Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hana Berger Moran. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hana Berger Moran. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 lutego 2016

Wendy Holden – „Urodzeni, by żyć”













Wydawnictwo: SONIA DRAGA
Katowice 2015
Tytuł oryginału: Born Survivors: Three Young Mothers and Their Extraordinary Story of Courage, Defiance, and Hope
Przekład: Przemysław Hejmej & Jerzy Rosuł








Holokaust – najstraszniejsza zbrodnia w dziejach ludzkości


Holokaust był procesem zaplanowanym, instytucjonalnie zorganizowanym oraz przeprowadzanym regularnie przez nazistowskie Niemcy. W czasie drugiej wojny światowej wymordowano prawie sześć milionów europejskich Żydów. W latach 1939-1945, czyli między niemiecką inwazją na Polskę a zakończeniem wojny w Europie, naziści dążyli do całkowitego wymordowania europejskich Żydów. Opierając się na greckim znaczeniu słowa holocaustikós, które oznacza ofiarę całopalną, czyli innymi słowy spalaną w całości, zagładę ludności pochodzenia żydowskiego określono właśnie terminem Holokaust.

Prześladowanie Żydów rozpoczęło się praktycznie natychmiast po dojściu Adolfa Hitlera (1889-1945) do władzy, a było to w styczniu 1933 roku. Wielu historyków twierdzi, że ta data stanowi wyznacznik początku epoki Holokaustu. W listopadzie 1938 roku, podczas tak zwanej Nocy Kryształowej (z niem. Kristallnacht), która miała miejsce w nazistowskich Niemczech, zaczęto niszczyć żydowskie mienie. Rozpoczęły się także masowe aresztowania Żydów z powodów rasowych. Więziono ich również w nazistowskich obozach. Trzeba jednak pamiętać, że nie tylko oni stali się ofiarami reżimu, jaki zafundował Europie Hitler. Zgodnie z rasistowską ideologią, nazistowskie Niemcy uważały samych siebie za przedstawicieli rasy wyższej (nordycko-aryjskiej), zaś Żydzi traktowani byli przez nich jako tak zwana anty-rasa. Zarówno rasistowska, jak i antysemicka ideologia Hitlera zmierzała do zachowania „czystości rasowej” oraz wykreowania grupy „nadludzi”.

W dziejach ludzkości Holokaust był najbardziej zbrodniczym okresem, który określany jest mianem ludobójstwa. Faszyści dokonywali niewyobrażalnych zbrodni nie tylko na narodzie żydowskim, ale również na tych, którzy cierpieli z powodu choroby psychicznej, byli homoseksualistami, członkami partii komunistycznej w tamtym okresie zdelegalizowanej w Trzeciej Rzeszy, a także na wyznawcach, na przykład Kościoła Świadków Jehowy. Niemniej żadnej z wymienionych grup Holokaust nie dotyczył w takim rozmiarze i na tak wielką skalę, jak było to w przypadku ludności pochodzenia żydowskiego, której zagłada była precyzyjnie zaplanowana i przygotowana. Słowianie – Polacy, Rosjanie, Ukraińcy, Jugosłowianie i Czechosłowacy – uważani byli przez nazistów za niższą rasę. Polaków naziści również traktowali jako tak zwanych „podludzi”. Z kolei polskie dzieci o „wyglądzie aryjskim” poddawane były germanizacji, zaś polscy przedstawiciele inteligencji i przywódcy mordowani, natomiast pozostałych czekało życie w niewoli. 


Tory kolejowe, wartownia i brama główna Auschwitz II-Birkenau.
Widok z rampy znajdującej się wewnątrz obozu (1945). 


