Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

niedziela, 8 listopada 2015

Karol Bunsch – „O Zawiszy Czarnym opowieść & Warna 1444”














Wydawnictwo: WYDAWNICTWO LITERACKIE
Kraków 1980





Na przestrzeni wieków na kartach historii Polski zapisało się wielu dzielnych rycerzy, którzy przez stulecia byli i nadal są przykładem honorowego postępowania. Wśród nich można wymienić chociażby Albrechta z Kłecka żyjącego na przełomie XIII i XIV wieku, Stanisława Ciołka (?-1356), Gniewosza z Dalewic – ojca (?-1406) i Gniewosza z Dalewic – syna (?-1445), Hińczę z Rogowa herbu Działosza, który żył na przełomie XIV i XV wieku, Żelisława Złotorękiego (?-1123) i wielu innych, którzy swoją odwagą przynieśli chlubę swoim rodom i ojczyźnie. Niemniej do dziś najbardziej znanym polskim rycerzem jest bez wątpienia Zawisza Czarny z Garbowa (w Sandomierskiem) herbu Sulima (ok. 1370-1428) pochodzący ze średniozamożnego rodu szlacheckiego. Imię Zawiszy Czarnego weszło do polskiej tradycji narodowej jako symbol honoru i uczciwości. Podczas swojego życia rycerz zdobył wielkie uznanie całego ówczesnego świata chrześcijańskiego.  

Zanim jednak Zawisza Czarny doszedł do mistrzostwa w rycerskim kunszcie i zanim jeszcze zrozumiał czym tak naprawdę jest honor, musiał przejść standardowe szkolenie, którego celem było przygotowanie go do stanu rycerskiego. Szkolenie obejmowało naukę zasad walki pieszej i konnej, a także sztuki wojennej. Przyszły rycerz poznawał również reguły wiary katolickiej, której – już po pasowaniu na rycerza – miał bronić z narażeniem życia. Opanował też łacinę, język niemiecki, a potem węgierski. Żołnierska zręczność oraz liczne cnoty ducha sprawiły, że bardzo szybko sławę przyniosły mu zwycięstwa w wielu europejskich turniejach. Zawiszę Czarnego charakteryzowała również niezwykła mądrość, dzięki której stał się nieoficjalnym dyplomatą, monarszym doradcą i generalnie uznawano go za człowieka godnego zaufania i przyjaźni. Bliskie relacje łączyły go z możnowładcami, a nawet królami.

W czasie swojej służby na książęcych oraz królewskich dworach posiadł wiedzę i umiejętności, które potem stały się kluczowe w walce na bitewnym polu i które przyniosły mu sławę, a także sprawiły, że jego imię na wieki zapisało się w historii. Zawisza Czarny związany był z dworem władcy Niemiec i Węgier, czyli z Zygmuntem Luksemburskim (1368-1437). Niemniej po jakimś czasie rycerz porzucił służbę u Luksemburczyka, ponieważ zapragnął zasilić szeregi wojsk polsko-litewskich w wojnie z Zakonem Krzyżackim. W bitwie pod Grunwaldem Zawisza Czarny pełnił służbę przy chorągwi krakowskiej u boku niejakiego Marcina z Wrocimowic (?-1442). Był tam tak zwanym rycerzem przedchorągiewnym chorągwi krakowskiej.

W swoich Kronikach imię Zawiszy Czarnego wymienia Jan Długosz (1415-1480), uważając go za najznamienitszego polskiego rycerza. Już po śmierci rycerza kronikarz napisał o nim tak:

Nie tylko w tej bitwie, w której pojmany zginął, ale we wszystkich wyprawach okazywał się rycerzem dzielnym i znakomitym, słynął odwagą i wielkimi czynami, w których nikt mu nie dorównywał. Był zaś w mowie słodki i ujmujący, tak że nie tylko ludzi zacnych i szlachetnych, ale barbarzyńców nawet swoją uprzejmością zniewalał. Miał przede wszystkim ten rzadki w sobie przymiot, że jak w bitwie najśmielszy zapał, tak w radzie najumiarkowańszą okazywał rozwagę. Godzien za swe bohaterskie dzieła nie moich słabych, ale i Homera samego pochwał.”
 
