Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

niedziela, 16 marca 2014

Katarzyna Michalak – „Nadzieja”














Wydawnictwo: TERMEDIA
Poznań 2012
Seria: Z Czarnym Kotem




Ostatnio polska literatura kobieca zaczęła nieco zmieniać kierunek, jeśli chodzi o tematykę poruszaną w książkach tego gatunku. Polskie pisarki – bo to głównie kobiety tworzą ten rodzaj literatury – coraz częściej odchodzą od tematów lekkich, łatwych i przyjemnych. Wydaje się, że zainteresowanie przesłodzonymi historiami ze szczęśliwym zakończeniem w ostatnim czasie nieco słabnie wśród polskich autorek. Być może się mylę? Niemniej, tak przynajmniej wynika z moich obserwacji. To problemy społeczne, takie jak alkoholizm, bezdomność, dzieciobójstwo, czy zaginięcia osób w różnym wieku, stają się tym, o czym chcą pisać współczesne polskie autorki. Ale czy ta droga jest naprawdę słuszna? Może jednak należałoby pozostać w kręgu bajkowych opowieści, skierowanych do kobiet, które po ciężkim dniu pracy potrzebują chwili wytchnienia? Czy kobieta, która na co dzień zmaga się z przemocą w rodzinie czy alkoholizmem męża, z ochotą sięgnie po książkę, gdzie główna bohaterka robi dokładnie to samo? Może taka znerwicowana żona i matka, wyglądająca co wieczór przez okno i szukająca na ulicy wzrokiem męża, a jednocześnie zadająca sobie pytanie: w jakim stanie małżonek dowlecze się dzisiaj do domu albo kto tym razem przytaszczy jego „zwłoki”, chętniej sięgnęłaby po powieść, która pozwoliłaby jej zapomnieć o swoim nieciekawym życiu? Pamiętajmy, że literatura nie jest dla krytyków, bo oni zawsze znajdą w książkach jakieś niedoskonałości, choćby te powieści były jak najlepiej napisane. Literatura jest przede wszystkim dla zwykłych czytelników, którzy chcą oderwać się od szarości dnia codziennego.

Nadzieja Katarzyny Michalak jest właśnie jedną z tych książek zaliczanych do kanonu literatury kobiecej, które dotykają poważnych problemów społecznych. Chociaż akcja powieści rozpoczyna się gdzieś tak w okresie, kiedy trwała amerykańska inwazja na Irak, a potem działania zmierzające w kierunku stabilizacji państwa, czyli w ubiegłej dekadzie XXI wieku, to jednak wraz z główną bohaterką cofamy się do końca lat 80. XX wieku, a zatem do okresu niemalże tuż po wybuchu elektrowni atomowej w Czarnobylu. Katastrofa miała miejsce 26 kwietnia 1986 roku. We wsi pod Warszawą wraz z ojcem, macochą i przybraną siostrą mieszka sześcioletnia Liliana Borowy. Osierocona przez matkę dziewczynka ma poważną wadę wymowy i z tego też powodu trudno jej znaleźć akceptację u rówieśników, co sprawia, że czuje się bardzo samotna i odrzucona. Dorośli również spoglądają na nią krzywym okiem. W swoim rodzinnym domu mała Lila przeżywa istny koszmar. Piekło zgotował jej rodzony ojciec, który nie tylko jest alkoholikiem, ale także tłucze dziecko bez pamięci, czasami nawet bez powodu. Macocha jakoś nie garnie się do tego, żeby zwrócić mu uwagę czy po prostu stanąć w obronie dziewczynki, ponieważ sama obawia się o bezpieczeństwo swoje i swojej córki, którą wniosła w posagu do tego toksycznego małżeństwa ze Stachem Borowym.

Gdzieś na drugim końcu wsi mieszka niejaki Aleksiej Dragonow, który po wybuchu reaktora w elektrowni atomowej w Czarnobylu, został odesłany do Polski pod opiekę dalekiej ciotki, a może kuzynki? – Anastazji. I tak oto chłopak już dwa lata mieszka w podwarszawskiej wsi, gdzie znosi upokorzenia ze strony rówieśników, którzy bezlitośnie wypominają mu jego pochodzenie. Pewnego dnia w pobliskim lesie dochodzi do spotkania Lilki z Aleksem. Ranny chłopak potrzebuje pomocy, którą sprowadzić może tylko dziewczynka. Od tej chwili pomiędzy dziećmi rodzi się szczególne uczucie, które w miarę upływu lat będzie oscylować pomiędzy miłością a nienawiścią, a ich wspólnym przeznaczeniem będzie dom znajdujący się gdzieś na południu Polski o nazwie Nadzieja.

