Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

sobota, 11 kwietnia 2015

Karol Bunsch – „Wawelskie Wzgórze” # 11















Wydawnictwo: WYDAWNICTWO LITERACKIE
Kraków 1969
Seria: Powieści Piastowskie




W 1304 roku z wygnania Władysław I Łokietek wrócił do Polski przy wojskowej pomocy węgierskiej. Oparcie zdobył najpierw w ziemi sandomierskiej, gdzie najprawdopodobniej przygotowywał sobie jakieś punkty oporu i uzupełnił swoją siłę zbrojną po części miejscowym rycerstwem, a po części wieśniaczą ludnością. Tak przynajmniej głosi tradycja. Kolejnym etapem jego rewindykacyjnej akcji były ziemie sieradzka i łęczycka. Miał tutaj z całą pewnością wielu zwolenników, lecz dopiero śmierć Wacława II (1271-1305) pozwoliła mu na pełne zawładnięcie tą częścią ojcowizny. Bunt rycerstwa, który wywiązał się w dzielnicy brzesko-kujawskiej, a skierowany był przeciwko władzy czeskiej, otworzył Władysławowi Łokietkowi drogę do księstwa, z którym był związany najwcześniej i najdłużej. Zwykle przyjmuje się, iż jeszcze przed śmiercią Wacława III (1289-1306) zawładnął Krakowem. Niemniej jednak, niektóre źródła historyczne podają, że mogło się to stać dopiero po zgonie Wacława III, podobnie jak zajęcie Pomorza Gdańskiego, które Władysław Łokietek opanował bez większych trudności i obsadził je wiernymi sobie ludźmi, a to z kolei miało ogromne znaczenie wobec roszczeń do niego ze strony Brandenburgii. W Gdańsku Łokietek osadził, jako kasztelana, oddanego sobie Boguszę, natomiast w Tczewie swojego bratanka – księcia Kujaw inowrocławskich – Kazimierza, zaś w Świeciu jego brata – Przemysła. Jeśli chodzi o Wielkopolskę, to nie udało się Władysławowi Łokietkowi opanować jej od razu, pomimo przychylnych dla niego nastrojów, jakie panowały w południowo-wschodniej części dzielnicy, ponieważ jako rywal wystąpił tutaj Henryk III głogowski (1251 lub 1260-1309), który uzyskał poparcie w miastach, a było to poparcie również biskupa poznańskiego i znacznej części możnowładztwa.

Umocnienie przez Władysława I Łokietka jego władzy w podbitych dzielnicach okazało się niezwykle trudne. W Krakowie natrafił bowiem na opór zniemczonego biskupa – Jana Muskaty (ok.1250-1320) – który był ściśle związany z czeskim dworem, gdyż przez pewien czas sprawował urząd małopolskiego starosty z ramienia Wacława II. Tak więc Łokietek zmuszony był zdobywać zamki należące do Muskaty, a znajdujące się w Lipowcu i Bieczu. Po pokonaniu bez wątpienia tego potężnego przeciwnika, zwrócił mu jego siedziby, zaś krakowskiemu biskupstwu nadał rozległy przywilej. Niemniej jednak, ten gest wcale biskupa nie ułagodził. Doszło bowiem do kolejnych sporów, a wtedy arcybiskup Jakub Świnka (?-1314), nawiązując do wcześniejszej niesubordynacji Jana Muskaty wobec Gniezna, wytoczył mu proces kanoniczny, w którym biskupowi zarzucono między innymi dokonanie szeregu okrucieństw, gwałtów oraz nadużyć. Jakub Świnka nałożył więc na Jana Muskatę ekskomunikę i zawiesił w czynnościach duchownych. Z kolei przebywającemu we Wrocławiu biskupowi, Władysław Łokietek zagwarantował bezpieczny powrót do Krakowa, lecz gdy ten udał się tam, wówczas uwięził go i zmusił do posłuszeństwa. W tej niekorzystnej dla Muskaty sytuacji w obronę wziął go papieski legat – Gentilis, który rozpatrzył zasadność wyroku wydanego przez Jakuba Świnkę. W konsekwencji legat rzucił na Łokietka klątwę, a jego rządy obłożył interdyktem.

Władysław I Łokietek (1260/1261-1333)
Na przełomie 1311 i 1312 roku mieszczaństwo niemieckie Krakowa pod wodzą wójta Alberta podniosło bunt przeciwko Władysławowi Łokietkowi. Opowiedzieli się oni po stronie nowego władcy Czech, którym został wówczas Jan Luksemburski (1296-1346), zwany również „Ślepym”, który wraz z czeskim tronem przejął także od dynastii Przemyślidów prawo do polskiej korony. W imieniu Jana na pomoc zbuntowanemu Krakowowi pośpieszył opolski książę Bolko (pomiędzy 1254 a 1258-1313). W rezultacie bunt został zażegnany, zaś książę Bolko wraz z wójtem Albertem opuścili miasto, które spotkało się z surowymi represjami. Ograniczono wpływ niemczyzny, skasowano również dziedziczne wójtostwo na rzecz wójtów mianowanych przez władcę, natomiast podniesiono rolę rady miejskiej.

