Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

środa, 6 stycznia 2016

Agatha Christie – „4.50 z Paddington”














Wydawnictwo: WYDAWNICTWO DOLNOŚLĄSKIE
Wrocław 2008
Tytuł oryginału: 4.50 From Paddington
Przekład: Tomasz Cioska





Podróże pociągiem mogą niekiedy dostarczyć człowiekowi niezapomnianych wrażeń. Nie mam bynajmniej na myśli technicznej jakości niektórych polskich pociągów, które czasami mogą być odpowiedzialne za stan naszych emocji podczas podróży. Chodzi mi głównie o to, co możemy zaobserwować, wpatrując się uporczywie w przesuwający się za oknem krajobraz. Na pewno współczesna podróż koleją różni się diametralnie od tej sprzed wielu lat, kiedy pasażerowie nie byli jeszcze tak bardzo zajęci światem wirtualnym, a ich palce zapamiętale nie przesuwały się po klawiaturze smartfona czy ekranie tabletu. W dobie bez Internetu i funkcji Wi-Fi co najwyżej można było pogrążyć się w czytaniu jakiejś interesującej książki albo obserwować innych pasażerów bądź wpatrywać się w to, co działo się za oknem lub po prostu zasnąć. Tak więc nierzadko taki pasażer mógł zupełnie przypadkowo stać się świadkiem jakiegoś podniosłego lub tragicznego wydarzenia, o którym musiał potem bez końca opowiadać odpowiednim służbom.

Wyobraźmy sobie zatem, że jadąc pociągiem widzimy jak na dłoni mężczyznę, który w brutalny sposób morduje młodą kobietę. Sytuacja ma miejsce w pociągu, który akurat mija nas na sąsiednim torze. Ponieważ zarówno nasz pociąg, jak i ten obok są w ruchu, nie możemy wszcząć alarmu, który i tak na niewiele by się zdał, zważywszy że rzeczony pociąg już dawno odjechał. Poza tym cała sytuacja jest tak bardzo niewiarygodna, że raczej mało kto byłby w stanie w nią uwierzyć. Gdybyśmy podzielili się z kimś tym, co właśnie zobaczyliśmy, na pewno zostalibyśmy wyśmiani i nikt nie potraktowałby nas poważnie. Z drugiej strony jednak mogło przecież coś nam się przewidzieć. Może ten mężczyzna wcale nie mordował owej kobiety? Może on ją zwyczajnie obejmował w jakiś dziwny sposób, a my naczytaliśmy się zbyt dużo kryminałów i teraz wszystko nam się z nimi kojarzy? Jeśli głębiej się nad tym zastanowimy, to faktycznie możemy dojść do przekonania, że ulegliśmy chwilowemu złudzeniu, a rzekomo mordowana kobieta jest teraz cała i zdrowa i cieszy się życiem. Czy w takim razie powinniśmy dać sobie spokój i nikogo nie informować o zaistniałym – naszym zdaniem – wydarzeniu? Czy nasze sumienie pozwoliłoby nam żyć spokojnie i nie zastanawiać się nad wiarygodnością tamtej sytuacji? Czy widziana przez nas kobieta naprawdę mogła zostać zamordowana?

Jedno z wydań amerykańskich
pod zmienionym tytułem (1991)
No cóż, myślę, że dla własnego spokoju lepiej byłoby powiadomić o całej sprawie policję albo przynajmniej poradzić się przyjaciół w kwestii dalszych kroków w tej sprawie. Tak właśnie zrobiła pani Elspeth McGillicuddy, która podróżując pociągiem była świadkiem morderstwa, a przynajmniej twierdzi, że to było zabójstwo z premedytacją. Swoimi spostrzeżeniami i jednocześnie obawami natychmiast dzieli się z przyjaciółką – panną Jane Marple. Myślę, że tej postaci nie trzeba nikomu specjalnie przedstawiać. To obok Herkulesa Poirota, stała bohaterka kryminałów Agathy Christie. Podobnie jak wspomniany detektyw, ona również z powodzeniem rozwiązuje zagadki kryminalne, choć ma już swoje lata. Jest to postać wzorowana na przyszywanej babce Agathy Christie lub na jej ciotce Margaret West i jej znajomych. Mówi się, że Agatha Christie inspirację do wykreowania postaci panny Marple czerpała z wielu źródeł. Według słów samej Autorki, panna Marple to taki rodzaj starszej pani, która jest podobna do niektórych znajomych przyszywanej babki Agathy Christie, czyli starszych pań, które ta spotykała w wielu wioskach, gdzie spędzała czas jako dziecko.  

Wróćmy jednak do książki. Otóż wydaje się, że jedynie panna Marple wierzy swojej przyjaciółce i nie próbuje wyśmiać tego, o czym z ogromnym przekonaniem opowiada Elspeth McGillicuddy. Kobieta nie ma bowiem najmniejszej wątpliwości, że z okna swojego pociągu widziała, jak w pociągu jadącym sąsiednim torem jakiś mężczyzna dusi młodą kobietę. Oczywiście nikt inny nie zwrócił na ten incydent uwagi. Nawet pracownik kolei, którego pani McGillicuddy natychmiast poinformowała o wydarzeniu, nie dał wiary jej słowom. Nie pozostało jej zatem nic innego, jak tylko zatrzymać się na chwilę w St Mary Mead u panny Marple i obgadać z nią dalsze postępowanie w tej sprawie. W dodatku gdzieś zniknęło ciało zamordowanej, co naturalnie jeszcze bardziej działa na niekorzyść wiarogodności słów Elspeth McGillicuddy. Poza tym gazety również nie wspominają o morderstwie. Nie ma więc żadnych dowodów świadczących o popełnieniu przestępstwa. Dlatego też policja zamyka sprawę. Pozostaje już tylko zdać się na niezawodny instynkt panny Marple.

Analizując fakty podane przez przyjaciółkę, nasza detektyw-amator wpada na pomysł, aby do posiadłości Rutherford Hall znajdującej się na obrzeżach Brackhampton wysłać swoją znajomą, która jest fantastyczną pomocą domową. To Lucy Eyelesbarrow będzie musiała stawić czoło całej tej tajemniczej sytuacji i odnaleźć ewentualnego mordercę. Zapytacie jednak, dlaczego akurat ma się to odbyć w posiadłości Rutherford Hall? Otóż pojawiają się pewne przesłanki, że właśnie ta posiadłość może mieć coś wspólnego z potencjalnym morderstwem. Morderstwem, na którego autentyczność na razie nie ma żadnych dowodów. Ponadto posiadłość leży w pobliżu torów kolejowych, co oczywiście stanowi także element tejże układanki. Czy zatem Lucy Eyelesbarrow uda się odnaleźć ciało zamordowanej w pociągu kobiety? Czy członkowie rodziny Crackenthorpe, do których należy rzeczona posiadłość, naprawdę mają coś wspólnego z zabójstwem kobiety w pociągu? Kto jest mordercą i dlaczego dopuścił się tej strasznej zbrodni? Kim jest zamordowana? Na te wszystkie pytania będzie musiała znaleźć odpowiedź Lucy Eyelesbarrow, zaś ostateczny werdykt i tak wyda panna Marple.  

Margaret Rutherford jako Jane Marple
w pierwszej ekranizacji powieści 
z 1961 roku.
4.50 z Paddington to kryminał, w którym ponownie spotykamy bohaterów walczących ze sobą wzajemnie o majątek. Użyłam słowa „ponownie”, ponieważ w trakcie czytania nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że książka pod względem kreacji bohaterów jest podobna do tej którą czytałam całkiem niedawno, a było to Morderstwo w Boże Narodzenie. Tam również chodziło o rodzinę, której członkowie skupiali swoją uwagę na majątku seniora rodu. Tym razem jednak życie głowy rodziny nie jest zagrożone, lecz starszy pan – Luther Crackenthorpe – jest niezwykle skąpy i wciąż wypomina innym rozrzutność. Generalnie wszystkie postacie są dość dobrze wyeksponowane i każda z nich ma coś ciekawego do powiedzenia. I tak oto na kartach książki oprócz wyżej wymienionych postaci spotykamy również dzieci pana Crackenthorpe'a, czyli Cedryka Crackenthorpe'a, który jest malarzem artystą i jednocześnie wielkim miłośnikiem kobiet; jest też Harold Crackenthorpe – wyrafinowany bankier o niesamowicie chłodnym usposobieniu; Alfred Crackenthorpe – wojenny weteran o dość łagodnym charakterze, oraz Emma Crackenthorpe – niezamężna córka seniora rodu, która wraz z ojcem mieszka w posiadłości i opiekuje się nim.

Są również inne postacie, których obecność w powieści jest ważna na swój własny sposób. Z kolei akcja kryminału ma miejsce w okolicach Bożego Narodzenia, ale próżno szukać tutaj wyjątkowej świątecznej atmosfery. Dialogi są dość humorystyczne i czasami można odnieść wrażenie, że jest ich więcej niż samej narracji. Co ciekawe, Agatha Christie nie zapomniała także o tajemnicy rodzinnej, która w miarę upływu czasu będzie coraz bardziej nurtować czytelnika. Jedyną wadą – przynajmniej dla mnie – jest fakt, iż praktycznie od połowy książki trafnie wytypowałam zabójcę, co nie powinno się zdarzyć przy dobrze skonstruowanej intrydze kryminalnej.

Na pewno 4.50 z Paddington to kolejny doskonały kryminał w „starym stylu”, który wyszedł spod pióra Agathy Christie. Po raz pierwszy książka została wydana w listopadzie 1957 roku, natomiast w Stanach Zjednoczonych pojawiła się pod tytułem Co widziała pani McGillicuddy? (z ang. What Mrs. McGillicuddy Saw). W 1961 roku na podstawie kryminału Agathy Christie powstał film zatytułowany Murder, She Said (z pol. Śmierć ma okna), którego reżyserem był George Pollock (1907-1979), zaś pannę Marple zagrała Margaret Rutherford (1892-1972). Był to pierwszy film, w którym pokazano postać Jane Marple. Potem pojawiły się następne produkcje filmowe inspirowane kryminałem 4.50 z Paddington.