Z kolei po zwycięskiej bitwie pod Grunwaldem (15 lipca 1410 roku), Zawisza Czarny wyruszył w drogę pod Koronowo, gdzie wziął udział w kolejnej bitwie, w której ponownie pokazał swoje męstwo i niezwykłą odwagę. Dziwić może fakt, iż pomimo tak znaczących osiągnięć, rycerz nigdy nie pełnił jakichś ważnych, oficjalnych funkcji państwowych. Chociaż jego sława wykraczała poza granice Polski i mówiono o nim na dworach ówczesnych europejskich władców, z których niektórzy wręcz zabiegali o to, aby Zawisza Czarny przeszedł do ich służby, to jednak żaden państwowy urząd nigdy nie przypadł mu w udziale. Europejscy monarchowie kusili Zawiszę Czarnego obietnicami wielkich nagród i przywilejów. Wygląda jednak na to, że nasz rycerz przekupny nie był i do końca pozostał wierny swojej ojczyźnie, za którą oddał życie.

Ostatnią walkę Zawisza Czarny stoczył w bitwie pod Gołąbcem. Jego śmierć była niezwykle okrutna, ale rycerz zapewne liczył się z taką ewentualnością, wyruszając w bój i walcząc z tureckimi wojskami. Po śmierci Wielkiego Rycerza król Zygmunt Luksemburski napisał:

Wojsko utraciło w nim najlepszego dowódcę. Zaiste całemu światu wiadomym jest, iż tenże Zawisza był rycerzem najdzielniejszym, w broni najbardziej doświadczonym, w działaniu najprzezorniejszym, zaś w wierności i poświęceniu najszczerszym.”

To właśnie powyższe słowa stanowią dowód na to, iż pamięć o Zawiszy Czarnym oraz jego niezwykłych czynach znana była w całym ówczesnym świecie. Z kolei jego odwaga i męstwo stanowiły przykład dla wielu młodych rycerzy, w tym także dla synów Zawiszy Czarnego, którzy potem przyłączyli się do wojsk Władysława III Warneńczyka (1424-1444) i wraz z młodym, polskim królem ruszyli na Warnę, aby pomścić śmierć ojca.

Zawisza Czarny 
(fragment obrazu Bitwa pod Grunwaldem)
autor: Jan Matejko (1838-1893)
Karol Bunsch tak naprawdę niewiele pisze o Zawiszy Czarnym, ponieważ wbrew pozorom nie ma zbyt wielu informacji na temat tego wyjątkowego rycerza. A przynajmniej nie było ich wtedy, gdy powstawała niniejsza książka, czyli w 1959 roku. Autor swoją opowieść rozpoczyna już po śmierci Zawiszy Czarnego. Polską rządzi Władysław II Jagiełło (ok. 1362-1434). Jest listopad 1428 roku i w krakowskim kościele franciszkanów ma odbyć się symboliczny pogrzeb rycerza. Kanonik katedralny i królewski sekretarz Adam Świnka z Zielonej (?-ok. 1434) proszony jest o wygłoszenie mowy pożegnalnej na cześć Zawiszy Czarnego. Niestety, biskup krakowski Zbigniew Oleśnicki (1389-1455) podaje w wątpliwość nieskazitelność Wielkiego Rycerza. Co zatem powinien zrobić Adam Świnka? Czy na przekór wszystkiemu wygłosić peany na cześć Zawiszy, czy może zamilknąć, bo przecież o zmarłych można mówić tylko dobrze albo wcale? Jak się okazuje Adam Świnka nie poddaje się i zaczyna badać życie Zawiszy Czarnego. Dociera więc do ludzi, którzy go znali i mogą coś więcej o nim powiedzieć. W trakcie tych rozmów kanonik weryfikuje niektóre fakty, a niekiedy dowiaduje się rzeczy, o których nie miał pojęcia.

O Zawiszy Czarnym opowieść to historia bardzo krótka z uwagi na brak wystarczających materiałów źródłowych. Niemniej – jak każda gawęda, która wyszła spod pióra Karola Bunscha – warta jest przeczytania. Przynajmniej w moim przekonaniu. Ponieważ już kilkakrotnie rozwodziłam się nad niezwykłym talentem pisarskim Autora, nie będę w nieskończoność powielać swojej opinii. Dla mnie Karol Bunsch był wyjątkowym pisarzem i tak już pozostanie. Przejdźmy zatem do drugiej opowieści, którą znajdziemy w tej samej książce. Tym razem będzie to historia bitwy pod Warną, w której życie stracił młodziutki i niedoświadczony Władysław III Warneńczyk z dynastii Jagiellonów. Zanim jednak skupię się na samej bitwie, pozwolę sobie nakreślić portret władcy Polski, Węgier i Chorwacji. 

