Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

sobota, 11 października 2014

Jeannie Johnson – “The Rest of Our Lives”
















Wydawnictwo: ORION
Londyn 2002






Przypuszczam, że Jeannie Johnson pisząca również jako Lizzie Lane i J.G. Goodhind, nie jest zbyt dobrze znana polskim czytelnikom. Jak do tej pory żadna z jej książek nie została przetłumaczona na język polski. Niestety, jest jeszcze wielu autorów, których książki naprawdę zasługują na uwagę, lecz są one dostępne jedynie w wersji oryginalnej lub w jakimś innym przekładzie. Możliwe, że twórczość Jeannie Johnson nie zachwyciła dotąd żadnego polskiego wydawcy na tyle mocno, aby postarał się o zakup praw do którejkolwiek z jej powieści. Autorka swoim czytelnikom znana jest przede wszystkim z romansów historycznych osadzonych w realiach wojennych lub tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej. Popularność zdobyła, pisząc również kilkutomowe sagi rodzinne. Dzisiaj proponuję jedną z jej książek, którą udało mi się niedawno przeczytać. Oczywiście jest to wersja anglojęzyczna.

The Rest of Our Lives to historia trzech różnych kobiet. Akcja tej powieści rozgrywa się tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej. Na dworcu kolejowym w Bristolu na swoich mężczyzn czekają trzy młode kobiety. Każda z nich wysłała na wojnę swojego ukochanego i teraz z niecierpliwością oczekuje jego powrotu. Charlotte Hennessey-White wypatruje męża, który jest lekarzem. David wyruszył na wojnę, ponieważ ludzie z jego profesją byli tam niezbędni. Nie tylko Charlotte, ale także jej syn i córka są niezwykle podekscytowani rychłym spotkaniem z mężem i ojcem. Już na peronie dochodzi do dziwnego incydentu, w centrum którego znajduje się David i druga z kobiet czekająca na swojego dzielnego mężczyznę. To Polly, której narzeczony – z pochodzenia Kanadyjczyk – powinien lada moment wysiąść z pociągu. Jest też niepozorna i skromna Edna, która już wcześniej dowiedziała się, że mężczyzna, z którym za jakiś czas ma wziąć ślub, został na wojnie poważnie ranny. Niestety, nikt nie powiedział jej jak znaczące są to obrażenia. Kobieta na pewno nie spodziewa się tego, co już za chwilę ukaże się jej oczom.

Te trzy kobiety o różnej osobowości i z różną przeszłością już wkrótce zaprzyjaźniają się ze sobą. Połączy je przede wszystkim wojna i to, co po niej zostało. A straty są naprawdę poważne. Nie chodzi tylko o te materialne, na skutek których trzeba teraz odbudowywać zniszczone miasta. Głównie należy skupić się na stratach moralnych i zacząć naprawiać własne życie, które zostało solidnie zdewastowane. Bardzo szybko okazuje się bowiem, że rozłąka spowodowana wojną zniszczyła więzi, które jeszcze nie tak dawno miały naprawdę ogromne znaczenie. Teraz trzeba je odbudować, aby zacząć normalnie żyć. Lecz czy jest jeszcze na to jakakolwiek szansa i nadzieja? Czy miłość, która niegdyś dodawała naszym bohaterom siły, teraz również będzie impulsem i motywacją do tego, aby nie zatracić w sobie tego, co najważniejsze?

Tak naprawdę z powrotu swoich ukochanych mężczyzn do domu może cieszyć się jedynie dwie z kobiet. To Charlotte i Edna. Niestety, kanadyjski narzeczony Polly nie wrócił do swojej dziewczyny i nie wiadomo, co się z nim stało. Kobieta jest zrozpaczona. Tak bardzo pragnęła wyjść za mąż i znaleźć życiową stabilizację. Z kolei Edna na widok Colina przeżywa szok. Mężczyzna nie ma nóg. Rany, jakie odniósł podczas wojny sprawiły, że już do końca życia będzie niepełnosprawny. Jak oboje poradzą sobie z tak ogromną zmianą w ich życiu? Czy Edna jest na tyle silna, aby zaakceptować i nadal kochać mężczyznę na wózku inwalidzkim? A Charlotte? Czy będzie w stanie pomóc swojemu mężowi, który nie jest już tym samym człowiekiem? Wojna obudziła w nim tak silną agresję, że praktycznie nie da się żyć z Davidem pod jednym dachem. Mężczyzna z byle powodu posuwa się do rękoczynów, a nawet dopuszcza się gwałtów na swojej żonie. W tym wszystkim tkwią jeszcze dzieci, które cierpią na równi z matką.