W ostatnim czasie wokół twórczości Katarzyny Michalak nagromadziło się wiele negatywnych emocji. Jedni tę Autorkę ubóstwiają za fenomen jej książek, zaś inni wręcz wyśmiewają jej rzekomy brak talentu pisarskiego, jednocześnie twierdząc, że powieści, które wychodzą spod pióra Autorki są „szkodliwe społecznie”. Jaka zatem jest prawda? Chyba nikt tak do końca tego nie wie, ponieważ ilu dyskutantów, tyle opinii. Wiadome jest natomiast, że Katarzyna Michalak zgromadziła wokół siebie mnóstwo wiernych czytelniczek i to właśnie dla nich pisze. Taka wiadomość cieszy, bo nie ma nic gorszego dla pisarza, jak tworzyć w próżnię. Obawiam się, że jeśli o mnie chodzi, to niestety w gronie tychże czytelniczek swojego miejsca nie znajdę.

Po przeczytaniu dwóch powieści Katarzyny Michalak (przyp. Mistrz i Bezdomna) postanowiłam sobie, że jeśli Nadzieja do mnie nie przemówi, to zwyczajnie dam sobie spokój z twórczością tej Autorki, ponieważ nie chcę, aby wyglądało to tak, iż na blogu tworzę sobie jakiś chory cykl polegający na tym, że krytykuję każdą jej książkę, i być może czerpię z tego tytułu jakąś dziką satysfakcję albo w ten sposób daję upust swoim życiowym frustracjom. Długo też zastanawiałam się nad tym, czy w ogóle pisać cokolwiek na temat Nadziei, którą zamówiłam razem z Bezdomną i nie wypadało mi jej nie przeczytać. Ostatecznie stwierdziłam, że jednak podzielę się z Czytelnikami bloga swoimi odczuciami po przeczytaniu tej powieści, które tak do końca nie są negatywne, ale też nie mogę powiedzieć, że książka mnie zachwyciła. Teraz, po trzech przeczytanych powieściach Katarzyny Michalak jestem w stanie stwierdzić, że Autorka ma świetne pomysły, tylko niestety z wykonaniem gorzej. Tak było w przypadku Mistrza i Bezdomnej, tak też jest i tym razem.

W powieści poruszony jest problem maltretowanego dziecka. Ojciec Lilki praktycznie traktuje swoją córkę niczym worek treningowy i niekiedy wręcz dla zwykłego kaprysu ją katuje. No właśnie. I już tutaj pojawia się pewna nieścisłość. Raz czytamy, że tylko nią potrząsa, a za moment tłucze dziewczynkę praktycznie do utraty przytomności. W pijackim życiu Stacha Borowego pojawiają się też chwile, kiedy dba o swoje jedyne dziecko. Taką okazją do okazania Lilce ojcowskich uczuć jest dzień jej urodzin. Tylko czy ojciec będący stale w ciągu alkoholowym pamiętałby o urodzinach własnego dziecka i jeszcze do tego przywdział je w piękną sukienkę, a potem jak przystało na kata, stłukł je niemiłosiernie? Raczej to drugie wydaje mi bardziej prawdopodobne, zważywszy że przemoc to domena Borowego. Być może Autorka chciała tutaj pokazać, jak bardzo chwiejna jest osobowość kogoś, kto nadużywa alkoholu. Z jednej strony kochający ojciec, a z drugiej kat. Podobnie rzecz ma się wówczas, gdy Lilka jest już na studiach i trzeba ją na nich utrzymywać. Stach Borowy nadal jest wrogiem dla swojej córki, ale nie przeszkadza to w tym, żeby po kawałku sprzedawać gospodarkę, aby móc Lilkę wykształcić. Wydaje mi się, że tylko kochający rodzic jest w stanie wypruwać sobie żyły i pozbywać się ojcowizny, aby pomóc swojemu dziecku w realizacji życiowych planów. Ze strony Borowego tej miłości bynajmniej nie widać.