W czasie, gdy w Małopolsce zajmowano się sprawą Jana Muskaty, niezwykle istotne wydarzenia rozegrały się na północy kraju. Chodziło o to, iż z pretensjami do Pomorza Gdańskiego wystąpili czynnie Brandenburczycy, którzy już na przełomie XIII i XIV wieku opanowali nadnoteckie grody – Drezdenko i Santok – oraz graniczące z Pomorzem Gdańskim tereny pomiędzy Notecią a Drawą. Dzielnicę pomorską przyrzekli im Wacław II i Wacław III, a teraz znaleźli oparcie w potężnym rodzie Święców, w którego rękach za Wacławów czeskich znajdowała się władza namiestnicza na Pomorzu, a którzy w znacznym stopniu utracili swoje wpływy po 1306 roku. Tak więc w 1308 roku Brandenburczycy rozpoczęli podbój Pomorza. Kiedy przy pomocy niemieckiego mieszczaństwa opanowali Gdańsk, Władysław Łokietek znalazł się w naprawdę trudnej sytuacji w Małopolsce. Wówczas za zgodą księcia zdecydowano się poprosić o pomoc Krzyżaków, którzy odebrali Brandenburczykom Gdańsk, lecz nie zwrócili go prawowitemu władcy. Co więcej, Krzyżacy dokonali brutalnej rzezi wśród polskiego rycerstwa i przypuszczalnie również wśród jego rodzin, a następnie przystąpili do podboju pomorskiej dzielnicy. Zdobyli więc grody w Tczewie i Świeciu, wypierając stamtąd książąt kujawskich – Kazimierza i Przemysła. W 1309 roku całe Pomorze Gdańskie znajdowało się już w rękach Krzyżaków. Niestety, zawiodły próby pokojowej rewindykacji, a Krzyżacy poczuli się na tyle pewni w swoich nadbałtyckich zamkach, że ich wielki mistrz, który do tej pory na stałe rezydował w Wenecji, przeniósł się do Malborka. Prawa, czy też roszczenia Brandenburczyków do Pomorza zostały przez Krzyżaków wykupione.

Wobec utraty Pomorza Gdańskiego przed Władysławem Łokietkiem stanęło niezwykle pilne zadanie rewindykowania Wielkopolski. Rządy Henryka głogowskiego nie były na tym terenie zbyt popularne, ale mimo to książę zdołał utrzymać pokój i wewnętrzny porządek. W 1309 roku, gdy Henryk oddał ducha Bogu, pozostawiając pięciu młodocianych i nieletnich synów, którzy nadmiernie sprzyjali Niemcom, poważnie wzrosło niezadowolenie znacznej części możnowładztwa oraz wyższego duchowieństwa. Nieprzyjazne nastroje wobec głogowczyków spotęgowały się, gdy na rzecz Brandenburgii zrzekli się oni swoich potencjalnych roszczeń do Pomorza. Niedługo doszło również do zbrojnych buntów przeciwko ich władzy. Władysław Łokietek zajęty swoimi sprawami na południu kraju, nie był w stanie natychmiast przystąpić do podboju Wielkopolski. Zdołał tego dokonać dopiero w latach 1313-1314, kiedy stłumił między innymi podobny do krakowskiego bunt Przemka – wójta poznańskiego, który był zagorzałym stronnikiem synów Henryka głogowskiego.

Ucieczka Władysława Łokietka
z Krakowa w czasie zdobywania 
miasta przez Henryka Probusa
Autor: Aleksander Lesser (1814-1884)
To tyle, jeśli chodzi o tło historyczne kolejnej części Piastowskiego cyklu Karola Bunscha. Wawelskie Wzgórze stanowi tak naprawdę pierwszy z trzech tomów historii rozgrywającej się za czasów panowania Władysława Łokietka, zwanego przez Autora „Włodzisławem”. Oczywiście tego imienia też mało kto używał, gdyż wszyscy nazywali księcia po prostu „Łokietkiem”, co miało charakter prześmiewczy. Oprócz autentycznych postaci historycznych, na kartach książki czytelnik spotyka także bohaterów fikcyjnych, którzy w mniejszym lub większym stopniu są związani z dworem Władysława Łokietka i jego polityką. Są to przede wszystkim rycerze, którzy ochoczo wyruszają na coraz to nowe wojny, ale nie brak również zdrajców. Karol Bunsch – jak zawsze zresztą – doskonale połączył wydarzenia historyczne z fikcyjnymi. W fabułę powieści wplótł tajemnicę, która niejako ściga przez życie młodzieńca o imieniu Krzych, tym samym krzyżując mu ważne życiowe plany.

