Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

piątek, 13 listopada 2015

Andromeda Romano-Lax – „Hiszpański smyczek”












Wydawnictwo: NASZA KSIĘGARNIA
Warszawa 2010
Tytuł oryginału: The Spanish Bow
Przekład: Andrzej Wajs





Zanim przejdę do omówienia powieściowego debiutu amerykańskiej autorki Andromedy Romano-Lax, chciałabym opowiedzieć Wam o pewnym hiszpańskim wirtuozie żyjącym na przełomie XIX i XX wieku. Chodzi oczywiście o Pabla Casalsa (1876-1973), który do dziś uznawany jest za najwybitniejszego kompozytora utworów na wiolonczelę swoich czasów. Niemniej nie tylko muzyka odcisnęła na jego życiu swoje piętno. Otóż Pablo Casals był także aktywnym działaczem występującym przeciwko krwawym rządom hiszpańskiego tyrana Francisco Franco (1892-1975). Ten wojskowy dyktator poważnie naużywał swojej władzy, aby pastwić się nad obywatelami własnego kraju.

Pablo Casals urodził się 29 grudnia 1876 roku w Vendrell – miejscowości położonej na terenie hiszpańskiej Katalonii. Był drugim z jedenastu dzieci Carlosa Casalsa i Pilar Delfillo de Casals. Ojciec Pabla był miejscowym organistą kościelnym. Kiedy Carlos grał na pianinie, wówczas malutki Pablo, siedząc na kolanach ojca, opierał swoją główkę na jego piersi i śpiewał razem z nim. W wieku czterech lat przyszły wirtuoz wiolonczeli potrafił już grać na fortepianie, natomiast mając lat pięć przyłączył się do kościelnego chóru. Gdy skończył szósty rok życia wraz z ojcem komponował utwory, zaś przed ukończeniem dziewiątego roku życia potrafił już grać na skrzypcach i organach. Mając dziesięć lat, Pablo Casals każdy dzień rozpoczynał od spaceru, podczas którego czerpał inspiracje z otaczającej go przyrody. Wtedy też – po powrocie do domu – potrafił już zagrać na fortepianie dwa dzieła Johana Sebastiana Bacha (1685-1750).

Pablo Casals zainteresował się grą na wiolonczeli po tym, jak w wieku jedenastu lat zobaczył instrument podczas jednego z koncertów. Wkrótce po tym wydarzeniu ojciec zrobił mu podobną wiolonczelę. O przyszłości syna tak naprawdę decydowali jego rodzice. Carlos Casals bardzo chciał, aby Pablo zaczął uczyć się stolarki, lecz matka nawet nie chciała o tym słyszeć i zapisała syna do Miejskiej Szkoły Muzycznej, która mieściła się w Barcelonie. Pablo spotkał tam naprawdę surowych i wymagających nauczycieli. Niemniej praktycznie od samego początku wolał grać na wiolonczeli w taki sposób, jaki tylko jemu odpowiadał. Gra Pabla Casalsa sprawiła, że wiolonczela zaczęła stawać się coraz bardziej popularnym instrumentem muzycznym.

Pablo (Pau) Casals
Zdjęcie pochodzi z lat 1910-1920.
Wśród osób, które były pod ogromnym wrażeniem gry Pabla Casalsa znalazł się hiszpański kompozytor Isaac Albéniz (1860-1909). Po wysłuchaniu gry Pabla, Isaac Albéniz dał mu list polecający do hrabiego Guillermo de Morphy (1836-1899), który był osobistym sekretarzem regentki Hiszpanii – królowej Marii Krystyny Sycylijskiej (1806-1878). Tak więc w 1894 roku Pablo Casals udał się do Madrytu, gdzie koncertował na dworze królowej. Natomiast w ciągu kolejnych kilku lat zdobył ogromną sławę, grając w Madrycie z różnymi orkiestrami. Niemniej jego solowy debiut przypadł w Paryżu w 1899 roku. Od tamtego momentu wirtuoz stał się niewyobrażalnie sławny.