W czasie drugiej wojny światowej Żydzi zmuszani byli do życia w gettach oraz niewolniczej pracy ponad siły. Największe z gett znajdowało się w Warszawie, gdzie uwięzionych zostało ponad czterysta osiemdziesiąt tysięcy Żydów. Getto warszawskie zlikwidowano w maju w 1943 roku, a stało się to po dokonaniu przez nazistów masowych deportacji do Treblinki latem 1942 roku, oraz po wybuchu powstania w getcie w kwietniu 1943 roku. Z kolei w getcie łódzkim, które było drugim pod względem wielkości, w czasie największego zagęszczenia przebywało dwieście dwadzieścia tysięcy Żydów. Dość duże getta znajdowały się także we Lwowie, w Mińsku, Wilnie oraz Terezínie. To ostatnie zostało utworzone na terenie Protektoratu Czech i Moraw. Niektóre getta otoczone były murem bądź ogrodzeniem celem odizolowania mieszkańców i odseparowania ich od ludzi żyjących na zewnątrz. Żydzi żyli w gettach w nieludzkich warunkach. Konfiskowano ich majątki i pozbawiano podstawowych życiowych potrzeb. Ogromne zagęszczenie ludności, brak higieny, głód oraz nieobecność podstawowej opieki medycznej sprawiały, że w gettach rozprzestrzeniały się bardzo groźne choroby. W warszawskim getcie z powodu niehumanitarnych warunków życia zmarło około dwadzieścia procent ludności. Stało się to jeszcze zanim naziści rozpoczęli akcje deportacyjne do obozów zagłady.

Jeszcze zanim naziści doszli do władzy, zaczęli planować utworzenie obozów koncentracyjnych z zamiarem więzienia w nich przeciwników faszystowskiej ideologii i reżimu. Pierwszy obóz koncentracyjny powstał w Dachau w dniu 23 marca 1933 roku, czyli dwa miesiące po powołaniu Adolfa Hitlera na stanowisko kanclerza Trzeciej Rzeszy. Na terenie nazistowskich Niemiec największymi obozami były: Buchenwald, Mauthausen, Neuengamme, Ravensbrück oraz Sachsenhausen. Po wybuchu drugiej wojny światowej Niemcy zakładali obozy również na terytoriach państw okupowanych. Największy masowy mord w historii ludzkości miał miejsce w obozie Auschwitz-Birkenau. Obóz powstał w 1942 roku i znajdował się na terenie okupowanej Polski. Bestialsko zamordowano w nim ponad milion Żydów, a także setki tysięcy Polaków, Sinti, Romów, jak również ludzi innych narodowości. Ostateczne rozprawienie się z problemem żydowskim miało miejsce wtedy, gdy hitlerowcy zaczęli masową likwidację gett, co w konsekwencji doprowadziło do eksterminacji tych Żydów, którzy jeszcze jakimś cudem pozostali przy życiu.


Przyjazd nowego transportu więźniów do Terezína. 
Zanim Anka Nathanová została deportowana do Auschwitz II-Birkenau, 
przebywała w obozie koncentracyjnym w Teresienstadt. 


Polityka eksterminacji Żydów prowadzona przez Niemców szczególnie dotkliwie i brutalnie skierowana była wobec dzieci, ponieważ one najbardziej narażone były na konsekwencje głodu i chorób. Najpierw do obozów koncentracyjnych kierowano te dzieci, które naziści uważali za „nienadające się” do zrealizowania faszystowskich planów. W bardzo wielu krajach Żydów ratowali zwykli ludzie, których miesiącami lub nawet latami ukrywali w specjalnych schronach. Znane są także przypadki, kiedy to sami Niemcy zajmujący wysokie stanowiska w nazistowskiej hierarchii nieśli pomoc ludności żydowskiej. Stąd właśnie wywodzi się oficjalny tytuł Sprawiedliwy wśród Narodów Świata, który nadawany jest wszystkim tym, którzy w jakiś sposób ochronili Żydów przed pewną śmiercią, choć sami nie byli Żydami. Order ten – jak dotąd – przyznano także ponad sześciu tysiącom Polaków, co stanowi zdecydowaną większość na tle obywateli innych państw. Nie oznacza to jednak, że ludności żydowskiej nie pomagało jeszcze więcej Polaków. Tych nazwisk po prostu nie znamy. Niemniej należy też pamiętać, że większość ludzi była tylko biernymi obserwatorami Holokaustu.

