Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

piątek, 3 kwietnia 2015

Szczęśliwych Świąt!









Henry Wadsworth Longfellow
Król Robert z Sycylii
(tytuł oryginału: King Robert of Sicily)
  

Król Robert był władcą całej Sycylii. Pod jego panowaniem znajdowało się wiele ziem, a także mnóstwo pięknych zamków, natomiast on sam posiadał wielu służących, którzy byli posłuszni każdemu jego słowu; niemniej nie było to posłuszeństwo wynikające z tego, że go kochano, ale dlatego, iż król budził w swoich poddanych strach. Robert był królem dumnym i wyniosłym, co oznaczało, że kiedy spoglądał na swoje ziemie, zwykł mawiać: „Zaprawdę, to jest wielkie królestwo, zaś ja jestem wielkim królem!”

Rankiem pewnej wielkanocnej niedzieli król Robert udał się do kościoła. Włożył na siebie swoje najlepsze szaty i w towarzystwie wszystkich swoich lordów i dam dworu pojechał do kościoła. Ranek był naprawdę piękny, i wydawało się, że wszystko wokół niesie ze sobą miłość i radość. Trawa i kwiaty rosnące przy drodze, drzewa machające wysoko swoimi gałęziami, a także błękitne niebo wydawały się być zwiastunem tej samej wiadomości.

Lecz król Robert nie widział w tym niczego pięknego. Myślał jedynie o sobie. W końcu wszyscy dotarli do kościoła, gdzie promienie słoneczne przedzierały się przez pięknie zdobione okna i zdawały się mówić o Bogu, który był gdzieś wysoko. Czyste, białe lilie szeptały do siebie nawzajem: „Tego dnia Chrystus zmartwychwstał!” Muzyka wydobywająca się z organów zdawała się docierać do każdego serca, lecz król Robert siedział w swojej ławce nieporuszony. Gdy ksiądz mówił kazanie, król w ogóle go nie słuchał, dopóki nie dotarły do jego uszu takie oto słowa: „Pan może wywyższyć pokornych, zaś poniżyć dumnych i potężnych.” I wtedy chór wypowiedział to zdanie ponownie. 

Gdy król je usłyszał, odrzucił głowę do tyłu i rzekł: „Dlaczego oni uczą czegoś takiego? Nie ma ani na ziemi, ani w niebie takiej siły, która mogłaby odebrać mi tron.”

Król Robert dobija się do
zamkniętych drzwi kościoła.
Niebawem król zasnął, siedząc w swojej ławce. Musiał spać naprawdę długo, bo gdy się obudził wielki kościół pogrążony był w ciemności, a przez ogromne, szklane okna przedostawało się światło księżyca. Król zerwał się ze swojego miejsca i rzekł: „Dlaczego odważyliście się odejść i zostawić mnie samego?” Podbiegł zatem do drzwi, lecz okazało się, że były zamknięte. Wołał i tłukł w nie, aż w końcu stary kościelny, który spał na zewnątrz, usłyszał hałas i krzyknął: „Kto tam?” Wtedy król odpowiedział: „To ja, król. Otwórz drzwi!”

Stary kościelny pokręcił głową i mruknął do siebie: „To musi być jakiś szaleniec zamknięty w kościele”. Niemniej otworzył drzwi, a król rzucił się gwałtownie przed siebie i wybiegł na ulicę, gdzie światło księżyca otoczyło go swoją poświatą. Nagle zatrzymał się i spojrzał zdumiony na swoje ubranie, gdyż zamiast królewskich szat, miał na sobie stare, zniszczone łachmany. Jego korona gdzieś zniknęła, a król wydawał się być żebrakiem. Wówczas zawołał: „Jak to się mogło stać? Ktoś mnie okradł, kiedy spałem i zostawił mi jedynie te szmaty!”

Potem szybko pobiegł w kierunku wielkiego zamku, a będąc już przy bramie zawołał: „Otwórzcie! To ja, król!” Wielka brama otworzyła się, a król rzucił się w kierunku ogromnych zamkowych komnat, i nie zatrzymując się dotarł, aż do sali tronowej. Tam zatrzymał się i stał zaskoczony i zdumiony tym, co ujrzał. Na tronie siedział już inny król, mając na głowie koronę i piękne, królewskie szaty, zaś w ręku trzymał berło. Król Robert spojrzał na nowego króla i zawołał: „Dlaczego siedzisz na moim tronie, nosisz moje szaty i koronę oraz moje berło?”

Nowy król uśmiechnął się tylko i powiedział: „To ja jestem królem, a kim ty jesteś?”

Król Robert odchylił dumnie głowę i odpowiedział: „Jestem królem. Nie masz prawa zajmować mojego tronu.”

Na te słowa nowy król uśmiechnął się smutno i odrzekł: „To ja jestem królem, a ty będziesz teraz moim sługą. Tak, będziesz służył wszystkim moim poddanym, ponieważ zostałeś królewskim błaznem, więc będziesz nosił czapkę z dzwonkami, a za towarzyszkę będziesz miał brzydką małpę.”

Zanim król Robert zdołał powiedzieć coś więcej, przyszli słudzy i pospiesznie wyprowadzili go z zamkowych komnat, zabierając go do małego, zimnego i pustego pokoju znajdującego się gdzieś w piwnicy. Nie było tam nic oprócz stosu słomy leżącego w kącie. Słudzy zostawili go samego, a jedyną towarzyszką była brzydka małpa, która siedziała w kącie, uśmiechając się do niego. Kiedy król Robert spojrzał na stos słomy, powiedział: „To na pewno musi być sen, a kiedy obudzę się rano, znów będę królem.”


Król Robert w stroju żebraka przed obliczem nowego króla Sycylii.


W końcu nastał ranek, lecz gdy król obudził się, ponownie usłyszał szelest słomy, na której leżał, a w kącie pokoju siedziała brzydka małpa. Tego dnia nowy król wezwał go przed swój tron i patrząc na niego zapytał: „Czy ty jesteś królem?” Król Robert dumnie odchylił głowę i odpowiedział: „Jestem królem.”

Tak było każdego dnia. Nowy król posyłał po niego i zadawał mu to samo pytanie; codziennie też król Robert dawał mu taką samą odpowiedź, przy tym dumnie i wyniośle unosząc głowę. Pewnego dnia z dworu brata króla Roberta, który był cesarzem Rzymu, przyszła wiadomość, w której ten wzywał króla Roberta i cały jego dwór do złożenia mu wizyty podczas Wielkanocy. Tak więc rozpoczęły się wielkie przygotowania do podróży. Kiedy królewska świta była już gotowa, utworzono piękną procesję. Nowy król jechał na jej czele, a w jego blasku tuż za nim podążały wszystkie damy dworu oraz dzielni rycerze przyodziani we wspaniałe szaty. Na samym końcu tego fantastycznego orszaku jechał król Robert na zabawnym, starym mule. Na głowie miał czapkę z dzwonkami, a za nim siedziała brzydka małpa. Kiedy podążali ulicą, chłopcy śmiali się i szydzili, lecz król Robert powiedział sam do siebie: „Te śmiechy nie będą trwać długo”. Ponieważ jego serce było napełnione radością z faktu, iż jadą do Rzymu, gdzie rządy sprawował jego brat, sądził, że teraz z całą pewnością jego prawa zostaną mu przywrócone, a jego brat zobaczy, że nowy król jest oszustem. Tak więc wspaniały orszak królewski podążał do Rzymu na spotkanie z cesarzem.


Król Robert jako królewski błazen podąża do Rzymu na samym końcu
orszaku nowego króla.


Skoro tylko cesarz ujrzał obcego króla, natychmiast pośpieszył ku niemu i objął go, nazywając „bratem”. Na to król Robert rzucił się do przodu i wykrzyknął: „To ja jestem królem, twoim bratem! Ten człowiek jest oszustem. Nie poznajesz mnie? Jestem królem.” Lecz cesarz jedynie dziwnie na niego spojrzał, a zwracając się do obcego króla, powiedział: „Dlaczego wciąż trzymasz tego szaleńca na dworze?” Nowy król tylko się uśmiechnął i nic nie odpowiedział.

Kiedy wizyta zakończyła się, wspaniały orszak ruszył w kierunku Sycylii, a król Robert nadal jechał na końcu. W jego sercu gościł wielki smutek, ponieważ myślał: „Jeśli mój własny brat mnie nie poznaje, to czy jest dla mnie jakakolwiek nadzieja?”

Skoro tylko nowy król wrócił na Sycylię, zmienił wiele okrutnych praw, zaś wszyscy poddani byli zadowoleni i szczęśliwi, jak nigdy wcześniej. Król Robert zauważył tę zmianę i zaczął się nad nią zastanawiać.

Nadeszła kolejna Wielkanoc i wtedy król Robert rzekł sam do siebie: „Dziś rano znów udam się do kościoła.” Jak zwykle jechał na samym końcu królewskiego orszaku i zajął miejsce gdzieś z tyłu kościoła, a więc nikt nie mógł go zobaczyć. W czasie Wielkanocy wszystko było piękne. Kościół, kwiaty, muzyka. To wszystko było zwiastunem Wielkiej Nocy. Gdy w sercu króla Roberta zaczęła grać muzyka, wówczas poczuł, jak po jego policzku spływają łzy. Pochylił więc głowę i modlił się. Pierwsze słowa, które do niego dotarły były stare i znajome: „Pan może wywyższyć pokornych, zaś poniżyć dumnych i potężnych.” Kiedy biedny król Robert wsłuchiwał się w ich znaczenie, pochylił z pokorą głowę i powiedział: „Ach, to z pewnością jest prawda; Pan w Niebie jest najpotężniejszy ze wszystkich. To On jest królem.”

Kiedy tamtego dnia król i jego dwór dotarli do domu, nowy król natychmiast wezwał króla Roberta do sali tronowej, i wydawało się, że na jego twarzy odbija się jakieś wspaniałe światło. Patrząc na króla Roberta z niezwykłym uśmiechem zadał mu to samo stare i znane już pytanie: „Czy ty jesteś królem?” Lecz król Robert jedynie skinął głową i odpowiedział: „Nie wiem kim jestem. Wiem tylko, że jestem najbardziej pokornym i najbardziej niegodnym z wszystkich ludzi, aby być królem.” Na te słowa nowy król odrzekł: „To ty jesteś prawdziwym królem, a ja jestem aniołem zesłanym z nieba, aby przez jakiś czas służyć ci pomocą.”

Gdy król Robert podniósł głowę, wówczas zobaczył, że został sam. Anioł zniknął. Król znów miał na sobie swoje królewskie szaty, na głowie miał swoją koronę, a w ręku ściskał berło.

Tego dnia, gdy dworzanie przyszli do króla, ujrzeli go klęczącego obok tronu i pogrążonego w cichej modlitwie. 




Z angielskiego przełożyła: Agnes A. Rose
© For the Polish translation by Agnes A. Rose







Wszystkim Czytelnikom bloga składam najserdeczniejsze życzenia świąteczne. Niech ta Wielkanoc będzie dla Was czasem szczęścia, radości, miłości, spokoju, rodzinnych spotkań i wiary w drugiego człowieka. Niech znikną podziały i kłótnie, a zagoszczą tolerancja i zrozumienie.

With the card above I would like to wish you and your loved ones a happy Easter. I hope you have a blessed and joyful day.


Agnes A. Rose