Gdy któregoś dnia 1890 roku Pablo Casals wraz ze swoim ojcem odwiedzał pewną księgarnię w Barcelonie, odnalazł tam sporej objętości wolumin zawierający sześć suit Bacha napisanych na solową wiolonczelę. Wcześniej utwory te zostały uznane jedynie za muzyczne ćwiczenia Johana Sebastiana Bacha, zaś Pablo Casals widział w nich coś znacznie głębszego. Od tej pory każdego dnia studiował i ćwiczył odnalezione dzieła. Praca nad tymi utworami zajęła mu kilkanaście lat, zanim zdecydował się wykonać je publicznie; przez resztę swojego życia grywał co najmniej jedną suitę dziennie.

Publiczność Pabla Casalsa, która wysłuchała tych suit była pod ogromnym wrażeniem. Wirtuoz wprowadził korektę w utworach, więc brzmiały nieco inaczej niż pierwowzory. Żywiono też przekonanie, że kompozycje Bacha nie nadają się do wykonywania na instrumentach smyczkowych. Za sprawą Pabla Casalsa stało się jednak inaczej. Fakt ten sprawił, że miłość Pabla do muzyki Bacha przetrwała do końca jego – Casalsa – życia. Muzyk powiedział kiedyś José Marii Corredorowi (1912-1981) – katalońskiemu pisarzowi – że: „Każdego dnia przekonuję się, iż główną sprężynę jakiegokolwiek ludzkiego przedsięwzięcia muszą stanowić moralność i dobroć.” Pablo Casals bardzo dobrze rozumiał bowiem cierpienia ubogich, kiedy obserwował ich, przemierzając ulice Barcelony. Przyrzekł więc, że będzie wykorzystywał swoją muzykę, aby nieść pomoc kolegom będącym w gorszej sytuacji życiowej niż on sam. 

Pablo Casals bardzo często pisał listy i organizował koncerty na rzecz uciskanych, natomiast odmówił występowania w takich krajach, jak Związek Radziecki, Niemcy i Włochy, gdzie poszczególne rządy bardzo źle traktowały swoich obywateli. Po hiszpańskiej wojnie domowej (1936-1939), kiedy władzę w państwie objął generał Francisco Franco, Pablo Casals ogłosił, że nie wróci do swojej ojczyzny dopóki będzie nią rządził właśnie Francisco Franco. Tak więc osiadł w Prades we Francji (Pireneje Wschodnie), natomiast do roku 1946 jedynie od czasu do czasu dawał koncerty. Stale też buntował się przeciwko tyranom takim, jak wspomniany Francisco Franco, dlatego też przysiągł sobie, że już nigdy nie będzie występował publicznie.

Niemniej zachęcony przez przyjaciół wznowił swoje koncerty w 1950 roku, uczestnicząc w festiwalu w Prades organizowanym na cześć Johana Sebastiana Bacha. Na zakończenie festiwalu, jak i każdego późniejszego koncertu, zagrał Song of the Birds (Pieśń ptaków), która była katalońską pieśnią ludową. Utwór ten wykonywał, aby zaprotestować przeciwko dalszemu uciskowi Hiszpanii. W 1956 roku Pablo Casals osiedlił się w Puerto Rico i powołał do życia swój autorski festiwal, który miał na celu zbudowanie na wyspie symfonicznej orkiestry i szkoły muzycznej. Pablo Casals nigdy nie wrócił do Hiszpanii.