Pozwólcie, że w tym miejscu wspomnę o pewnej rodzinie z Markowej – miejscowości leżącej na Podkarpaciu niedaleko Łańcuta (południowo-wschodnia Polska). Była to rodzina Ulmów, która oddała życie za tych i wraz z tymi, których ukrywała w swoim domu. W dniu 24 marca 1944 roku we wsi rozegrała się potworna tragedia. Tego dnia z samego rana niemiecka żandarmeria bestialsko zamordowała siedemnaście osób. Zginęli Józef i Wiktoria Ulmowie wraz z szóstką swoich dzieci, jak również ośmiu Żydów pochodzących z rodzin Szallów i Goldmanów, w tym maleńka córeczka tych ostatnich. Potworność tej zbrodni jest po prostu niewyobrażalna. Otóż, w momencie wykonywania egzekucji, Wiktoria Ulma, która była wówczas w ciąży, zaczęła rodzić kolejne, siódme dziecko…

Josef Mengele zwany
Aniołem Śmierci
A teraz skupmy się na wyjątkowej książce Wendy Holden, która w sposób niezwykle przejmujący opisała historię trzech niewiarygodnie odważnych kobiet. Priska, Rachela i Anka były młodymi zamężnymi Żydówkami, które nie wahały się przeciwstawić okrutnej polityce nazistów, aby tylko móc uchronić od śmierci swoje nienarodzone dzieci. Każda z nich została wywieziona do obozu koncentracyjnego Auschwitz II-Birkenau w 1944 roku. Zanim cały koszmar zaczął się na dobre, wszystkie musiały poddać się oględzinom faszystowskiego lekarza Josefa Mengele (1911-1979), który Prisce, Racheli i Ance zadał to samo pytanie: „Czy jest pani w ciąży?” Jego świdrujące oczy przewiercały kobiety na wskroś. Niemniej wszystkie zgodnie odpowiedziały „Nie”, choć miały już świadomość swojego odmiennego stanu.

Trzeba dodać, że Josef Mengele został po wojnie uznany za zbrodniarza wojennego. Na swoich ofiarach przeprowadzał eksperymenty pseudomedyczne, których zasadniczym celem było znalezienie sposobu na genetyczne uwarunkowanie aryjskich cech u dzieci oraz zwiększenie ilości ciąż mnogich. W związku z tym podstawowym obiektem jego zainteresowań stały się bliźnięta. To właśnie na nich przeprowadzał swoje makabryczne badania medyczne. Potem bliźnięta te często były zabijane, a „Anioł Śmierci” porównywał ich narządy wewnętrzne. Mengele do swoich eksperymentów wybierał ofiary przede wszystkim spośród żydowskich i romskich więźniów. Swoje okrutne badania przeprowadzał bez znieczulenia. Dokonywał amputacji, wstrzykiwał bakterie wywołujące choroby, celowo zakażał rany, jak również wykonywał punkcje lędźwiowe. Wielokrotnie żądał przeprowadzenia wymiany krwi pomiędzy bliźniętami. W obozie miał do swojej dyspozycji dwie pracownie eksperymentalne i salę, gdzie przeprowadzał sekcje zwłok. Sala znajdowała się w jednym z krematoriów. Poza tym, to od Josefa Mengele zależało kto z nowego transportu będzie przeznaczony na śmierć, a kto jeszcze przez jakiś czas będzie nadawał się do pracy, aż w końcu tak osłabnie z sił, że któregoś dnia albo sam umrze, albo zostanie skazany na śmierć, ponieważ przestanie być przydatny.

Priska Löwenbeinová (Słowaczka), Rachela Friedman (Polka) i Anka Nathanová (Czeszka) nie wiedziały zatem, co czeka ich dzieci, jeśli powiedzą prawdę. Nie wiedziały, że Josef Mengele będzie robił wszystko, aby tylko zabrać im maleństwa, żeby potem przeprowadzać na nich swoje bestialskie eksperymenty medyczne. Niemniej praktycznie bez wahania kobiety zaprzeczyły, a potem robiły co mogły, żeby ukryć swój stan nie tylko przed nazistami, ale także przed współwięźniarkami. Oczywiście przez cały ten czas ciężko pracowały i głodowały, zaś w głębi duszy wierzyły, że któregoś dnia wrócą do domu do swoich rodzin i ukochanych mężów, którzy również zostali wywiezieni do obozów koncentracyjnych. Kobiety miały wielką nadzieję, że pewnego dnia będzie im dane prowadzić życie sprzed wojny, które w bestialski sposób im przerwano. Tak więc przy życiu w obozach koncentracyjnych utrzymywały ich bardzo głęboka wiara i nadzieja w lepsze jutro, jak również ogromna miłość do dzieci, które miały się wkrótce narodzić.


