Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

niedziela, 26 kwietnia 2015

Catrin Collier – „Carski smok”












Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I S-KA
Warszawa 2014
Tytuł oryginału: The Tsar’s Dragons
Przekład: Magda Witkowska





Obecnie ukraiński Donieck kojarzy nam się przede wszystkim z konfliktem rosyjsko-ukraińskim, w który pośrednio zamieszane są także inne kraje świata popierające Ukraińców i nakładające coraz to nowe sankcje gospodarcze na Rosję. Zapewne niewielu z nas zna historię tego miasta, która jest naprawdę bardzo ciekawa, ponieważ wiąże się z pewnym walijskim biznesmenem i sięga drugiej połowy XIX wieku. John James Hughes, bo o nim mowa, był niezwykle skromnym walijskim kapitalistą i inżynierem, który pozostawił trwały wkład w kraju leżącym ponad dwa tysiące kilometrów od jego ojczyzny. Obecnie spuścizna przemysłowca z Merthyr jest domem dla ponad dziewięciuset pięćdziesięciu tysięcy ludzi.

Donieckie obszary od bardzo dawna doświadczały szeregu istotnych wydarzeń, jak na przykład pogromu wojsk ruskich przez Mongołów w XIII wieku, czy też władzy Chanatu Krymskiego, a następnie Imperium Osmańskiego. Jeszcze półtora wieku temu na terenach donieckich nie było nic poza rozległymi stepami, które zwano „Dzikimi Polami”, opisywanymi przez Henryka Sienkiewicza. Na takim właśnie obszarze powstał Donieck. Początki założenia miasta datuje się na 1869 rok, kiedy car Aleksander II Romanow (1818-1881) zamarzył sobie, aby z Rosji uczynić przemysłową potęgę. W tym celu zaprosił do Imperium Rosyjskiego Johna Hughesa, który zainteresował go swoimi projektami dotyczącymi uzbrojenia i opancerzenia wojennych okrętów. I tak oto na terenie dzisiejszego Doniecka powstał pierwszy zakład metalurgiczny.

John James Hughes przybywając do Rosji i podejmując się jej rozbudowy liczył sobie pięćdziesiąt cztery lata. Z Walii zabrał ze sobą żonę, ośmioro dzieci oraz stu doświadczonych hutników i górników. Po niezwykle wyczerpującej podróży, Brytyjczycy musieli zacząć przyzwyczajać się do srogich zim, upalnych lat, a także licznych epidemii cholery i generalnie życia w trudnych warunkach. John Hughes zainwestował dwadzieścia cztery tysiące funtów w budowę osady, która wzorowana była na walijskim miasteczku. W osadzie miały znaleźć się herbaciarnia, szkoła, pub, szpital, jak również kościół pod wezwaniem świętego Jerzego i świętego Dawida. Miasto początkowo nazwano „Juzowka”. Nazwa pochodziła od słowiańskiej wymowy nazwiska przemysłowca, co w języku angielskim oznaczało „Hughesovka”.

John James Hughes (1814-1889)
Na pobliskich terenach powstało również wiele kopalń, zaś okoliczne osady, które założone zostały jeszcze w XVII wieku przez Kozaków, gwałtownie zaczęły się zaludniać, natomiast mieszkańcy z łatwością znajdowali tam zatrudnienie. W ten sposób tworzyła się bowiem społeczność złożona z wielu grup etnicznych. W ciągu niecałych trzydziestu lat zaludnienie wzrosło w Hughesovce z kilkuset ludzi do niemalże trzydziestu tysięcy. Z kolei tuż przed wybuchem rewolucji październikowej w 1917 roku miasto liczyło już siedemdziesiąt tysięcy mieszkańców. John Hughes zmarł w 1889 roku, a było to w czasie podróży do Sankt Petersburga. Od tamtej pory zakładami metalurgicznymi w Hughesovce zarządzali jego synowie, lecz po jakimś czasie zostali zmuszeni przez komunistów do wyjazdu.

W 1924 roku na bardzo krótki czas zmieniono nazwę miasta na „Trock”, lecz bardzo szybko przemianowano je na „Stalino”, co miało oczywiście związek z ówczesnym przywódcą Związku Sowieckiego – Józefem Stalinem (1878-1953). Wtedy też upaństwowiono kopalnie, zaś w momencie wybuchu drugiej wojny światowej tereny miasta zamieszkiwało już pół miliona ludzi. Wojna przyniosła Donieckowi olbrzymie straty. Nie chodzi tylko o straty w ludności, które były olbrzymie, ale też w infrastrukturze, która została zniszczona w przeważającej części. W historii powojennego Doniecka dość znaczącą rolę odegrali fińscy jeńcy, którzy po zakończeniu wojny zmuszeni byli do pracy przy odbudowie domów. Po wojnie tereny miasta stały się niezwykle ważne dla całego Związku Radzieckiego, gdyż wydobywano tam ogromne ilości węgla kamiennego, jak również prężnie rozwijało się hutnictwo.

