Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

piątek, 27 lutego 2015

Noah Gordon – „Medicus” # 1













Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa. Dziękuję!



Wydawnictwo: KSIĄŻNICA/
GRUPA WYDAWNICZA PUBLICAT S.A.
Katowice 2014
Tytuł oryginału: The Physician
Przekład: Maria Grabska-Ryńska




Ludzie od zarania dziejów przywiązywali ogromne znaczenie do stanu swojego zdrowia. Niemniej, sposoby leczenia, które ówcześnie stosowano, tak naprawdę miały niewiele wspólnego z medycyną. Epoka średniowiecza szczególnie dotkliwie pod względem zdrowotnym odbiła się na krajach europejskich. Ludność żyjąca w dużych skupiskach, w ubóstwie i bez przestrzegania choćby podstawowych zasad higieny dziesiątkowana była przez choroby zwane potocznie „zarazą”. Do największych porażek średniowiecznej medycyny należy zaliczyć wiek XIV, kiedy „czarna śmierć” zabrała jedną trzecią ludności ówczesnej Europy. Epokę średniowiecza uważa się za okres wielkiego zacofania, nawet w porównaniu ze starożytnością. Tylko nieliczni uczeni korzystali z wiedzy zapisanej w starożytnych księgach autorstwa takich greckich medyków, jak Hipokrates (460 p.n.e.-370 p.n.e.) czy Galen (ok. 130-200).

Powszechnie panowało bowiem przekonanie, iż każda choroba to kara za grzechy, więc trzeba ją przyjąć z pokorą i modlić się do Boga lub udać się z pielgrzymką w jakieś religijne miejsce kultu. Nieliczni medycy przeprowadzali zabiegi, które znacznie częściej szkodziły pacjentom, niż im pomagały. Nierzadko taka kuracja polegała na odprawianiu modłów nad cierpiącym bądź na stosowaniu jednego zabiegu na wszelkie możliwe schorzenia. Do najbardziej popularnych należały upuszczanie krwi i przystawianie pijawek. Nie mniej szokujące były też niektóre zabiegi chirurgiczne. Do operacji medycy używali powszechnie stosowanych narzędzi stolarskich, jak piły, kleszcze czy wiertła. Nawet na zwykłe złamania lub zranienia kończyn stosowano ich amputację albo inne równie drastyczne zabiegi. Dodatkowo nie przestrzegano żadnych zasad higieny, dlatego też takie operacje wielokrotnie kończyły się zakażeniem organizmu, a w konsekwencji zgonem pacjenta.


Średniowieczna rycina przedstawiająca jedną  z najpopularniejszych metod
 leczenia, czyli upuszczanie krwi. 


Ludzie zamożni, a przede wszystkim władcy stan swojego zdrowia powierzali astrologom i alchemikom. Mistyczny świat kamieni szlachetnych oraz wpływ gwiazd skłaniały średniowiecznych naukowców do poszukiwania uniwersalnego eliksiru życia, który miałby pomóc na wszelkie możliwe dolegliwości. Badania alchemików przynosiły raczej odkrycie nowych metali i substancji, aniżeli wynalezienie cudownego leku. Pomimo że w średniowiecznych krajach europejskich panował całkowity zastój, jeśli chodzi o rozwój nauk medycznych, to jednak w państwach arabskich medycyna naprawdę szła do przodu.

Największym i najbardziej znanym przedstawicielem arabskiej medycyny był Abu Ali al-Husajn Ibn Abdallah ibn al-Hasan ibn Ali ibn Sina, który w łacińskiej Europie znany był jako Awicenna. Lekarz urodził się w okolicach Buchary, gdzie spędził młodość, ucząc się Koranu, prawa, a także podstaw matematyki i filozofii. Później studiował także medycynę. W bardzo młodym wieku wyleczył panującego w Bucharze władcę Nuha ibn Mansura pochodzącego z dynastii Samanidów, natomiast sprawującego władzę w latach 976-997. Od tego czasu Ibn Sina zaczął być traktowany jako wielki medyk. Niemniej, dla Awicenny medycyna była dość łatwą nauką, lecz o filozofii nie mógł już tego samego powiedzieć.

Ibn Sina znany również jako Awicenna
(980-1037)
Wyrazem wdzięczności wyleczonego władcy był przywilej korzystania z pałacowej biblioteki, gdzie Ibn Sina mógł poznać dzieła starożytnych pisarzy, które uchodziły za niezwykle rzadkie. Medyk studiował bardzo intensywnie, a w wieku osiemnastu lat posiadł już całą dostępną wiedzę. Przypuszcza się, że w czasie studiów w Bucharze ukształtował się zasadniczy zrąb wiedzy Awicenny, co potem zaowocowało znaczącymi wpływami na jego dzieła.

Po śmierci ojca oraz upadku dynastii Samanidów, Awicenna przeniósł się z Buchary do Chorezmu, gdzie na dworze Ali ibn Mamuna sprawującego władzę w latach 997-1009, przebywało wielu wybitnych uczonych pochodzących ze świata muzułmańskiego. W stolicy Chorezmu Ibn Sina przebywał dwa lata, a kiedy w roku 1012 nie przyjął zaproszenia władcy, aby ozdobić swoją osobą jego dwór, wówczas medyk po prostu stamtąd uciekł. Najpierw trafił do Dżordżan, gdzie znalazł bogatego mecenasa, w którego domu spędził trochę czasu. Tam też poznał swojego późniejszego ucznia, biografa i towarzysza wędrówek – Dżuzdżaniego. Z kolei z Dżordżan Awicenna wyjechał do Reju, a potem do Hamadanu, gdzie został wezyrem tamtejszego władcy. Po śmierci swojego protektora los Ibn Siny odmienił się i w wyniku dworskich intryg został wtrącony do więzienia. Na szczęście po kilku miesiącach zdołał z więzienia uciec i wyjechać do Isfahanu.

Po raz pierwszy na kartach książki Noah Gordona czytelnik spotyka Awicennę właśnie w Isfahanie. Sławny na cały świat medyk nie tylko leczy tam swoich pacjentów, ale także prowadzi szpital i przygotowuje do pracy młodych kandydatów na lekarzy. Niemniej, zanim tam dotrzemy wraz z głównym bohaterem, cofnijmy się wiele lat wstecz i przenieśmy do jedenastowiecznej Anglii. To tutaj, w Londynie, wraz z rodzicami i rodzeństwem mieszka dziewięcioletni Robert Jeremiasz Cole. Ojciec chłopca jest cieślą zrzeszonym w miejscowym cechu, natomiast matka trudni się hafciarstwem. Jak na tamte czasy Agnieszka Cole jest dość dobrze wykształcona. Potrafi pisać, czytać i zna trochę łacinę. Pamiętajmy, że w epoce średniowiecza kobietom odbierano wszelkie prawa dotyczące zdobywania wiedzy, więc fakt, że matka Roba może poszczycić się tymi umiejętnościami jest naprawdę wyjątkiem. Niestety, na rodzinę Cole’ów spada wielkie nieszczęście. Najpierw tuż po kolejnym porodzie umiera Agnieszka, a wkrótce po niej schorowany Nataniel. Dzieci zostają same na świecie. Nie mogą jednak żyć bez opieki dorosłych, albowiem są jeszcze zbyt małe. Do pracy też pójść nie mogą. Ponieważ Nataniel był członkiem rzemieślniczego cechu, jego współpracownicy decydują oddać dzieci do adopcji. I tak oto każde z nich trafia pod dach kogoś innego. Jedno zabiera miejscowy piekarz, zaś inne jakiś duchowny do klasztoru, gdzie posługuje swoim wiernym. Tylko Roberta nikt nie chce. Czy chłopiec naprawdę zostanie sam i będzie musiał liczyć jedynie na łut szczęścia?


Tom Payne jako tytułowy Medicus
reż. Philipp Stölzl
źródło

Chyba jednak stanie się inaczej, bo oto na drodze Roberta staje wędrowny balwierz i kuglarz – Henryk Croft. Takich jak Rob miał już pod swoją opieką kilku. Z jednymi układało mu się lepiej, zaś z innymi gorzej. Jak będzie tym razem? Na chwilę obecną nie wiadomo. Pewne jest tylko to, że obydwaj opuszczają opustoszały dom młodego Cola i wyruszają w drogę. Odwiedzają rozmaite angielskie miasta i wioski, gdzie Henryk zabawia publiczność, a przy okazji leczy ich choroby, choć nie zawsze robi to uczciwie. Przy okazji uczy Roberta, jak zostać dobrym balwierzem i kuglarzem. Oczywiście ich wędrówki nie zawsze należą do bezpiecznych, bo na angielskich drogach aż roi się od podejrzanych charakterów. Roberta coraz bardziej zaczyna fascynować medycyna, lecz nie taka, którą uprawia jego protektor. On chce czegoś więcej. Pragnie pomagać ludziom, a nie wykorzystywać ich dramatyczne położenie. On chce leczyć, zamiast jedynie uśmierzać ból i skazywać pacjentów na śmierć. Poza tym, już jakiś czas wcześniej odkrył w sobie pewien Dar. Niemniej, na chwilę obecną młody Cole nie może liczyć na nic więcej oprócz towarzyszenia swojemu mistrzowi i słuchania jego rad oraz poleceń. Czy tak będzie już zawsze? Czy Robert J. Cole odziedziczy po balwierzu profesję, którą będzie zarabiał na życie?

