damy Złotego Wieku. Od tamtej pory wiedziałam, że na tej jednej pozycji się nie skończy i prędzej czy później sięgnę po kolejną. Gdyby wszyscy biografowie pisali w ten sposób, to zapewne szczególnie młodzi ludzie (uczniowie) nie uciekaliby od historii. Pierwsze Damy II Rzeczpospolitej nie mają w sobie nic z nudnych szkolnych podręczników. Książka wciąga już od pierwszej strony i nie można jej odłożyć, dopóki nie pozna się ostatniej. Autor pokazuje, że kobiety kroczące u boku prezydentów dwudziestolecia międzywojennego były naprawdę interesujące, choć tak różne od siebie nawzajem. Każda z nich do historii Polski wniosła coś innego i każdą inaczej zapamiętano.

Moim zdaniem każdy historyk czy biograf powinien umieć wyciągać własne wnioski na podstawie dostępnych faktów. Nie jest bowiem sztuką napisać biografię, opierając się tylko i wyłącznie na tym, o czym powiedzieli już inni. Takie ciągłe powielanie tego, co już znamy jest po prostu nudne. Inteligentny autor będzie umiał pokazać zupełnie inną stronę tego samego wydarzenia; będzie potrafił na swój indywidualny sposób interpretować historię, czasami nawet spierając się na kartach własnej książki z innym historykiem. Kamil Janicki to potrafi, dzięki czemu do literatury faktu wprowadza swego rodzaju innowacyjność. Autor odchodzi bowiem od utartego i przestarzałego szlaku kreowania biografii. Chciałabym, aby na polskim rynku wydawniczym pojawiało się więcej tego typu książek. Książek, które nie będą nudzić, lecz wciągać i zachęcać do ich czytania osoby, które na co dzień stronią od historii.

Pierwsze Damy II Rzeczpospolitej to publikacja traktująca o wydarzeniach, które są jeszcze stosunkowo świeże. Wbrew pozorom ten dzielący nas od tamtych czasów prawie stuletni przedział wcale nie jest tak odległy, dlatego może zainteresować znacznie szersze grono czytelników, aniżeli na przykład książka dotycząca epoki średniowiecza. Przede mną Upadłe Damy II Rzeczpospolitej. Mam nadzieję, że książka okaże się równie interesująca.








14 komentarzy:

  1. Mam tę książkę w swoich zbiorach, bo bardzo zaciekawił mnie styl autora. Widzę, że warto się w nią zagłębić.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja przymierzam się do przeczytania zarówno Pierwszych Dam jak i Dam Złotego Wieku. Co prawda czytałam jego książkę "Pijana wojna" i niestety nie przypadła mi do gustu (najprawdopodobniej mało wdzięczny temat, z którego trudno coś więcej wycisnąć), ale sam styl autora bardzo mi się spodobał. Zresztą śledzę jego bloga, na którym można znaleźć wiele interesujących ciekawostek historycznych. No i często sięga po mało oklepane tematy :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie ta książka zawiodła, moim zdaniem Janicki zbyt skupił się na polityce i prześlizguje się nad ważnymi tematami. Bardzo zawiodło mnie, że po macoszemu potraktował stwierdzenie nieważności!!(ważnie zawartego sakramentu się nie unieważnia, to bardzo duża różnica) tym bardziej, że działo się to już pod rządami Kodeksu Prawa Kanonicznego... zawiodłam się i tyle ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, unieważnia się taki sakrament w Kościele. To nie jest zmyślony fakt, zwłaszcza że w odniesieniu do Marii Dobrzańskiej i Nagórnego znalazłam potwierdzenie tego faktu też w innych źródłach. Obecnie też Kościół unieważnia małżeństwa, a przed wojną w mojej rodzinie również miało to miejsce. Dlatego nie wierzę w to, że Kamil Janicki popełnił na tym polu jakikolwiek błąd. Mnie Autor nigdy nie zawodzi. Uwielbiam te jego biografie i tyle.

      Usuń
    2. PS. Znalazłam ciekawy artykuł dotyczący unieważnień małżeństw, w którym biskup Pieronek twierdzi, że: "[...] Przed II wojną światową Polska miała większą liczbę stwierdzeń nieważności małżeństw niż inne państwa, i to nam zarzucano. Ale to znaczyło tyle, że ludziom u nas zależało na poukładaniu swoich relacji z Bogiem i Kościołem [...]. Proszę przeczytaj:

      http://www.gazetakrakowska.pl/artykul/933576,krakowianie-juz-nie-chca-koscielnych-rozwodow,

      Usuń
    3. Kochanie! dlatego ja się czepiam słownictwa. Nie unieważnienie, a stwierdzenie nieważności. Ja wiem, że dla laika - przepraszam - to jest niewielka różnica, ale w istocie kolosalna. Nie neguję instytucji stwierdzenia nieważności! Bo ona istnieje, ja przy niej pracowałam. Widzisz i Pieronek mówi o stwierdzeniu nieważności :)
      Akurat na tym się znam :)

      Usuń
    4. Dla mnie te dwa terminy niczym się nie różnią. To nie jest to samo??? Wiesz, ja jestem po prawie administracyjnym, ale nie analizowałam nigdy prawa kanonicznego, bo akurat w moim przypadku ono nie wchodziło w zakres prawa administracyjnego. Byłam jednak przekonana, że "unieważnienie" i "nieważność" to jedno i to samo. :-)

      Usuń
    5. Ejjj no, gdyby to było to samo, to bym się nie czepiała ;)

      Usuń
    6. Jasne. Dziwi mnie tylko to, że przez jedno niedopatrzenie, a wręcz przejęzyczenie, stwierdzasz, że książka jest fatalna. To trochę niesprawiedliwe jest moim zdaniem. Dla mnie Kamil Janicki pisze niesamowite biografie i tego będę się trzymać. :-)

      Usuń
    7. Ale to nie jest tak. Nigdy i nigdzie nie napisałam, że TYLKO dlatego książka jest beznadziejna.
      Swego czasu u siebie się rozpisałam. Mam nadzieję, że te książki które mam u siebie jeszcze mnie zachwycą :)

      Usuń
    8. Kasiu, jedno jest pewne. Książki K. Janickiego wzbudzają emocje, a czasami wręcz skrajne uczucia. O nich się dyskutuje, wymienia opiniami itp., ale pod warunkiem, że zachowana jest kultura. Wiesz o czym piszę, prawda? Dziękuję Ci za te uwagi i mam nadzieję, że kiedyś gdybym przeprowadzała wywiad z autorem, to będę mogła mu zadać pytanie, dlaczego pomylił pojęcia. Mogę? :-)

      Usuń
    9. Wiem ;) ale jak ktoś jest rozmemłaną pindzią, która raz ośmieliła się skrytykować książkę, a zwykle oficjalnie je chwali i za plecami wyśmiewa, to czego oczekiwać?


      Możesz spokojnie pytać :D

      Usuń
    10. No właśnie. :-) Dziękuję za pozwolenie. Na pewno skorzystam, bo ciekawi mnie punkt widzenia autora. :-) Buziaki! :*

      Usuń
  4. Nie miałam okazji czytać żadnej książki Janickiego, ale na jakąś się na pewno skuszę... :)

    www.maialis.pl

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.