Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

sobota, 30 kwietnia 2016

Ildefonso Falcones – „Katedra w Barcelonie”















Wydawnictwo: ALBATROS A. KURYŁOWICZ
Warszawa 2007
Tytuł oryginału: La Catedral del Mar
Przekład: Magdalena Płachta




Barcelona jest drugim pod względem wielkości miastem Hiszpanii, którą zamieszkuje ponad półtora miliona ludzi. Jest to miasto niezwykle otwarte na innych, kosmopolityczne i tolerancyjne. Swój obecny charakter Barcelona zawdzięcza przede wszystkim długiej i bogatej historii. Jako miasto Barcelona zaczęła funkcjonować dzięki Rzymianom. Pod koniec I wieku p.n.e. powstała miejscowość, którą nazwano Barcino i była ona położona wokół ówczesnej góry Táber, czyli tam, gdzie dzisiaj znajduje się Plac Świętego Jakuba (z hiszp. Plaça de Sant Jaume). Obecnie w tym miejscu mieści się ratusz i siedziba władz Katalonii (w języku katalońskim: Generalitat de Catalunya).

Pomiędzy V a VIII wiekiem, czyli po zakończeniu okupacji rzymskiej, władza nad Barceloną przeszła z rąk Wizygotów na Muzułmanów, i dopiero w roku 801 kontrolę nad miastem przejęło wojsko Karola I Wielkiego (ok. 747-814). Od tej pory możnowładcy Barcelony zaczęli stawać się coraz bardziej niezależni, co spowodowało, że terytorium Katalonii stawało się coraz większe. W średniowieczu począwszy od XII wieku Barcelona weszła w epokę rozkwitu we wszystkich aspektach życia miasta. Panuje opinia, że w XIII wieku Barcelona była sercem ziem Królestwa Aragonii, które wtedy obejmowało Walencję, Baleary, osady w Neapolu, Sycylię, Sardynię i Ateny. 

Pau Claris
Rozkwit Barcelony dobiegł końca w XV wieku, kiedy to Ferdynand II Aragoński (1452-1516) poślubił Izabelę I Kastylijską (1451-1504) i w ten sposób zjednoczył dwa główne królestwa Półwyspu Iberyjskiego, przenosząc centrum politycznej władzy do Madrytu. W miarę upływu czasu zwiększało się niezadowolenie Katalończyków, a powodem tego stanu była między innymi wojna pomiędzy Francją a Hiszpanią, która jednocześnie była częścią wojny trzydziestoletniej (1618-1648), czyli konfliktu między protestanckimi państwami Świętego Cesarstwa Rzymskiego (I Rzeszy) a katolicką dynastią Habsburgów. Święte Cesarstwo Rzymskie wspierane było przez takie europejskie państwa, jak: Szwecja, Dania, Republika Zjednoczonych Prowincji oraz Francja. Wtedy też lokalni chłopi zmuszeni byli zapewnić zakwaterowanie wojsku Kastylii. Fakt ten sprawił, że Pau Claris (1586-1641) w styczniu 1641 roku ogłosił, że Republika Katalonii będzie znajdować się pod kontrolą Francji. Pau Claris był w jednej osobie katalońskim prawnikiem, duchownym i 94. przywódcą katalońskiego rządu. Po latach katalońscy możnowładcy opowiedzieli się po stronie Habsburgów, stając przeciwko Filipowi V Hiszpańskiemu z dynastii Burbonów (1683-1746), a miało to miejsce podczas wojny o sukcesję Hiszpanii (1701-1714). Konflikt zakończył się zdobyciem Barcelony przez wojska francusko-kastylijskie, koronacją Filipa V, zniesieniem autonomii Katalonii oraz ogromnymi represjami. Porażkę tę przypomina plac Fossar de les Moreres, który znajduje się obok kościoła Santa María del Mar, gdzie pali się znicz upamiętniający wszystkich Katalończyków poległych podczas wojny sukcesyjnej.

