Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

sobota, 13 lutego 2016

Kate Morton – „Zapomniany ogród”













Wydawnictwo: ALBATROS A. KURYŁOWICZ
Warszawa 2009
Tytuł oryginału: The Forgotten Garden
Przekład: Anna Dobrzańska




W 1911 roku po raz pierwszy opublikowana została bestsellerowa powieść zatytułowana Tajemniczy ogród. W miarę upływu lat sukcesywnie pojawiały się na rynku wydawniczym kolejne jej wydania. Autorką książki jest angielska powieściopisarka Frances Hodgson Burnett (1849-1924). Pomimo że książka generalnie skierowana jest do młodego czytelnika, to jednak zyskała sobie sympatyków również wśród tych dużo starszych odbiorców. Historia opowiedziana przez Frances Hodgson Burnett jest niezwykle pouczająca, a do tego napisana w wyjątkowo magicznym klimacie. Chociaż mijają lata, powieść nadal zachwyca. Na rynku wydawniczym ukazują się kolejne jej wydania, a krąg czytelników stale się powiększa. Czy taki sam los pisany jest powieści Kate Morton? Któż to może wiedzieć. Aczkolwiek jedno jest pewne. Książka wciąga już od pierwszej strony, natomiast niedociągnięcia redakcyjne polskiej wersji nie są aż tak straszne, kiedy książkę czytamy jednym tchem.

Możliwe, że zastanawiacie się, dlaczego wspomniałam powyżej o Tajemniczym ogrodzie autorstwa Frances Hodgson Burnett. Otóż zrobiłam to dlatego, że Zapomniany ogród jest hołdem złożonym pani Hodgson Burnett i jej powieści. Kate Morton nie tylko wykorzystała motyw tajemniczego ogrodu otoczonego wysokim murem, ale także wprowadziła do fabuły postać pisarki. Tak więc w pewnym momencie na kartach powieści czytelnik spotyka Frances Hodgson Burnett jak żywą. Oczywiście nie należy spodziewać się, że odgrywa ona jakąś szczególną rolę i wywiera znaczący wpływ na poszczególne wydarzenia. Jej obecność jest jedynie urozmaiceniem fabuły, natomiast w żadnym razie nie wnosi do niej niczego, co mogłoby oddziaływać na bieg zdarzeń. Niemniej sam pomysł zasługuje na pochwałę.

Frances Hodgson Burnett
fot. Herbert Rose Barraud (1845-896)
Przejdźmy jednak do Zapomnianego ogrodu. Każdy, kto czytał powieści Kate Morton wie, że Autorka tworzy je według tego samego schematu. Kreuje bohaterów, którzy żyją w teraźniejszości, przez zupełny przypadek odkrywają jakąś tajemnicę z przeszłości (zazwyczaj taką, która dotyczy członków ich rodziny), a potem robią wszystko, aby tylko móc tę mroczną zagadkę rozwikłać. Zawsze też czytelnik przenoszony jest w przeszłość, aby mógł poznać historię ludzi, którzy obecnie są już albo bardzo starzy, albo nie żyją. Zapomniany ogród to powieść, której fabuła stworzona jest na trzech płaszczyznach czasowych. I tak oto przykładowo jesteśmy w roku 2005, aby w kolejnym rozdziale przenieść się do połowy lat 70. XX wieku, a potem jeszcze dalej, bo aż do początku XX wieku. Później następuje powrót do teraźniejszości i cała zabawa zaczyna się od nowa.

Zacznijmy może od teraźniejszości. W szpitalu w australijskim Brisbane umiera prawie stuletnia Nell Andrews. Przy jej łożu śmierci czuwa oddana wnuczka Cassandra Ryan. Kobieta bardzo mocno przeżywa nieuniknioną śmierć babci, ponieważ jest z nią niezwykle silnie związana emocjonalnie. Kiedy nie mogła liczyć na miłość własnej matki, wtedy Nell przyjęła ją pod swój dach i obdarzyła uczuciem. Praktycznie była dla niej zarówno matką, jak i babcią w jednej osobie. Cassandra również nie miała łatwego życia. Los dramatycznie ją doświadczył i teraz kobieta nie potrafi już normalnie funkcjonować. Tragiczna przeszłość wciąż wyciska z jej oczu łzy bólu. Pomimo że Cassandra ma jeszcze dalszą rodzinę – no i oczywiście matkę i rodzeństwo – to jednak nie widzi szansy na bliższy kontakt z nimi. To babcia Nell była jej całym światem i to ona uczyła, jak żyć i jak być szczęśliwą.