Ulice łódzkiego getta, gdzie Rachela Friedman przebywała zanim została deportowana 
do Auschwitz II-Birkenau. W tle widać żydowską synagogę przy ulicy Wolborskiej 
(marzec 1940). 


Przebywając przez siedem miesięcy w obozach koncentracyjnych Priska, Rachela i Anka każdego dnia były świadkami licznych egzekucji. Widziały, jak w komorach gazowych mordowani są ludzie, którym naziści wmawiali, że idą tam tylko po to, aby wziąć prysznic. Wśród tych osób byli także członkowie ich rodzin. Kobiety widziały dym unoszący się z krematoryjnych kominów i były przerażone, ponieważ gdzieś w podświadomości czuły, że może któregoś dnia to właśnie im będą kazać udać się „pod prysznic”. Po jakimś czasie wszystkie trzy kobiety zostały przetransportowane do obozu pracy we Freibergu (Niemcy), gdzie zmuszone były wykonywać katorżniczą pracę przy produkcji samolotów bojowych. Po jakimś czasie wywieziono je do kolejnego obozu koncentracyjnego. Tym razem był to obóz w Mauthausen (Austria). To właśnie w tych dniach na świat przyszły dzieci Priski, Racheli i Anki. Najpierw urodziła się Hana (córka Priski), potem Mark (syn Racheli), a na końcu Eva (córka Anki). Trzeba dodać, że kobiety przez cały czas nie wiedziały o swoim wzajemnym istnieniu, pomimo że przebywały w tych samych obozach. Dopiero ich dorosłym dzieciom dane było odnaleźć się w 2010 roku i ostatecznie spotkać w miejscu, w którym przyszły na świat i gdzie cudem ocalały ich matki.

Książka Wendy Holden jest niezwykle poruszająca. Czytelnikowi nie jest tutaj nic oszczędzone. Autorka z niezwykłą dokładnością opisuje koszmar obozów koncentracyjnych. Pokazuje też, jak wyglądało życie bohaterek przed wybuchem drugiej wojny światowej i deportacją oraz po wyzwoleniu i powrocie do domu, którego już tak naprawdę nie było. Ich majątek został rozkradziony. Priska, Rachela i Anka musiały zaczynać wszystko od nowa. Nie było praktycznie nikogo, kto mógłby im pomóc. W którymś momencie zdały sobie wreszcie sprawę z tego, że ich ukochani mężowie już nigdy nie wrócą. Musiały zatem same zająć się dziećmi, które tylko cudem przeżyły. Musiały walczyć o każdy następny dzień. Najpierw robiły to w obozach koncentracyjnych, a potem w normalnym życiu. Kobiety były niezwykle silne nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim psychicznie. Żadna z nich się nie załamała. Żadna nie poddała. Wszystko to zasługuje na ogromny podziw.


Ocaleni z obozu Mauthausen pozdrawiają amerykańskich żolnierzy, którzy przekraczają główną bramę obozu.
Zdjęcie zostało zrobione kilka dni po wyzwoleniu obozu (maj 1945). 


Moim zdaniem Urodzeni, by żyć to swoisty dokument dla obecnego pokolenia, jak i dla tych, którzy będą żyć po nas. To hołd złożony ofiarom Holokaustu. Choć z jednej strony wiele w tej publikacji okrucieństwa, to jednak z drugiej pojawia się także niemało scen, które sprawiają, że człowiek w całym tym nazistowskim bestialstwie dostrzega człowieczeństwo. Takim symbolem człowieczeństwa był bez wątpienia Antonín Pavliček – naczelnik stacji Horní Bříza (miasto w Czechach). Mężczyzna wykazał się wielką odwagą i nie bacząc na grożące mu niebezpieczeństwo, pomógł zagłodzonym i przerażonym żydowskim kobietom, które naziści akurat przewozili do kolejnego obozu zagłady. Wiele dobrego dla wyzwolonych więźniów obozu w Mauthausen zrobił także sierżant amerykańskiej armii Albert J. Kosiek, którego przodkowie pochodzili z Polski.