Jak wiadomo wszystko się kiedyś kończy. Pewnego dnia Henryk Croft opuszcza Roberta na zawsze. Od tej chwili Rob będzie musiał liczyć już tylko na siebie. I wtedy znów w wyniku rozmaitych zbiegów okoliczności decyduje się wyjechać z Anglii w poszukiwaniu sławnego perskiego medyka. Jego podróż do Isfahanu nie należy bynajmniej do najłatwiejszych i najbezpieczniejszych, lecz nasz bohater nie ma zamiaru się poddać. Czy uda mu się odnaleźć osławionego Awicennę? Czy Robert Cole spełni wreszcie swoje marzenie i zostanie prawdziwym medykiem, a nie tylko kimś, kto tego medyka udaje? Jak dalej potoczą się losy chłopca, którego od samego początku życie nie oszczędzało? Czy po latach uda mu się odnaleźć rodzeństwo, z którym rozdzielono go w dzieciństwie?

Medicus to pierwszy tom trylogii o losach lekarskiego rodu Cole’ów. Noah Gordon napisał tę książkę w 1986 roku i od tamtego czasu doczekała się ona wielu wznowień, a nawet ekranizacji. Oczywiście jest to powieść historyczna, lecz śmiało można ją także zaliczyć do gatunku powieści przygodowych. Życie głównego bohatera już od samego początku naznaczone jest szeregiem rozmaitych wydarzeń, które w mniejszym lub większym stopniu wpływają na jego dalsze losy. Autor skupił się tutaj nie tylko na samej średniowiecznej medycynie, ale także poruszył wiele innych ważnych tematów, jak na przykład miłość, przyjaźń, rodzina, tolerancja bądź jej brak. Z drugiej strony jednak nie można zapominać, że Medicus to tak naprawdę opowieść o ogromnej pasji, która praktycznie od najmłodszych lat towarzyszy Robertowi. Wydaje się, że Henryk Croft stał się, jak gdyby narzędziem, które miało młodemu Cole’owi jedynie pomóc odnaleźć właściwą życiową drogę.


Ben Kingsley jako Ibn Sina oraz Tom Payne w roli Roberta J. Cole'a
reż. Philipp Stölzl
źródło

Noah Gordon w fabule powieści zawarł dosłownie wszystko. Z jednej strony mamy ważne medyczne tematy, oczywiście adekwatne do epoki, natomiast z drugiej jest to życie osobiste głównego bohatera. Roberta Cole’a czytelnik ma szansę obserwować od najmłodszych lat jego życia, tak więc widzi jak bardzo ta postać się zmienia i dojrzewa. Z małego i krnąbrnego chłopca Rob przeistacza się w dorosłego mężczyznę, który nie zawsze postępuje według panujących w społeczeństwie zasad. Jest on dość zbuntowanym bohaterem, który nie na wszystko się godzi, pomimo tego, iż zdaje sobie sprawę, że w momencie, gdyby jego postępowanie wyszło na jaw, wówczas przyjdzie mu zapłacić najwyższą cenę. Robert Cole posiada niezwykle porywczy charakter, który czasami może doprowadzić go do zguby.

Kwestia uczuciowa jest przedstawiona w tej książce bardzo dokładnie. Relacje głównego bohatera z kobietami są nieco skomplikowane. Dopóki Robert nie spotka na swojej drodze tej jednej jedynej, zdarza mu się eksperymentować na tym polu, co też nie zawsze wychodzi mu na dobre. Wspomniałam wyżej o przyjaźni. To jest temat, który Autor wyeksponował dość wyraźnie, szczególnie w kontekście pobytu Roberta na obcej ziemi, gdzie mieszają się kultury, religie i poglądy na te same tematy. Nasz bohater wielokrotnie znajduje się w naprawdę ogromnym niebezpieczeństwie. Czasami czytelnik odnosi wrażenie, że Cole już z tego nie wyjdzie obronną ręką.

Powieść tak naprawdę jest historią fikcyjną, pomimo że Ibn Sina i Dżuzdżani są postaciami autentycznymi. Czytając Medicusa czytelnik poznaje nie tylko epokę średniowiecza, ale także dostrzega wiele różnic kulturowych i obyczajowych. Przyznam szczerze, że mnie świat arabski w literaturze od zawsze kojarzy się z baśnią. Możliwe, że jest to pozostałość z dzieciństwa, kiedy czytałam Baśnie tysiąca i jednej nocy. W przypadku Medicusa również odniosłam podobne wrażenie. Noah Gordon doskonale przenosi czytelnika w realia, których nie znamy, jednocześnie dostarczając wielu wrażeń i emocji. Książka przeznaczona jest głównie dla tych, którzy lubią połączenie historii z przygodą. Bohaterowie są niezwykle wyraziści i autentyczni, choć przeważnie fikcyjni. Ponieważ książka nie jest nowością na rynku wydawniczym, więc myślę, że wielu czytelników już ją zna. Natomiast ci, którzy jeszcze się z Medicusem nie zetknęli, a cenią sobie tego typu klimaty, powinni jak najszybciej sięgnąć po tę powieść. Naprawdę warto. Przypuszczam, że pozostałe dwa tomy trylogii – Szaman i Spadkobierczyni medicusa – są równie godne uwagi, jak sam Medicus.















piątek, 20 lutego 2015

Historia mojej szkockiej rodziny ma co najmniej trzysta lat...







ROZMOWA Z CARMEL MCMURDO AUDSLEY 


Carmel McMurdo Audsley mieszka w Brisbone (Australia). Swego czasu pracowała jako dziennikarka i redaktorka, natomiast obecnie cały swój czas poświęca na gromadzenie materiałów i pisanie powieści historycznych. Posiada stopień licencjata z dziennikarstwa, literatury i filozofii. Wydała powieściową trylogię, której akcja rozgrywa się w Szkocji i którą napisała na podstawie historii własnej rodziny. Poszczególne części trylogii zatytułowane są: Ours, Yours and Mines, Far Across The Sea oraz Faeries, Farms and Folk i opowiadają o życiu górniczych rodzin zamieszkujących zielone tereny rolniczych miasteczek i w konsekwencji emigrujących na piaszczyste obszary słonecznych wybrzeży Australii. Carmel rozpoczęła również prowadzenie bloga, którego treść przeznaczona jest głównie dla Czytelników jej trylogii, którzy pragną poszerzyć swoją wiedzę na temat prawdziwej historii jej rodziny i być na bieżąco podczas pisania jej kontynuacji. Na blogu Carmel można także odnaleźć przydatne wskazówki dotyczące pisania.



Agnes A. Rose: Carmel, jestem ogromnie zaszczycona, że mogę gościć Cię na swoim blogu i porozmawiać z Tobą. Na początek chciałabym Cię poprosić, abyś opowiedziała nam coś o sobie. Jak dotąd w Polsce nie wydano jeszcze Twoich książek, więc myślę, że moi Czytelnicy chcieliby dowiedzieć się o Tobie czegoś więcej.

Carmel McMurdo Audsley: Agnieszko, bardzo dziękuję za poświecony mi czas. Mój ojciec w 1950 roku przybył ze Szkocji do Australii. Opowiedział nam o faktach dotyczących jego życia w „starym kraju”, lecz jako rodzina byliśmy już bardzo australijscy. W swojej karierze zawodowej pracowałam jako dziennikarka i redaktorka w różnych magazynach i gazetach. Mój mąż, Iain, pracował w teatrze, grając na żywo. Kilka lat temu zdecydowaliśmy się wycofać z pracy w pełnym wymiarze godzin, natomiast ja miałam w końcu czas na to, aby zająć się badaniem historii mojej rodziny. Fakty, które odnalazłam były tak fascynujące, że postanowiłam o nich napisać, a miałam tych materiałów na tyle dużo, żeby stworzyć z nich trzy powieści.

Agnes A. Rose: Bardzo interesuje mnie to, jak ważna jest dla Ciebie historia. Czy czytasz dużo książek na ten temat?

Carmel McMurdo Audsley: Myślę, że historia jest ważna, ponieważ musimy wiedzieć skąd pochodzimy. Ponadto, jeśli znamy przeszłość, to może nas to powstrzymać przed popełnianiem tych samych błędów, co kiedyś. Interesuję się historią starożytną i przede wszystkim czytam biografie, gdyż lubię znać życie innych ludzi.

Agnes A. Rose: Opublikowałaś właśnie powieściową trylogię, która powstała w oparciu o historię Twojej rodziny. Jaka była geneza tych książek? Czy jest to historia, którą od dawna chciałaś opowiedzieć?