W końcu Nell umiera. Po pogrzebie Cassandra poznaje tajemnicę, którą przez lata nosiła w sercu jej babcia. Poza tym okazuje się, że w testamencie Nell Andrews zapisała swojej wnuczce dom, a właściwie chatkę wybudowaną gdzieś na klifie w dalekiej Kornwalii. Jak to się stało, że Nell weszła w jej posiadanie? Kiedy i dlaczego kupiła dom tak daleko od miejsca, w którym mieszkała przez całe swoje życie? Jaka tajemnica łączy się z tamtym miejscem? Dlaczego nigdy się tam nie przeprowadziła? Cassandra musi zatem zdecydować, co powinna zrobić z takim niecodziennym podarunkiem. Najpierw musi więc polecieć do Anglii i na własne oczy zobaczyć, jak wygląda miejsce, którym obdarowała ją Nell. Od tej pory życie kobiety nie będzie już takie samo. Podróż do Kornwalii okaże się punktem zwrotnym w jej monotonnym życiu. W dodatku nie będzie mogła oprzeć się pragnieniu poznania do końca historii życia Nell Andrews.

Ogród w majątku Blackhurst, 
gdzie wszystko się zaczęło.
A teraz cofnijmy się do roku 1913. Czasy są bardzo niespokojne, ponieważ już niedługo wybuchnie wojna. Pewnego dnia na pokład statku płynącego z Londynu do Maryborough wchodzi czteroletnia dziewczynka, a towarzyszy jej młoda i piękna kobieta. Dziecko ma przy sobie jedynie maleńką białą walizkę. Dziewczynka jest bardzo grzeczna i posłusznie wykonuje polecenia swojej opiekunki. Kiedy ta każe jej zostać na pokładzie i czekać, dziecko robi to bez choćby jednego słowa sprzeciwu i zbędnych pytań. Ufa kobiecie, bo bardzo dobrze ją zna, a w myślach nazywa „Autorką”. Wie, że ta szybko wróci, aby potem móc już tylko popłynąć w nieznane i rozpocząć nowe życie. Niestety, statek w końcu odpływa, a kobieta, która zostawiła dziecko na jego pokładzie nie dociera do portu na czas. Tak więc nasza mała podróżniczka sama bez żadnej opieki zmierza do Australii. Nie obywa się oczywiście bez przykrych sytuacji.

Ostatecznie dziewczynka dociera na miejsce, ale nikt tam na nią nie czeka. Na szczęście zwraca na siebie uwagę mężczyzny, który pracuje na nabrzeżu. To Hugh O’Connor. Kiedy już jest pewien, że na czterolatkę nikt nie czeka, mężczyzna zabiera ją do swojego domu. Wraz z żoną od lat starają się o potomstwo, ale jakoś nic z tego nie wychodzi. Tak więc znaleziona dziewczynka spada im jak z nieba. Są niezwykle szczęśliwi, że mogą się nią zaopiekować. I tak mija dwadzieścia jeden lat. W międzyczasie umiera żona Hugh, a on sam wciąż bije się z myślami, czy powinien powiedzieć swojej córce prawdę o jej pochodzeniu. Jakoś tak się później szczęśliwie złożyło, że na świat przyszły również biologiczne dzieci Hugh i Lil. Niemniej, to mała podróżniczka jest tą, która zajmuje najwięcej miejsca w sercu Hugh. Ostatecznie mężczyzna decyduje się na wyznanie prawdy, czym sprawia, że poukładane dotychczas życie młodej kobiety rozsypuje się niczym domek z kart. Kim zatem jest przybrana córka O’Connorów? Dlaczego jakaś nieznajoma kobieta wprowadziła ją na pokład statku, a potem w tajemniczych okolicznościach zniknęła? Czy dziewczynie uda się kiedyś poznać prawdę o ludziach, z którymi spędziła pierwsze cztery lata swojego życia? Kim byli i dlaczego pozwolili jej zniknąć? Dlaczego nikt nigdy jej nie szukał?

Pomimo że Zapomniany ogród to powieść o kilku kobietach, które w mniejszym lub większym stopniu odgrywają swoje role, to jednak w samym centrum uwagi znajduje się Nell Andrews. To jej historia ma tutaj zasadnicze znaczenie. Tajemnice, którymi owiane jest jej życie mogą nigdy nie zostać odkryte. A jeśli nawet ujrzą światło dzienne, to czy Nell będzie mogła z nimi żyć? Czy poznane fakty nie sprawią jej zbyt wiele bólu? Może byłoby lepiej, gdyby pozostały tam, gdzie ich miejsce, czyli w grobach tych, którzy – może zupełnie nieświadomie – zaplanowali jej życie? I co wspólnego z tym wszystkim mają baśnie pisane przez niejaką Elizę Makepeace? Kim była pisarka, która wydając tylko jeden zbiór tekstów dla dzieci zdobyła niewiarygodną sławę?