Książka jest przepełniona ogromnym bólem i ludzką tragedią, która tak naprawdę nigdy nie miała prawa się wydarzyć. Niemniej czasu nie cofniemy. Możemy jedynie pamiętać o tych wszystkich ludziach, którzy byli bestialsko mordowani w imię chorych idei, których nie można niczym usprawiedliwić. Nie możemy też zapominać o tych, którzy przeżyli, a którzy doświadczyli niewyobrażalnej gehenny. Dlatego też Urodzeni, by żyć to nie tylko hołd złożony zamordowanym podczas drugiej wojny światowej, ale także pomnik wystawiony ofiarom Holokaustu i ich rodzinom.



Jeśli chcesz przeczytać recenzję po angielsku, kliknij tutaj.
If you want to read this review in English, please click here.
Jeśli chcesz przeczytać wywiad z Wendy Holden i Haną Berger Moran, kliknij tutaj i tutaj








niedziela, 21 lutego 2016

Wierzę, że doświadczenie Holokaustu było dla mojej rodziny ostrzeżeniem...







ROZMOWA Z HANĄ BERGER MORAN



Hana Berger Moran jest córką Priski Löwenbeinovej, która z pochodzenia była Słowaczką. Jej matka była jedną z trzech niezwykle odważnych kobiet, które spodziewały się dziecka w momencie, gdy zostały przywiezione do nazistowskiego obozu koncentracyjnego Auschwitz II-Birkenau. Priska, Rachela i Anka utrzymywały swoją ciążę w wielkiej tajemnicy przed nazistami. Hana urodziła się dzień przed tym, jak jej matka została przewieziona do obozu pracy w Mauthausen w Austrii. Hana i jej matka to – między innymi – bohaterki książki „Urodzeni, by żyć” autorstwa Wendy Holden. W Polsce książkę wydano w 2015 roku. Obecnie Hana mieszka w Kalifornii (USA).




Agnes A. Rose: Bardzo dziękuję, że zgodziła się Pani opowiedzieć moim Czytelnikom swoją historię. Na początek chciałabym poprosić Panią, aby powiedziała nam Pani coś więcej o swojej odważnej matce, Prisce. Jaka ona była?

Hana Berger Moran: Priska była wówczas dwudziestoośmioletnią młodą kobietą, która w chwili deportacji była nauczycielką w szkole podstawowej, aczkolwiek zdobywała wykształcenie, aby zostać profesorem języków obcych. Kiedy została zmuszona do przerwania nauczania w szkole, udzielała prywatnych lekcji z angielskiego, francuskiego i niemieckiego. Była bardzo żywiołowa, uwielbiała grać w tenisa, a przede wszystkim kochała swojego męża, mojego zmarłego ojca Tibora Löwenbeina, oraz swoją rodzinę.

Agnes A. Rose: Urodziła się Pani w obozie koncentracyjnym. Czy pamięta Pani, kiedy po raz pierwszy poznała Pani historię związaną z Pani narodzinami? Jakie uczucia Pani wtedy towarzyszyły? 

Hana Berger Moran: Słowa „obóz koncentracyjny” oraz fakt, że rzeczywiście urodziłam się w takim miejscu dotarły do mnie, gdy miałam sześć lat (było to w pierwszej klasie). A stało się to tak: po szkole bawiłam się na podwórku i wówczas dzieci zaczęły wołać „židka” (Żydówka). Nie wiedziałam, co to znaczy, więc pobiegłam do domu i zapytałam matkę. Wzięła mnie za rękę i pokazała mi fotografie swoich zmarłych rodziców, mojego nieżyjącego ojca i swojej zmarłej siostry – i powiedziała mi, że oni wszyscy byli „židia” (Żydami), i z tego powodu zginęli w obozach, które zwano obozami koncentracyjnymi. Co więcej, ona także była židka, również była w takim obozie i tam mnie urodziła. To, co wtedy naprawdę poczułam jako sześciolatka, pamiętam do dziś. Powiedziałam: „Ja też chcę być taka, jak ty i oni; a teraz czy mogę iść i bawić się na podwórku?”

Agnes A. Rose: Jak Pani matka emocjonalnie radziła sobie z doświadczeniami Holokaustu? Co trzymało ją przy życiu każdego dnia w obozie? W jaki sposób podtrzymywała swoją nadzieję?