Sama Lilka Borowy już od najmłodszych lat wydaje się być osobą niezrównoważoną emocjonalnie. Oczywiście taki stan rzeczy można tłumaczyć strachem przez ojcem i w konsekwencji biciem. W tej kwestii nic się nie zmienia w miarę upływu lat. Choć Lilka jest coraz starsza, a jej umysł wydawałoby się, że powinien być bardziej dojrzały, ona wciąż zachowuje się jak dziecko. Natomiast emocjonalne niezrównoważenie towarzyszy jej do samego końca. Dziewczyna szuka też akceptacji. Najczęściej robi to przez łóżko kolegów z roku, co w konsekwencji doprowadza do tego, że staje się „uczelnianą dziwką”. Z kolei Aleks pomimo tego, że dostaje od Lilki nieźle w kość, to jednak wciąż wraca do niej niczym bumerang, tym samym narażając się na dalsze upokorzenia z jej strony.

Moim zdaniem książka zawiera wiele nieścisłości. Niektóre wątki wyskakują, jak gdyby znikąd, bez uprzedzenia. W tej sytuacji należałoby je rozbudować, co równocześnie zwiększyłoby objętość powieści. Przypuszczam, że to też miał być świadomy zabieg Autorki, którego celem było zaskoczenie czytelnika. Ale takie wyskakiwanie niczym przysłowiowy Filip z konopi naprawdę nie wychodzi tej książce na dobre. Nie wiem, jak pod względem merytorycznym rzecz przedstawia się w przypadku wątków, które tak naprawdę są mi obce, jak na przykład pomoc humanitarna krajom, na terenie których mają miejsce działania wojenne. Nie będę w to wnikać, ponieważ mimo wszystko chcę dobrze zapamiętać swoje spotkanie z Nadzieją, a jakiekolwiek drążenie tematu z mojej strony mogłoby wyciągnąć na światło dzienne kolejne niedoskonałości.

Pomijając powyższe, trzeba jednak przyznać, że powieść rozbija czytelnika emocjonalnie. Są sceny, które powodują, że bez paczki chusteczek obok naprawdę trudno się obejść. Na pewno wielu czytelniczkom ta książka przypadnie do gustu. Nie jest bynajmniej moim zamiarem zniechęcać nikogo do sięgania po powieści Katarzyny Michalak. Opisałam tutaj swoje doświadczenia w związku z lekturą Nadziei. Jak wiadomo, każdy z nas może odebrać tę historię inaczej. Nie wszystkim będą przeszkadzać wspomniane już nieścisłości, a czasami wręcz brak logiki. Po raz kolejny czuję żal, że doskonały pomysł i potencjał na powieść zostały zmarnowane. A może to po prostu moja wina? Może to ja zwyczajnie nie rozumiem prozy Katarzyny Michalak i jej przekazu?







20 komentarzy:

  1. o dziwo dla mnie to była pierwsza książka Michalak, której nie zjechałąm, bo mi naprawdę się podobałą. Wzruszyła mnie i rozwaliła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, ja tej książki nie zjechałam, bo ja książek nie zjeżdżam. Napisałam tylko o swoich odczuciach. Jestem daleka od ośmieszania i wyszydzania kogokolwiek, jak robią to niektórzy. Nieścisłości niestety rzuciły mi się w oczy bardzo szybko. A o emocjach napisałam, bo gdybym to pominęła, byłabym niesprawiedliwa.

      Usuń
    2. Wiem Słonko, że jechanie po czymś to nie TY. Ja tylko chciałam podkreślić, że mi się podobała. Ale Ty możesz mieć inne odczucia. Ja miałam wtedy specyficzny dzień gdy ją czytałam, więc nieścisłości mi umknęły. W głowie została mi poruszająca historia.