Pierwsza połowa XIX wieku obfitowała w Katalonii w szereg powstań i wstrząsów. Ponadto w 1859 roku zatwierdzono plan hiszpańskiego inżyniera, polityka i urbanisty Ildefonsa Cerdá Suñera (1815-1876), który dotyczył przestrzennego zagospodarowania dzielnicy Eixample znajdującej się w Barcelonie. Klasyczna struktura zagospodarowania dzielnicy zaproponowana przez inżyniera przetrwała do dziś. Na przełomie XIX i XX wieku Barcelona zaczynała stawać się centrum kulturalnej awangardy, która obejmowała wszystkie formy postępów poczynionych w dziedzinach naukowych, technicznych i artystycznych. Podczas gdy nowe pokolenie przemysłowców i polityków zakorzenione w burżuazji skupione było na urbanistycznych udoskonaleniach, Barcelona zaczynała stopniowo przekształcać się w nowoczesne miasto oraz intelektualny świat zmierzający w zupełnie innym kierunku, niż było to do tej pory. Przykładem tego jest modernizm, którego duch dotknął wszystkie artystyczne sfery miasta, w tym także architekturę. Ostatecznym wykładnikiem tejże architektury był oczywiście Antoni Gaudí (1852-1926), który odpowiadał za powstanie takich miejsc, jak: Świątynia Pokutnej Świętej Rodziny, czyli Sagrada Família, kamienica Casa Milà (La Pedrera), budynek mieszkalny Casa Batlló oraz duży ogród z elementami architektonicznymi Park Güell.


Kamienica Casa Milà, która znajduje się w centrum Barcelony na rogu ulic 
Passeig de Grácia i Provença. Budynek zaprojektował i wykonał Antoni Gaudí. 
fot. Year of the dragon
Wiek XX stał się dla miasta czasem mrocznym. W 1909 roku Barcelona przeżyła słynny Tragiczny Tydzień zwany również Powstaniem Barcelońskim, w czasie którego doszło do krwawych konfrontacji pomiędzy wojskiem a robotnikami, ustawiano barykady, a także palono klasztory. Kilka lat później Miguel Primo de Rivera y Orbaneja (1870-1930) wprowadził swoje dyktatorskie rządy. Niemniej Barcelonie udało się w 1929 roku zorganizować Międzynarodowe Targi. Okres pod republikańskimi rządami w 1931 roku przywrócił miastu nadzieję, lecz mimo to Barcelonę wciąż czekały trudne czasy. W 1936 roku wybuchła hiszpańska wojna domowa, podczas której Barcelona przeżywała jeden z najtrudniejszych okresów w dziejach swojej historii. Tysiące ludzi zostało zmuszonych do emigracji za granicę, natomiast liczne zamachy spustoszyły miasto. W 1939 roku, kiedy zakończyła się wojna domowa, a rozpoczęła dyktatura Francisco Franco (1892-1975), Barcelona straciła wiele ze swoich swobód, w tym samodzielny rząd, który wypracowała sobie w przeszłości, oraz nieograniczoną możliwość posługiwania się językiem katalońskim, czego zabroniono już po raz kolejny.


Panoramiczny widok na Międzynarodowe Targi, które odbyły się
w Barcelonie w 1929 roku.

Okres powojennego rozkwitu na tym terenie trwał aż do lat 60. XX wieku, kiedy to obserwowano wzrost rozwoju gospodarczego i przemysłowego. Fakt ten przyciągnął do Barcelony falę migrantów z różnych części Hiszpanii. Odbudowa infrastruktury miejskiej rosła w niewiarygodnym tempie i często działo się to bez żadnych określonych kryteriów, co w konsekwencji doprowadziło do rozwoju dzielnic mieszkalnych na obrzeżach miasta. Śmierć Francisco Franco w 1975 roku ostatecznie przyniosła Hiszpanii demokrację. Barcelona ponownie mogła cieszyć się samodzielnym rządem, zaś Katalonia odzyskała swoją autonomiczną pozycję. Podobnie jak miało to miejsce w poprzednich latach, Barcelona nadal kontynuuje swój rozwój na poziomie przemysłowym i kulturalnym. 