Hana Berger Moran: Ponieważ była to czwarta ciąża mojej matki, usilnie koncentrowała się na tym, aby mieć to dziecko (czyli mnie)*. Dlatego też jej jedynym celem było, aby przetrwać i wrócić do domu, żeby tam czekać na ukochanego Tibora. Była absolutnie przekonana o tym, że przeżyje, gdyż zamierzała mieć tę maleńką dziewczynkę, której nadała już imię – Hana. Owszem, nadała też imię chłopcu, który powinien nazywać się… Miško, lecz w swoim sercu była przekonana, że to będzie dziewczynka. Modliła się każdego dnia – kilka razy dziennie, i ufała Wszechmogącemu, że się nią zaopiekuje.

Agnes A. Rose: Jakiego rodzaju pracę wykonywała Pani matka, będąc w obozie koncentracyjnym? W jakich warunkach pracowała? Czy mogłaby Pani opisać jej powszedni dzień?

Hana Berger Moran: Pracowała w słynnej dziś fabryce we Freibergu, w fabryce porcelany, która na potrzeby wojny została przekształcona w fabrykę Arado-Flugzeugwerke produkującą samoloty bojowe. Siedziała lub stała przy wysokim roboczym stole i była odpowiedzialna za umieszczanie zabezpieczających blokujących nakrętek na skrzydłach samolotów przy użyciu bardzo ciężkiego sprzętu. Gdyby choć na chwilę przerwała swoją pracę, zostałaby czymś uderzona – czasami był to młotek, a czasami szmata… Więźniowie szli do fabryki ulicami Freibergu po apelu około godziny szóstej rano. Tak samo było w drodze powrotnej pod koniec dnia.

Agnes A. Rose: Jak Holokaust wpłynął na życie Pani rodziny? Mogłaby nam Pani powiedzieć czy ją wzmocnił, czy osłabił?

Hana Berger Moran: Wierzę, że doświadczenie Holokaustu było dla mojej rodziny ostrzeżeniem – pokazało nam, jak ludzie, którzy kiedyś byli mili, mogą zmienić się w bardzo krótkim czasie; jak mogą zatopić się w nienawistnej propagandzie. To nauczyło mnie również cenić wartość życia, które otrzymujemy jako dar i trzeba starać się nim cieszyć. Nauczyłam się być silną, ale mimo to życzliwą, bo nigdy nie wiemy, kto doświadczył tego samego – zarówno wtedy, jak i teraz.

Hana & Wendy Holden, która jest autorką
książki Urodzeni, by żyć
Agnes A. Rose: W jaki sposób Pani matka rozpoczęła nowe życie po Holokauście?

Hana Berger Moran: Według słów mojej matki, gdy zrozumiała, że jej ukochany Tibor nie wróci, a mając mnie – bardzo słabe i chorowite dziecko, które musiała wychować sama – natychmiast zaczęła działać, a ujęła to tak: „zapracuj na swój kawałek chleba”. Podczas gdy uczyła w szkole podstawowej w Bratysławie podjęła również studia (1946) na uniwersytecie, aby uzupełnić swoje wykształcenie i uzyskać tytuł magistra z języka angielskiego, niemieckiego i francuskiego, żeby móc uczyć w ówczesnych szkołach, które wtedy nazywano „gimnazjami” (dziś są one odpowiednikami gimnazjów i liceów).

Agnes A. Rose: Przeczytałam, że nigdy nie spotkała Pani swojego ojca, ponieważ najprawdopodobniej w styczniu 1945 roku zmarł podczas morderczego marszu, który wyruszył z nazistowskiego niewolniczego obozu pracy w Gliwicach. Jestem pewna, że Pani matka opowiadała Pani o nim wiele razy. Czy mogłaby nam Pani trochę o nim opowiedzieć?

Hana Berger Moran: Rzeczywiście, mój ojciec zginął lub zmarł z osłabienia w czasie marszu śmierci, który wyruszył z Gliwic w styczniu 1945 roku. Moja matka powiedziała mi jak bardzo był troskliwy, kochający, cierpliwy, a także silny… Był analitykiem i intelektualistą, jak również pisarzem z bardzo silnie rozwiniętym poczuciem dobra i zła. Był słowackim patriotą, który wierzył, że każdy powinien mieć prawo do praktykowania swojej religii, nie będąc zmuszonym cierpieć w imię swojego wyznania. Nigdy nie opuściłby Czechosłowacji, gdyby nie deportacja, o czym jest mowa w niewielkich rozmiarów książeczce, którą napisał w Bratysławie.