W październiku 1961 roku nastąpiła destalinizacja miasta, a co za tym idzie Stalino zostało przemianowane na Donieck. Nazwę zaczerpnięto od rzeki Siewierskij Doniec płynącej w znacznej odległości od miasta. W dniu 7 kwietnia 2014 roku losy Doniecka zmieniły się diametralnie. Dziś trudno uwierzyć, że jest to miasto, które jeszcze tak niedawno było jednym z czterech radosnych ukraińskich miast, gdzie rozgrywano mecze EURO 2012.

Nas w tym momencie najbardziej interesuje druga połowa XIX wieku, kiedy na tereny dzisiejszego Doniecka przybywa John Hughes. Ma to oczywiście związek z fabułą książki. Tak naprawdę walijski przemysłowiec nie jest tutaj głównym bohaterem, choć mogłoby się wydawać inaczej. Na pierwszy plan wysuwają się bracia Edwards: Glyn, Peter oraz Edward. Glyn i Edward to biznesmeni współpracujący z Johnem Hughesem i zajmujący się głównie kopalniami, natomiast Peter jest lekarzem, który również będzie miał swój wkład w rosyjskim przedsięwzięciu. Są to Walijczycy, którzy już niedługo wyruszą do Rosji, aby pomóc zrealizować projekt Johna Hughesa. Z jakichś powodów nie uda się tam tylko Edward, a także żona Glyna. Nie bez znaczenia są także rosyjscy bohaterowie książki, czyli hrabia Mikołaj Bielecki i jego nastoletni syn Aleksiej oraz teściowa Mikołaja – Katarzyna Ignatowa. Ta ostatnia to wdowa w podeszłym wieku, ale robiąca naprawdę sporo zamieszania. To taka seniorka rodu, która wszystkim kieruje i nic nie może umknąć jej uwadze.

Zastanawiam się tak naprawdę, kogo można byłoby uznać za głównego bohatera tej powieści. Książka jest bowiem napisana w taki sposób, że pomimo, iż generalnie narracja jest prowadzona w trzeciej osobie, to jednak czytelnik odnosi wrażenie, że cała historia opowiadana jest przez niejaką Annę Parry, która w momencie przekazywania nam relacji z zakładania Doniecka jest już staruszką stojącą nad grobem. Działania prowadzone przez Johna Hughesa to jedynie tło fabuły. Najważniejsze są tutaj relacje międzyludzkie i emocje, jakie im towarzyszą. Jeszcze zanim wszyscy zainteresowani wyjadą z walijskiego Merthyr, dojdzie tam do mrożących krew w żyłach wydarzeń, w których centrum będzie właśnie nastoletnia wówczas Anna Parry oraz jej starszy brat – Richard. Na skutek tych zdarzeń obydwoje muszą uciekać z miasteczka. W ten sposób zostają przygarnięci przez braci Edwards i rozpoczynają nowe życie na obcej ziemi.


Dom Johna Hughesa w Hughesovce
Fotografia pochodzi z 1900 roku.


W carskiej Rosji wcale nie jest łatwo. Pojawiają się problemy nie tylko związane z założeniem miasta, ale przede wszystkim nasi bohaterowie na skutek splotu rozmaitych faktów, wikłają się w sytuacje, które mogą nie wyjść im na dobre. Górę biorą oczywiście uczucia. W książce poruszonych jest kilka ważnych problemów. Jednym z nich jest uprzedzenie do Żydów. Tak się bowiem składa, że w pobliżu terenu, gdzie zakładany jest dzisiejszy Donieck, znajduje się osada żydowska. Ci ludzie są tam traktowani gorzej niż zwierzęta. Pomimo że nikt nie odbiera im na razie prawa do mieszkania w Rosji, to jednak każde zło, które wydarzy się w kraju przypisywane jest właśnie Żydom. To ludność żydowska odpowiedzialna jest za choroby, kataklizmy i szereg innych katastrof. Nie-Żydzi gotowi są spalić na stosie wyznawców religii Mojżeszowej, jeśli uznają, że ci przyczynili się do jakiegoś ich niepowodzenia. Walijczycy nie potrafią tego pojąć, ponieważ oni nie wiedzą, co to różnica na tle religijnym. Dla nich każdy jest równy.

