Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

wtorek, 31 marca 2015

Lisa Scottoline – „Wracajmy do domu”














Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I S-KA
Warszawa 2014
Tytuł oryginału: Come Home
Przekład: Agnieszka Barbara Ciepłowska





Relacje międzyludzkie to temat niezwykle obszerny i można byłoby o nim dyskutować w nieskończoność. Od zarania dziejów ludzie egzystują w rozmaitych grupach społecznych, gdzie albo wypracowuje się kompromisy, aby móc uniknąć konfliktów, albo znów za wszelką cenę dąży się do wszelkiej maści sporów, żeby tylko udowodnić swoją rację. Jedną z najbardziej powszechnych grup społecznych jest oczywiście rodzina. W zależności od tego jak często ją zakładamy, czyli w ile związków małżeńskich wchodzimy podczas naszego życia, nasza rodzina wciąż się powiększa. Posiadamy dzieci nie tylko własne, ale też pasierbów/pasierbice, których traktujemy zazwyczaj na równi z potomstwem biologicznym. Przynajmniej tak powinno to wyglądać. Robienie różnicy pomiędzy własnymi dziećmi a dziećmi męża czy żony z poprzedniego związku raczej nie wychodzi na dobre rodzinie i jedynie zakłóca jej prawidłowe funkcjonowanie.

W takim właśnie otoczeniu żyje główna bohaterka powieści Lisy Scottoline – Jill Farrow. Kobieta jest tuż po czterdziestce i bynajmniej nie ma za sobą szczęśliwej przeszłości. Pierwsze jej małżeństwo zakończyła nagła śmierć ukochanego męża. Jedynym pozytywnym aspektem tego związku jest jej nastoletnia córka, która tak naprawdę nigdy nie poznała swojego biologicznego ojca. Po jakimś czasie na drodze młodej pediatry staje William Skyler. Mężczyźnie naprawdę trudno się oprzeć. Jest przystojny, inteligentny i praktycznie nie ma kobiety, na której nie zrobiłby wrażenia. William ma też na wychowaniu dwie córki z poprzedniego małżeństwa. To Abby i Victoria. Jill i William bardzo szybko zakochują się w sobie, a przynajmniej takiego zdania jest kobieta. Niestety, ich związek tylko z pozoru można uznać za udany. Pewnego dnia coś w ich wzajemnych relacjach pęka i dochodzi do rozwodu. Chyba najbardziej cierpią na tym dziewczynki, które przez te kilka lat zdążyły się już do siebie przywiązać i nie wyobrażają sobie rozstania. Jill również kocha swoje dwie pasierbice i jakoś nie potrafi uporać się z myślą, że będzie musiała je opuścić. Niemniej, sytuacja jest naprawdę poważna i żadne inne rozwiązanie oprócz rozwodu nie wchodzi w grę.

Mija kilka lat, które nie należą do najłatwiejszych. William przez ten czas zdołał skutecznie utrudnić Jill kontakt z Abby i Victorią, a i jej biologiczna córka również na tym poważnie ucierpiała. Nic więc dziwnego, że wzajemne relacje wszystkich zainteresowanych znacznie się oziębiły. Na szczęście Jill poznała starszego od siebie Sama, który zdołał zapełnić zarówno w jej życiu, jak i w życiu jej córki pustkę po tamtym nieszczęśliwym związku. Sam również ma syna z poprzedniego małżeństwa, więc sytuacja w pewnym sensie się powtarza. Znów pojawia się kwestia relacji z pasierbem, a właściwie przyszłym pasierbem, ponieważ już za niedługo Jill i Sam mają zamiar stanąć na ślubnym kobiercu.

Tyle, jeśli chodzi o przeszłość. A co zatem czeka naszych bohaterów w teraźniejszości i przyszłości? Otóż, pewnego deszczowego wieczoru do domu Sama i Jill przyjeżdża roztrzęsiona Abby i ze łzami w oczach oznajmia, że jej ojciec nie żyje! To ona odnalazła w domu martwego Williama! Wszyscy wokół twierdzą, że William Skyler zmieszał leki z alkoholem, co sprawiło, że jego organizm nie wytrzymał. Niemniej, Abby uparcie twierdzi, że jest to niemożliwie, bo ojciec znał się na lekach i doskonale wiedział, w jaki sposób ich używać. Co więcej, Abby ma pewność, że Williama ktoś zamordował! Dziewczyna prosi zatem Jill, aby ta pomogła jej odnaleźć rzekomego mordercę i doprowadzić do jego ukarania. Czy macocha zgodzi się na taki krok? Czy Jill poświęci swoją pracę i rodzinę, aby rozwiązać tajemnicę śmierci swojego byłego męża? A może kobieta nie powinna się w to w ogóle angażować, bo sama również będzie w ogromnym niebezpieczeństwie?

Chociaż nigdy wcześniej nie czytałam żadnej książki Lisy Scottoline, to jednak jej twórczość kojarzyła mi się z klimatami literackimi, jakie czytelnikom proponują takie pisarki, jak Jodi Picoult czy Diane Chamberlain. Nie pomyliłam się, choć gdybym miała porównać ją z którąś z powyższych autorek, to byłaby to raczej Diane Chamberlain niż Jodi Picoult. Wracajmy do domu to przede wszystkim powieść z mocnym ładunkiem psychologicznym. Pomimo że opisana w książce historia jest czystą fikcją, to jednak kwestia emocjonalna nie jest tak do końca wymyślona, gdyż sama Autorka również była niegdyś macochą, więc te uczucia zna z własnego doświadczenia.

