Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

środa, 18 listopada 2015

Marcin Brzostowski – „Złote spinki Jeffreya Banksa”






PATRONAT MEDIALNY






Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autora. Dziękuję!



Wydawca: E-BOOKOWO
Będzin 2015
E-BOOK/WYDANIE PAPIEROWE




Chyba nikomu nie trzeba specjalnie wyjaśniać, kim jest gangster. Warto jednak wiedzieć, że pierwszą udokumentowaną stolicą działalności gangsterów był Londyn. Po jakimś czasie w jego ślady poszły takie amerykańskie miasta, jak Nowy Jork, Chicago i Los Angeles. Wiele gangów funkcjonowało w XX wieku w londyńskich uboższych dzielnicach East Endu. Obecnie sporo londyńskich zorganizowanych grup przestępczych posiada bardzo silne poczucie przynależności do okolicy, na terenie której prowadzi swoją gangsterską działalność. W niektórych przypadkach to kod pocztowy określa granicę obszaru, poza którym panoszy się rywal. Zabrzmiało poważnie, prawda? Niemniej dalej już tak poważnie nie będzie.

Przenieśmy się zatem do współczesnego Londynu, gdzie w przestępczym podziemiu działa boss nazwiskiem Ezekiel Horn. Na swoich usługach ma paru osiłków, z których najwierniejszym jest niejaki Frankie Reed zwany też Frankiem Turbo. Tak już jest, że świat przestępczy niekiedy wykazuje niemałe powiązania z tymi, którzy nami rządzą. Polityka i gangsterka nie są sobie obce. W związku z tym nasz boss nie może być gorszy i w ministerstwie spraw wewnętrznych ma swojego człowieka. Ale to nie jest jakaś tam płotka. Nie myślcie sobie. To sam minister Jeffrey Banks! I tak oto pewnego pięknego czerwcowego dnia wszystkich tych mężczyzn znających się od paru ładnych lat połączy dodatkowo pokaźnych rozmiarów torba wypchana po brzegi dwudziestoma kilogramami białego proszku. Jak gdyby tego było mało, do akcji wkroczy również rosyjska mafia, a do tego dojdą jeszcze krówki ciągutki sprowadzone z jakiegoś dziwnego i tajemniczego kraju o nazwie Polska. No i oczywiście będą też tytułowe złote spinki należące do naszego ministra spraw wewnętrznych. Nie sądźcie jednak, że będą to byle jakie spinki. Otóż nie dość, że złote, to jeszcze w dodatku należące niegdyś do słynnego admirała Attyli Younga II, którego niezwykła odwaga miała ogromne znaczenie w momencie lądowania aliantów w Normandii w czasie drugiej wojny światowej. Jaką zatem rolę odegrają one w życiu Jeffreya Banksa? Dlaczego akurat minister spraw wewnętrznych wejdzie w ich posiadanie? O tym dowiecie się, czytając najnowszą mini powieść kryminalno-gangsterską Marcina Brzostowskiego.

Inne książki Autora
Generalnie Złote spinki Jeffreya Banksa można zaliczyć do książek traktujących o gangsterach przedstawionych w tak zwanym krzywym zwierciadle. Z jednej strony Autor zadbał o to, aby przestępczy świat współczesnego Londynu pokazany był na tyle wiarygodnie, żeby nie można było zarzucić braku wiedzy odnośnie tematu, lecz z drugiej strony mamy do czynienia z gangsterami, którzy tak naprawdę znacząco odbiegają od wizerunku, jaki znamy chociażby z powieści Mario Puzo zatytułowanej Ojciec Chrzestny.

Marcin Brzostowski wciąż pokazuje, że potrafi pisać nie tylko książki, w których czytelnik pomiędzy wierszami wyraźnie dostrzega drugie dno. Takimi minipowieściami są bez wątpienia Pozytywnie nieobliczalni czy Słodka bomba Silly wydana również w języku angielskim. W przypadku Złotych spinek Jeffreya Banksa można natomiast zastanawiać się, czy aby na pewno ta komedia rozgrywająca się w londyńskim półświatku i wywołująca uśmiech na twarzy czytelnika nie niesie ze sobą jakiegoś ważnego przesłania. Ponieważ Autor zdążył już przyzwyczaić mnie do literatury, w której pod płaszczykiem z pozoru lekkiej historii kryje się naprawdę poważny problem społeczny, podczas czytania niniejszej powieści zastanawiałam się, czy przypadkiem dana scena nie zawiera w sobie tego drugiego dna, o którym wspomniałam wyżej. Tym razem nic takiego nie zauważyłam, chociaż byłam bardzo czujna pod tym względem.

Moim zdaniem w swojej najnowszej książce Marcin Brzostowski doskonale połączył kilka motywów. Tak więc z jednej strony mamy tych nieco śmiesznych i niegrzecznych chłopców-gangsterów oraz rosyjską mafię, która de facto wcale taka straszna nie jest, jak mogłoby się z pozoru wydawać (przynajmniej ja odebrałam ją w taki sposób), a z drugiej strony obserwujemy prywatne życie praktycznie każdego z bohaterów. Z kolei w tle tego wszystkiego znajduje się angielska liga piłki nożnej i piękna prostytutka Sara Lou, która tak naprawdę nie jest głupiutką blondynką znaną z licznych kawałów. Dziewczyna ma głowę na karku i nie nosi jej od parady. Jeśli wziąć pod uwagę motyw piłki nożnej, to w pewnym momencie można zastanawiać się, czy faktycznie ten element jest tylko tłem fabuły powieści, czy może stanowi sedno całej akcji.

Na koniec dodam jeszcze – tak dla zachęty – że książka zaskakuje zakończeniem. Praktycznie aż do samego końca czytelnik nie ma pojęcia, ani też nie domyśla się, choćby nawet w najmniejszym stopniu, jaką tak naprawdę rolę odrywają w powieści tytułowe złote spinki ministra spraw wewnętrznych. Natomiast w momencie, gdy poznamy ostatni rozdział książki, zaczynamy zastanawiać się, czy aby słusznie wytypowaliśmy głównego bohatera. Ci, którzy znają twórczość Marcina Brzostowskiego wiedzą, że Autor do tej pory wydawał swoje książki głównie w formie elektronicznej. Tym razem jest inaczej, ponieważ powieść dostępna jest także w wersji papierowej.  


Książkę można kupić tutaj
Strona autorska Marcina Brzostowskiego [klik]