Nasi bohaterowie nie potrafią ustrzec się problemów w życiu prywatnym. Przeżywają ogromne tragedie. Ci, których kochają, nagle odchodzą z tego świata na skutek epidemii śmiertelnej choroby. Niektórzy nie potrafią sobie poradzić z tak wielką stratą, więc aby znaleźć pocieszenie wpadają w ramiona tych, którzy są w danej chwili najbliżej. Nie wiadomo tak naprawdę, jakie będą tego konsekwencje, ale na chwilę obecną łatwiej jest żyć, kiedy można dzielić smutek z drugim człowiekiem. Tak więc bohaterowie muszą podejmować szereg decyzji, czasami nawet wbrew sobie. Niekiedy są to decyzje, które jednocześnie stanowią poświęcenie. Aby ktoś mógł być szczęśliwy, ktoś inny musi z tego szczęścia zrezygnować. Gdzieś w tym wszystkim jest również miejsce na prawdziwą miłość.

Carski smok to czwarta książka Catrin Collier, którą przeczytałam. Pierwszą była Córka Magdy, która pomimo błędów historycznych, zrobiła na mnie spore wrażenie. Zauważyłam, że Autorka nawet, jeśli coś przeoczy pod względem historycznym, to tak sprytnie skonstruuje fabułę, że czytelnik praktycznie nie zwraca uwagi na niedociągnięcia w tle. Przynajmniej tak jest w moim przypadku. W Carskim smoku oprócz historii, o której chyba mało kto słyszał, Autorka zaskakuje przede wszystkim zakończeniem. Komuś może wydawać się, że powieść jest zwyczajnie urwana. Moim zdaniem Carski smok domaga się kontynuacji, ponieważ po przeczytaniu epilogu zostajemy, jak gdyby w zawieszeniu, chcąc wiedzieć, co wydarzyło się dalej. Niestety, dalsze losy bohaterów musimy sobie sami wykreować według własnego uznania.

Carski smok to powieść wielowątkowa, w której mieszają się losy przyjezdnych i tubylców. To historia o ludzkich dramatach i towarzyszących im emocjach. To też opowieść o rodzinnych konfliktach z wyższych sfer i braku tolerancji dla odmienności. Jest to również historia przyjaźni i szczerego oddania. Nie jest to na pewno klasyczny romans, choć wątków miłosnych tutaj nie brakuje. Niemniej, wszystko jest tak precyzyjnie i umiejętnie połączone, że czytelnik nie odczuwa przesytu żadnym z tych elementów. W dodatku akcja biegnie dość szybko, a Catrin Collier w żadnym razie nie stara się zanudzić czytelnika. A wręcz przeciwnie. Fabuła wciąga już od pierwszej strony.







6 komentarzy:

  1. Bardzo interesujące jest to, co piszesz o Doniecku. Z przyjemnością przeczytałam. Ze swej strony dodam, że Donieck to już nie Ukraina, ale Noworosja. Mam tam kolegę ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci szczerze, że ja nie wiem, jak - jako Polka - powinnam ustosunkować się do tego konfliktu. Napisałam o historii Doniecka, bo akurat trafiła mi się książka, w której tło historyczne dotyczy powstania miasta. Resztę po prostu pominę milczeniem. Żal mi tylko niewinnych cywilów, którzy muszą to wszystko znosić, nie wiadomo tak naprawdę w imię czego.

      Usuń
    2. Mam tam znajomych, więc znam jakby problem "od środka" i pokazany inaczej, niż to mówią w naszych mediach. Jest tam jeden polski niezależny dziennikarz. Jeśli chcesz poznać odmienną wersję tego, co dzieje się w Doniecku, zobacz, co pisze o nim Dawid Hudziec (jest na FB). Oni tam uważają się za Rosjan, a nie za Ukrainców. I o to walczą.

      Usuń
    3. Dziękuję za informację. Poczytam na pewno. Wiesz, mnie się czasami wydaje, że Zachód trochę na siłę pcha się w ten konflikt i na siłę chce, jak gdyby uwolnić tych ludzi spod władzy Rosji. A może być wlaśnie tak, jak piszesz, że oni tego nie chcą, bo nie czują się Ukraińcami.

      Usuń
  2. Mam u siebie ten tytuł wypożyczony z biblioteki, niedługo może zabiorę się za czytanie- choć trochę już zajrzałam z ciekawości. Szczególnie zwracają uwagę problemy bohaterów i ich decyzje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomimo że książka jest gruba, to jednak bardzo szybko się czyta. Mam nadzieję, że Ci się spodoba.

      Usuń