Władysław III Warneńczyk był synem Władysława II Jagiełły i jego żony Zofii Holszańskiej (ok. 1405-1461). W dniu 25 lipca 1434 roku dziesięcioletni Władysław został wybrany na króla Polski oraz Wielkiego Księcia Litwy i przybrał imię Władysława III. Z kolei dnia 8 marca 1438 roku został ogłoszony prawowitym władcą, natomiast królem Węgier i Chorwacji został 17 czerwca 1440 roku, przyjmując imię Władysława I. Późniejszy Warneńczyk (przydomek otrzymał pośmiertnie) przyszedł na świat w chwili, gdy praktycznie tracono już nadzieję na to, że stary Jagiełło doczeka się męskiego potomka. Zofia Holszańska urodziła syna, kiedy liczyła sobie ledwo osiemnaście wiosen. Można sobie jedynie wyobrazić jaka radość musiała zapanować nie tylko na królewskim dworze, ale przede wszystkim w sercu sędziwego Władysława II Jagiełły, który cały dzień po narodzinach syna spędził w kościele na dziękczynnych modlitwach. Bóg jednak był dla króla łaskawy, bo już trzy lata później obdarzył go kolejnym synem – Kazimierzem, którego znamy jako Kazimierza IV Jagiellończyka (1427-1492).

Władysław III Warneńczyk 
autor: Jan Matejko
Uroczysty chrzest małego królewicza odbył się oczywiście w Krakowie, zaś ojcem chrzestnym został sam papież Marcin V (1369-1431). Źródła historyczne raczej skąpe są w informacje dotyczące osobowości Warneńczyka, ponieważ żył zbyt krótko, aby móc pokazać swój prawdziwy charakter już jako w pełni dorosły mężczyzna. Najprawdopodobniej był podatny na wpływy, natomiast kiedy na horyzoncie pojawiła się możliwość objęcia samodzielnej władzy, wówczas jego brak doświadczenia spowodował, że źle oceniał zaistniałe sytuacje, co skończyło się dla niego tragicznie. Nie można jednak odmówić młodemu Władysławowi odwagi oraz duszy pełnej rycerskich ideałów. Z opowieści Karola Bunscha wynika, że był skromnym i miłym młodzieńcem, choć niezbyt urodziwym. Nigdy się nie ożenił, choć planowano dla niego małżeństwo z Elżbietą Luksemburską (1409-1442). Pojawiają się natomiast informacje o tym, że Władysław mógł być gejem, ponieważ znacznie bardziej wolał towarzystwo mężczyzn niż kobiet. W dodatku wspomniany już wyżej Jan Długosz, który znał Warneńczyka osobiście, jak również utrzymywał częsty kontakt z ludźmi z otoczenia króla, w swojej Kronice napisał:

„[…] Jagiellończyk skłonny do rozkoszy męskich, ani w czasie pierwszej wyprawy przeciw Turkom, ani w czasie tej drugiej, którą wtedy prowadził, gdy szalała wojna, gdy naokoło panował strach i było mnóstwo wrogów przy garstce jego wojska, kiedy należało przebłagać miłosierdzie Boże i pozyskać je sobie, on, nie zważając zupełnie na własne niebezpieczeństwo i na zagrożenie całego wojska, nie porzucał swych, przeciwnych czystości, wstrętnych rozkoszy.”

Z drugiej strony jednak zadajmy sobie pytanie, czy na podstawie tych słów faktycznie można wnioskować, że Władysław miał skłonności homoseksualne? Być może pisząc o „męskich rozkoszach” Jan Długosz wcale nie miał na myśli łóżkowych ekscesów młodego króla. Może kronikarzowi chodziło o typowe męskie zabawy, jak wyprawianie uczt mocno zakrapianych alkoholem czy polowania, na które wybierał się w towarzystwie mężczyzn? Może król skory był do jakichś sprośnych żartów, które najlepiej wychodziły mu właśnie w otoczeniu mężczyzn? Fakt, że Władysław unikał kobiet też nie świadczy o tym, iż był homoseksualistą. Przecież był młody i być może tak bardzo nieśmiały wobec niewiast, że pewniej czuł się w gronie swoich męskich kompanów. Pamiętajmy, że w średniowieczu Kościół piętnował wiele czynów, które nazywał „nieczystymi” i nie zawsze duchownym chodziło o sprawy łóżkowe. Oczywiście prawdy na ten temat już nigdy się nie dowiemy. Monarcha żył zbyt krótko, aby pokazać swój naturalny styl życia. Wiadomo natomiast, że potomka po sobie nie zostawił.