The Rest of Our Lives to przede wszystkim powieść o trudnej kobiecej przyjaźni. Pamiętajmy jednak, że mamy czasy powojenne i nadal w społeczeństwie żywe są pewne uprzedzenia, a także panują konwenanse, których należy bezwarunkowo przestrzegać. Podczas wojny w Anglii stacjonowało mnóstwo amerykańskich żołnierzy. Oni nie tylko bronili Brytyjczyków przed Niemcami, ale również nawiązywali romanse i płodzili dzieci z angielskimi kobietami. Niestety, nie wszyscy mogli potem wziąć odpowiedzialność za swoją chwilę słabości. Nie chodzi tutaj tylko o to, że wielu z nich zostawiło w ojczyźnie żony i dzieci, bo byli też tacy, którzy bardzo chętnie ożeniliby się z pięknymi Brytyjkami, lecz nie pozwalał im na to kolor skóry. Tak więc pojawia się kolejny problem. To rasizm. „Kolorowe” dzieci bardzo często były spadkiem po Amerykanach stacjonujących w tamtym czasie w Wielkiej Brytanii. Takie dzieciaki już na starcie skazane były na odrzucenie, zaś kobiety, które je rodziły były potępiane przez środowisko. O ile można było zaakceptować romans z białym żołnierzem oraz dziecko będące jego owocem, to za nic nie tolerowano podobnych sytuacji, jeśli w grę wchodziło uczucie do czarnoskórego mężczyzny. Dzieci rodzące się z takich mieszanych związków zazwyczaj oddawane były do sierocińców lub do adopcji, jeżeli miały trochę więcej szczęścia.

Wyd. EBURY PRESS
Londyn 2012
Okazuje się, że nasze główne bohaterki wcale nie były takie „święte”, żyjąc w tym trudnym wojennym okresie. Pozostawione ma pastwę losu przez swoich ukochanych, szukały pocieszenia w ramionach innych mężczyzn. Teraz, kiedy czasy się zmieniły, tamte chwile zapomnienia budzą w nich wyrzuty sumienia. Muszą borykać się z konsekwencjami swoich nierozważnych czynów. Lecz z drugiej strony sytuacja ta wyraźnie pokazuje, która z kobiet może pochwalić się naprawdę silnym charakterem, nie dając sobą kierować innym, zaś która to zwykła marionetka w rękach rodziny. I tu pojawia się kolejny bardzo ważny problem. Jest to ingerencja rodziców w dorosłe życie swojego dziecka. Ważniejsze są konwenanse, korzystne zamążpójście oraz to, co ludzie powiedzą, zamiast skupić się na tym, co tak naprawdę będzie dobre dla dziecka. Oczywiście to wszystko, czego doświadcza dorosła córka od swojej matki jest robione dla jej dobra. Tylko czy na pewno tak to wygląda z punktu widzenia tejże córki? Może ona chciałaby pokierować swoim życiem zupełnie inaczej, niż wymaga tego od niej rodzicielka? Takie wtrącanie się w dorosłe życie własnego dziecka żadnej ze stron na dłuższą metę nie służy, o czym można przekonać się, czytając tę powieść.

Niemniej, romanse angielskich kobiet nie dotyczyły jedynie amerykańskich żołnierzy. Po wojnie w Anglii pozostało też sporo Niemców. Byli traktowani jak jeńcy wojenni. Przynajmniej w ten sposób przedstawia tę kwestię Jeannie Johnson. Tak więc Brytyjki ulegały również wrogom, którzy mieli na rękach krew ich narodu. Co zatem gorsze? Romans ze znienawidzonym faszystą czy chwila zapomnienia z żołnierzem, który walczył po tej samej stronie, nawet jeśli tym żołnierzem był czarnoskóry mężczyzna?