Powyżej wspomniałam o jednym z najważniejszych i chyba też najpiękniejszych zabytków architektonicznych Barcelony. Mowa oczywiście o kościele Santa María del Mar, który jest uważany za najpiękniejszy gotycki kościół znajdujący się w Barcelonie. Santa María del Mar, czyli innymi słowy kościół pod wezwaniem Matki Bożej Morza, stanowi cenną wskazówkę dla tych, którzy pragną zwiedzić stolicę Katalonii i poznać jej niesamowicie piękne zabytki. Katedra jest bowiem jedną z najważniejszych atrakcji miasta, znajduje się w samym centrum dzielnicy La Ribera i wygląda niczym forteca ze swymi monumentalnymi wieżami. Szczególnie warte zobaczenia jest wnętrze Santa María del Mar.

Projekt katedry jest dość wyjątkowy i dla epoki, w której powstał był naprawdę przełomowy. Kościół został zbudowany w XIV wieku w ciągu zaledwie pięćdziesięciu pięciu lat. Nad budową czuwał mistrz budowniczy Berenguer de Montagut (?), a potem Ramón Despuig (?). Konsekracja kościoła miała miejsce w 1384 roku, zaś stosunkowo krótki czas jego budowy sprawił, że jego architektura jest jednorodna. Ze względu na okres wczesnego chrześcijaństwa szczególnie ważne jest miejsce budowy Santa María del Mar. Mówi się, że apostoł Jakub głosił tam swoje nauki. Dlatego też najpierw została tam zbudowana mała kaplica. W 304 roku złożono w tym miejscu ziemskie szczątki świętej Eulalii, natomiast w VIII wieku jej kości zostały odkryte przez Maurów i ponownie odnalezione piętnaście lat później. Z kolei w 1339 roku przeniesiono je do katedry.


Wnętrze katedry Santa María del Mar
fot. 
Jiuguang Wang
źródło


Wznoszenie dzisiejszego gotyckiego kościoła Santa María del Mar rozpoczęto w 1329 roku, kiedy to pod jego budowę położono pierwszy kamień. Był to jedyny kościół w stylu gotyckim, którego budowę zakończono w ciągu tego samego okresu architektonicznego. W 1714 roku podczas hiszpańskiej wojny o sukcesję katedra została częściowo zniszczona, a wyrządzone szkody z trudem naprawiono. Potem w czasie hiszpańskiej wojny domowej w 1936 roku ogień dokonał niemałych dewastacji. W znacznym stopniu zniszczone zostało wnętrze katedry. Spora część witraży musiała zostać przebudowana. Dopiero w 1990 roku zakończono prace remontowe.

Trzeba pamiętać, że katedra Matki Bożej Morza została zbudowana w czasie ogromnego średniowiecznego rozkwitu Katalonii, kiedy Barcelona była uważana za stolicę śródziemnomorskiego imperium. Katedra Santa María del Mar została wzniesiona jako wotum wdzięczności złożone przez króla Alfonsa IV (1299-1336) za zwycięstwo w podboju Sardynii. Bazylika posiada niezwykle istotne znaczenie dla Katalończyków, ponieważ została postawiona jako symbol władzy Królestwa Aragonii, którego Barcelona była wówczas stolicą. W kościele znajduje się nawa główna ujęta w dwóch przejściach, natomiast w przeciwieństwie do wielu gotyckich kościołów znajdujących się w Europie Północnej, nawa Santa María del Mar jest niesamowicie szeroka, co z kolei jest typowe dla katalońskiego gotyku. Przednia fasada kościoła pokazuje dużych rozmiarów okno i dwie ośmiokątne smukłe wieże. Okno przedstawia koronację Maryi i pochodzi z XV wieku; niestety, oryginalne okno zostało zniszczone w wyniku trzęsienia ziemi w 1428 roku.

Płaskorzeźba przedstawiająca tragarza
niosącego kamień do budowy katedry.
fot. Xavier Caballe
źródło

Wnętrze nie jest zbyt bogato urządzone, ponieważ większość zabytkowych elementów utracono podczas hiszpańskiej wojny domowej i wspomnianego już pożaru, który strawił centralną część katedry, czyli ołtarz główny i chór. Pomimo braku ozdób, a może właśnie dlatego, kościół posiada niepowtarzalne wnętrze, przestronne i harmonijne z bardzo szeroką nawą – dokładnie dwa razy szerszą, aniżeli nawy boczne.