Kardynał Zbigniew Oleśnicki 
autor: Jan Bąkowski (1872-1934)
Jeszcze za swojego życia Władysław Jagiełło zapewnił synowi dziedziczenie tronu. Otóż po śmierci starego króla, biskup krakowski Zbigniew Oleśnicki czynił starania zmierzające do błyskawicznej koronacji księcia. Jego argumenty były dość mocne, ponieważ mówił o ewentualnej anarchii i możliwości wybuchu wojny domowej. W rzeczywistości jednak lękał się utraty swojej pozycji na dworze. I tak oto grupa możnowładców, na której czele stanął Spytko III z Melsztyna (1398-1439), nie wyraziła zgody na dokonanie koronacji bez uprzedniej elekcji. Wielmoże byli także przeciwni wszechwładnej władzy samego biskupa krakowskiego. To wszystko doprowadziło do tego, że rozpętała się otwarta wojna domowa, którą wywołała konfederacja utworzona przez wspomnianego już Spytka III z Melsztyna. Konfederacja ta posługiwała się hasłami, które za życia głosił czeski duchowny – prekursor protestantyzmu – Jan Hus (1370-1415). Trzeba dodać, że Kościół Katolicki skazał Jana Husa na śmierć przez spalenie na stosie za głoszone przez niego herezje. Bunt konfederacji zakończył się jednak klęską pod Grotnikami w 1439 roku. Wtedy też książę Władysław został oficjalnie koronowany na króla w katedrze na Wawelu i przysiągł, iż dotrzyma wszelkich praw oraz przywilejów szlacheckich.  

Ponieważ władca wciąż był niepełnoletni, władzę w poszczególnych prowincjach dzierżyli jego namiestnicy, zaś właściwym regentem był sam Zbigniew Oleśnicki. Można zatem śmiało rzec, że Władysław był królem tylko na papierze, gdyż większość decyzji podejmowano za jego plecami. W tym samym czasie przed Jagiellonami pojawiły się również możliwości działania w Europie Środkowej. Czescy zwolennicy Jana Husa zaproponowali bowiem tron bratu polskiego króla – Kazimierzowi, lecz biskup Oleśnicki nie zgodził się na taki wariant. Z kolei z ogromnym zainteresowaniem spotkała się ewentualność objęcia tronu w Budzie na Węgrzech. Zgon Albrechta II Habsburga (1397-1439) dał sposobność do zawarcia unii polsko-węgierskiej. Niemniej przeszkodą w toczonych zawzięcie rozmowach stała się brzemienna wdowa po Albrechcie Habsburgu, a była nią królowa Elżbieta. Ostatecznie złamano opór królowej, która wyraziła zgodę na małżeństwo z polskim królem. Władysław raczej nie był skory do ślubu, ponieważ Elżbieta była od niego sporo starsza.

Elżbieta Luksemburska po urodzeniu syna, próbowała nie dopuścić do przybycia Władysława na Węgry. Niemniej polski król zdobył Budę w 1440 roku i koronował się na króla Węgier. W konsekwencji doszło do otwartej wojny domowej, która trwała dwa lata. Zakończyła ją mediacja z udziałem papieskiego legata, który skłonił młodocianego władcę do podjęcia krucjaty antytureckiej. I tak oto w latach 1442-1443 węgierska armia pod dowództwem Jánosa (Jana) Hunyadego (ok. 1387-1456) odparła turecki atak i odniosła zwycięstwo. Na Węgrzech zderzyły się poglądy zarówno zwolenników, jak i przeciwników wojny domowej. Z kolei sejm podjął decyzję o rozpoczęciu kampanii zbrojnej przeciwko Turcji, zaś król Władysław złożył w tej sprawie uroczystą przysięgę. Niestety, na tę wyprawę nie przyznano żadnych środków finansowych, natomiast monarcha zmuszony był polegać na oddziałach Jánosa Hunyadego oraz innych magnatów. Liczył na ich pieniądze, podczas gdy jakakolwiek zagraniczna pomoc stała się niepewna, o ile wręcz niemożliwa.

Władysław III podczas bitwy  pod Warną
(fragment obrazu z 1879 roku)
autor: Jan Matejko
Chociaż Władysław III Warneńczyk złożył przysięgę, to jednak z rozpoczęciem wojny zwlekał. Możliwe, że gdzieś w głębi duszy czuł strach i był świadomy swojego braku doświadczenia. Wysłał zatem delegację do tureckiego sułtana przebywającego w Adrianopolu, co dało początek rozmowom na temat ewentualnego pokoju z Turkami. Ostatecznie na dziesięć lat zawarto ugodę w Szegedynie, która była niezwykle korzystna zarówno dla samych Węgier, jak i dla chrześcijaństwa. Z kolei król Władysław dokonał uroczystego zaprzysiężenia i ratyfikacji umowy zawartej z tureckim sułtanem. Niestety, już po trzech dniach cesarski legat przekonał króla, aby ten jednak wznowił wojnę. I tak oto pokój został zerwany, a wyprawa rozpoczęta. Na czele wojska stanął dwudziestoletni młodzian pozbawiony jakiegokolwiek doświadczenia w boju. W efekcie rzeczywistym dowódcą był doskonały wódz János Hunyady, natomiast armia węgierska, która liczyła dwadzieścia tysięcy rycerzy i była wspierana przez polskich ochotników, ruszyła w kierunku dość nieudolnie bronionej stolicy Turcji.

W cieśninach czekała już flota papiesko-wenecka. Niestety, Genueńczycy przewieźli na swych galerach sułtańską armię i już niebawem sześćdziesięciotysięczne wojsko tureckie znalazło się na przedpolach Warny. Węgrzy zostali okrążeni. To był listopad 1444 roku. W wyniku zaciętej narady podjęto decyzję dotyczącą przeprowadzenia bitwy na otwartym polu. Na początku szala zwycięstwa przechylała się na stronę Węgrów, lecz nagle stała się rzecz niewyobrażalna. Młody król Władysław, stojąc na czele oddziału składającego się z pięciuset jeźdźców, zupełnie niespodziewanie uderzył na główny trzon tureckiej armii znajdującej się w pobliżu samego sułtana. Praktycznie natychmiast polski król otoczony został przez janczarów (turecka piechota). Wtedy też koń króla został zabity, a młodemu władcy wróg ściął głowę. Wojska węgierskie ogarnęła istna histeria. Rycerze zaczęli uciekać z pola bitwy. Straty po obydwu stronach były naprawdę niewyobrażalne. Życie straciło kilka tysięcy Turków. Zginął papieski legat – Giuliano (Julian) Cesarini (1398-1444), zaś niedobitki węgierskiej armii jakimś cudem uratował János Hunyady. Ciała Warneńczyka nigdy nie odnaleziono, dlatego też zaczęły pojawiać się liczne teorie, jakoby król jednak przeżył. Łudzono się nadzieją, że może faktycznie udało mu się uciec i uratować życie. Jak zawsze w takich okolicznościach, tak i wtedy, zaczęli wyrastać niczym grzyby po deszczu mężczyźni, którzy podawali się za Władysława III Warneńczyka. Prawda jednak była taka, że to Turcy odnieśli zwycięstwo, natomiast Polacy pozostali bez władcy na długie trzy lata, gdyż dopiero po tym okresie z przyczyn politycznych Kazimierz IV Jagiellończyk mógł odziedziczyć tron po zmordowanym bracie.

Władysław III Warneńczyk
Portret powstał w latach 1768-1771.
autor: Marcello Bacciarelli (1731-1818)
Pewna portugalska legenda mówi nawet, że Władysław III Warneńczyk przeżył rzeź pod Warną. Skoro ciała nie odnaleziono, to trzeba było wymyśleć jakieś wytłumaczenie tej sytuacji. Mówiono zatem, że król zbiegł z pola bitwy i jako Henrique Alemao (Henryk Niemiec) osiedlił się na Maderze w posiadłości, którą rzekomo miał mu podarować książę Henryk Żeglarz (1394-1460) – trzeci syn króla Portugalii – Jana I Dobrego (1357-1433) i Filipy Lancaster (1360-1415). W Portugalii Władysław miał się ożenić, doczekać syna, a potem w wieku czterdziestu lat zginąć na morzu. Z kolei rzekomym synem Warneńczyka miał być sam Krzysztof Kolumb (1451-1506). Obecnie większość historyków skłania się ku teorii, iż Władysław III Warneńczyk nie przeżył bitwy pod Warną, zaś jako dowód podają zapis niejakiego Chodży Effendiego odnoszący się do faktu przesłania tureckiemu sułtanowi głowy polskiego króla.

Janczar imieniem Kodża Chazer dzielnym natarciem ranił mu konia, zwalił na ziemię wychowańca piekła, uciął nikczemną głowę i przynosząc ją padyszachowi, pochwały, względy i hojną nagrodę osiągnął. Głowa nieszczęsnego króla posłaną została do Brussy, przedtem stolicy państwa, aby na widok pospolitego ludu była tam wystawiona. Dla zachowania od zepsucia w miodzie była zatopiona.”

Chociaż Władysław III Warneńczyk na tronie zasiadał tylko dziesięć lat i odszedł w bardzo młodym wieku, to jednak nie ma zgodności co do oceny jego postaci. Potwierdzone fakty historyczne przeplatają się z legendą i dlatego trudno jest jednoznacznie ocenić postępowanie króla. Z jednej strony widzimy Władysława jako niedojrzałego młodzieńca, który żyje pod wpływami potężnego biskupa krakowskiego Zbigniewa Oleśnickiego, a także wojewody Jánosa Hunyadego oraz papieskiego legata Giuliano Cesariniego. Król oskarżany jest także o krzywoprzysięstwo, ponieważ zerwał rozjem z Turcją i wyprawił się na Warnę. Z drugiej strony jednak są też i tacy, którzy w młodym Władysławie widzą szlachetnego monarchę i ostatniego krzyżowca, który do ostatniej kropli krwi bronił wiary i europejskiej cywilizacji. Dla nich był po prostu królem bez najmniejszej skazy. Prawdą jest, że Władysław III Warneńczyk to postać tragiczna, która na kartach historii Polski i Węgier zapisała się wielkimi literami, choć może nie zawsze o nim pamiętamy.

Symboliczny grobowiec
Władysława III Warneńczyka
w miejscu, gdzie w 1444 roku 
rozegrała się bitwa .
W jaki sposób zatem króla przedstawia Karol Bunsch? Na pewno nie widzi w nim homoseksualisty. Możliwe, że taki obraz ma swoje źródło w tym, iż książka napisana została w zupełnie innych czasach. W czasach, kiedy wiele publikacji było zakazanych i wycofywanych z księgarń oraz bibliotek. Zdaniem władz komunistycznych nie wszystkie tematy nadawały się do publikacji i dlatego były cenzurowane. Bardzo prawdopodobne zatem, iż przedstawienie Władysława jako geja poważnie kłóciłoby się z systemem komunistycznym, a sam Karol Bunsch nie mógłby takiej książki wydać w żadnym wydawnictwie. Dlatego też pokazał Warneńczyka jako młodzieńca tęskniącego do kobiety i żałującego, że być może nigdy nie będzie mu dane kochać niewiasty.

Dla mnie Władysław III Warneńczyk okazał się królem, którego zwyczajnie było mi żal. Poczułam współczucie dla tego niedoświadczonego i nieśmiałego władcy, który pomimo szczerych chęci nie potrafił zmierzyć się z otaczającą go rzeczywistością. Praktycznie więcej było w nim z dziecka, niż z dorosłego mężczyzny. W dodatku bezustannie głowę zawracał mu brat Kazimierz, który pozostał w Polsce i załatwiał tutaj swoje interesy. Sam nie mógł podejmować wszystkich decyzji, więc często posyłał na Węgry swoich posłańców, aby uzyskać pomoc króla. Pomimo że Karol Bunsch jest oszczędny w informacjach na temat Władysława III Warneńczyka, a znacznie więcej miejsca poświęca tym, którzy go otaczają i oczywiście kulisom bitwy pod Warną, to jednak pomiędzy wierszami można naprawdę wiele wyczytać i wyrobić sobie własne zdanie odnośnie króla.

Podsumowując można stwierdzić, że zarówno Zawisza Czarny, jak i Władysław III Warneńczyk mogą podać sobie ręce i stanąć w jednym szeregu. Obydwie postacie są tak samo tragiczne, choć różni je doświadczenie w boju. Zawisza Czarny oddał życie świadomie, natomiast Władysław Warneńczyk postąpił lekkomyślnie, zupełnie nieoczekiwanie uderzając na wroga i płacąc za to najwyższą cenę. Na koniec chciałam dodać, że tekst, który przeczytaliście nie jest recenzją książki. Jest to bardziej artykuł, który napisałam zainspirowana powieścią Karola Bunscha.