Jak napisałam powyżej, Charlotte, Polly i Edna to trzy naprawdę różne kobiety. Można je oceniać, ale także im współczuć. Wydaje mi się, że najbardziej dojrzałą emocjonalnie i życiowo jest Charlotte. Zapewne dzieje się tak dlatego, iż kobieta musi stanąć twarzą w twarz z przemocą domową. Poza tym, są przecież dzieci, które trzeba chronić przed agresywnym ojcem. Z kolei Edna to dziewczyna, która zupełnie nie radzi sobie z życiem. A nie radzi sobie tylko dlatego, że przez cały czas była sterowana przez zaborczą matkę. Nigdy nie potrafiła się jej sprzeciwić. Nawet, gdy Edna wyszła za mąż za Colina i zaopiekowała się nim jak tylko mogła najlepiej, matka wciąż wtrącała się w ich małżeństwo. Z jednej strony ten ślub był planowany przez Ethel Burbage, a z drugiej, kiedy już doszedł do skutku, kobieta zaczęła podsycać w swoim zięciu niepewność co do trwałości tegoż związku. Przecież Colin to inwalida wojenny, więc Edna w każdej chwili może znaleźć sobie kogoś sprawnego, prawda?

Z tych trzech kobiet chyba najbardziej nie polubiłam Polly. Dlaczego? Przez całą książkę wydawała mi się pusta, zbyt rozrywkowa i egoistycznie nastawiona do życia. Ale z drugiej strony jej praktycznie histeryczne poszukiwanie mężczyzny, który dzieliłby z nią życie, mogło wynikać też ze strachu przed samotnością. Patrząc na problem pobieżnie dochodzi się do przekonania, że Polly w głowie jedynie romanse. Nie jest dla niej ważne, czy kogoś w ten sposób skrzywdzi. Istotne jest, aby to ona osiągnęła swój cel, nawet kosztem tych, którzy jej dobrze życzą.

Fabuła The Rest of Our Lives to także tajemnice, które za nic nie mogą ujrzeć światła dziennego. Lecz im dłużej spycha się je na dalszy plan, tym jest gorzej. Nie można bowiem budować poważnych relacji międzyludzkich na kłamstwie albo na niedopowiedzeniach. Nasze bohaterki przekonują się o tym bardzo boleśnie.

Książka została także wydana pod tytułem Wartime Brides, zaś Autorka opublikowała ją jako Lizzie Lane. Jeśli lubicie tego typu historie, a do tego nie straszne Wam czytanie w oryginale, to spokojnie możecie sięgnąć po tę powieść. Historia Charlotte, Edny i Polly, a także ich życiowych partnerów charakteryzuje się naprawdę sporym ładunkiem psychologicznym. Każdą z tych postaci można poddać analizie. Jak widać, pokusiłam się o nią tylko w przypadku kobiet. Mężczyźni występujący w powieści są równie skomplikowani. Czy wypadają korzystniej od swoich parterek? Myślę, że to już zależy od indywidualnego spojrzenia każdego z czytelników.








4 komentarze:

  1. Chętnie bym przeczytała, szkoda tylko, że nie ma polskiego wydania... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, bardzo dużo jest takich książek, które są wartościowe, ale polscy wydawcy po nie nie sięgają. Bardzo często na takie trafiam. Miejmy jednak nadzieję, że kiedyś to się zmieni i nasi wydawcy nie będą liczyć jedynie na zysk, ale też będą kierować się wartością książek przy kupowaniu do nich praw. :-)

      Usuń
  2. Masz rację: autorka jest mi zupełnie nieznana i wielu jest jeszcze pisarzy, którzy nadal czekają na przetłumaczenie na język polski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym miała własne wydawnictwo, to sprowadziłabym do Polski niektóre z takich właśnie perełek. Niektóre sama bym przetłumaczyła, bo jak czytam, to bardzo mnie kręci przełożenie takiej książki na polski. :-)

      Usuń