Agnes A. Rose: Jak wyglądało życie Pani rodziny przed drugą wojną światową?

Hana Berger Moran: Pytasz o całą rodzinę? Moi dziadkowie Paula i Emanuel Ronowie mieli małą skromną koszerną kawiarnię w Złotych Morawcach w Czechosłowacji. Kiedy pod koniec 1940 roku zostali zmuszeni do jej zamknięcia, przenieśli się do Bratysławy, aby być blisko swoich dwóch córek Elżbiety (Alžbeta), na którą wołano także Boežka, i mojej matki. Boežka była bardzo utalentowaną krawcową, matka – nauczycielką. Mój zmarły ojciec pracował jako dziennikarz lokalnej gazety żydowskiej. 

Agnes A. Rose: Czy członkowie Pani rodziny próbowali wyemigrować w 1939 roku, kiedy naziści zaatakowali ich ojczyznę?

Hana Berger Moran: Tylko jeden członek naszej rodziny wyemigrował do Palestyny (pod angielskim mandatem), a było to w 1938 roku. Reszta naszej rodziny nigdy o tym nie myślała. Mój ojciec tak naprawdę nie wierzył, że muszą wyjeżdżać.

Agnes A. Rose: Jakie okoliczności doprowadziły do tego, że teraz mieszka Pani w Stanach Zjednoczonych zamiast w Słowacji?

Hana Berger Moran: W dniu 21 sierpnia 1968 roku byłam młodą kobietą, około roku mężatką, miałam tytuł magistra z Inżynierii Chemicznej i byłam w szóstym miesiącu ciąży. Czułam się szczęśliwa, ponieważ nasz kraj przechodził cudowną przemianę – uczono się pokazywać ludzką twarz socjalizmu pod rządami ówczesnego prezydenta Alexandra Dubčeka. I wtedy zobaczyłam czołgi, usłyszałam strzały i dowiedziałam się, że nasi „bracia” przyszli „wyzwolić” nas z naszej wolności, i to był impuls! W ciągu dziesięciu dni dostałam paszport, którego do tej pory nie miałam, i z naszymi dokumentami udałam się do austriackiej ambasady, aby otrzymać wizę do Austrii. Wyjechaliśmy, ja prowadziłam samochód, a za naszym autem jechał czołg; to było 31 sierpnia 1968 roku. Ponieważ jedyna rodzina – bracia mojej matki – mieszkała w Izraelu, postanowiłam się tam udać, aby zaopiekować się naszym długo oczekiwanym dzieckiem. Syn urodził się w Aszkelon w Izraelu w grudniu 1968 roku. Po kilku latach pracy i studiach w Instytucie Naukowym Weizmanna ukończyłam swój doktorat z Chemii Organicznej Produktów Naturalnych i przeniosłam się do Stanów Zjednoczonych, aby rozpocząć staż podoktorancki. I wtedy zdecydowaliśmy się zostać w Stanach Zjednoczonych. Moja matka odwiedzała nas, ale nigdy nie chciała opuścić Słowacji. Po siedemnastu latach nieobecności pozwolono mi odwiedzać ją tam osobiście, co robiłam kilka razy w roku.

Wydawnictwo: SONIA DRAGA
Katowice 2015
Przekład: Przemysław Hejmej 
& Jerzy Rosuł
Agnes A. Rose: Jak ważna jest dla Pani książka „Urodzeni, by żyć” autorstwa Wendy Holden? Dlaczego zdecydowała się Pani opowiedzieć Autorce o swojej matce i rodzinie?

Hana Berger Moran: To było ważne z punktu widzenia historii mojej matki – moja matka nie mówiła wiele o swoich przeżyciach w obozie – najczęściej mawiała: „Byłam tam i wróciłam razem z moją córką.” Nawet kiedy przeprowadzano z nią wywiad, to zdanie było istotą jej wypowiedzi. Tak więc, kiedy dowiedziałam się od Wendy o jej planach względem książki, nie miałam cienia wątpliwości, że jest to właściwa droga ku temu, aby ta historia ujrzała światło dzienne.

Agnes A. Rose: Jakie dzisiaj są Pani uczucia wobec Niemców i Niemiec?

Hana Berger Moran: Mam mieszane uczucia – są dobrzy i źli ludzie, tak jak wszędzie. To samo, co wydarzyło się w Niemczech w latach 30. XX wieku, w różnym stopniu może dziać się i dzisiaj. Służbowo odwiedziłam Niemcy i byłam także we Freibergu.

Agnes A. Rose: Wiem, że wróciła Pani do miejsca, gdzie się Pani urodziła. Spotkała się Pani również z ocalałymi dziećmi Racheli i Anki. Czy to było dla Pani bardzo traumatyczne przeżycie?

Hana Berger Moran: Wspaniale było spotkać doktora Marka Olsky’ego i Evę Nathan Clarke; dokładnie wtedy i w tamtym miejscu zaczęliśmy nazywać siebie „rodzeństwem”; ponieważ żadne z nas nie ma ani siostry, ani brata, to określenie doskonale do nas pasuje. Ta miłość przejęła kontrolę nad wszystkim. To miejsce jest szokujące i powiem Ci, że nigdy nie rozumiałam, a teraz jeszcze bardziej nie pojmuję, jak moja matka przeżyła tamte siedem miesięcy! Jak ona tego dokonała? Jak oni wszyscy to zrobili? To było, jest i zawsze będzie dla mnie trauma, chociaż mogę powiedzieć z dumą: „Przeżyliśmy!”

Agnes A. Rose: A co z Auschwitz? Czy to miejsce również Pani odwiedziła? Jeśli tak, to jakie uczucia towarzyszyły Pani wizycie w Polsce?

Hana Berger Moran: Nie odwiedziłam Auschwitz. Moi dziadkowie ze strony matki i ojca oraz ciocia zginęli tam w komorach gazowych (odpowiednio w 1942 i 1944 roku). Moje uczucia wobec Polski nie różnią się zbytnio od tych, jakie zawsze miałam – jest to kraj na północ od Słowacji. Jestem tylko trochę zaniepokojona obecnym rozwojem Polski, ale to jest polityka i nie będę się do niej teraz odnosić. Myślę, że ta sama uwaga dotyczy tego, o czym wspomniałam powyżej – Żydzi byli kozłami ofiarnymi – nawet bardzo biedni Żydzi. Tak było wszędzie. Szkoda.

Agnes A. Rose: Jaką wiadomość chciałaby Pani przekazać ludziom obecnie żyjącym? Co chciałaby Pani, aby zapamiętali z doświadczeń Pani matki? Jak ludzie powinni odpowiadać dzisiaj na ludobójstwo i łamanie praw człowieka?

Hana Berger Moran: Nigdy nie wolno nam zapominać zła, które wtedy się wydarzyło. Musimy zrozumieć, co wypełniło tamtą nienawiść. Bez tego zrozumienia ludzie nadal będą mogli być kontrolowani przez histerię i nienawiść bez zastanowienia się nad tym, co one przyniosły.

Musimy nauczyć się cieszyć życiem, kochać każdy wschód i zachód słońca oraz nauczyć się kochać siebie nawzajem poprzez poznawanie naszych różnic.

Agnes A. Rose: Bardzo Pani dziękuję za tę rozmowę. Jest ona dla mnie niezwykle ważna. Jestem niezmiernie szczęśliwa, że mogłam z Panią porozmawiać. Czy jest coś, co chciałaby Pani dodać?

Hana Berger Moran: Agnieszko, dziękuję, że się ze mną skontaktowałaś – jestem zaszczycona. Przez wiele lat miałam korespondencyjną przyjaciółkę w Warszawie. Teraz już do siebie nie pisujemy, ale pisałyśmy każdego miesiąca – ona po polsku, a ja po słowacku. To było coś wspaniałego.



Rozmowa, przekład i redakcja
Agnes A. Rose



Jeśli chcesz przeczytać ten wywiad w oryginale, kliknij tutaj.
If you want to read this interview in English, please click here






* Poprzednie trzy ciąże zakończyły się dla Priski poronieniem [przyp. tłum.].