Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

poniedziałek, 23 listopada 2015

Rosamunde Pilcher – „Przesilenie zimowe”










Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
Katowice 2006
Tytuł oryginału: Winter Solstice
Przekład: Krystyna Chmiel





Nierzadko zdarza się, że kiedy człowiek przeżyje jakąś osobistą tragedię, wówczas znajomi albo nawet terapeuta doradzają, aby przynajmniej na pewien czas zmienił otoczenie, w którym do rzeczonej tragedii doszło. Znam kilka osób, które po śmierci kogoś bliskiego wyjechały z domu i spędziły parę tygodni w miejscu, gdzie nikt ani nic nie przypominało im o ostatnich wydarzeniach. Czy wracając potem do swojego mieszkania czuły się psychicznie lepiej? A może w ciągu tych kilku tygodni nabrały dystansu do niedawnych wydarzeń i swojego życia? Możliwe. Niekiedy ludzie, aby odciąć się od swoich dramatycznych przeżyć sprzedają nawet mieszkanie lub dom i przeprowadzają się na stałe tam, gdzie będą odczuwać choćby najmniejszy komfort psychiczny, zostawiając za sobą to, co przysporzyło im bólu i cierpienia. Czy takie działanie naprawdę sprawi, że człowiek poczuje się lepiej? A może to wszystko jest jedynie kwestią naszej psychiki, która potrafi naprawdę wiele zdziałać, jeśli tylko jej na to pozwolimy?

Emerytowana sześćdziesięciokilkuletnia aktorka Elfrida Phipps po stracie ukochanego doszła właśnie do takiego samego wniosku, jak opisany powyżej. Najpierw pozbyła się mieszkania w Londynie i adoptowała psa o imieniu Horacy, a potem przeprowadziła się do malowniczej angielskiej woski o nazwie Dibton. Bardzo szybko urządziła się w nowym miejscu i zaczęła wszystko od nowa, nie zapominając jednocześnie o ukochanym mężczyźnie, który odszedł od niej już zawsze. Choć był to w gruncie rzeczy udany związek, to jednak Elfrida nigdy nie wyszła za mąż, ponieważ mężczyzna, którego kochała był żonaty. Tak więc teraz nasza bohaterka może spokojnie zacząć wszystko od początku pomimo swojego wieku. Jako aktorka nigdy nie zrobiła jakiejś oszałamiającej kariery, więc nie jest celebrytką, która nie może opędzić się od fanów. Praktycznie mało kto wie, że Elfrida występowała niegdyś na deskach teatru.

Społeczność Dibton jest całkiem przyjaźnie nastawiona do nowej sąsiadki, która kupiła tutaj domek. Prawdę powiedziawszy ludzie są ciekawi kim tak naprawdę jest Elfrida Phipps, dlatego też odnoszą się do niej z sympatią, gdyż pragną ją lepiej poznać. Oprócz właścicielki miejscowego sklepu, Elfrida zaprzyjaźnia się także z rodziną Oskara Blundella, który jest organistą w lokalnym kościele. Oskar jest żonaty z młodszą od siebie kobietą o imieniu Gloria, z którą ma dwunastoletnią córkę. Kiedy żenił się z Glorią, ta była wdową z dwoma synami, którzy teraz są już dorośli i mają własne rodziny. Do Oskara jakoś nie pałają szczególną sympatią, ale on nic sobie z tego nie robi, ponieważ kocha żonę, natomiast córka jest dla niego całym światem. To taki nieoczekiwany prezent od losu na stare lata. Z kolei przyjaźń Oskara z Efridą jest tak wyraźna, że Gloria w pewnym momencie zaczyna czuć się zagrożona.