Carmel McMurdo Audsley: Są to fakty dotyczące moich przodków, ale odnoszą się również do wielu osób, których przodkowie pochodzą ze Szkocji. Niektórzy z nich pracowali w strasznych warunkach w kopaniach węgla i mieszkali w dwupokojowych domach, czasem wraz z dziesięciorgiem dzieci. Chciałam o tym opowiedzieć, aby ludzie mogli wypełnić niektóre luki w ich własnej rodzinnej historii i zobaczyć jak ciężko było ludziom, którzy żyli przed nami. Kiedy zaczęłam zbierać materiały do powieści “Faeries, Farms and Folk” i cofnęłam się jeszcze bardziej w czasie, odkryłam, że wiele osób mieszkało i pracowało na typowych polach z małym domkiem, a na niewielkiej działce uprawiali swoje własne warzywa, ale po połączeniu ziemskich majątków ludzie byli zmuszeni opuścić ziemie, na których pracowali od wielu pokoleń. Te opowieści mogą dotyczyć bardzo wielu czytelników.

Agnes A. Rose: Czy mogłabyś nam opowiedzieć coś więcej o każdej z tych książek? Mam na myśli ich fabułę.

Carmel McMurdo Audsley: Pierwszą książkę opublikowałam w 2012 roku i nosi tytuł “Ours, Yours and Mines”. Jest to historia rodziny, która pracowała w kopalniach węgla w południowo-zachodniej Szkocji w połowie XIX wieku, walcząc z ubóstwem i chorobami. Moja praprababcia była bardzo odważną kobietą, która usiłowała odsunąć swoją rodzinę od kopalń, ale czasami tylko taką pracę można było dostać, mimo posiadanego wykształcenia. Był to czas, kiedy gruźlica zabiła wielu ludzi, a ona opiekowała się nimi w domu. Nikt nie rozumiał wtedy, że choroba jest zaraźliwa.

Kontynuacją tej książki jest wydana w 2013 roku "Far Across The Sea", która opowiada o dwóch wojnach światowych i Wielkim Kryzysie w czasach zanim mój ojciec opuścił Szkocję, aby spróbować szczęścia w Australii. Zamierzał pracować w Australii przez dwa lata, przez kolejne dwa lata w Ameryce i dwa lata w Kanadzie, ale nigdy nie wrócił do Szkocji. Poznał moją matkę i został w Australii. Ta książka opowiada historię jego matki, która bardzo cierpiała, gdyż nigdy nie zobaczyła już swojego jedynego syna. W 2014 roku została opublikowana "Faeries, Farmy i Folk", która stanowi prequel do pierwszej powieści. Cofam się w niej do połowy XVII wieku, kiedy w Szkocji powszechne było polowanie na czarownice, a życiem ludzi rządził Kościół. Ludzie trudnili się rolnictwem i byli bardzo przesądni, wierząc we wróżki, duchy i czarownice. Wiele tak zwanych „czarownic” było tylko biednymi, starymi kobietami, które nie miały pieniędzy, aby zadbać o siebie i przez to stawały się zabiedzonymi i odzianymi w łachmany niewiastami. Ludzie często bali się ich i obwiniali je o wszystko, co działo się z ich zwierzętami czy rodzinami. Książki te można czytać jako serię lub każda z nich może być czytana jako osobna opowieść.

Agnes A. Rose: Jak dużo czasu zajęło Ci pisanie tych książek?

Carmel McMurdo Audsley: Każda książka to około roku studiowania materiałów, pisania, edytowania i w końcu opublikowania. Ponieważ piszę o prawdziwych ludziach, miejscach i wydarzeniach, ważne jest to, aby informacje w książkach były dokładne, żeby czytelnicy uzyskali prawdziwy obraz okresu, w którym każda powieść jest osadzona. Na przykład w mojej pierwszej książce “Ours, Yours and Mines” mój bohater używał włącznika światła, ale kiedy ponownie przeczytałam tekst, zdałam sobie sprawę, że oni wtedy nie mieli elektryczności, więc mój bohater musiał zdmuchnąć świeczkę. Ponadto, muszę też dowiedzieć się, w jaki sposób przemieszczać bohatera z miejsca na miejsce – czy oni podróżowali pociągiem, koniem i wozem, a może pieszo? I jak długo trwałaby podróż? W swoim gabinecie, gdzie piszę, posiadam mapy i ogromne arkusze papieru, więc mogę sporządzać notatki i sprawdzać te kwestie. Lubię najpierw pisać, a potem wracać i weryfikować spójność i dokładność.

Agnes A. Rose: Myślę, że zebrane do książek materiały musiały być ogromne. Czy było to dla Ciebie trudne czy przyjemne?

Carmel McMurdo Audsley: Gromadzenie materiałów rozpoczęłam z ciekawości – chciałam znać ludzi, którzy żyli przede mną. Ponieważ zaczęłam od dat urodzin, zgonów, świadectw ślubów, ci ludzie stali się dla mnie niezwykle realni i chciałam wiedzieć o nich więcej. Kiedy okazało się, że moja praprababka urodziła ośmioro dzieci i pochowała siedmioro z nich, wiedziałam, że to jest historia, którą muszę opowiedzieć, ponieważ dotyczy ona jednocześnie wielu ludzi. Byłam bardzo podekscytowana, dowiadując się o tej całej rodzinnej historii i kilka razy płakałam, szczególnie gdy odnalazłam świadectwa zgonu małych dzieci. To było niczym próbowanie rozwikłania nieodkrytej tajemnicy, a ja byłam w tym wszystkim detektywem. Uwielbiam być detektywem.

Agnes A. Rose: Czy zamierzałaś stworzyć trylogię, kiedy zaczynałaś pisać?

Carmel McMurdo Audsley: To może wydawać się dziwne, ale gdy skończyłam odkrywać większość rodzinnej historii, wiedziałam, że chciałabym napisać trzy książki i wiedziałam, jak należałoby je zatytułować. Napisałam “Ours, Yours and Mines” jako pierwszą. Wtedy zmarł mój ojciec, a ja postanowiłam kontynuować tę powieść i napisać o jego życiu w "Far Across The Sea". Ciągle przekopywałam materiały i znalazłam jeszcze więcej informacji sięgających wstecz, tak więc “Faeries, Farms and Folk” obejmuje okres od połowy XVII wieku do połowy wieku XIX i stanowi prequel do pierwszej książki.


Agnes A. Rose: Wiem, że ta historia jest trylogią, ale być może pomimo wszystko planujesz napisać w przyszłości kolejną część tej opowieści?

Carmel McMurdo Audsley: Cofnęłam się do rodzinnej historii z XVII wieku i myślę, że jest to tak daleko, jak to tylko możliwe, ponieważ dalej nie były prowadzone już żadne rejestry urodzeń, zgonów czy zawierania małżeństw. Naprawdę żałuję, ponieważ chciałabym dowiedzieć się więcej. Niemniej, dysponuję mnóstwem historii wartych opowiedzenia i mam plany, aby napisać jeszcze kilka powieści historycznych z akcją osadzoną w Szkocji. Uwielbiam gromadzenie materiałów, a do tego jest tak wiele tematów, o których można pisać. Nigdy nie zabraknie mi pomysłów czy materiałów do moich książek.

Agnes A. Rose: Z mojego punktu widzenia powieści historyczne są coraz bardziej popularne nie tylko w moim kraju, ale także na całym świecie. Dlaczego tak się dzieje? Jak myślisz?

Carmel McMurdo Audsley: Sądzę, że odseparowaliśmy się od naszych rodzin i naszej przeszłości. Ludzie myślą, że skoro mamy wszystkie nowoczesne formy komunikacji, to możemy być w stałym kontakcie ze sobą nawzajem, ale czasami jest to bardzo powierzchowna forma porozumiewania się. Wydaje się, że jako społeczeństwo zatracamy w sobie sztukę konwersacji – prawdziwej konwersacji, gdzie w istotny sposób rozmawiamy o sobie wzajemnie i o nas samych. Powieści historyczne zabierają nas do czasów, kiedy życie wydawało się prostsze i mniej skomplikowane, ale tak naprawdę w każdym wieku ludziom towarzyszyły trudności i problemy. Dzięki powieściom historycznym można kreować relacje z bohaterami i dowiedzieć się, jakie przeszkody mieli do pokonania w życiu. To jak słuchanie najlepszego przyjaciela, a niektóre mądrości nabyte w ten sposób mogą nam pomóc w naszym własnym życiu.

Agnes A. Rose: Czy mogłabyś powiedzieć nam, jak Czytelnicy odbierają Twoją trylogię?

Carmel McMurdo Audsley: Dostałam bardzo dużo wspaniałych maili od Czytelników. Myślę, że praca pisarza polega nie tylko na tym, aby bawić ludzi, ale ma też na celu dostarczenie im informacji i sprawienie, żeby coś poczuli. Jeśli ludzie mówią mi, że śmiali się i płakali podczas czytania moich książek, wiem, że wykonałam dobrą robotę. Niektórzy z recenzentów powiedzieli: „Pani Audsley maluje tę scenę w sposób dramatyczny i wprowadza Czytelnika do biednego i nie nadającego się do użytku mieszkania właściciela kopalni.”, „Dbałość o szczegóły jest pierwszej klasy. Autorka zręczną ręką niezwykle realistyczne oddaje obrazy tamtych czasów.”, „Historia tej rodziny, radości i smutki są wciągające. Dobrze napisane i łatwe do odczytania.”, „Ta książka będzie przyciągać zainteresowanie od pierwszego rozdziału.”, „Czułem się, jakbym był wciągany do domu i rodziny McMurdos i przeżywałem ich emocje z każdym wydarzeniem.”