Znienawidzony przez Pabla Casalsa
generał Francisco Franco.
Wirtuoz bezustannie odmawiał także koncertowania w krajach, które oficjalnie uznawały rząd Francisco Franco. Aż do dnia śmierci, która przyszła 22 października 1973 roku, Pablo Casals zrobił tylko jeden wyjątek, jeśli chodzi o publiczne występy. Otóż w 1961 roku wystąpił w Białym Domu specjalnie dla ówczesnego prezydenta Stanów Zjednoczonych – Johna F. Kennedy'ego (1917-1963) – człowieka, który był powszechnie podziwiany. W 1971 roku, mając dziewięćdziesiąt pięc lat, wykonał Hymn Narodów Zjednoczonych przed Zgromadzeniem Ogólnym ONZ. Pablo Casals przez niemal całe życie starał się wprowadzić między ludzi harmonię, zarówno poprzez swoją grę na wiolonczeli, jak i wymowne milczenie.

Dlaczego opowiedziałam Wam niezwykłą historię życia Pabla Casalsa? Otóż zrobiłam to dlatego, że fikcyjny Feliz Aníbal Delargo Domenech, zwany dalej po prostu „Feliu”, jest postacią wzorowaną właśnie na Pablu Casalsie. Oczywiście Pablo Casals był starszy od powieściowego Feliu, dlatego też niektóre z osób, które nasz bohater spotyka na swojej drodze nigdy nie pojawiły się w życiu prawdziwego wirtuoza. Skupmy się jednak na bohaterze wykreowanym przez Andromedę Romano-Lax. Otóż Feliu urodził się w Katalonii w miasteczku o nazwie Campo Seco. Już od chwili porodu jego życie nie było usłane płatkami róż. W momencie, gdy witał się z tym światem okazało się bowiem, że… nie żyje! Akuszerka zamiast ratować dziecko i matkę, po prostu uciekła. Obawiała się konsekwencji wynikających ze śmierci dziecka. Starsze rodzeństwo zabrało więc „martwego” braciszka i ukryło go w piwnicy, gdzie nagle „odżył”, lecz o tym zbiegła akuszerka jeszcze nie wiedziała. Już wtedy uważni obserwatorzy mogli dojść do przekonania, że życie tego chłopca będzie niezwykłe, choć nie wolne od cierpienia. Ponieważ w trakcie porodu jego nóżki wygięły się w taki sposób, że utworzyły coś na kształt smyczka, nasz bohater już na zawsze skazany jest na kalectwo, zaś jego nóżki tworzące smyczek stanowią symbolikę tego, co ma dopiero nadejść. 

Dzieciństwo Feliu to także wojna hiszpańsko-amerykańska z 1898 roku*. Ojciec chłopca dzielnie w niej walczy, lecz ostatecznie ginie na polu bitwy. W związku z tym Feliu i jego rodzeństwo zostają półsierotami. Niemniej, w chwili, gdy sześcioletni Feliu wraz z matką udaje się na dworzec, skąd obydwoje mają odebrać trumnę z ciałem, okazuje się, że ona wcale nie zawiera tego, czego się spodziewali. W trumnie znajdują się bowiem rozmaitego rodzaju przedmioty, w tym niezwykły smyczek, który przypada naszemu bohaterowi i który od tego momentu już zawsze będzie mu towarzyszył, bez względu na to, co będzie się działo w jego życiu. To taki pośmiertny prezent od zmarłego ojca.

Królowa Ena i król Alfons XIII
ze swoim pierwszym dzieckiem.
To na ich dwór w 1909 roku
trafia Feliu Delargo.
Dla małego Feliu muzyka była czymś wyjątkowym praktycznie od najmłodszych lat życia, co oczywiście doskonale potrafiła dostrzec jego matka. Dlatego też chłopiec pobiera prywatne lekcje gry na skrzypcach. Pewnego dnia jednak uczestniczy w koncercie, w którym jeden z muzyków gra na wiolonczeli. Podczas tegoż koncertu Feliu spotyka również niezwykłego pianistę, który – jak się potem okaże – odciśnie na jego życiu ogromne piętno. Niemniej, w tej chwili nie jest to ważne. Istotne jest natomiast to, że Feliu zachwycony koncertem, a szczególnie grą na wiolonczeli, w obecności pianisty zaczyna grać na skrzypcach w taki sposób, jakby była to właśnie wiolonczela. Zatraca się w muzyce bez reszty i nie ma pojęcia, że ludzie, którzy mu się przyglądają mają z niego niezły ubaw. Dla naszego bohatera sytuacja wcale nie jest śmieszna. Feliu właśnie w tym momencie zrozumiał, jaki instrument będzie dla niego tym, na którym pragnie grać już do końca życia. Wśród ogólnej zabawy, tylko jeden pianista jest pod wrażeniem chłopca. Niemniej ich drogi rozchodzą się i upłynie wiele lat zanim znów się spotkają. A spotkają się w zupełnie innym świecie i realiach.

Po pewnym czasie i pod wpływem dość dramatycznych okoliczności Feliu wyrusza z matką do Barcelony. Tam matka pragnie zapisać go do prestiżowej szkoły muzycznej. Niestety, nauczyciel, który przesłuchuje chłopca uznaje, że ten nie gra na tyle dobrze, aby stać się uczniem jego szkoły. Z drugiej strony jednak widzi w Feliu potencjał, dlatego też poleca pani Delargo udanie się do pewnego mężczyzny, który będzie w stanie podszlifować warsztat jej syna. I tak oto rozpoczyna się czas, w którym matka i syn muszą radzić sobie w realiach panujących w Barcelonie 1907 roku. Trzeba przyznać, że nie jest łatwo, bo przecież nasi bohaterowie muszą z czegoś żyć. Egzystencja w Barcelonie wywiera naprawdę poważny wpływ na Feliu. Chłopiec uczy się rzeczy, o których nigdy wcześniej nie słyszał. Oczywiście wciąż na pierwszym miejscu jest muzyka i jego ukochana wiolonczela, a przede wszystkim smyczek, z którym nigdy się nie rozstaje.

Mijają dwa lata. Nasz bohater udaje się na królewski dwór w Madrycie, gdzie na tronie zasiadają Alfons XIII Burbon (1886-1941) oraz jego żona Wiktoria Eugenia Battenberg, nazywana „Eną” (1887-1969). Na dworze Feliu zdobywa nie tylko pierwsze doświadczenia w sferze erotycznej, ale też jest bardzo mile widziany na salonach, gdzie urzęduje sama królowa. Praktycznie natychmiast zdobywa jej sympatię i staje się poniekąd jej powiernikiem. To od pobytu na królewskim dworze rozpoczyna się wielka kariera muzyczna Feliu Delargo, w trakcie której będzie przeżywał i wzloty, i upadki. Będzie też spotykał na swojej drodze rozmaite osoby, które nie zawsze będą mu przychylne. Podczas kolejnych lat życia nasz bohater nigdy nie straci godności, bo nawet jeśli zmieni na chwilę swoje przekonania, to zrobi tak dla dobra tych, którzy są dla niego ważni.

Wydanie z 2015 roku.
Feliu Delargo będzie żył w naprawdę trudnych czasach. Przyjdzie mu przeżywać śmierć najbliższych oraz patrzeć na to, jak jego ukochana Hiszpania coraz bardziej się pogrąża pod rządami krwawego Francisco Franco. Pierwsza wojna światowa nie wywrze na nim tak ogromnego wpływu, jak zrobi to faszyzm i ci, którzy będą tę ideologię wyznawać. Jak zatem poradzi sobie Feliu w tych dramatycznych okolicznościach? Czy muzyka stanie się dla niego jedyną ucieczką od rzeczywistości? A może to właśnie muzyka i ogromna światowa sława sprawią, że Feliu będzie żył niczym pod przysłowiowym kloszem? Jak bardzo trudne decyzje będzie musiał podejmować, aby zachować godność? Czy sprzeciwianie się systemowi naprawdę wyjdzie mu na dobre?

Hiszpański smyczek to powieść niezwykle piękna w swojej wymowie. Tak już się przyjęło, że książki, które pojawiają się na rynku wydawniczym jako nowości, porównywane są do swoich poprzedniczek. W tym wypadku Hiszpańskiego smyczka ustawiono w jednym rzędzie z Cieniem wiatru niezrównanego Carlosa Ruíza Zafóna. Czy słusznie? Na pewno dla samej Autorki takie porównanie jest ogromnym wyróżnieniem, szczególnie że jest to jej debiut. Z mojego punktu widzenia wygląda to tak, że powieść Andromedy Romano-Lax jest niezwykle klimatyczna. Autorka oddała wiernie realia panujące w Hiszpanii na przełomie XIX i XX wieku. Barcelona i Madryt są po prostu niesamowite, choć nie wszystko zasługuje w tych miastach na pochwałę. Wiadomo jakie wtedy były czasy i kto sprawował władzę.

Bohaterowie, których spotykamy na kartach powieści są nieprawdopodobnie wiarygodni. Oczywiście narracja prowadzona jest z punktu widzenia głównego bohatera, który niczego nie ukrywa. Jego życie z jednej strony jest pasmem nieszczęść, lecz z drugiej pełne rozmaitych zbiegów okoliczności, które sprawiły, że zdobył międzynarodową sławę, a o jego względy zabiegali najwyżsi prominenci ówczesnego świata. Ponieważ był sławny i generalnie liczono się z jego zdaniem, mógł bez przeszkód buntować się przeciwko systemowi władzy, którego – podobnie jak Pablo Casals – nie akceptował. W postaci głównego bohatera jest też coś tajemniczego, co sprawia, że jest on wyjątkowy. Obok Feliu Delargo pojawiają się także inni bohaterowie. Jest wspomniany już pianista, który z kolei stanowi trudny orzech do zgryzienia dla czytelnika. Z jednej strony bawi, ale z drugiej można dopatrzeć się w nim swego rodzaju tragizmu. Justo Al-Cerraz spędził u boku wiolonczelisty wiele lat, co pozwoliło obydwu mężczyznom poznać siebie wzajemnie na wskroś. Wiedzieli o sobie naprawdę wszystko. Czy był dla Feliu kimś w rodzaju ojca? Możliwe.

W życiu głównego bohatera oraz jego przyjaciela-pianisty pojawia się także pewna młodziutka skrzypaczka żydowskiego pochodzenia. Ta postać również jest nieco skomplikowana. Aviva skrywa bowiem tajemnicę, która nie pozwala jej normalnie funkcjonować w życiu. W powieści nie obywa się zatem bez wątków damsko-męskich. Jest trudna miłość, która tak naprawdę nie wiadomo, jak się skończy. Tak więc Hiszpański smyczek to powieść bez dwóch zdań rewelacyjna. Polecam wszystkim, którzy uwielbiają Hiszpanię nie tylko w literaturze, ale też lubią do niej podróżować. Na kartach książki obok bohaterów czysto fikcyjnych czytelnik spotka także postacie stricte historyczne; szczególnie chcę zwrócić uwagę na osoby związane z ówczesnym światem artystycznym, jak muzyka i malarstwo. Jestem nawet skłonna zagwarantować, że nie sposób rozczarować się tą powieścią. Oczywiście styl pisania może być dla niektórych nieco nużący, ale przecież o Hiszpanii nie można pisać inaczej, jak tylko „za mgłą”.

Na koniec posłuchajcie starej katalońskiej pieśni, którą Pablo Casals wykonywał na zakończenie każdego koncertu. Pieśń Song of Birds wirtuoz zaczął grać dopiero po powrocie do publicznych występów po wieloletniej przerwie. 













* O wojnie hiszpańsko-amerykańskiej obszernie pisałam przy okazji recenzji drugiego tomu dylogii Johna Jakesa pod tytułem Gdzie jest mój dom? [klik].