      Usuń
    3. Kasiu, ja się na końcu poryczałam. Poważnie. I dlatego tak cholernie żałuję, że zabrakło w niektórych miejscach logiki. :-( Mam wrażenie, że Autorka pisze zbyt chaotycznie i niestety to się mści na ogólnej jakości jej książek. Ale dobrze, że ma wierne czytelniczki. :-)

      Usuń
    4. Ja aż tak wierna nie jestem, nie umiem przebrnąć przez :Poczekajkę: to nie dla mnie, Roki w różnych miejscach też nie dla mnie... Ale Sklepik mógłby CI się spodobać, owszem jest bajkowy, nieco ale niezły.

      Usuń
    5. Czasami odwiedzam blog Autorki i zerkam na to, co tam słychać. I właśnie na jej blogu widzę, że czytelniczki przepadają za jej książkami. Mnie to bardzo cieszy, naprawdę. :-) Tylko że nie rozumiem dlaczego te powieści pozbawione są logiki. No tego nie umiem za nic pojąć! Co innego fantasy, a zupełnie co innego powieść obyczajowa. Jeśli autor decyduje się na poruszenie w swojej książce poważnego problemu społecznego, to konieczne są badania na ten temat. Nie można tak "na czuja" pisać, bo wtedy wyjdzie karykatura. Poza tym nie wiem, czy zauważyłaś, ale Andrzej raz jest kumplem Aleksa, za chwilę już jest wierutnym draniem, a potem znów jest przyjacielem. A gdzie w takim razie wyjaśnienie tego, w jaki sposób zmieniały się ich wzajemne relacje i co takiego spowodowało, że znów stali się przyjaciółmi? A jeśli to jego draństwo było udawane, to może trzeba by było powiedzieć o tym czytelnikowi? Takie to wszystko wiszące w powietrzu. Takich wpadek jest w tej książce sporo. Nie wiem, czy sięgnę po kolejną powieść pani Michalak. A co będzie, jeśli znów się rozczaruję? Nie chcę pisać negatywnych tekstów na temat jej książek.

      Usuń
  2. Osobiście lubię prozę Kasi Michalak, ale powyższej książki jeszcze nie czytałam, więc nie będę wypowiadać się na jej temat. Mam tylko nadzieje, że mnie jednak pozytywnie zaskoczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój odbior tej powieści będzie zależał od tego, na co zwrócisz uwagę. Jeśli będziesz patrzeć tylko na stronę emocjonalną, to książka Cię porwie i emocjonalnie rozbije na drobne kawałki. Natomiast jeśli dojdzie do tego jeszcze strona merytoryczna powieści, to wtedy książka straci swój urok. Tak jak było to w moim przypadku.

      Usuń
  3. Mnie główna bohaterka strasznie irytowała. Jej historia w żaden sposób mnie nie poruszyła. Uważałam ją za całkiem dobrą w odbiorze, dopóki nie pojawił się ten nieszczęsny wyjazd i wyrok, jaki los wydał na bohaterkę - wtedy powiało kiczem i grubą przesadą. Sama zrezygnowałam z recenzowania tej powieści, po niej uznałam, że proza pani Michalak, jednak nie jest dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, tak Lilka irytuje, ale trzeba wziąć pod uwagę, że ona nie jest stabilna emocjonalnie. To jest bardzo mocno wyczuwalne w tej powieści. Mnie bardzo zastanawia też sprawa tej pomocy humanitarnej. Pamiętam, że mój kolega jakiś czas temu jechał z taką pomocą i wiem, że tutaj w Polsce przed wyjazdem musiał załatwić przede wszystkim kwestię medyczną, czyli głównie uzupełnić kartę szczepień. A w książce co mamy? Autorka lekką ręką wysyła Lilkę do Iraku, gdzie dziewczyna jest w ostatnim stadium nowotworowym. Przecież to aż krzyczy brakiem logiki!

      Usuń
  4. czytałam tylko jedną książkę tej autorki- Rok w poziomce i niestety, ale historia jak dla mnie była zbyt naiwna i przesłodzona, dlatego jakoś nie mam chęci na kolejne powieści pani Kasi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widzisz, ja dałam szansę tej Autorce. Przeczytałam trzy jej książki i specjalnie sięgałam nie po te "słodziutkie", tylko te wyczerpujące emocjonalnie, bo tak się o nich mówi. I niestety, ale każda z nich idzie w tym samym kierunku. Błędy merytoryczne, chaos, brak wyjaśnienia istotnych kwestii. Szkoda...