Proces budowy katedry Santa María del Mar zainspirował hiszpańskiego pisarza Ildefonsa Falconesa do napisania debiutanckiej powieści, w której katedra stała się nie tylko tłem historycznym, ale także jedną z drugoplanowych bohaterek książki. W życiu głównego bohatera odgrywa ona bowiem znaczącą rolę i towarzyszy mu od wczesnego dzieciństwa, aż do starości. Akcja powieści rozpoczyna się jednak w 1320 roku, czyli jeszcze przed rozpoczęciem budowy kościoła. W średniowiecznej miejscowości Navarcles leżącej w Księstwie Katalonii znajduje się gospodarstwo niejakiego Bernata Estanyola, który właśnie żeni się z młodziutką Franceską Esteve. Niestety, przyjęcie weselne zostaje bardzo szybko zakłócone przez brutalne wtargnięcie pana Navarcles. Llorenҫ de Bellera nie przebiera ani w słowach, ani w środkach. W domu Bernata Estanyola czuje się nawet lepiej niż u siebie na zamku. Towarzyszą mu też prymitywni wojacy, tacy sami jak on. Llorenҫ de Bellera wciąż każe sobie donosić jedzenie i dolewać wina. To samo czynią jego rycerze. Nikt z biesiadujących nie ma na to wpływu. Gdyby nawet ktoś odważył się sprzeciwić panu Navarcles, natychmiast poniósłby karę za okazanie tak wielkiej śmiałości. Bernat Estanyol również nie może niczemu zaradzić. Niemniej, prawdziwy dramat rozpoczyna się wtedy, gdy spojrzenie Llorenҫa pada na nowo poślubioną małżonkę Bernata…

W czasie, kiedy rozgrywa się akcja powieści, w Starej Katalonii obowiązywał swego rodzaju kodeks, który dziś moglibyśmy porównać z Konstytucją. Na mocy przepisów zawartych w kodeksie, pan feudalny miał święte prawo do spędzenia nocy poślubnej z oblubienicą swojego poddanego. Oczywiście oprócz tego przepisu, w kodeksie zawarte były także inne, lecz nas w tym momencie interesuje tylko ten jeden. Tak więc, jak można się łatwo domyślić Llorenҫ de Bellera skwapliwie korzysta ze swych praw i nic ani nikt nie może mu w tym przeszkodzić. Siłą zaciąga zatem Franceskę do sypialni, gdzie dopuszcza się na niej gwałtu. Bernat Estanyol jest bezradny. Nawet gdyby chciał obronić żonę, to i tak na niewiele by mu się to zdało, zważywszy na karę, jaką poniósłby za swoje zuchwalstwo i sprzeciwianie się prawu. Aby nie zostać posądzonym o spłodzenie potomka z żoną pańszczyźnianego chłopa, Llorenҫ de Bellera natychmiast po zaspokojeniu swoich seksualnych potrzeb nakazuje swemu poddanemu, żeby teraz on zastąpił go w łożu Franceski, bo inaczej wyśle do niej któregoś ze swoich rycerzy. Bernat pod groźbą kary musi więc wypełnić rozkaz swego pana. W tej sytuacji nie jest on wcale lepszy od Llorenҫa. On także dopuszcza się gwałtu na swojej żonie. Wiadomo już, że to małżeństwo od początku będzie skazane na niepowodzenie. Bo czy żona będzie mogła wybaczyć mężowi, że nawet w najmniejszym stopniu nie zareagował na bestialstwo pana Navarcles? Nieważne, że tamten miał do tego prawo. W dodatku czym Bernat różni się od swego pana? Przecież zrobił dokładnie to samo, co Llorenҫ de Bellera.


Zachodnia część katedry z oknem w kształcie rozety.
Ta część stanowi połączenie trzech naw. 