Wydanie australijskie (II)
Wydawnictwo: ALLEN & UNWIN
październik 2012 
Ponieważ bardzo lubię, kiedy autor zabiera mnie w podróż po różnych płaszczyznach czasowych, nie przeszkadzało mi, że czasami musiałam wytężyć umysł, aby jakoś ogarnąć chronologicznie szereg wydarzeń pojawiających się na kartach książki. Przyznam, że były momenty, kiedy wydawało mi się, że jest tego stanowczo zbyt dużo, a tych wszystkich zakrętów losu nic już nie zdoła wyprostować. Pomyślałam sobie nawet, że Kate Morton gdzieś się wyłoży, mówiąc kolokwialnie. I w końcu trafiłam na jeden fragment, który logicznie nie pasował mi do całości. Nie wiem tylko czy jest to błąd Autorki, czy może zawiniła polska redakcja.

Na pewno tym, co dodatkowo dodaje uroku powieści jest wprowadzenie do tekstu takich elementów, jak: listy pisane przez niektórych bohaterów, fragmenty ich dzienników, czy też teksty kilku baśni, które stworzyła Eliza Makepeace. Czasami można odnieść wrażenie, że to, co dobre przytłaczane jest przez zło, które szczególnie dotyka małe i niewinne dzieci. Bardzo mnie to poruszyło. Jest bowiem jedna bohaterka, która wręcz przechodzi samą siebie, aby tylko jak najdotkliwiej skrzywdzić dzieci, które są pod jej opieką. Nie lepsza jest także właścicielka majątku Blackhurst, gdzie tak naprawdę rozgrywa się większa część akcji osadzonej w przeszłości. To miejsce wręcz kipi od negatywnych emocji. Mury Blackhurst są świadkiem rozmaitych wydarzeń, które po latach odbiją się negatywnie na życiu wielu osób. Gdyby więc potrafiły mówić, to z pewnością mogłyby opowiedzieć niejedną tragiczną historię.

Trochę żałuję, że Kate Morton nie zdecydowała się poświęcić więcej miejsca Cassandrze Ryan. Jej życie zaczyna się nagle odmieniać nie tylko za sprawą odkrywania tajemnicy swojej babki, ale także dlatego, że wkracza w nie przystojny Christian Blake. Oczywiście można domyślić się, że ich wzajemne relacje znacznie wykroczą poza te czysto przyjacielskie, ale jednak brakowało mi ich rozwinięcia. Zakładam, że koncepcją Autorki było skupienie uwagi na tym, co działo się w przeszłości. Moim zdaniem takie rozwiązanie wpłynęło niekorzystnie na wydarzenia mające miejsce w teraźniejszości, która w takim wydaniu jest – jak dla mnie – niekompletna.  

Najprawdopodobniej w maju tego roku ukaże się w Polsce najnowsza powieść Kate Morton zatytułowana Dom nad jeziorem. Jak już zdążyłam przeczytać, będzie to kolejna książka napisana do tego samego schematu. Czytelnik ponownie zostanie zabrany do tajemniczego opuszczonego domu z równie tajemniczym i zaniedbanym ogrodem. A potem pojawi się historia małego chłopca, który zniknął bez śladu. W końcu zostaniemy przeniesieni do 1933 roku, aby dowiedzieć się co też takiego się wtedy wydarzyło. Po raz kolejny będzie również o kobiecie z literackimi ambicjami. Chociaż powieści Kate Morton są bardzo dobre i naprawdę wciągają, to jednak drażni mnie to, że Autorka wciąż kręci się wokół tego samego schematu. To tak, jakby w ogóle nie chciała się rozwijać. Dlaczego nie zaskoczy czytelnika czymś oryginalnym? Nowym? Dlaczego nie napisze wreszcie powieści, która schematycznie znacząco odbiegałaby od tych, które już znamy?








2 komentarze:

  1. Niecierpliwie czekam na nową powieść Kate Morton. To, że jej powieści kręcą się wokół podobnego schematu, na razie mnie nie przeszkadza. Na tyle rzadko wydaje nową książkę, że z przyjemnością zanurzam się w jej opowieści, nie zważając na powtarzalność.

    OdpowiedzUsuń
  2. krainaczytania14 lutego 2016 14:13

    Dla mnie to też nie jest jakieś rażące uchybienie, ale z drugiej strony rutynę mogłabym zrozumieć u autorki, która ma na koncie kilkadziesiąt powieści, jak na przykład Nora Roberts. Kate Morton wydaje mi się zbyt młodą stażem pisarką, żeby już na tym etapie pisać do schematu. Oczywiście nie zmienia to faktu, że "Dom nad jeziorem" i tak przeczytam. :-)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.