Pomiędzy poszczególnymi bohaterami nawiązują się sympatie, a nawet silne więzi przyjaźni. Nie brak też wątku miłosnego, który skupia się na wspomnianym wyżej Krzychu. Nie ma się co dziwić. W końcu młodzieniec jest niezwykle urodziwy, więc i niewiasty podążają za nim spojrzeniem. W książce nie brak także scen batalistycznych. Rzeź na Pomorzu przedstawiona jest naprawdę doskonale. Tym, co zwróciło moją uwagę i bardzo mi się spodobało jest fakt, iż Karol Bunsch nie szczędził na wyeksponowaniu postaci księcia Władysława Łokietka. Nie o wszystkich częściach cyklu można tak powiedzieć, ponieważ w niektórych osoba rządzącego aktualnie władcy pojawia się gdzieś w tle. Tutaj jest zupełnie inaczej, co bardzo cieszy.

Specyfika tej powieści, jak i pozostałych, polega głównie na tym, iż Autor stara się jak najdokładniej oddać realia polskiego średniowiecza i panowania dynastii Piastów. Przejawia się to nie tylko w samym klimacie książek, ale przede wszystkim w języku, jakim są one pisane. Wspominam o tym za każdym razem, kiedy piszę o kolejnym tomie, ponieważ dzisiaj już takich powieści po prostu nikt nie pisze. Używany jest język współczesny, co wcale nie oznacza, że jest to wadą. Zwyczajnie zmieniły się czasy i styl tworzenia literatury.


Władysław Łokietek na wygnaniu
Autor: Wojciech Gerson (1831-1901)

Jaki zatem jest ten Włodzisław Łokietek przedstawiony przez Karola Bunscha? Otóż, nie wiem, jak jego charakter będzie wyglądał w kolejnych dwóch tomach, ale w Wawelskim Wzgórzu jest on księciem, po którym raczej nie widać srogości i bezwzględności. Owszem, są sytuacje, w których Władysław musi podjąć jakieś drastyczne w skutkach decyzje, ale generalnie jest księciem łagodnym. Nawet zdrajcom wybacza.

Bardzo dużo miejsca Autor poświęca konfliktowi pomiędzy Łokietkiem a biskupem Muskatą. W ten spór zamieszane są nawet postacie fikcyjne, co tylko podnosi walor całej historii. Kwestia Pomorza Gdańskiego również jest wyraźnie wyeksponowana. Podobnie dzieje się w przypadku krakowskiego buntu. Tak więc jeśli chodzi o dokładność historyczną, to książce naprawdę nie można niczego złego zarzucić. Nie wiem też, czy można mówić o jakichkolwiek innych wadach. To jest po prostu klasyka, szkoda tylko że powoli zapominana. Marzę o wznowieniu całego cyklu, ale wydaje mi się, że to są raczej płonne nadzieje, ponieważ dziś wydawnictwa skupiają się bardziej na pisarzach żyjących albo tych dziewiętnastowiecznych, natomiast dzieła autorów tworzących w PRL-u są omijane. Tak czy inaczej, polecam konsekwentnie cały cykl Piastowski, bo naprawdę warto go przeczytać. Szczególnie powinien on być obowiązkową lekturą dla czytelników, którzy fanatycznie interesują się historią Polski. 



_______________________

* Część tekstu dotycząca historii powstała w oparciu o następującą publikację: 
Jerzy Wyrozumski, Historia Polski do roku 1505, Wyd. PWN, Warszawa 1984. 




2 komentarze:

  1. Dość dawno temu czytałam książki Bunscha, ale pamiętam swój podziw dla jego pisarstwa i wierności prawdzie historycznej. Niestety, podzielam Twoją obawę, że raczej nie doczekamy się nowego wydania (choć może jesteśmy zbytnimi pesymistkami, w końcu całkiem niedawno wyszły "Lubonie" Kraszewskiego:), na szczęście są jeszcze biblioteki. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja dopiero poznaję twórczość Bunscha, bo jakoś w młodych latach na niego nie trafiłam. Czytałam wtedy inną literaturę. Nie zachwycałam się tak bardzo historią, jak teraz, więc i Bunscha nie znałam. Książki mam oczywiście z biblioteki, bo kupić nie jest łatwo. Niestety, brakuje w bibliotece dwóch tomów cyklu o Piastach i na razie nie mam pojęcia, skąd je wziąć. Mam w planie przecztać też pozostałe powieści Bunscha. Co do Kraszewskiego, to wciąż sobie obiecuję, że się za niego zabiorę, ale czasu brak, a ciekawych lektur tak dużo. Kiedyś, w latach szkolnych, czytałam powieść o Zygmuncie Auguście. Nie pamiętam tytułu, ale wiem, że bardzo mnie wciągnęła ta książka. Wiesz, gdybym miała swoje wydawnictwo, to robiłabym wznowienia klasyki. :-)

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.