fot. Paolo da Reggio (Paolo Picciati)
źródło


Mijają tygodnie i okazuje się, że Francesca jest brzemienna. Na Bernata pada blady strach. Może bowiem okazać się, że dziecko, które kobieta nosi pod sercem wcale nie jest jej męża. Jest tylko jeden sposób, aby to sprawdzić, ale trzeba będzie poczekać do czasu, aż dziecko przyjdzie na świat. Kiedy w końcu tak się dzieje, okazuje się, że chłopiec, który właśnie się narodził jest jednak synem Bernata Estanyola. Czy teraz zakończą się problemy rodziny Estanyol? Nie. Wygląda, że to dopiero początek. W tym samym czasie na zamku Navarcles na świat przychodzi także syn Llorenҫa. Gdy pan feudalny dowiaduje się, że żona Estanyola również urodziła i że na szczęście dzieciak nie jest jego, natychmiast posyła swoich rycerzy, aby ci sprowadzili Franceskę na zamek. Llorenҫ de Bellera chce, aby Francesca została mamką jego nowo narodzonego syna. Kobieta nie może się sprzeciwić, choćby nawet bardzo tego chciała. Bez słowa zabiera jakieś podręczne tobołki oraz syna, któremu wraz z mężem nadała imię Arnau, i w towarzystwie prymitywnych rycerzy udaje się na zamek.

I znów mijają tygodnie, a Bernat nie ma nawet strzępka informacji o tym, co dzieje się z jego żoną i dzieckiem. Udaje się zatem na zamek, a tam dowiaduje się straszliwych rzeczy. Otóż, jego Francesca została zwykłą ladacznicą, z którą sypia każdy rycerz Llorenҫa, zaś Arnau leży gdzieś w jakieś brudnej szopie opuszczony i ledwo żywy. Aby zapewnić prawidłowy rozwój własnemu potomkowi, Llorenҫ de Bellera zakazał Francesce karmienia swojego synka. Mały Arnau żyje chyba tylko dlatego, że kobieta mimo wszystko od czasu do czasu zakrada się do szopy i na tyle, na ile jest w stanie karmi swoje dziecko. To nieposłuszeństwo przypłaca jednak gwałtem, którego za każdym razem dopuszcza się na niej ten czy inny rycerz. Bernat Estanyol nie może zatem pozwolić na to, aby jego jedyne dziecko umarło. Zabiera więc Arnaua, rani parobka (a może zabija?) i ucieka jak najdalej od zamku Navarcles. Wie, że kiedy odkryją, co zrobił, natychmiast udadzą się za nim w pościg. Bernat musi uciekać. Ale dokąd? Na razie nic sensownego nie przychodzi mu do głowy. Po prostu idzie przed siebie i robi wszystko, aby tylko uratować synka.

Santa María del Mar 
od strony zachodniej.
fot. Túrelio
W końcu Bernat Estanyol dociera do Barcelony. Mężczyzna wie, że do Navarcles nie ma już powrotu. Z jednej strony czeka go kara za wykradzenie dziecka, a z drugiej możliwe, że zabił parobka, więc może zostać sądzony za zabójstwo. Nie myśli już też o swojej żonie. Francesca jakoś sobie poradzi. W dodatku została prostytutką, więc nie nadaje się już na matkę jego syna. Poza tym stracił też gospodarstwo na rzecz swojego pana feudalnego. 

W Barcelonie Bernata i Arnaua przygarnia pod swój dach siostra mężczyzny. Pomimo że szwagier nie jest z tego specjalnie zadowolony, to jednak doña Guíamona nie daje się przekonać mężowi i stara się pomóc bratu, jak tylko może najlepiej. I tak oto syn Bernata wychowuje się razem z dziećmi jego siostry, zaś on zaczyna pracę u swojego szwagra. A potem mijają lata, Bernat robi się coraz straszy, natomiast Arnau coraz mądrzejszy. Gdy chłopiec pewnego dnia pyta ojca o matkę, ten wymyśla coś na poczekaniu, a potem prowadzi syna do miejsca, gdzie właśnie trwa budowa katedry Santa María del Mar. Tam mały Arnau obiera sobie za matkę Matkę Bożą Morza i od tej chwili całe swoje życie będzie podporządkowywał tylko Jej. Za jakiś czas będzie też czynnie uczestniczył w budowie kościoła. Zostanie bowiem jednym z tragarzy noszących kamienie do budowy świątyni. Od tego momentu fabuła powieści będzie już skupiać się tylko i wyłącznie na życiu Arnaua Estanyola, który automatycznie stanie się głównym bohaterem książki.