Pewnego dnia Elfrida Phipps wyjeżdża na kilka dni do swojego kuzyna, który mieszka gdzieś w Kornwalii. Sytuacja Jeffreya Sttutona jest bardzo podobna do tej, w której kiedyś znalazł się Oskar Blundell. Otóż kuzyn Elfridy również ożenił się z młodszą od siebie kobietą, z którą ma dwoje dzieci. Różnica polega jednak na tym, że Jeffrey rozwiódł się ze swoją pierwszą żoną, ale to wcale nie znaczy, że zapomniał o dwóch dorosłych córkach będących owocem tego nieudanego małżeństwa. Elfrida Phipps czuje się w Kornwalii bardzo dobrze. Jest tam niesamowicie szczęśliwa i nawet przez myśl jej nie przejdzie, że już niedługo przeżyje kolejny życiowy dramat. Tuż po powrocie do Dibton kobieta dowiaduje się, że kilka dni wcześniej żona i córka Oskara Blundella zginęły w wypadku samochodowym. To bardzo bolesny cios od losu nie tylko dla samego Oskara, ale również dla całej lokalnej społeczności. Choć powszechnie wiedziano o „wyskokach” Glorii, to jednak generalnie była ona kobietą szanowaną przez sąsiadów. W dodatku jest jeszcze Francesca, która miała przed sobą całe życie. Przecież umierać w wieku dwunastu lat to zbrodnia!

Plakat promujący film, który powstał
na podstawie powieści. 
reż. Martyn Friend
produkcja: Niemcy & Wielka Brytania
data premiery: 25 grudnia 2003
Praktycznie od samego początku Elfrida stoi u boku Oskara i stara się go wspierać jak tylko może najlepiej. Okazuje się bowiem, że synowie Glorii chcą sprzedać dom, a swojego ojczyma wysłać do domu starców. Tak być nie może! Oskar nie jest jeszcze zniedołężniałym starcem, który nadawałby się do mieszkania w takim miejscu. I tak oto po licznych rozmowach obydwoje decydują się na wyjazd do północnej Szkocji, gdzie Oskar jest współwłaścicielem pewnego domu znajdującego się na terenie posiadłości, w której się wychował. 

Elfrida rzuca praktycznie wszystko. Zamyka swój dom w Dibton na cztery spusty i wraz z Oskarem oraz psem Horacym wyjeżdża do posiadłości Carrydale. Bardzo szybko okazuje się, że nie będzie im dane mieszkać tam tylko we dwoje w towarzystwie psa. Do naszych bohaterów najpierw dołącza córka Jeffreya Sttutona – Carrie, która przejeżdża do Szkocji razem ze swoją siostrzenicą Lucy, oraz niedawno mianowany na stanowisko dyrektora lokalnych zakładów produkcji tkanin wełnianych – Sam Howard. Każda z tych osób opuściła swoje dotychczasowe miejsce zamieszkania na skutek rozmaitych zbiegów okoliczności. Ponieważ wielkimi krokami zbliża się Boże Narodzenie, Oskar i Elfrida nie mają serca odmówić tym ludziom dachu nad głową. Mało tego. Wszyscy czują się w Carrydale bardzo szczęśliwi, choć jednocześnie są poranieni przez życie. Nikt z bohaterów nie wyobraża sobie, że mógłby spędzać święta gdzie indziej. Czy miasteczko Creagan to faktycznie miejsce, gdzie już zawsze będą czuć się szczęśliwi? Czy to właśnie tutaj odnajdą spokój i szczęście, których dotychczas każdemu z bohaterów tak bardzo brakowało? Jak dalej potoczy się ich życie? Czy zbliżające się Boże Narodzenie naprawdę będzie dla nich magicznym czasem, podczas którego rozwiązaniu ulegną ich problemy?

Przesilenie zimowe to jedna z tych powieści, po których przeczytaniu robi się czytelnikowi cieplej na sercu i wraca wiara w drugiego człowieka. Rosamunde Pilcher pokazuje, że najważniejszy jest drugi człowiek. Owszem, akcja powieści dzieje się tuż przed i w trakcie świąt Bożego Narodzenia, czyli w czasie, kiedy ludzie generalnie są do siebie przyjaźniej nastawieni, aniżeli w innych okresach roku, lecz to nie zmienia faktu, że postępowanie Elfridy, Oskara i pozostałych bohaterów może być dla nas wzorem do tego, jak żyć, aby nie wywoływać niepotrzebnych konfliktów, które tylko niszczą więzi międzyludzkie. Pomimo że gdzieś w tle pojawiają się postacie, których postępowanie pozostawia naprawdę wiele do życzenia, to jednak nie ma to istotnego znaczenia w porównaniu z tym, co robią bohaterowie pierwszego planu.

Na kartach swojej powieści Autorka porusza szereg istotnych życiowych dylematów. Tak więc pokazuje dramat po stracie najbliższych, kładąc jednocześnie nacisk na to, jak bardzo jest wtedy potrzebny ten drugi człowiek, aby pomógł i udzielił wsparcia, choćby tylko dobrym słowem. Jest także nastolatka, która boryka się z problemami typowymi dla tego wieku, czyli chodzi tutaj przede wszystkim o spory ze starszymi, którzy sprawują nad nią opiekę. Lecz z drugiej strony, czy opiekunowie naprawdę nie mają sobie niczego złego do zarzucenia? Może oni również potrzebują czasu na dokonanie pewnych przemyśleń i zmiany swojego zachowania wobec bliskich? Oczywiście są też dylematy o charakterze damsko-męskim. A zatem jest rodząca się miłość pomiędzy ludźmi po przejściach, jak również między tymi, którzy tak naprawdę jeszcze jej nie znają, a to, czego doświadczają jest dla nich zupełnie nowe i wciąż nie potrafią tego nazwać.

Rosamunde Pilcher pokazuje również jak łatwo dajemy zwieźć się pozorom i wyrabiamy sobie własne zdanie o drugim człowieku, które może być niesamowicie krzywdzące dla tej drugiej strony. Czasami musi upłynąć sporo czasu, abyśmy zdali sobie sprawę z tego, że pomyliliśmy się w naszej ocenie drugiego człowieka. Dobrze kiedy jest jeszcze czas na naprawienie tego błędu. Gorzej natomiast, gdy jest już za późno na jakiekolwiek poprawki, bo osoba, którą oceniliśmy niesprawiedliwie na zawsze odeszła z tego świata. W Creagan czytelnik spotyka naprawdę szereg ciekawych osób reprezentujących różne grupy społeczne, wiekowe i zawodowe. Te osoby świetnie uzupełniają się wzajemnie.


Rzeka Ness w Inverness (Szkocja)
Szkocka posiadłość Oskara Blundella znajduje się w pobliżu miasta Inverness


Tak sobie myślę, że wielu czytelników na pierwszy rzut oka oceniłoby tę powieść pobieżnie, uznając, że jest to książka z mało ambitną fabułą, przy której nie warto się zatrzymywać. Niektórzy pomyśleliby zapewne, że książka jest doskonała dla starszych pań, które preferują zupełnie inną literaturę, aniżeli młode pokolenie czytelników. Moim zdaniem nie do końca jest to prawda, ponieważ wartości, które proponuje nam Autorka wciąż są aktualne i potrzebne każdemu pokoleniu, ale w codziennym życiu często o nich zapominamy, gdyż niemalże z każdej strony zasypują nas informacje, które ukazują całkiem inny styl życia, niż ten przedstawiony w Przesileniu zimowym. Zapewne znalazłby się też ktoś, kto uznałby, że książka jest nudna, bo nikt nikogo nie zabił, a bohaterowie nie ukrywają w zanadrzu żadnych mrocznych tajemnic. Dziś powieści w rodzaju Przesilenia zimowego spychane są na margines, co mnie osobiście bardzo martwi.

Książka na pewno nie jest też klasycznym romansem, pomimo że pomiędzy niektórymi bohaterami rodzi się uczucie. Przesilenie zimowe to typowa angielska klimatyczna powieść obyczajowa. Jedyne, co można zarzucić Autorce, to stosowanie zbyt dużej ilości powtórzeń. Uważam, że Rosamunde Pilcher nazbyt często przypomina czytelnikowi o tym, co takiego robili poszczególni bohaterowie i jakiego rodzaju okoliczności doprowadziły ich do tego, że znaleźli się akurat w takiej, a nie innej sytuacji. Z uwagi na to, że fabuła jest bardzo prosta, takie powtórzenia nie są potrzebne.

Komu zatem mogłabym tę powieść polecić? Na pewno jest to doskonała książka na zimowe wieczory. Za miesiąc Boże Narodzenie, więc myślę, że sięgnięcie po Przesilenie zimowe niejednego czytelnika mogłoby wprowadzić w magiczną atmosferę świąt. Wokół mamy naprawdę zbyt dużo zła, aby jeszcze szukać go w książkach, dlatego od czasu do czasu warto zainteresować się historią, z której płynie tak wiele pozytywnych emocji i ciepła.