Agnes A. Rose: Kiedyś pracowałaś jako dziennikarka i redaktorka. Dlaczego przestałaś wykonywać tę pracę i zdecydowałaś się pisać książki?

Carmel McMurdo Audsley: Uwielbiałam pracę dziennikarki i redaktorki i nawet jeśli teraz jestem na emeryturze, to już zawsze będę dziennikarką. Każdy dzień mojego zawodowego życia spędzałam pod presją goniących terminów i pracy, podczas gdy inni ludzie brali urlopy. To była bardzo interesująca praca, ale czasami również niezwykle stresująca. Teraz nadal ciężko pracuję, ale jeżeli mam ochotę wziąć kilka dni wolnego, to robię to. Od czasu do czasu piszę jeszcze dla niektórych czasopism i tworzę magazyn przeznaczony dla szkockiej społeczności mieszkającej w Australii, ale moim głównym celem jest skupienie się na książkach.

Agnes A. Rose: Jesteś pierwszym pokoleniem urodzonym w Australii, ale Twoja rodzina przybyła tam ze Szkocji. Czy mogłabyś nam coś więcej opowiedzieć o jej historii?

Carmel McMurdo Audsley: Historia mojej szkockiej rodziny ma co najmniej trzysta lat, a może i więcej, ale na tym kończą się wszelkie zapiski. Pod koniec XIX wieku różne gałęzie rodu udały się do Ameryki i Kanady, lecz mój ojciec był pierwszą osobą w bezpośredniej linii, który opuścił Szkocję i osiedlił się w Australii. Mam jeszcze rodzinę w Szkocji i odwiedzam ją tak często, jak tylko mogę. Moje dzieci są bardzo dumne ze swojego szkockiego pochodzenia.

Agnes A. Rose: Moim zdaniem Szkocja to bardzo tajemniczy i bogaty historycznie kraj. Czy znasz jakąś szkocką legendę, którą mogłabyś nam opowiedzieć?

Carmel McMurdo Audsley: Każdy słyszał fascynujące opowieści o Potworze z Loch Ness, ale w historii Szkocji istnieje wiele bardziej ponurych legend i wierzeń. W mojej trzeciej książce “Faeries, Farms and Folk” fabuła rozpoczyna się od autentycznych procesów czarownic i palenia na stosie, które miały miejsce na Whitesands w Dumfries w Szkocji w 1659 roku. Dziewięć kobiet zostało oskarżonych o grzech parania się czarami, i po torturach oraz głodówce, były one wleczone na łańcuchach na miejsce egzekucji. Ze wszystkich parafii zapraszano ludzi, aby mogli być świadkami tego spektaklu. Pili piwo i wino, podczas gdy kobiety starały się uwolnić. Czarownice były duszone i palone na stosie. Było to niezwykle makabryczne, ale w tamtym czasie naprawdę się wydarzyło.

Agnes A. Rose: Czy czasami tęsknisz za Szkocją? Chciałabyś wyprowadzić się tam pewnego dnia?

Carmel McMurdo Audsley: Zawsze mieszkałam w Australii, ale w Szkocji byłam dwa razy. Nadal mam kuzynów, którzy tam mieszkają. Odwiedziłam dom, w którym dorastał mój ojciec oraz okolicę, gdzie mieszkał jako chłopiec, a także odwiedziłam wszystkie miejsca, o których opowiadam w swoich książkach i w których mieszkała i pracowała reszta mojej rodziny. Ojciec mojego męża również pochodzi ze Szkocji, więc oboje jesteśmy spowinowaceni z tym krajem i uwielbiamy tam jeździć.

Agnes A. Rose: Czy jest jakiś pisarz, z którym chciałabyś się spotkać? Jeśli tak, to kim on jest?

Carmel McMurdo Audsley: Wolę nie spotykać się z ludźmi, których podziwiam, ponieważ czasami takie spotkanie niszczy iluzje, a lepiej jest myśleć o tych ludziach na swój własny sposób, zaś nie postrzegać ich takimi, jakimi są naprawdę. Istnieje kilku wielkich pisarzy, którzy prowadzili niezbyt dobre życie. Istnieje również wielu ludzi, którzy są wielkimi pisarzami, ale nigdy nie zdobyli uznania. Popularność i świetne pisanie nie zawsze idą w parze.

Agnes A. Rose: Czy z Twoim pisaniem wiąże się jakieś szczególnie interesujące pytanie lub szalona anegdota, którymi chciałabyś się podzielić?

Carmel McMurdo Audsley: Myślę, że coś takiego dotyczy wielu pisarzy, a ja, kiedy piszę, mam tendencję do „mieszkania” w swoich bohaterach. Tak było zwłaszcza wtedy, gdy w trzech książkach pisałam o swoich przodkach. Mimo że nigdy nie spotkałam tych ludzi, byłam w stanie przedostać się do ich wnętrza i starać się poczuć to samo, co oni czuli i dzięki temu mogłam użyć słów, które być może i oni wypowiedzieli. Potrafię godzinami pisać, będąc w innym czasie i przestrzeni, a następnie znów przeczytać swoje słowa i nawet nie pamiętać o pisaniu części historii. To dziwne, ale i ekscytujące doświadczenie.

Agnes A. Rose: Na koniec chciałabym zapytać Cię o Twoje plany na przyszłość związane z pisaniem. Nad czym teraz pracujesz?

Carmel McMurdo Audsley: Planuję napisać opowieść o kobiecie, która jest grabarzem i żyje w dziewiętnastowiecznej Szkocji. Brzmi to nieco makabrycznie, ale nie będzie to nadmierne rozwodzenie się nad trupami, ale raczej nad rozwiązaniem zagadki dotyczącej tego, w jaki sposób ludzie umierali. Wciąż jestem na etapie opracowywania koncepcji, a moja główna bohaterka wskaże mi drogę.

Agnes A. Rose: Carmel, bardzo Ci dziękuję za tę miłą rozmowę. Mam nadzieję, że Twoja trylogia zostanie wkrótce opublikowana w Polsce. W Twojej pracy twórczej życzę Ci wszystkiego, co najlepsze. Czy jest coś, co chciałabyś powiedzieć na zakończenie?

Carmel McMurdo Audsley: Agnieszko, cudownie było porozmawiać z Tobą. Mam nadzieję, że Twoi Czytelnicy przeczytają moje powieści i jestem pewna, że im się spodobają. Książki w języku angielskim w tej chwili są dostępne na www.amazon.com, jak również na stronach amazon w innych krajach (Francja, Hiszpania, Włochy, Niemcy). Jestem pewna, że gdyby było wystarczająco duże zainteresowanie, mogłabym znaleźć polskiego wydawcę, który przetłumaczyłby i opublikował moje książki.



Rozmowa, przekład, redakcja
Agnes A. Rose




Jeśli chcesz przeczytać ten wywiad w oryginale, kliknij tutaj.
If you want to read this interview in English, please click here





środa, 18 lutego 2015

Charlotte Brontë – „Shirley”














Wydawnictwo: MG
Warszawa 2011
Tytuł oryginału: Shirley
Przekład: Magdalena Hume






Shirley to druga opublikowana powieść Charlotte Brontë. Po raz pierwszy drukiem ukazała się 1849 roku, a było to po dwóch latach od publikacji Dziwnych losów Jane Eyre. W przypadku Shirley Charlotte Brontë zrezygnowała z narracji pierwszoosobowej, która z powodzeniem sprawdziła się w poprzedniej książce, a potem znów pojawiła się w powieści Villette (1853). Tym razem czytelnik spotyka się z wszystkowiedzącym narratorem trzecioosobowym. Nie można powiedzieć, że mamy tutaj do czynienia z jednym głównym bohaterem. Śmiało można uznać, iż na pierwszy plan wysuwają się dwie młode kobiety. Są to Shirley Keeldar i Caroline Helstone. Być może wcześniejszy sukces Charlotte Brontë sprawił, że Autorka w Shirley odeszła od kwestii czysto osobistych, skupiając uwagę na elementach społecznych i politycznych. Akcja powieści rozgrywa się w hrabstwie Yorkshire w czasie niepokojów i tworzenia się radykalnego ruchu robotniczego zwanego luddyzmem. Ruch ten zaczął rozwijać się w latach 1811-1812 i miał na celu ochronę interesów klasy robotniczej. W powieści czytelnik dostrzeże, jak gdyby dwie drogi prowadzenia fabuły. Z jednej strony obserwujemy walkę robotników z właścicielem fabryki, a z drugiej są to romantyczne wyobrażenia dwóch bohaterek.

Pomimo ambitnego planu, aby napisać wielki romans z aferą przemysłową w tle, Autorka kilkakrotnie w trakcie pisania powieści była zmuszona zmienić jej koncepcję. Początkowo zdawała sobie bowiem sprawę z tego, że jej książka może przynieść ogromny wstyd ojcu, który był pastorem, nie mówiąc już o faktycznym zagrożeniu dla niej samej, gdyby akcję swojej nowej powieści umieściła na tle czartystowskich niepokojów charakterystycznych dla okresu, w którym żyła i miejsca, gdzie mieszkała. To wszystko doskonale tłumaczy fakt, dlaczego Charlotte Brontë musiała zmienić swoje pierwotne plany odnoście pisania Shirley.

Charlotte Brontë (1816-1855)
Portret pochodzi z 1873 roku.
Autor: Evert Duyckinck (1816-1878)
W dziewiętnastowiecznej Anglii, a dokładnie w latach 1836-1854 zaczynał rozwijać się masowy ruch polityczny, który w swoich szeregach zrzeszał angielskich robotników żądających demokratycznych reform. Ruch ten nosił nazwę „czartyzm”. W związku z powyższym Charlotte Brontë wycofała się ze swoich pierwotnych zamierzeń dotyczących opisywania okresu społecznych niepokojów i walk luddystów, umieszczając w to miejsce fabrykę, w której trudniono się wyrobem sukna. Niestety, proces pisania powieści ponownie został wstrzymany, kiedy zmarł brat Charlotte – Patrick Branwell. Było to we wrześniu 1848 roku. Wkrótce zachorowała także jej siostra Emily, która zmarła w grudniu tego samego roku. Ledwo co Autorka wróciła do pracy nad książką, gdy choroba zaatakowała jej drugą siostrę – Anne – zabierając ją z tego świata w maju 1849 roku. Tak więc kończenie pracy nad Shirley stało się dla Charlotte czymś w rodzaju ucieczki od rzeczywistości i terapii po stracie bliskich. Wielu krytyków spekuluje jednak, że te rodzinne tragedie wywarły znaczący wpływ na powieść, co dokładnie widać w przypadku kreacji Caroline Helstone, która stanowi odzwierciedlenie Anne Brontë.

Akcja Shirley rozpoczyna się w momencie, gdy Robert Moore, właściciel fabryki w Yorkshire, właśnie oczekuje na dostawę maszyn, które niestety docierają do niego w kawałkach. Protestujący robotnicy, którzy obawiają się tego, iż nowe maszyny odbiorą im miejsca pracy, niszczą je jeszcze zanim te wejdą w posiadanie przemysłowca. Niemniej jednak, Robert jest zdeterminowany odnieść sukces i przywrócić honor swojej rodzinie, a także odzyskać majątek. Jego kłopoty swoje źródło mają po części w narastającym niepokoju wśród pracowników, a po części wynikają z toczących się wojen napoleońskich, czemu towarzyszą zakazy urzędników, którzy zabraniają brytyjskim kupcom handlu na amerykańskich rynkach. Roberta nie wzrusza trudna sytuacja materialna jego pracowników. Mężczyzna sukcesywnie redukuje stanowiska pracy i całkowicie koncentruje się na zyskach. Poza tym odrzuca też pomysł poślubienia swojej dalekiej i ubogiej krewnej, skupiając swoją uwagę na tytułowej zamożnej bohaterce – Shirley Keeldar, która jest silną, niezależną kobietą i w pewnym stopniu chlubi się tym, że jest bogatą dziedziczką. Odrzuca też propozycję małżeństwa z właścicielem fabryki. Niemniej jednak, nieszczęśliwie zakochana w Robercie Caroline wciąż wyobraża sobie, że jest inaczej i że pewnego dnia jej przyjaciółka i wybranek jej serca staną razem na ślubnym kobiercu.

Caroline Helstone jest porządną, lecz biedną dziewczyną i tak naprawdę nie ma w swoim życiu żadnych perspektyw; uważa, że za mąż nigdy nie wyjdzie. W dodatku pozbawiona jest także szans na jakiekolwiek zatrudnienie, chyba że tylko w charakterze guwernantki. O Caroline Helstone można powiedzieć, że w pewnym sensie jest ona sierotą. Matka w dzieciństwie ją opuściła, natomiast ojciec-tyran od lat nie żyje. W związku z tym dziewczyna schronienie znalazła na plebanii u wuja, który ją ignoruje. Po odrzuceniu przez Roberta Moore’a, Caroline popada w przygnębienie, które może skończyć się dla niej naprawdę źle. Choroba odbiera jej siły i dopiero niespodziewana informacja przywraca jej chęć do życia. A potem na scenie pojawia się brat Roberta Moore’a – Louis. Jak dalej potoczą się losy Shirley, Caroline, Roberta i Louisa? Czy bohaterowie odnajdą miłość? A co z fabryką Moore’a? Czy uda mu się przywrócić jej dawny splendor? A może ktoś czeka tylko sposobnej chwili, aby zemścić się na fabrykancie z powodu utraty pracy i tym samym środków do życia?

Pani Pryor czuwa przy łóżku chorej 
Caroline Helstone
Ilustracja pochodzi z wydania z 1922 roku.
Autor: Edmund Dulac (1882-1953)
Pomimo zakończenia, które zaproponowała nam Charlotte Brontë, Shirley tak naprawdę jest potężnym oskarżeniem skierowanym wobec dyskryminacji kobiet w dziewiętnastowiecznej Anglii. Ich status społeczny jest źródłem wszelkiej maści nieszczęść, co dokładnie widać na przykładzie Caroline Helstone, która podobnie jak same siostry Brontë, nie ma ani posagu, który pozwoliłby jej na zawarcie małżeństwa, ani też nie może uzyskać zatrudnienia, które pozwalałoby jej zarabiać na życie. Pozostałe postacie kobiece nie oferują żadnych wzorców do naśladowania i Caroline tak naprawdę nie może pójść za ich przykładem. Mężatki są bardzo źle traktowane i ignorowane, natomiast stare panny przedstawione są jako te zubożałe i rozgoryczone. Autorka ukazuje w Shirley naprawdę trudną sytuację kobiet uzależnionych od mężczyzn. Ich położenie jest bardzo podobne do losu pracowników fabryki, którzy są zależni od swojego pracodawcy. Niemniej, nie można tak do końca postrzegać tej powieści tylko w kategoriach społecznych i politycznych. Z jednej strony czytelnik może sympatyzować z pracownikami, zaś z drugiej może zaciekle bronić argumentów właściciela fabryki. Ostatecznie wydaje się jednak, że Charlotte Brontë ubolewa nad problemem nierówności i wykorzystywania zarówno kobiet, jak i pracowników.

Dla tych krytyków, którzy chwalili Dziwne losy Jane Eyre, Shirley okazała się wielkim rozczarowaniem. Twierdzono, że druga książka Charlotte Brontë znacząco odbiega od jej powieściowego debiutu i różni się od niego w kilku podstawowych elementach. Zarzucano Autorce, że Shirley pozbawiona jest spójności, a poszczególne wydarzenia polityczne i osobiste nie są ze sobą logicznie połączone. Tego rodzaju opinie powtarzały się dość regularnie i wychodziły spod pióra rozmaitych recenzentów współczesnych Autorce. Z kolei stosunkowo niedawno pojawiły się poglądy, które wyraźnie zaprzeczają tamtym sprzed ponad stu sześćdziesięciu lat, wskazując na fakt, iż kreacja kobiecych postaci, jak i sam motyw polityczny stanowią jedną zgodną całość.

Są też tacy, którzy twierdzą, iż w Shirley występują trzy narracyjne wątki, czyli religijny, romantyczny oraz ten dotyczący pracy. Każdy z nich pokazuje, w jaki sposób należy radzić sobie z życiowymi trudnościami. Jeszcze inni uważają, iż połączenie sfery publicznej i prywatnej było w tej powieści celowe i stanowiło jedynie potwierdzenie faktu, że w rzeczywistości życie naprawdę może być bardzo skomplikowane. W ostatnich latach Shirley oraz inne książki Charlotte Brontë zwróciły również uwagę środowisk feministycznych, które traktują powieść jako wczesny tekst feministyczny, zaś inni kładą nacisk na postacie kobiece, które tylko z pozoru nie planują wychodzić za mąż, a tak naprawdę żyją jedynie po to, aby stanąć kiedyś na ślubnym kobiercu ze swoim wybrankiem.

 Robert Moore oświadcza się 
Caroline Helstone
Ilustracja pochodzi z wydania z 1922 roku.
Autor: Edmund Dulac (1882-1953)
Jeden z krytyków zasugerował także, iż ewentualny brak spójności w Shirley może wynikać z depresji, jaką przeżywała Charlotte Brontë po stracie bliskich, natomiast sama Autorka skończyła ją tylko dlatego, że obiecała to kobietom, którym w tamtym czasie towarzyszyło szereg ograniczeń życiowych. Podążając tym tokiem myślenia, można stwierdzić, że tragiczne wydarzenia z życia Charlotte Brontë sprawiły, iż zakończenie powieści posiada liczne niedoskonałości i jest bezpośrednim skutkiem tychże zdarzeń. Pojawiają się również spekulacje, że Caroline Helstone tak naprawdę nigdy nie zamierzała powrócić do zdrowia i wyjść za mąż. Charlotte Brontë w tym czasie czuwała przy łożu śmierci swojej chorej siostry Anne, dlatego też zdecydowała się wprowadzić to wydarzenie do fabuły powieści. Przecież postać Caroline Helstone jest częściowo wzorowana na Anne Brontë! Czyżby zatem pani Pryor stanowiła odzwierciedlenie samej Autorki? Czy właśnie poprzez tę bohaterkę Charlotte Brontë pragnęła pokazać czytelnikowi, jak bardzo cierpiała przez prawie rok, licząc się z rychłą śmiercią siostry? Pewne jest jednak, że wielu krytyków uważa, iż Shirley byłaby znacznie lepszą powieścią, gdyby Autorka trzymała się ściśle swojego pierwotnego planu.

Trudno nie zgodzić się z tymi, którzy twierdzą, że Dziwne losy Jane Eyre znacznie przewyższają jakością Shirley. Z drugiej strony jednak nie należy spisywać tej książki na straty, bez względu na to, co tak naprawdę przyczyniło się do zmian, jakie w trakcie pisania wprowadziła Charlotte Brontë. Powieść na pewno porusza ważne kwestie, które są aktualne pomimo upływu wieków i lat. Dziś również w wielu środowiskach kobiety traktowane są jako te, które nie mają prawa głosu, są dyskryminowane ze względu na płeć i odmawia im się niektórych praw tylko dlatego, że są kobietami. Czy władza mężczyzn nie sprowadza ich do roli kury domowej, która jedyne, co potrafi robić to wychowywać dzieci i dbać o dom, bez szansy na rozwój osobisty? A co w takim razie z rozwojem techniki? Czy ten problem nas nie dotyczy? Czy zakup coraz to nowszych urządzeń nie powoduje redukcji zatrudnienia w zakładach pracy?

Shirley na pewno posiada cechy dobrej powieści. Może nie jest arcydziełem, ale jednak warto zwrócić na nią uwagę i bliżej przyjrzeć się zarówno dziewiętnastowiecznej rzeczywistości, jak i tej, która nas otacza. W 1922 roku na postawie książki zrealizowano film, w reżyserii Alberta Victora Bramble’a (1887–1963), natomiast główne role zagrali: Carlotta Breese (?) jako Shirley Keeldar, Elizabeth Irving (1904-2003) jako Caroline Helstone i Clive Brook (1887-1974) jako Robert Moore.





poniedziałek, 16 lutego 2015

Dorota Ponińska – „Podróż po miłość. Maria” # 2














Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki. Dziękuję!



Wydawnictwo: NASZA KSIĘGARNIA
Warszawa 2014



Zanim powstało i rozwinęło się prawdziwe rosyjskie malarstwo krajobrazowe utrwalające realistyczną wizję przyrody rodzimej, dziwnym zrządzeniem losu sztuka rosyjska otrzymała wielkiego malarza marynistę o nazwisku Iwan Ajwazowski. Artysta pochodził z rodziny ormiańskiej mieszkającej na Krymie. Był uczniem Maksyma Worobjewa (1787-1855). Malarz od samego początku swojej artystycznej kariery poświęcił się morskiemu pejzażowi, natomiast specjalizując się w tym temacie, odegrał ogromną rolę w rozwoju rosyjskiego malarstwa. Iwan Ajwazowski w ciągu swojej długiej działalności stworzył mnóstwo obrazów, łącząc w nich tradycje klasycznego układu kompozycji krajobrazowych z realistyczną wiernością detali. W obrazach tych żywiołowymi pierwiastkami zawsze i wszędzie są woda, powietrze oraz światło.

Romantyczne nastroje obrazów Iwana Ajwazowskiego spowodowane są przede wszystkim coraz nowym zestawieniem światła dziennego bądź księżycowego oświetlenia, jak również grą morskich wód, które czasami spokojnie przelewają się w bezkresną dal albo znów rozszalałych łódek, okrętów i rozbitków znajdujących się pośród grożących ze wszystkich stron olbrzymich fal. Incydentalnie malarz wiąże z morzem jego brzegi, portowe miasta Krymu czy też sewastopolski wojenny port, bądź też przedstawia bitwy morskie, tym samym sławiąc zwycięstwa rosyjskiej floty morskiej. Wśród dzieł Iwana Ajwazowskiego nie brak również kompozycji dotyczących tematów biblijnych. Z kolei najsilniejsze efekty malarz osiąga w kontrastowo skomponowanych obrazach, na których widać walkę światła z ciemnością, co stanowi zasadniczy ich motyw.

Iwan Ajwazowski (1817-1900)
Portret powstał w 1841 roku.
Autor: Alexey Tyranov (1808-1859)
Najsłynniejszym obrazem Iwana Ajwazowskiego jest Dziewiąta fala, czyli bezbrzeżne pieniące się i wzburzone morze oraz niebo pokryte chmurami, spoza których przeświecają słoneczne promienie, natomiast na pierwszym planie znajduje się grupa rozbitków na miotanym falami, odłamanym i rozbitym maszcie. Grupa rozbitków wydaje się być niezwykle mała na tle ogromnej fali i góry wody, która w każdej chwili może ją zalać.

Pomimo licznych podróży Iwanowi Ajwazowskiemu najlepiej pracowało się w rodzinnej Teodozji, gdzie zbudował nawet dom tuż nad brzegiem morza, mając tam najlepsze warunki, aby tworzyć. Oprócz swojej pracy artystycznej malarz poświęcał się także działalności społecznej. Otworzył bowiem Szkołę Artystyczną i Galerię Sztuki. Wykreował swój własny niepowtarzalny styl. Nigdy nie robił szkiców z natury, a jednak jego dzieła tchną autentyzmem; jego burze i morskie poranki pozwalają odczuć ogromną i głęboką wrażliwość oraz spostrzegawczość samego artysty.

W latach 50. XIX wieku artysta malował obrazy przepełnione romantyzmem oraz walką jednostki z niezmierzoną i nieujarzmioną naturą. Z kolei lata 70-te przyniosły mu krytykę między innymi ze strony Fiodora Dostojewskiego (1821-1881), który Iwana Ajwazowskiego porównał do francuskiego pisarza – Aleksandra Dumas (1802-1870), twierdząc, że „prace obu panów robione są dla zwykłego efektu, ponieważ nie odtwarzają zwykłych rzeczy, oni pogardzają zwykłymi rzeczami.” W tym samym okresie malarz zaczął interesować się realizmem, co uwidoczniło się w jego pracach. Nawiązał też relacje z pieriedwiżnikami, czyli Towarzystwem Wystaw Objazdowych, którzy promowali sztukę narodową prezentującą problemy społeczne, ubóstwo, zacofanie i prześladowania.

Podczas wojny rosyjsko-tureckiej w latach 1877-1878 Iwan Ajwazowski malował obrazy, które były z nią związane. Z kolei w latach 80. XIX wieku, gdy w europejskiej modzie był neoromantyzm, artysta namalował cykl obrazów o Krzysztofie Kolumbie (1451-1506), tym samym powracając do romantycznych marin. Obrazy te ukazują żywioł wody i ogromną siłę. O Morzu Czarnym (1881) Iwan Krmskoj (1837-1887), który prywatnie nie darzył Ajwazowskiego sympatią, powiedział: „Na tym obrazie nie ma nic oprócz nieba i wody, ale woda ta jest bezkresnym oceanem, niewzburzonym, lecz kołyszącym się, groźnym, nieskończonym, a niebo, jeśli to jest możliwe jest jeszcze bardziej nieograniczone. To jest jeden z największych obrazów, jakie widziałem w życiu.”


Dziewiąta fala (1850)
Autor: Iwan Ajwazowski


Iwan Ajwazowski to jeden z bohaterów drugiego tomu trylogii Doroty Ponińskiej. Oprócz malarza na kartach powieści czytelnik spotyka także inne postacie historyczne, jednak to właśnie Iwan Ajwazowski odgrywa tutaj znaczącą rolę. Pozostali są umieszczeni, jak gdyby w tle. W Marii tak naprawdę nie wiadomo którą z pierwszoplanowych postaci można uznać za głównego bohatera. Logicznym wydawałoby się, aby była to tytułowa Maria. Ale czy na pewno? Jest przecież jeszcze Emilia, której losy – jak się okazuje – wcale nie zakończyły się w poprzednim tomie. Jest także jej przyjaciółka, Nadire, która wie i rozumie więcej niż mogłoby się wydawać. I jest również wspomniany już Iwan Ajwazowski.

Tym razem Dorota Ponińska ponownie zabiera nas w podróż do Turcji, ale mimo to większość akcji rozgrywa się na Krymie w Teodozji, gdzie po rozmaitych życiowych niepowodzeniach i tragediach trafiła ostatecznie Emilia. To właśnie w tym miejscu u boku Iwana Ajwazowskiego kobieta ułożyła sobie życie. Proszę jednak nie utożsamiać tych relacji z romansem, ponieważ związek Emilii z Iwanem funkcjonuje na zupełnie innych zasadach. Czytelnik będzie też mógł odwiedzić Petersburg i Paryż, aż w końcu trafi do Wilna.

Należałoby chyba w tym miejscu skupić się na tytułowej bohaterce. Kim jest Maria? Otóż Maria jest córką Emilii. Od wydarzeń opowiedzianych w tomie pierwszym minęło już trochę czasu. Córka Emilii jest młodą dziewczyną, która stoi u progu dorosłości. Dziewczyna nie zna innego życia, jak tylko to w Teodozji w otoczeniu Tatarów i oczywiście wujka Iwana, który ma niemały wpływ na jej karierę zawodową. Pewnego dnia Ajwazowski stwierdził, że potrzebne mu jest miejsce, gdzie będzie mógł spotykać się ze swoimi przyjaciółmi bez narażania się żonie, która jakoś nie bardzo przepada za towarzystwem nawiedzającym dom malarza. Ponieważ sytuacja polityczna w Rosji nie jest ciekawa, więc wielu chce o niej dyskutować. Tworzą się, jak gdyby dwa fundamentalne obozy. Jeden to zagorzali zwolennicy cara, zaś w drugim znajdują się jego przeciwnicy, którzy wciąż pragną śmierci władcy. Są też tacy, którym tak naprawdę wszystko to, co dzieje się wokół jest obojętne.


Kaukaz (1863)
Autor: Iwan Ajwazowski


I tak oto powstał pensjonat, którego zarządzanie malarz oddał w ręce Emilii. Nie pytajcie mnie, jak to się stało, że Emilia znalazła się w Teodozji, bo tego nie zamierzam zdradzać. Na tę sytuację złożyło się szereg rozmaitych wydarzeń, o których Autorka nie omieszka czytelnikowi opowiedzieć. Narracja prowadzona jest dwutorowo. Z jednej strony mamy Marię, która opowiada nam o sobie i swoim życiu, zaś z drugiej narrator trzecioosobowy relacjonuje nam fakty dotyczące Emilii. Jeśli chodzi o tło historyczne, to oczywiście są nim wojna krymska (1853-1856), a także działania rewolucjonistów, które w efekcie doprowadziły do zabójstwa cara Aleksandra II w dniu 13 marca 1881 roku.

Maria to powieść napisana w identycznym klimacie, jak Emilia. Niektóre wątki, które Autorka rozpoczęła w tomie pierwszym, tutaj znajdują swój finał, jak na przykład wątek brytyjski. Podczas lektury czytelnik znowu ma okazję przenieść się do magicznego świata baśni, w którym żyją postacie znane nam z historii. Na kartach książki spotykamy również bohaterów stricte fikcyjnych. Przyznam, że zawsze podobało mi się tego rodzaju połączenie czystej fikcji z prawdą. Moim zdaniem wielką sztuką jest napisać historię, gdzie w losy autentycznych postaci wplecione są wydarzenia z życia fikcyjnych bohaterów. Dorocie Ponińskiej wyszło to doskonale.


Bryg „Mercury atakowany przez dwa tureckie okręty (1892)
Autor: Iwan Ajwazowski


Trzeba też dodać, że bohaterowie Marii doświadczają rozmaitych emocji. W tym przypadku ta kwestia jest chyba znacznie bardziej rozbudowana niż w Emilii. Dorastająca Maria przeżywa szereg sytuacji, które ostatecznie ukształtują jej osobowość. Dziewczyna, podobnie jak jej matka, poszukuje szczęścia, lecz swoje uczucia lokuje nie tam, gdzie powinna. To samo należałoby powiedzieć o Emilii. Samotność czasami sprawia, że człowiek podejmuje działania, które tak naprawdę tylko mu szkodzą, a wręcz doprowadzają do tragedii. Niekiedy musi upłynąć wiele lat, aby można było stwierdzić, że wreszcie jesteśmy szczęśliwi. Życie potrafi nas naprawdę zaskoczyć, co dokładnie widać w tej powieści. Z jednej strony jesteśmy pogodzeni z sytuacją i wydaje nam się, że już nic się nie zmieni, lecz z drugiej życie i tak pisze swój własny scenariusz. Prócz tego bohaterowie podejmują decyzje, które tylko z pozoru mogą wydawać się dobre. W rezultacie mogą one oddziaływać negatywnie na życie tych, którzy są ważni i których się kocha.

Chciałabym na koniec zwrócić uwagę na kunszt pisarski Doroty Ponińskiej. Autorka ma fantastyczny styl, który wciąga już od pierwszej strony. Stosuje prosty i zrozumiały dla każdego czytelnika język. Nie wprowadza udziwnień językowych, które czasami pojawiają się w książkach innych autorów. To i doskonale wykreowana fabuła sprawiają, że powieści Doroty Ponińskiej czyta się z przyjemnością. Mam zatem nadzieję, że trzeci tom tej historii – Liliana – który swoją premierę będzie miał już w maju, okaże się równie wciągający, jak dwa poprzednie.






piątek, 13 lutego 2015

Robert Graves – „Ja, Klaudiusz”













Wydawnictwo: KSIĄŻNICA/
GRUPA WYDAWNICZA PUBLICAT S.A.
Katowice 2012
Tytuł oryginału: I, Claudius
Przekład: Stefan Essmanowski 


Nie zawsze mów, co wiesz, 
ale zawsze wiedz, co mówisz.
Klaudiusz (cesarz rzymski)



Władza cesarska w starożytnym Rzymie nie była dziedziczna, lecz prawnie ustanawiał ją senat, a nierzadko wojsko. Każdy cesarz posiadał mnóstwo sposobów na to, aby samemu wybrać swojego następcę; wskazać własnego ulubieńca i w ten sposób obdarzyć go uprzywilejowanym, stanowiskiem i odznaczeniami. Pomimo tego zarówno natura, jak i rozmaite okoliczności zazwyczaj stawały na przeszkodzie następowaniu syna po ojcu. Żaden z pierwszych cesarzy, czyli ani August (63 p.n.e.-14 n.e.), ani Tyberiusz (42 p.n.e.-37 n.e.), ani też Kaligula (12-41) nie zostawili po sobie syna. Ponieważ na ich dworze śmierć miała się całkiem dobrze, więc tuż przed odejściem w zaświaty trzeba było czepiać się nominacji tych, których nie darzyło się choćby najmniejszym promieniem sympatii. Oktawian August nigdy nie doczekał się męskiego potomka. Z kolei wnukowie po jedynej córce zmarli jeszcze przed dziadkiem, więc w tej sytuacji August musiał swoje oczy zwrócić w kierunku adoptowanego pasierba – Tyberiusza, z którym dzieliło go bardzo wiele.

Jedyny syn Tyberiusza – Druzus Młodszy, czyli inaczej Druzus II Kastor (13 p.n.e.-23 n.e.) – umarł na początku panowania ojca, więc następcą Tyberiusza został wnuk po jego bracie, osławiony Kaligula, który miał naprawdę sporo szczęścia, ponieważ jako jedyny ze wszystkich dzieci Germanika (15 p.n.e.-19 n.e.) uszedł siepaczom niejakiego Sejana (20 p.n.e.-31 n.e.) oraz samego Tyberiusza. Z kolei po odesłaniu Kaliguli do Hadesu, rządy w imperium objął Klaudiusz, a właściwie Tiberius Claudius Drusus Nero Germanicus (10 p.n.e.-54 n.e.). Był on stryjem Kaliguli, w którym tak naprawdę nikt nie upatrywał przyszłego władcy Rzymu. Swoje wyniesienie na tron Klaudiusz zawdzięczał temu, iż był on ostatnim męskim przedstawicielem dynastii julio-klaudyjskiej, sprawującej swoją władzę od czasów Oktawiana Augusta. Dynastia ta stopniowo wygasała z powodu zabójstw i swoistych wynaturzeń swoich przedstawicieli.

Kaligula raczej nie planował swojego następcy, zważywszy na okoliczności, w których przyszło mu przenieść się na tamten świat. Był młody i zdrowy (przynajmniej fizycznie, bo z psychiką to u niego różnie bywało), dlatego najprawdopodobniej nie myślał o śmierci. Niemniej, po jego tragicznym zgonie wojsko gwałtownie okrzyknęło Klaudiusza cesarzem, a uczyniło to wbrew woli senatu, którego członkowie marzyli o rekonstrukcji republiki i co za tym idzie chciano w ten sposób ustanowić dziedziczne obejmowanie tronu. O tejże dziedziczności marzył też sam zainteresowany, czyli Klaudiusz.

Począwszy od Oktawiana Augusta, nikomu nawet przez myśl nie przeszło, aby ten niewydarzony książę kiedykolwiek mógł zasiąść na rzymskim tronie, a co najważniejsze tego rodzaju rojenia nigdy też nie postały w głowie samego Klaudiusza. Czy można zatem sądzić, że gdyby nie wystające spod kotary nogi Klaudiusza, ten nigdy nie zostałby cesarzem Rzymu? A może to był zwyczajny instynkt, który kierował żołdactwem podnieconym po śmierci Kaliguli? Prawdą jest natomiast, że gwałtem porwano Klaudiusza do obozu pretorianów. Przyszły cesarz był pewien, że idzie na pewną śmierć. Tymczasem wojsko zaczęło coraz tłumniej do niego przystępować i oddawać mu część jako monarsze. Wobec tego senat, który po śmierci Kaliguli odetchnął z ulgą i marzył o wskrzeszeniu republiki, teraz był zmuszony uznać wolę wojska i skłonić głowy przed nowym władcą.