Ildefonso Falcones prowadzi zatem czytelnika przez lata budowy katedry i jednocześnie opowiada o życiu Arnaua. Los chłopca, który przeżył jedynie dzięki miłości i uporowi swego ojca wcale nie będzie usłany różami. Nasz bohater będzie musiał wciąż brać się za bary z życiem i robić wszystko, aby utrzymać się na powierzchni. Oczywiście nie zawsze będzie tragarzem kamieni, bo przecież kiedyś wiek mu na to nie pozwoli. Na jego życiowej drodze stanie mnóstwo różnych ludzi, którzy będą dla niego albo oddanymi przyjaciółmi, albo zajadłymi wrogami. Okaże się też, że przeszłość wcale nie da o sobie zapomnieć. Arnau będzie musiał walczyć o swoje z wrogami, o których do tej pory nie miał pojęcia. Kiedy już nie będzie w pobliżu ojca, pozostanie mu tylko Matka Boża Morza, która będzie się do niego „uśmiechać” i prowadzić przez życie.

Wydanie hiszpańskie z 2010 roku
Wydawnictwo: GRIJALBO
W powieści niezwykle znaczącym wątkiem jest inkwizycja. Nikomu nie trzeba przypominać czym była i jak okrutnie Kościół Katolicki obchodził się z tymi, których uznawał za heretyków. Ludzie przymuszani przez duchownych donosili na siebie nawzajem, doprowadzając jednocześnie do skazywania niewinnych ludzi: sąsiada, przyjaciela, a nawet członka najbliższej rodziny. Inkwizycja nie ominie także naszego głównego bohatera. Podobnie jak nie ominie go prawdziwa miłość do kobiety i przyjaźń nawiązana jeszcze w dzieciństwie, która w pewnym momencie zostanie wystawiona na wielką próbę. Czy przetrwa? Czy obydwie strony będą w stanie postawić ją wyżej niż politykę czy przekonania religijne? Czy zewnętrzne naciski nie będą silniejsze, aniżeli rozsądek?

Katedrę w Barcelonie zostawiłam sobie na sam koniec, jeśli chodzi o książki Ildefonsa Falconesa wydane w Polsce. Mówiono mi bowiem, że jest to najlepsza powieść Autora spośród trzech opublikowanych w języku polskim (inne: Ręka Fatimy i Bososnoga królowa). Nie będę ich porównywać, bo każda z nich dotyczy odmiennej tematyki, dlatego też sposób pisania jest inny. Mówiono mi też, że Katedra w Barcelonie to powieść identyczna, jak Filary Ziemi autorstwa Kena Folletta. Z tym ostatnim na pewno się nie zgodzę. Owszem, w jednym i w drugim przypadku chodzi o budowę katedry, ale podczas gdy u Kena Folletta jest ona praktycznie na pierwszym planie, tak Ildefonso Falcones pozostawia ją w tle, zaś najważniejsi są bohaterowie, którzy wciąż muszą zmagać się z przeciwnościami losu. Poza tym obydwie książki napisane są w zupełnie innym klimacie.

Muszę przyznać, że jestem zachwycona prozą Ildefonsa Falconesa. Katedrę w Barcelonie polecam, tak jak pozostałe powieści Autora i z niecierpliwością oczekuję kolejnych jego książek. Może i Ildefonso Falcones każe czytelnikowi nieco dłużej czekać na rozkręcenie się akcji, ale naprawdę warto na początku troszkę się ponudzić, żeby potem wpaść w wir wydarzeń, które nie pozwolą odłożyć książki na półkę, zanim nie przeczyta się ostatniej strony. Pamiętajmy też, że Autor pracował nad tą powieścią przez pięć długich lat. Dlatego też książka jest dopracowana w najdrobniejszym szczególe, nawet jeśli wziąć pod uwagę sprawy polityczne, które targały Królestwem Katalonii w tamtym okresie.







2 komentarze:

  1. Alicja Szerment30 kwietnia 2016 17:46

    Bardzo rzetelna i szczegółowa recenzja! A raczej dopracowana...

    O powieści "Katedra w Barcelonie" słyszałam już ogromnie dużo dobrego i mam nadzieję, że uda mi się w końcu po nią sięgnąć. Będę na pewno robiła wszystko, żeby to się w końcu mi udało :)

    Pozdrawiam

    Książki - inna rzeczywistość

    OdpowiedzUsuń
  2. Wydaje się być piękną :)

    Pozdrawiam serdecznie ;*
    http://ravenstarkbooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń