Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

wtorek, 28 października 2014

Iny Lorentz – „Uciekinierka”

















Wydawnictwo: SONIA DRAGA
Katowice 2011
Tytuł oryginału: Die Pilgerin
Przekład: Daria Kuczyńska-Szymala





Na świecie istnieje wiele miejsc, które posiadają jakąś swoją legendę. Tego rodzaju opowieści przekazywane z ust do ust na przestrzeni lat i wieków są na tyle silne, że w końcu stają się przyczyną licznych pielgrzymek. Jeżeli takie miejsce uchodzi za przedmiot cudownej opowieści, to wówczas bardzo szybko może stać się celem pielgrzymek. Jednym z takich właśnie miast jest hiszpańskie Santiago de Compostela, które charakteryzuje niezwykle ciekawa historia. Już sama nazwa posiada etymologię mającą związek z kultem świętego Jakuba. Podobnie jak w epoce średniowiecza, dzisiaj również miasto odwiedzane jest co roku przez tysiące pielgrzymów. 

Jakub Większy (?-43/44) był synem Zebedeusza i bratem świętego Jana Ewangelisty (?-100). Różne źródła historyczne podają, że wraz z grupą uczniów przybył do Hiszpanii, aby na północy tego kraju prowadzić prace misyjne. Było to najprawdopodobniej w latach 33-43. Niemniej, z powodu niepowodzeń misji wrócił z powrotem do Ziemi Świętej. Tam zginął śmiercią męczeńską z rąk Heroda I Agryppy (10/9 p.n.e.- 44 n.e.) w 44 roku. Świadkowie jego tragicznej śmierci zabrali wówczas ciało apostoła w kamiennym sarkofagu i odpłynęli łodzią, aby złożyć jego doczesne szczątki w innym i bardziej bezpiecznym miejscu. Przez Morze Śródziemne dotarli do Gibraltaru, a stamtąd przedostali się na Ocean Atlantycki i ostatecznie przybyli do północno-zachodniego krańca Półwyspu Iberyjskiego. 

Według legendy dokładne miejsce przybicia łodzi to dzisiejsza miejscowość o nazwie Finisterre, co po łacinie oznacza „koniec ziemi”. Ten zachodni kawałek Hiszpanii był wówczas faktycznie uznawany za koniec świata. Wiedza charakteryzująca ówczesną epokę była zbyt uboga, a ludzie nie znali innych kontynentów. W tym miejscu kończyło się zatem rzymskie panowanie nad Europą. To właśnie u wybrzeży północnej Hiszpanii uczniowie Jakuba wydostali ciało apostoła na brzeg, potem zanieśli je kilkadziesiąt kilometrów w głąb lądu, a następnie pochowali na wskazanym miejscu. Mówiono, że poprowadził ich tam sam anioł. Miejsce pochówku Jakuba Większego zostało objęte tajemnicą z uwagi na wcześniejsze prześladowania w Ziemi Świętej. Zabroniono więc odwiedzania i kultu, a po pewnym czasie zapomniano również o tym, gdzie dokładnie spoczywa ciało apostoła.

Minęło osiem wieków. Wtedy to na światło dzienne wyszła wiedza na temat miejsca grobu Jakuba. W latach 788-838 odkryto relikwie, które uznano za szczątki apostoła. Opowieści pochodzące z tamtego okresu sugerują, że pustelnik Pelagiusz otrzymał objawienie, w którym usłyszał, iż tak zwane „pole gwiazd” przyprowadzi go na miejsce i ukaże mu grobowiec świętego Jakuba. Ponieważ po hiszpańsku „święty Jakub” to „Santiago, zaś w języku łacińskim „pole gwiazd” znaczy „campus stella”, nazwa osady, gdzie później zbudowano sanktuarium nosi dziś nazwę „Santiago de Compostela”.

Ścięcie świętego Jakuba
obraz powstał pomiędzy rokiem 1507 a 1509
autor: Albrecht Dürer (1471-1528)
Apostoł Jakub Większy przez lata zyskał sobie nawet przydomek „Matamoros”, co oznacza „pogromca Maurów”. To właśnie jego szczególnemu posłannictwu przypisywano zwycięstwo w mitycznej bitwie pod Clavijo w 844 roku. Spotkały się tam wojska dowodzone przez króla Asturii – Ramira I, oraz oddziały Arabów, na czele których stał Abderraman II. Jakub miał wówczas ukazać się na czele wojsk chrześcijańskich na białym rumaku, trzymając w dłoni miecz. Od tego miecza pochodzi tak zwany „krzyż świętego Jakuba”, który posiada kolor czerwony, natomiast jego ramiona przypominają głownię miecza. Ów miecz stał się atrybutem Jakuba, ponieważ był on narzędziem jego męczeńskiej śmierci. W ten sposób apostoł dodał rycerzom ducha walki oraz pomógł pokonać niewiernych. Stał się też opiekunem rekonkwisty. Walczący chrześcijanie mieli dodawać sobie odwagi, krzycząc: „San Jago” lub „San Tiago”.

Już w 1078 roku na miejscu grobowca Jakuba Większego została wybudowana na miejscu niewielkiej kaplicy katedra w stylu romańskim. Poświęcono ją w 1128 roku, zaś od 1112 roku była siedzibą biskupstwa. Z kolei w 1120 roku papież Kalikst II ogłosił Santiago stolicą metropolitarną, natomiast dwa lata później przyznał Kościołowi compostelańskiemu prawo do świętowania Jubileuszu Roku Świętego, a było to 25 lipca, kiedy przypada święto apostoła Jakuba. Pielgrzymi, którzy spełnili określone warunki, uzyskiwali odpust zupełny.

Obecnie święty Jakub jest patronem Hiszpanii i Portugalii, a także walczących z islamem. Jego opiece polecają się również osoby podróżujące, sieroty, hospicja i szpitale. Bardzo często o pomoc proszą go kapelusznicy i czapnicy. Od czasu, gdy odkryto grób Jakuba Większego przybywają tam rzesze wiernych, zaś informacje o jego cudownym wsparciu w kampaniach przeciw „niewiernym” jedynie przysparzają mu popularności. Zdecydowanie największe nasilenie ruchu pielgrzymkowego przypadło pomiędzy XII a XIII wiekiem. Wówczas do Santiago de Compostela przybyło około dwustu tysięcy pątników. 

Dlaczego wspominam o legendzie, która równie dobrze może być prawdą? Otóż, robię to dlatego, że Uciekinierka oparta jest właśnie na tejże historii. Akcja powieści rozgrywa się w średniowieczu w latach 1368-1369, zaś główni bohaterowie zmierzają na pielgrzymkę do grobu apostoła Jakuba Większego. Każda z tych osób ma ku temu swój własny powód. Jedni idą tam, aby odpokutować za swoje grzechy. Inni podążają do Santiago de Compostela dlatego, że jakiś ksiądz tego od nich zażądał, zaś jeszcze inni robią to, ponieważ ktoś z bliskich tuż przed śmiercią ich o to prosił, a przecież ostatnią wolę zmarłego należy spełnić niezwłocznie. Lecz zanim owa pielgrzymka zacznie się na dobre, w fikcyjnym niemieckim miasteczku o nazwie Tremmlingen będą dziać się rzeczy, które w konsekwencji staną się podwodem ucieczki naszej głównej bohaterki – Tilli Willinger.

Otylia to piętnastoletnia dziewczyna, która wychowuje się bez matki, zaś opiekę nad nią sprawuje ojciec i straszy brat. Kiedy ją poznajemy, Tilla musi opiekować się chorym ojcem. Miejscowy medyk twierdzi, że dni starego kupca są już policzone, ale mimo wszystko aplikuje mu lek, który rzekomo powinien przywrócić mu siły. Dziewczyna jest zrozpaczona, lecz z drugiej strony godzi się z losem. Tilla wie, że decyzją ojca będzie musiała już niedługo wyjść za mąż za starszego syna lokalnego burmistrza – Damiana Lauksa. Małżeństwo z Damianem nie stanowi szczytu jej marzeń, bo go nie kocha i raczej nie widzi możliwości zmiany swoich uczuć względem niego. Pamiętajmy jednak, że jest średniowiecze, a kobiety w tej epoce praktycznie nie miały nic do powiedzenia tylko musiały bez słowa sprzeciwu wypełniać wolę swoich męskich opiekunów. Tilla wie jednak, że zawsze mogła trafić gorzej, więc godzi się na to, co ją czeka.

Katedra w Santiago de Compostela
fot. Luis Miguel Bugallo Sánchez
W Tremmlingen nie dzieje się dobrze. Obecny burmistrz przysporzył sobie wrogów i są tacy, którzy robią wszystko, aby tylko pozbawić go stanowiska. Czy im się to uda? Czy faktycznie spisek, który zawiązał się w tej sprawie ma szanse na powodzenie? Tymczasem pod nieobecność Tilli w domu dochodzi do tragedii. Czujący się już dość dobrze Eckhardt Willinger nagle umiera. Tak naprawdę nie wiadomo co się stało. Kiedy Tilla wraca do domu od swojej piastunki, widzi swojego ojca martwego w łożu. Od tego momentu jej życie diametralnie się zmienia. Opiekę nad dziewczyną przejmuje jej starszy brat, którego łączy wielka przyjaźń z mężczyzną będącym prowodyrem spisku przeciwko burmistrzowi. Brat Tilli natychmiast po śmierci ojca zmienia jego ostatnią wolę i wydaje Tillę za mąż za okrutnego kupca Wita Gürtlera. Dziewczyna wie, że czeka ją ciężkie życie przy boku Wita. Nie wie jak sobie z tym poradzi, jednak nie ma wyboru i musi być posłuszną bratu. Niemniej, już w noc poślubną Wit Gürtler umiera, a Otylia zostaje bez grosza przy duszy. Jedyne, co może w tej sytuacji zrobić, to uciec z Tremmlingen. I tak oto zamiast swojego brata, dziewczyna udaje się w pielgrzymkę do Santiago de Compostela, aby tam przy grobie świętego Jakuba złożyć serce swojego ojca. Taka bowiem była ostatnia wola Eckhardta Willingera. Lecz to nie córkę kupiec prosił o wypełnienie tej prośby. To Otfried miał się tym zająć. Czy zatem Tilli uda się dotrzeć do grobu świętego Jakuba i tym samym wypełnić wolę ojca? A może umrze gdzieś w drodze i ślad po niej zaginie, a Otfried będzie mógł bez przeszkód rządzić miastem? Jak dalej potoczą się losy dziewczyny, za którą w pogoń ruszają dwaj przyboczni Otfrieda? Czy wysłany przez ojca w ślad za Otylią Sebastian Lauks – młodszy syn burmistrza – będzie w stanie jej pomóc, jeśli zajdzie taka potrzeba?