Wyd. St. Martin's Press
Nowy Jork 2012
Jill Farrow jest typową amerykańską matką, która za wszelką cenę pragnie chronić i pomagać swoim dzieciom. W pewnym momencie można odnieść wrażenie, że biologiczna córka nie jest dla niej tak bardzo ważna, jak dorosłe już pasierbice i ich problemy. Przeszłość powraca do niej zupełnie nieoczekiwanie i to w dodatku w niesamowicie dramatycznych okolicznościach. Z jednej strony w jej życiu na powrót pojawia się Abby, która podejrzewa, że ojciec został zamordowany, co może niektórym wydawać się niedorzecznością, natomiast z drugiej uporządkowane życie Jill nagle wywraca się do góry nogami. Pojawia się zatem pytanie: czy naprawdę warto cofać się w przeszłość i zaniedbywać wszystko, co jest teraz istotne, tylko dlatego, że były mąż niekoniecznie zmarł śmiercią naturalną? Czy ewentualna utrata tego, nad czym pracowało się przez ostatnie miesiące naprawdę jest tego warta?

Na przykładzie Jill widać, że relacje rodzinne nie zawsze muszą należeć do najlepszych, nawet jeśli jedna ze stron usilnie się o to stara. Do tego potrzeba współpracy tej drugiej strony. Podczas gdy relacje Jill z Abby można uznać za poprawne, tego samego nie da się powiedzieć o jej stosunkach z Victorią, która ślepo wierzyła kłamstwom i krętactwom swojego ojca, a w Jill widziała potwora, po którego stronie leży cała wina za rozpad rodziny. Musi jeszcze minąć wiele czasu i bardzo wiele się wydarzyć, aby starsza pasierbica ponownie mogła zaufać macosze.

Wracajmy do domu to nie tylko powieść obyczajowa, ale także kryminał. Ten wątek jest tutaj bardzo dobrze rozbudowany i sprawia, że czytelnik zostaje wciągnięty w sprawę praktycznie już na samym początku książki. Nieoczekiwana śmierć Williama odmienia życie nie tylko osobom, które najbliżej były z nim związane, ale także tym, które nigdy nie miały okazji go poznać. Na jaw wychodzą kolejne szemrane interesy, w jakie uwikłał się Skyler. Okazuje się bowiem, że nawet najbliżsi w ogóle go nie znali. Zagrożone jest życie praktycznie wszystkich, którzy w jakiś sposób mieli kontakt z Williamem.

Wracajmy do domu to typowa literatura kobieca. Sama Autorka podkreśla, że pisze historie opowiadające o kobietach, dla których istotna jest sprawiedliwość. Jej bohaterki wciąż myślą o walce dobra ze złem i o tym, co jest legalne, a co nie; co jest zgodne z etyką, a co nie; co moralne, a co niemoralne. Cała ta galeria rozmaitych pytań jest niezwykle interesująca, natomiast zupełnie bez znaczenia jest to, kim z zawodu będzie główna bohaterka. Może to być zwyczajna kura domowa. Ta koncepcja jest wyraźnie widoczna w niniejszej powieści. Jill Farrow może nie jest typową kurą domową, ale rodzina i dom są dla niej najważniejsze, dlatego tak uparcie broni tych wartości. Jest gotowa naprawdę wiele poświęcić, może nawet i własne życie, aby tylko nie dopuścić do krzywdy tych, których kocha. Jill wielokrotnie staje przed trudnym wyborem, a jej decyzje mogą sprawić, że albo wiele zyska, albo też wszystko straci.

Książka jest doskonałą lekturą dla czytelniczek, które preferują powieści psychologiczno-obyczajowe z wątkiem kryminalnym. Nie jest to bynajmniej historia nudna i raczej nie sprawi, że po kilku stronach odłożymy ją na półkę. Dla mnie takie książki stanowią doskonałą odskocznię od powieści historycznych, które zazwyczaj są trudne i wymagające. Przypuszczam, że jeszcze kiedyś sięgnę po prozę Lisy Scottoline, ponieważ zauważyłam, że jest to twórczość, która doskonale odpręża i nie wymaga zbyt uważnego skupienia uwagi tylko i wyłącznie na tym, o czym akurat czytamy.










3 komentarze:

  1. Czyli to pozycja specjalnie dla mnie. O ile wiem, gdzieś głęboko na półce mam schowaną którąś z powieści tej autorki, ale do tej pory nie do końca wiedziałam, czego mogę się spodziewać po jej prozie. Dziękuję za ten tekst :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czuję, że ta lektura idealnie trafi w mój gust. Jeszcze nie miałam okazji czytać tej pisarki ale muszę to czym szybciej zmienić :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Sporo jest książek o tematyce psychologiczno-obyczajowej, o relacjach rodzinnych- jednak z wielką chęcią po nie sięgam. Tej autorki czytałam "Ocal mnie" i na pewno sięgnę po kolejne jej tytuły.

    OdpowiedzUsuń