Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

wtorek, 21 października 2014

Barbara Taylor Bradford – „Uśmiech losu” #5














Wydawnictwo: WYDAWNICTWO DOLNOŚLĄSKIE
Wrocław 2007
Tytuł oryginału: Emma Harte Saga. Unexpected Blessings
Przekład: Magda Białoń-Chalecka


 



To już moje piąte spotkanie z legendarną Emmą Harte i jej rodziną. Im bardziej zagłębiam się w losy potomków Emmy, tym bardziej zaczynam dostrzegać w tej opowieści podobieństwa do pewnego amerykańskiego serialu, który w latach 90. XX wieku święcił triumfy w Polsce. Mowa oczywiście o kultowym serialu Dynastia. Pamiętam jak każdej niedzieli ulice pustoszały, a ludzie biegli do domów, aby obejrzeć kolejny odcinek opowiadający o rodzie Carringtonów, na czele którego stał niezrównany Blake Carrington. Podobnie jak w książkach Barbary Taylor Bradford tam również nagle pojawiały się cudownie odnalezione dzieci. Poszczególni bohaterowie nawiązywali romanse, czasami nawet wbrew woli rodziny. Była też piękna Alexis doskonale zagrana przez Joan Collins. Postać ta wciąż siała zamęt w uporządkowanym życiu Carringtonów, jednak jej poczynania zawsze były tłumione, jeśli nie w zarodku, to na pewno na dłuższą metę nie wyrządzały zainteresowanym szkody. Serial cieszył się naprawdę ogromnym powodzeniem i przez niektórych do dzisiaj wspominany jest z sentymentem.

Bardzo podobną sytuację czytelnik obserwuje w sadze rodzinnej autorstwa Barbary Taylor Bradford. Nie tak dawno pisałam o Tajemnicy Emmy, którą Autorka napisała na specjalne życzenie czytelników. Widocznie prośby wielbicieli rodziny Harte’ów były tak gorące, że Barbara Taylor Bradford nie mogła się im oprzeć, i tak oto po napisaniu trylogii, powstały kolejne części, aby razem stworzyć siedmiotomową sagę. Dzisiaj opowiem o jednej z nich zatytułowanej Uśmiech losu.

Od Tajemnicy Emmy mamy do czynienia z dorosłymi prawnukami założycielki rodu. Oczywiście wciąż krzyżują się ze sobą rody Harte’ów, O’Neillów i Kallinskich. Te trzy rodziny bezustannie wzajemnie się wspierają i zawierają związki. Może to trochę przypominać relacje kazirodcze, ale trzeba wiedzieć, że w Anglii mamy nieco inne prawo w tej kwestii, niż w Polsce, i tam kuzynostwo może jak najbardziej wchodzić w związki małżeńskie. U nas jest to nie do pomyślenia, prawda? Muszą minąć pokolenia, aby przedstawiciele spokrewnionych rodów mogli wziąć ślub zgodnie z prawem. Te więzy krwi muszą porządnie się wypalić, żeby polskie prawo zezwoliło na założenie rodziny. Niemniej jednak, są tacy, którzy nie aprobują związków poszczególnych rodów, uważając je za nienormalne i zastanawiając się, jakim cudem rodzą się z nich zdrowe psychicznie dzieci.

W poprzedniej części poznaliśmy nową bohaterkę, a była nią Evan Hughes. Jej tajemnicze pojawienie się w Anglii i w konsekwencji wejście do rodziny Harte’ów było dla wszystkich sporą niespodzianką. Tym razem okazuje się jednak, że zagadka z przeszłości, w której centrum znajdowała się babka Evan, wcale nie została tak do końca rozwiązana. Dzieje się to dopiero na kartach Uśmiechu losu. Z drugiej strony jednak nie można być do końca pewnym, czy Barbara Taylor Bradford nie zaskoczy czytelnika czymś nowym w kolejnych częściach sagi. Może bowiem okazać się, że to, co uważaliśmy za finał rozwiązania tajemnicy, było jedynie preludium do całości.

Na chwilę obecną na pierwszy plan wysuwają się dwie córki Pauli O’Neill – ukochanej wnuczki Emmy, która zgodnie z testamentem babki przejęła całkowitą kontrolę nad imperium handlowym, i jednocześnie stała się głową rodziny. Mowa tutaj o młodszej Linnet O’Neill i starszej Tessie Fairley Longden. Pierwsza to wierne odbicie swojej prababki. Rodzinna plotka głosi, że kiedyś to właśnie Linnet ma objąć firmę po swojej matce. Czy są to tylko plotki, czy może Paula faktycznie pragnie uczynić ją swoją główną spadkobierczynią? Czas pokaże, lecz już teraz Linnet czuje, że zazdrośni członkowie rodziny próbują zrobić wszystko, aby do tego nie dopuścić. Z kolei Tessa – jako najstarsza z dzieci Pauli – może czuć się w tym momencie trochę odsunięta przez matkę, co tłumaczy jej opryskliwość zarówno wobec rodzicielki, jak i młodszej siostry. Ale Tessa ma też inny problem. Otóż, jej mąż – Mark – okazał się nie tym mężczyzną, za jakiego go uważała. Co takiego zrobił Mark Longden, że Tessa od niego uciekła i wraz z trzyletnią córeczką schroniła się pod skrzydła matki? Czy jest jeszcze szansa na uratowanie tego związku? A może jedynym rozwiązaniem będzie już tylko rozwód i podział majątku?

Oprócz Linnet i Tessy spotykamy także Indię. Ponieważ Emma Harte niegdyś zaufała pewnemu arystokracie, co zaowocowało pojawieniem się na świecie ich wspólnego dziecka, India może śmiało mówić o sobie „lady”, choć tak naprawdę nie przywiązuje większego znaczenia do tego tytułu. Kobieta w tajemnicy spotyka się z pewnym bardzo znanym malarzem. Jest w nim szaleńczo zakochana, lecz nie wie, że Dusty Rhodes nie jest z nią całkowicie szczery. Co takiego ukrywa mężczyzna? Jakie konsekwencje trzeba będzie ponieść, kiedy tajemnica wyjdzie na jaw? Czy India zapłaci za to najwyższą cenę? Jak zareaguje jej rodzina na wieść, że kobieta spotyka się z mężczyzną z niższych sfer? Czy Indii grozi wydziedziczenie i odsunięcie na rodzinny margines?

Wróćmy jednak na chwilę do Evan Hughes. Jak już wspomniałam, tajemnica związana z jej pochodzeniem nie została do końca wyjaśniona. Kobieta jest szczęśliwa, ponieważ z wzajemnością kocha Gideona Harte’a, lecz sen z powiek spędza jej własny ojciec i przeszłość, która się z nim wiąże. Owen Hughes wyraźnie daje do zrozumienia, że potomkowie Emmy Harte są mu nie tyle obojętni, co wręcz nimi pogardza, zaś związek córki z przedstawicielem tego rodu traktuje jak coś bardzo złego, co mogłoby tylko wyrządzić jego dziecku krzywdę. Nie wie jednak, że z jego osobą także związany jest pewien sekret. Jak zatem zareaguje mężczyzna, gdy dowie się, że jego tożsamość jest zupełnie inna, niż ta, w którą wierzył przez całe życie?

Wyraźnie widać, że Barbara Taylor Bradford nie chciała tak do końca uśmiercić Emmy Harte. Pomimo że od jej odejścia minęło już trzydzieści lat (akcja powieści rozgrywa się w 2001 roku), to jednak jej duch wciąż jest obecny pomiędzy jej potomkami. Wszyscy stale ją wspominają i kierują się jej zasadami, które tak uparcie wpajała im przez całe swoje życie. Autorka podzieliła powieść na trzy części, natomiast akcja jednej z nich ma miejsce w 1950 roku, kiedy Emma przekroczyła sześćdziesiątkę. Takie cofanie się w czasie jest koniczne, jeśli chce się zrozumieć zawiłe losy młodszych członków rodu.

Barbara Taylor Bradford nie zapomniała także o wydarzeniach, które autentycznie miały miejsce w czasie, kiedy rozgrywa się akcja Uśmiechu losu. Mam tutaj na myśli szczególnie zamach terrorystyczny z 11 września 2001 roku, kiedy to w Nowym Jorku na skutek uderzenia samolotów runęły dwie wieże World Trade Center. Oczywiście tragedia ta nie omija także bohaterów powieści. Czują ogromny strach, wiedząc, że ktoś z ich grona miał w tym czasie spotkanie w biurze mieszczącym się właśnie w WTC. Czy ta osoba zginie, przysypana gruzami? Czy uda jej się jakimś cudem uciec? A może nie dojedzie na spotkanie na czas? Albo – tak jak wielu – w panice skoczy z okna na spotkanie śmierci?

Każda z części tej wyjątkowej sagi jest jedyna w swoim rodzaju. Przypuszczam, że największym powodzeniem cieszy się Kariera Emmy Harte, która zapoczątkowała tę serię. Myślę jednak, że na uwagę zasługują również pozostałe tomy. Jeśli ktoś lubi powieści obyczajowe i nie obawia się sag rodzinnych, to losy Harte’ów, O’Neillów i Kallinskich są dla niego tym, czego potrzebuje. Te powieści czyta się praktycznie jednym tchem. Naprawdę trudno jest się od nich oderwać, nie poznawszy zakończenia, po czym natychmiast chciałoby się sięgnąć po kolejny tom. Przyznam szczerze, że podziwiam autorów, którzy decydują się na napisanie wielopokoleniowej i wielotomowej sagi rodzinnej. Ilość bohaterów pojawiająca się na kartach takich powieści jest ogromna. Zastanawiam się, w jaki sposób autorom udaje się to wszystko ogarnąć, aby nie pomylić tychże postaci. W przypadku omawianej sagi można mówić o swoistym majstersztyku. Moim zdaniem Barbara Taylor Bradford w pełni zasłużyła sobie na uznanie, jakim cieszy się nie tylko wśród swoich czytelników, ale także w oczach krytyków literackich. Jej książki są naprawdę wyjątkowe, choć młodzi czytelnicy kojarzą je bardzo często z tanimi romansami. Dlatego też powieści Autorki – w moim odczuciu – przeznaczone są w głównej mierze dla tych starszych czytelników, a właściwie czytelniczek, bo przecież mamy tutaj do czynienia z typową literaturą kobiecą.

Przede mną jeszcze dwa tomy sagi, a potem zapewne będę czytać też inne powieści Barbary Taylor Bradford, bo tych jeszcze nieprzeczytanych przeze mnie książek jest naprawdę sporo. Choć przeczytałam już dość dużo jej powieści, to jednak wciąż czuję niedosyt i chcę więcej. Takie historie stanowią doskonałą odskocznię od – czasami bardzo trudnej – literatury historycznej, którą preferuję. Te książki nie wymagają zbyt dużego skupienia uwagi. Można je czytać dosłownie wszędzie. Może niektórym będą wydawać się nieco cukierkowe i przesłodzone, ale myślę, że każdy ma w życiu takie dni, kiedy potrzebuje trochę dosypać sobie tego cukru, aby zapomnieć o szarej rzeczywistości. Zgadzam się z tym, że bohaterowie Barbary Taylor Bradford są czasami mało realni, ale dzieje się tak zapewne dlatego, że my-Polacy żyjemy w zupełnie innej rzeczywistości, i stąd takie a nie inne przekonanie. Pamiętajmy, że Anglia od wieków posiada swój specyficzny klimat. Tam wyższe sfery żyją zupełnie inaczej niż u nas. To właśnie takie życie pragnie pokazać nam Autorka w swoich powieściach.




 





2 komentarze:

  1. Oj Agnes otworzyłaś puszkę Pandory tym wspomnieniem o Alexis i "Dynastii". Przypomniało mi się moje pierwsze serialowe wspomnienie. Lubię, gdy piszesz o wielotomowych sagach, więc już czekam na kolejną osłonę,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze "Niepokonane" i "Łamiąc zasady". Bardzo chętnie już napisałabym o tych dwóch ostatnich częściach, ale nie chcę tego robić zbyt szybko, bo nie chcę przytłaczać czytelników jednym tematem. A co do "Dynsatii", to bardzo ta saga przypomina tamten kultowy serial. Im bardziej brnie się w losy bohaterów, tym wyraźniej to widać. :-)

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.