Autorski duet Iny Lorentz przyzwyczaił już swoich czytelników do tego, że zawsze oferuje im powieści przygodowe z historią w tle. Choć wydaje się, że Autorzy piszą według tego samego schematu, co oczywiście jest prawdą, to jednak nie sposób nudzić się przy ich książkach. Przynajmniej takie jest moje zdanie. Ostatnio pisząc o Córce tatarskiego chana wspomniałam, że Autorzy powielili swój pomysł, kreując główną bohaterkę podobną do tej, którą spotykamy na kartach Handlarki złotem. W przypadku Uciekinierki jest podobnie, choć pomysł dotyczący kobiety przebranej za mężczyznę w pewnym momencie upada i Tilla powraca do swojej prawdziwej tożsamości. Czy jest to wada? Na pewno wielu tak właśnie pomyśli, lecz mnie trzecia z kolei kobieta w stroju mężczyzny zupełnie nie przeszkadzała.

Podczas podróży do Santiago de Compostela bohaterowie powieści przeżywają liczne przygody. Wiadomo, że na drogach czają się rozmaici maruderzy, którzy tylko czekają sposobnej chwili, aby móc zaatakować i w ten sposób zdobyć łup. Dlatego też pielgrzymi muszą naprawdę na siebie uważać, żeby nie paść ich ofiarą i nie stracić życia. Niemniej, są też i tacy, którzy bardzo szybko spieszą z pomocą i wybawiają z rąk żądnych krwi rabusiów. Sama Tilla musi naprawdę wiele kwestii przemyśleć, aby w końcu dojść z sobą do ładu, a zwłaszcza uporządkować własne uczucia. Dla swojego brata stanowi cierń w oku, ponieważ wciąż jest w posiadaniu dokumentów, które mogą mu solidnie zaszkodzić. Dlatego też byłoby najlepiej, gdyby gdzieś w drodze zmarła śmiercią naturalną albo gdyby po prostu ją zabito. Dodatkowo Otylia odkrywa prawdę o śmierci ojca, co również może pozbawić Otfrieda wielu przywilejów, a nawet przyprawić go o wyrok śmierci.

Jeśli chodzi o relacje damsko-męskie, to jest ich tutaj całkiem sporo. W książkach Iny Lorentz raczej niewiele jest scen erotycznych. Wyjątkiem jest Nierządnica, gdzie niemalże na każdym kroku mężczyźni biorą, co im się należy, nie pytając o zgodę. W przypadku Uciekinierki historia się powtarza. Może tego erotyzmu nie jest aż tak dużo, jak w Nierządnicy, ale jednak występuje, więc czytelnicy, którzy lubią ten element w powieściach z pewnością będą zadowoleni. Obok bohaterów stricte fikcyjnych pojawiają się również postacie historyczne, które toczą ze sobą wojny mające autentycznie miejsce w tamtych czasach.

Z kolei sama pielgrzymka wcale nie ma charakteru świętości, jak można byłoby przypuszczać. Pamiętajmy, że pątnicy to ludzie, którzy mają naprawdę wiele na sumieniu. Oczywiście nad wszystkim czuwa ojciec Tomasz, ale przecież wszystkich i wszystkiego nie upilnuje. Myślę, że książka jest godna uwagi, jak zresztą każda powieść Iny Lorentz. Niemniej, wydaje mi się, że czytanie tych powieści w krótkim odstępie czasu może sprawić, iż poczujemy przesyt tematyką i stylem pisania Niemców. Dobrze jest zatem zrobić sobie dłuższą przerwę, jeśli ktoś – tak jak ja – czyta prozę Autorów zbyt często. Nie wiem, kiedy wrócę do powieści Iny Lorentz, lecz na chwilę obecną na pewno nie powiem im „żegnajcie!”.

Poniżej zwiastun miniserialu z 2014 roku w reżyserii Philippa Kadelbacha. Miniserial Pątniczka powstał w oparciu o fabułę powieści. W roli głównej występuje Josefine Preuß. 















2 komentarze:

  1. Zdaje się, że muszę nadrobić zaległości i sięgnąć po książki duety Iny Lorentz, tak je zachwalasz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytaj choć jedną ich książkę. Naprawdę warto. Ja nie jestem konsekwentna, jeśli chodzi o ich powieści. Napisałam w poście, że na razie dam sobie spokój. Ale nie mogłam i sprowadziłam sobie do domu już kolejną książkę Iny Lorentz, a następną zamówiłam. :-)

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.