Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa. Dziękuję!
Wydawnictwo: LIRA
Warszawa 2020
Wydanie drugie uzupełnione i rozszerzone
Zanim przejdę do omówienia powieści, pozwolę sobie nakreślić
kilka zdań na temat tytułowego Mandylionu. Mandylion był najprawdopodobniej
jedną z najbardziej czczonych chrześcijańskich relikwii, która dotarła do Francji
w średniowieczu. Był to mały, prostokątny kawałek materiału, na którym
odciśnięty został wizerunek twarzy Chrystusa. Prawosławni chrześcijanie uważali
go za pierwszą ikonę. Historia Mandylionu sięga apokryficznej opowieści o
legendarnym władcy królestwa Osroene ze stolicą w Edessie, którym władali
przedstawiciele dynastii Abgar. Królestwo to było rzymską prowincją założoną
przez plemiona pochodzące z północnej Arabii. Wspomniana historia dotyczy
ówczesnego władcy Abgara V Ukkama bar Ma'nu (?), którego okres panowania
przypadł na lata 4 p.n.e. – 7 n.e. i 13 n.e. – 50 n.e. Opowieść ta po raz
pierwszy została zapisana w Księdze
Historii Kościoła, a jej autorem był niejaki Euzebiusz z Cezarei (ok. 265 –
339/340). Euzebiusz opowiada historię, która wydarzyła się za życia Chrystusa.
Król Abgar V Ukkama bar Ma'nu miał wysłać do Jezusa list, w którym prosił Go o
to, aby ten przybył do Edessy i uzdrowił go z kalectwa. Treść listu miała
brzmieć następująco:
[...] Słyszałem o Tobie,
że uzdrawiasz ludzi bez lekarstw i ziół, że słowem swoim przywracasz wzrok
ślepym, chromym każesz chodzić, trędowatych oczyszczasz i zmarłych wskrzeszasz.
Usłyszawszy to wszystko o Tobie uznałem po rozwadze, że jedno z dwojga to być
może: albo jesteś Bogiem, który zstąpił z nieba, aby czynić cuda, albo też
jesteś Synem Bożym, który takie cuda może czynić. Dlatego też w tym liście pragnę
Cię błagać, abyś raczył przybyć do mnie i uleczyć mnie z mej choroby, na którą
cierpię już od dawna. Dowiedziałem się bowiem także, że Żydzi szemrzą przeciw
Tobie i nastają na Twe życie. Przybądź więc do mnie, bo moje miasto małe, lecz
zacne, wystarczy dla nas obydwu.
Zdaniem Euzebiusza, Chrystus odpisał królowi, wyjaśniając mu,
że niestety nie może pojawić się w Edessie w tym konkretnym czasie, ale zamiast
tego wyśle tam jednego ze swoich uczniów. Wiadomość, którą według legendy miał
otrzymać król brzmiała następująco:
Błogosławiony jesteś,
ponieważ uwierzyłeś we Mnie, choć mnie sam nie widziałeś. Napisane jest bowiem
o mnie, że ci, którzy Mnie widzieli, nie uwierzą we Mnie, a ci, którzy Mnie nie
widzieli, uwierzą i zostaną zbawieni. Co do tego zaś, co mi napisałeś, abym do
Ciebie przybył, to trzeba, abym wypełnił to, po co jestem posłany, a potem
muszę wrócić do Tego, który mnie posłał. Gdy jednak wzięty będę do nieba, poślę
do Ciebie jednego z mych uczniów, aby Cię uleczył i dał Ci życie.
Nie wiadomo tak
naprawdę na ile prawdziwa jest treść tego listu i czy w ogóle Chrystus napisał
go do Abgara V Ukkama bar Ma'nu. Jeśli faktycznie tak się stało, to jest on
jedyną rzeczą, jaką Jezus pozostawił po sobie na piśmie. W każdym razie
Euzebiusz z Cezarei twierdzi, że list ten przyniósł królowi uczeń Chrystusa o
imieniu Ananiasz. Potem, po Wniebowstąpieniu Jezusa, na dworze w Edessie miał
rzekomo zjawić się Tadeusz z Edessy, którego tradycja katolicka utożsamia z
Judą Tadeuszem. Jego modlitwa sprawiła, że król Agbar faktycznie odzyskał
zdrowie, tak jak zostało mu to obiecane przez samego Chrystusa. Żadnej wzmianki
o Mandylionie nie ma natomiast w zapiskach pątniczki Egerii, która w latach 381-384
odwiedziła Ziemię Świętą, zaś swój pamiętnik spisała około 380 roku,
kiedy to ponownie zainteresowano się Edessą oraz legendą o królu Agbarze.
 |
Tadeusz z Edessy
wręcza Mandylion królowi Abgarowi
|
Pierwsza wzmianka na
temat świętego wizerunku pochodzi z notatek wspomnianego wyżej Tadeusza z
Edessy spisanych około 400 roku. Z jego relacji wynika, że król Agbar V Ukkama
bar Ma'nu wysłał do Jezusa pewnego malarza, który namalował Jego portret, a
potem artysta wrócił z nim na królewski dwór, zaś władca przyjął go z wielką
radością. Po jakimś czasie obraz został przeniesiony do komnaty znajdującej się
w murach bramy miejskiej Edessy. Od tego czasu wierzono, że w razie zagrożenia
wizerunek Jezusa przyciągnie Boże miłosierdzie i obroni miasto przed wrogami. Z
kolei około 593 roku prawnik z Antiochii, Ewagriusz Scholastyk (536-594),
określił obraz jako ten, który został „stworzony przez Boga”, sugerując
jednocześnie, że jego pochodzenie jest nadprzyrodzone.
W latach 609-944 Edessa znajdowała się najpierw pod rządami
pogańskich Sasanidów, a potem muzułmanów. Nie ma zatem żadnych informacji na temat
Mandylionu, które pochodziłyby z tego okresu. W 944 roku miasto zostało
natomiast zdobyte przez Bizantyjczyków i wtedy też wizerunek Jezusa znów zaczął
być sławny. Najprawdopodobniej przez te trzy stulecia był gdzieś ukryty. Wtedy
też Mandylion przeniesiono z Edessy do Konstantynopola, a tam cesarz Roman I
Lekapen (870-948) umieścił go w pałacowej kaplicy. W 1204 roku podczas czwartej
krucjaty Konstantynopol został zdobyty i splądrowany przez
francusko-normańskich krzyżowców i wtedy też zarówno Mandylion, jak i Całun
Turyński zostały odebrane prawosławnym chrześcijanom i przewiezione na zachód,
natomiast w 1241 roku sam Mandylion trafił w końcu w ręce króla Ludwika IX
Świętego (1214-1270) i cesarza łacińskiego Baldwina II de Courtenay
(1217-1273). Obaj pochodzili z francuskiej dynastii Kapetyngów. Istnieją też
pewne dowody na to, że ten niezwykły wizerunek Chrystusa przeszedł również
przez ręce templariuszy.
Król Francji, Ludwik IX Święty, umieścił relikwię w
nieukończonej jeszcze wtedy słynnej Świętej Kaplicy (z franc. Sainte-Chapelle) znajdującej się w zamku
na wyspie Cité w Paryżu. Król ukończył jej budowę w 1248 roku. Po jakimś czasie
trafiły tam także inne wspaniałe relikwie związane z chrześcijaństwem, jak
peleryna świętego Marcina, Korona Cierniowa Jezusa, Krzyż, włócznia Longinusa
oraz wiele innych relikwii mających związek z samym Chrystusem i jego
apostołami, a nawet z Maryją, matką Jezusa. Relikwie te były bowiem wspólnym
dziedzictwem francuskich królów aż do rewolucji francuskiej, która wybuchła w
1789 roku. Wtedy spotkał je los podobny do losu relikwii Joanny d’Arc
(1412-1431). W czasach napoleońskich rozrzucone po świecie relikwie, którym
udało się przetrwać, zostały ostatecznie przekazane arcybiskupowi Paryża, lecz
Mandylion nie trafił już do Francji. W Watykanie znajduje się jednak obraz, co
do którego panuje opinia, że jest on Mandylionem z Edessy, ale fakt ten nie
został nigdy w stu procentach potwierdzony. Możliwe jest natomiast, że
Mandylion wywieziono do Włoch podczas rewolucji francuskiej, lecz nie ma na to
twardych dowodów.
Z Bractwem Mandylionu
Wojciecha Dutki po raz pierwszy spotkałam się w 2015 roku. Przeczytałam wówczas
pierwsze wydanie tej powieści pochodzące z 2009 roku. Ta książka już wtedy
zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Ponieważ historia Anglii i wszystko,
co wiąże się z Wielką Brytanią stanowi nie tylko moje hobby, ale przede wszystkim
jest gałęzią nauki, którą zajmuję się na co dzień, więc jestem też bardzo
wymagająca, jeśli chodzi o publikacje na ten temat. Nie sądziłam jednak, że
przyjdzie mi kiedyś napisać o tej książce po raz drugi. Moja opinia o Bractwie Mandylionu wciąż pozostaje
niezmienna. Nadal uważam, że jest to jedna z najlepszych powieści historycznych,
jakie w życiu czytałam. Głównym bohaterem jest normandzki szlachcic i syn
hrabiego Gloucester, Gotfryd de Melville, który pierwsze lata swego życia
spędza w Anglii pod panowaniem Henryka II Plantageneta (1133-1189). Jest zatem
rok 1170, a Gotfryd wcale nie ma takiego łatwego życia, jak mogłoby się
wydawać, patrząc na jego pochodzenie. Będąc jeszcze dzieckiem, traci ukochaną
matkę, natomiast z ojcem zupełnie nie potrafi się dogadać. Sytuacja pogarsza
się jeszcze bardziej, gdy hrabia sprowadza sobie do domu kolejną kobietę, po
czym czyni ją swoją małżonką. Macocha jest młoda, a do tego jeszcze
niesamowicie ambitna i pazerna na majątek męża. Praktycznie od pierwszego dnia
przebywania z Gotfrydem pod jednym dachem, Juliette jest do niego wrogo
nastawiona i wcale tego nie ukrywa. Buntuje swego męża przeciwko pasierbowi i
sugeruje mu, aby ten jak najszybciej pozbył się syna z domu, a najlepiej
będzie, jeśli odda go do klasztoru, gdzie będzie mógł przygotowywać się do
życia w stanie duchownym. A ponieważ kobieta jest w stanie błogosławionym i ma
nadzieję, że już niedługo urodzi syna, to cały majątek Hugona de Melville’a
będzie dla niego jak znalazł. Ostatecznie młody Gotfryd trafia pod opiekę
Odilona, który jest dość wpływowym biskupem Gloucester.
 |
Wejście
krzyżowców do Konstantynopola
Obraz
został namalowany około 1840 roku.
autor:
Eugène Delacroix (1798-1863)
| |
Gotfryd nie jedzie jednak do klasztoru sam. Towarzyszy mu
wierny giermek i zarazem przyjaciel, Henryk z Bienne. Dość szybko okazuje się,
że biskup bynajmniej nie działał bezinteresownie, przyjmując Gotfryda do
klasztoru. Pewnego dnia wzywa do siebie chłopka i wyznacza mu misję, która
wiąże się z tym, że syn Hugona de Melville’a zmuszony jest udać się na dwór
Henryka II Plantageneta. Gotfryd wyrusza tam wraz ze swoim wiernym giermkiem. Niestety,
w podróży nie są bezpieczni, ponieważ po piętach stale depcze im niejaki
„człowiek z kuszą”, który ma tylko jeden cel. Pozbyć się Gotfryda i jego
towarzysza raz na zawsze. Dlaczego? Kim jest ten mężczyzna i kto go
wynajął? A może działa na własną rękę? Od
tej pory ich życie nie będzie już wyglądać tak samo. Lecz to nie wszystko.
Szybko okazuje się bowiem, że Gotfryd i Henryk przybyli do Londynu w bardzo
trudnym czasie. Są świadkami poważnego konfliktu króla z arcybiskupem
Canterbury, Tomaszem Becketem (ok. 1118-1170). Konflikt ten kończy się dla tego
drugiego tragicznie. Jak gdyby tego było mało, Gotfryd de Melville zostaje
wplątany w cały ten koszmar i teraz sam może mieć poważne problemy. Czy zatem
zostanie oskarżony i skazany na śmierć, jak pozostali winni zabójstwa? A może w
ostatniej chwili ktoś przyjdzie mu z pomocą i uwolni od okrutnej śmierci?
Historia Gotfryda de Melville’a nierozerwalnie łączy się z Mandylionem
z Edessy, o którym napisałam powyżej. Mandylion stanowi praktycznie trzon
fabuły. Natomiast jeśli chodzi o tło historyczne, to wraz z głównym bohaterem
czytelnik bierze udział w trzeciej (1189-1192) i czwartej (1202-1204)
krucjacie, kiedy to zdobyto Konstantynopol, czego konsekwencją było utworzenie
Cesarstwa Łacińskiego, które przetrwało do 1261 roku. Akcja powieści od samego
początku jest niezwykle wciągająca, natomiast narratorów jest dwóch. O swoim
życiu raz opowiada nam sam Gotfryd de Melville, który kończy już swoją ziemską wędrówkę,
a raz jest to narrator trzecioosobowy. Główny bohater praktycznie nie ma się
czym chwalić, ponieważ zrobił w życiu wiele złego. Można zatem odnieść
wrażenie, że ta opowieść to swego rodzaju spowiedź Gotfryda stojącego nad
grobem. Możliwe, że podejmowane przez niego złe wybory stanowią konsekwencję
tego, co przeżył już w swoim rodzinnym domu, kiedy najpierw musiał zmagać się z
traumą po śmierci matki, a potem ojciec praktycznie wyrzucił go z domu, aby
wszystko, co należało się pierworodnemu synowi przekazać przyrodniemu bratu
Gotfryda. Potem doszły jeszcze podejrzane działania biskupa Odilona, w wyniku
których został wplątany w coś, co zagrażało nie tylko jego bezpieczeństwu, ale
wręcz życiu. Sprawy osobiste też nie szły po myśli Gotfryda. Pobyt w Prowansji
zmienił jego życie nieodwracalnie, zaś uczestnictwo w wyprawach krzyżowych
również spowodowało, że na pewne sprawy rycerz zaczął patrzeć inaczej.
 |
Zdobycie
Konstantynopola w 1204 roku
autor:
Palma Le Jeune (1544–1620)
|
Gotfryd de Melville to postać niezwykle złożona. Można odnieść
wrażenie, że on sam także nie jest do końca przekonany o słuszności swojego postępowania.
Wielokrotnie działa pod wpływem emocji, lecz zawsze ma u boku prawdziwych przyjaciół,
którzy są gotowi nadstawić karku w jego obronie. Jest to dowód na to, że
prawdziwa męska przyjaźń naprawdę istnieje i jest gotowa wiele znieść. Ta powieść
to nie tylko historia, ale także przygoda. Bohaterowie wciąż są w ruchu i
bezustannie muszą stawiać czoło kolejnym niebezpiecznym sytuacjom. Oprócz
przygody i historii jest też miłość, dla której można poświęcić życie i własne bezpieczeństwo.
Jest też żądza okrutnej zemsty, która wręcz odbiera rozum. Na kartach powieści
występują także postacie historyczne związane z opisywanym okresem, jak król
Ryszard I Lwie Serce (1157-1199), sułtan Saladyn (1138-1193) czy Dominik Guzmán
(ok. 1170-1121), założyciel Zakonu Braci Kaznodziejów, czyli popularnych
Dominikanów.
Bractwo Mandylionu
to naprawdę doskonała powieść, którą polecam wszystkim wielbicielom historii. Tym razem w ręce czytelnika trafia wydanie rozszerzone, gdzie autor uzupełnia niektóre informacje znane nam z poprzedniego wydania, co tylko podnosi walor powieści. Oprócz
powyższego nie można też zapominać o bezsensowności wojen religijnych, na co
dowodem są wyprawy krzyżowe, a w ich konsekwencji śmierć wielu tysięcy niewinnych
ludzi, co wyraźnie widać na kartach powieści. Dlatego tak ważna jest wolność
wyznania. Czytając tę książkę nie mogłam też oprzeć się wrażeniu, że znajduję w
niej elementy charakterystyczne dla prozy Kena Folletta. Uważam, że ta książka
doskonale sprzedałaby się na brytyjskim rynku wydawniczym. Miejmy zatem
nadzieję, że tak się kiedyś stanie i powieść zostanie przetłumaczona na język
angielski.
Jeśli ktoś chciałby przeczytać mój esej o poprzednim wydaniu
książki, to znajdzie go tutaj.
Agnieszka Różycka
tłumaczka, autorka, dziennikarka, eseistka