      Usuń
  5. A mnie "Nadzieja" tak mocno ujęła, że nie potrafiłam przez kolejną dobę wrócić do rzeczywistości. Zdecydowanie jedna z najlepszych książek jakie czytałam. Płakałam, złościłam się, śmiałam - cały wachlarz uczuć uwolniony pod wpływem jednej książki. Zaś inna książka autorki "Ogród Kamili" pozostawiła nieco zimniejsze odczucia.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewne zwracałaś uwagę na stronę emocjonalną powieści, więc wcale się nie dziwię, że tak reagowałaś na "Nadzieję". Może gdybyś przeczytała tę powieść raz jeszcze, na spokojnie, analizując treść, to wtedy doszłabyś do tych samych wniosków co ja. Mnie jest bardzo żal, że świetne pomysły nie są zrealizowane tak, jak powinny.

      Usuń
  6. Ja może w tym przypadku pominę sam kontekst książki, bo nie miałam jeszcze kontaktu z prozą tej autorki. Chciałabym się jednak odwołać do kilku aspektów, które poruszyłaś w swoim tekście.
    Przyznam, że poniekąd dzięki Tobie przekonałam się do literatury kobiecej, Dla mnie jest czymś interesującym jest, w którą stronę ten nurt podąża, choć nadal jestem dość ostrożna przy wyborze lektury, Tak sobie myślę, że tego typu pozycje wymagają pewnej swoistej łączności z twórcą. A przecież z nie każdą osobą, będzie dane nam się zaprzyjaźnić i tak samo jest z książkami. Daleka jestem od uogólniania, ale każda książka ma swojego odbiorcę, więc z zwykle nie podzielam opinii krytyków literackich, którzy szufladkują i odrzucają jakieś pozycje tylko ze względu iż jest mniej ambitna. Podziwiam Cię, iż Ty po prostu "filtrujesz" te książki będąc szczerą wobec siebie, przyjmując, że ktoś może mieć inne zdanie.
    Sama przy okazji jestem zwolenniczką dawania drugiej szansy autorom i zawsze z ciekawością sięgam po kolejne książki. Teraz właśnie po raz kolejny się rozczarowałam pisarzem, który jest podziwiany nawet wśród moich ukochanych blogerów, ale to chyba uświadomiło mi, jak różne mamy gusty i że to jest właśnie piękne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli chodzi o polską literaturę kobiecą, to nie czytam wszystkiego jak leci. Mam swoje ulubione autorki i to po ich książki sięgam. Zresztą można to zobaczyć w bocznej szpalcie mojego bloga, które autorki są mi bliskie, bo tam zawsze umieszczam reklamę każdej najnowszej ich książki. Podobnie jest też z literaturą historyczną. A jeśli chodzi o gusty, to fakt, są różne i należy je szanować.

      Usuń
  7. Nie miałam styczności z twórczością pani Michalak. Ale zauważyłam, że jedni się nią zachwycają a innym ona nie pasuje. Więc korci mnie żeby przekonać się jak to by było w moim przypadku.
    Sądzę, że z tą literatura kobiecą, to dobrze, że sporo owego się w niej dzieje, tzn. pojawia się dużo trudniejszych tematów. Może i po ciężkim dniu człowiek ma chęć odpocząć i zatopić się w czystej, dobrej i lekkiej lekturze, ale wiem też z wielu rozmów, że te książki poruszające trudne tematy też są dla kobiet ważne (bo o nich pisałaś). W jakiś sposób okazuje się, że nie tylko one spotykają się z takimi problemami i wiem, że zdarza się, że wręcz są dla nich swego rodzaju pocieszeniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobrze, że odniosłaś się do tych moich pytań retorycznych, bo właśnie po to je stawiam. Czasami - jeśli książka czy twórczość jakiegoś autora uchodzi za kontrowersyjną - lubię w ten sposób zachęcić do dyskusji. Nie wiem tylko, czy ktoś, kto na co dzień obcuje z problemem np. alkoholizmu, chce o tym czytać. Ja bym nie chciała, gdybym przeżywała coś takiego w domu. No ale czytelnicy są różni i mają różne podejścia do tego samego tematu. A co do twórczości pani Michalak, to najlepiej przekonać się na własnej skórze. Mnie drażni brak researchu i spójności w fabule. Ale być może inni nie są tak drobiazgowi i nie zwracają na to uwagi i stąd ten zachwyt nad jej książkami. :-)

      Usuń
  8. (Nie)stety miałam styczność z prozą pani Michalak i jedyne co mogę powiedzieć o "Nadziei", to że zgadzam się z opinią, iż jest ona szkodliwa społecznie. O ile poprzednie jej serie były zwykłymi czytadłami, ot powieściami na jesienne wieczory, to "Nadzieja" miała poruszać kwestię bardziej poważną i tu się rozczarowałam. W książce nie ma "wielu nieścisłości" - ona sama w sobie jest wielką nieścisłością, zarówno fabularną jak i psychologiczną. Wiele aspektów zostaje potraktowanych po macoszemu, inne są po prostu ignorowane, jeszcze następne nie wyjaśnione do końca i pozostawione w sferze gdybań, żeby czytelnik dostał szewskiej pasji. Co gorsza, wiele razy rzucało mi się w oczy to, że autorka nie pamięta o czym pisała cztery, pięć stron temu i jeden wątek jest zastępowany następny, który jest jego kolejnym przeciwieństwem.
    Poza tym, sama kreacja bohaterów również nie zachęca do sięgnięcia po "Nadzieję". W pakiecie dostaniemy Lilianę, irytującą główną bohaterkę i Aleksieja, który po dłuższym zastanowieniu jest strasznym bucem, który zostawia (SPOILER) swoją chorą na raka ukochaną, której zostało tylko parę miesięcy życia i wyjeżdża. Sprawę ciąży, która leczy raka, przemilczę.
    Co do "rozumienia prozy Katarzyny Michalak" - proszę tak nie myśleć, tu nie trzeba szukać winy w sobie, co najwyżej w autorze, że nie dał nam podstaw do tego, żebyśmy zrozumieli przekaz jego dzieł. Zresztą, zarówno w "Nadziei" jak i "Bezdomnej" nie ma głębszego przekazu, bo te książki są... no, właśnie, o czym? Można powiedzieć, że "Nadzieja" jest o Lilianie, bohaterce, która... dokładnie, nie wiadomo co. Te książki nie uczą niczego i to jest właśnie ich fenomen - niby kontrowersyjnie, niby o problemach, niby o wszystkim, ale tak naprawdę o niczym.
    Jeśli nie zraziła Panią moja opinia, zapraszam na mojego bloga, na którym wraz z Białym Lisem analizujemy "Nadzieję" Pani Michalak i staramy się wytknąć wszystkie nielogiczności.
    Pozdrawiam - osoba, z tego krańca internetu, który ma negatywną opinię o książkach Pani Michalak :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak każdy czytelnik, Pani również ma prawo do własnego odbioru każdej książki, nie tylko powieści Katarzyny Michalak, pod warunkiem, że nikogo Pani swoją opinią nie obraża i nie atakuje autora personalnie. Nie zauważyłam w Pani komentarzu, aby coś takiego miało miejsce. Oczywiście zajrzałam na bloga, który Pani mi poleca i już taka wyrozumiała w tej kwestii nie jestem. Bo, widzi Pani, ja nienawidzę, a wręcz napawa mnie obrzydzeniem, kiedy ktoś zakłada bloga, aby tylko móc na nim wytykać błędy autorowi. A sam tytuł: "Jezu, ktoś to wydał..." wydaje mi się - delikatnie mówiąc - niesmaczny. Wybaczy Pani, ale już na wstępie skutecznie mnie odrzuciło od Pani bloga i nie będę na niego zaglądać. Wiem, że tego rodzaju prześmiewcza działalność ma w blogosferze wzięcie, ale trafiła Pani pod zły adres, ponieważ ja się do tego nie przyłączę. Owszem, w twórczości Pani Michalak znajduję błędy i nieścisłości, ale obśmiewać ich nie mam zamiaru. Swoje zdanie, nawet negatywne, wyrażam przy zachowaniu kultury. Generalnie powinna się Pani wstydzić, że w ogóle pisze Pani takiego bloga, zamiast literaturę i czytelnictwo promować. Na każdy kolejny Pani komentarz już nie odpowiem. Pozdrawiam!

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.