Odkrycie Klaudiusza schowanego za kotarą 
Autor: Lawrence Alma-Tadema (1836-1912)


Tak więc wreszcie i sam Klaudiusz przekonał się, że właśnie został nowym panem świata. I tak oto po dwudziestodziewięcioletnim szaleńcu, jakim był Kaligula, zasiadł na tronie rzymskim, a miał wówczas już ponad pięćdziesiąt lat. Wychowanie następców tronu połączone jest z ogromnymi trudnościami. Jeśli bowiem ktoś od najmłodszych lat żyje w przekonaniu, że kiedyś będzie panował nad ogromną częścią świata, wówczas może napełnić go to pychą i dumą, a to z kolei może sprawić, że zapomni i zaniedba panowanie nad własną osobą. Zapewne szaleństwo poszczególnych cezarów właśnie w tym fakcie miało swoje źródło. Z drugiej strony jednak, książęta powołani nagle i niespodziewanie na trony bardzo często nie mieli odpowiedniego przygotowania ani wyrobionego poczucia odpowiedzialności; nieoczekiwane wyniesienie ich na tron mogło zaskoczyć i jednocześnie narazić na szkopuł ciągłej potrzeby kierownictwa przez innych, co z kolei mogło rodzić zniewolenie wobec wpływów z zewnątrz.

Klaudiusz nie był cesarzem, który od dzieciństwa byłby przygotowywany do pełnienia tej funkcji. Urodził się w 10. roku przed Chrystusem w Lyon w Galii i był synem drugiego Augustowego pasierba – Druzusa Starszego (38 p.n.e.-9 p.n.e.), pogromcy Germanów. Jego matką była Antonia Młodsza (36 p.n.e.-37 n.e.). Była ona córką słynnego rywala Augusta – triumwira Marka Antoniusza (83 p.n.e.-30 p.n.e.) i Oktawii Młodszej (ok. 66 p.n.e.-11 p.n.e.), która z kolei była siostrą cesarza Augusta. Tak więc Klaudiusz po kądzieli był wnukiem Marka Antoniusza, a zarazem wnukiem ciotecznym pierwszego cesarza. Jego bratem był Germanik, który uchodził za wybitną osobistość i wielu darzyło go powszechną sympatią. Natomiast sam Tyberiusz był rodzonym stryjem Klaudiusza. Ależ to skomplikowane, prawda?

Klaudiusz od młodych lat pozostawał w cieniu swojego brata. W kręgu rodzinnym także nie traktowano go poważnie. Naśmiewano się z niego na każdym kroku, a matka Antonia zwykła określać go mianem „płodu niewykończonego przez naturę”. Był dzieckiem bardzo często zapadającym na rozmaite choroby; traktowano go niczym idiotę i pozostawiano na uboczu wśród pospolitego środowiska w otoczeniu podrzędnych pedagogów, którzy wyrabiali w nim brak silnej woli oraz zupełną uległość, natomiast rozwijali wszystko to, co najgorsze, jak na przykład skłonność do napojów alkoholowych, czy też gry w kości. Podobno jakiś stajenny dygnitarz-mastalerz przewodził tym szkodliwym naukom.


Ogłoszenie Klaudiusza cesarzem Rzymu
Autor: Lawrence Alma-Tadema (1836-1912)


Najprawdopodobniej w otoczeniu Klaudiusza znalazł się sławny w tamtych czasach historyk o nazwisku Tytus Liwiusz (59 p.n.e.-17 n.e.), który miał znaczący wpływ na zamiłowanie Klaudiusza do historii. Cesarz Oktawian August zapewne wielokrotnie łamał sobie głowę, jakby tu młodego księcia zupełnie nie zakopać w ukryciu, a jednocześnie nie narazić go ludziom i nie wystawić na pośmiewisko. Poprzez swoje zachowanie Klaudiusz od wczesnej młodości narażony był na wszelkiego rodzaju żarty i docinki. Wyobraźmy sobie zatem sytuację, kiedy August chce go wysłać na pewną ucztę kapłańską z okazji igrzysk, lecz pragnie to uczynić w towarzystwie człowieka, który miałby na Klaudiusza baczenie. Nie chce też, aby jego podopieczny zbytnio rzucał się w oczy, więc umieszcza go tam, gdzie nie będzie ściągał na siebie uwagi widzów.

Klaudiusz zarówno w ruchach, jak i w zachowaniu miał coś takiego, co wywoływało u innych salwy śmiechu. Mówienie przychodziło mu z trudem (jąkał się) oraz utykał na nogę. Niemniej, August dostrzegał w nim pewne pozytywne strony, ponieważ zdarzało się, że młody Klaudiusz w danej chwili potrafił na poważnie zająć się istotnymi sprawami. Z kolei następny cesarz – Tyberiusz – miał do Klaudiusza zgoła inny stosunek. Grzecznościowymi odznaczeniami i podarkami zbywał upośledzonego krewniaka, który z pewnością chwały rodzinie nie przynosił.


Derek Jakobi jako Klaudiusz w serialu BBC z 1976 roku.


Nie chciałabym zbyt dużo pisać o Klaudiuszu, aby nie zdradzić zbyt wielu szczegółów powieści i tym samym nie zniechęcić Was do sięgnięcia po nią. Robert Graves (1895-1985) napisał ją w 1934 roku i od tamtego czasu doczekała się sporej ilości wznowień na całym świecie. Jest to pierwsza część historii cesarza Klaudiusza. O dalszych losach można przeczytać w Klaudiuszu i Messalinie. Narratorem powieści jest oczywiście główny bohater, który w dość humorystyczny sposób opowiada czytelnikowi o sobie i o swoim życiu, nie szczędząc także na czasami wręcz złośliwej charakterystyce osób znajdujących się w jego otoczeniu. Na początku książki czytelnik może mieć pewne kłopoty z identyfikacją poszczególnych postaci. Jest ich naprawdę dużo, zaś imiona bardzo często się powtarzają, więc niekiedy jesteśmy nieco zdezorientowani o kogo tak naprawdę chodzi. Na szczęście swoją wiedzę na ten temat możemy skorygować, studiując drzewo genealogiczne dynastii umieszczone w książce.

Klaudiusz niekiedy nie trzyma się chronologii wydarzeń, ale na marginesach zapisuje daty, które mogą w pewnym stopniu pomóc w prawidłowym umieszczeniu zdarzenia na odpowiednim etapie jego życia. Z jednej strony można odnieść wrażenie, że powieściowy Klaudiusz jest swego rodzaju marionetką w rękach tych, którzy mają władzę, lecz z drugiej wcale nie sprawia wrażenia kogoś pozbawionego rozumu. Wbrew pozorom jest naprawdę inteligentny, a jeśli czasami zachowuje się jak niepoczytalny, to tylko dlatego, aby uniknąć śmierci lub gniewu stojących nad nim wyżej. Bardzo wyraźnie widać w powieści jego ścisły związek z babką – Liwią Druzyllą (58 p.n.e.-29 n.e.). Tak naprawdę to ona pociąga za sznurki i kieruje sprawami państwa. Wydaje się, że mężczyźni (najpierw Tyberiusz, a potem Oktawian August) są jedynie narzędziami w jej rękach. Liwia nie waha się usunąć z drogi każdego, kto w jakiś sposób zagrażałby jej albo państwu. Czy Klaudiusz również powinien obawiać się swojej babki? Czy na niego także wydała wyrok śmierci?

Bardzo dużo miejsca narrator Klaudiusz poświęca swojemu poprzednikowi – Kaliguli. Przedstawia tegoż cesarza w autentycznym świetle. Niczego nie ukrywa. Czasami zachowanie Kaliguli przyprawia o śmiech, a w innym przypadku budzi lęk, bo tak naprawdę nie wiadomo, co strzeli do głowy niepoczytalnemu cesarzowi, który sam siebie mianował bogiem i na każdym kroku oczekuje hołdu. Wyroki śmierci wydaje od ręki. Nie zgadzasz się z „bogiem”, więc idź do domu i podetnij sobie żyły. Ci ludzie naprawdę tak postępowali. Czy nie było innego wyjścia? Czy faktycznie nawet z najbardziej błahego powodu należało popełniać samobójstwo, byle tylko zadowolić cesarza? Dzisiaj taka sytuacja nie mieści nam się w głowie, ale w starożytnym Rzymie tego rodzaju praktyki były na porządku dziennym.


Siân Phillips jako Liwia Druzylla w serialu BBC z 1976 roku.


Klaudiusz opisuje także całą masę konfliktów. Z jednej strony są to konflikty militarne, a z drugiej zwykłe międzyludzkie, w których wygrywa silniejszy bądź taki, który posiada poparcie cesarza. Tak naprawdę na cesarskim dworze nikt nie mógł czuć się pewnie i bezpiecznie. W każdej chwili mógł przecież stracić życie. Kiedy Kaligula potrzebował pieniędzy, bo skarbiec zaczynał świecić pustkami, wówczas zwykł mawiać: Idź i podetnij sobie żyły, bo potrzebuję twoich pieniędzy. I ten biedaczyna rzeczywiście szedł do domu, żegnał się z rodziną i przyjaciółmi, a potem albo samodzielnie, albo przy pomocy zaufanego chirurga otwierał sobie żyły.

Wróćmy jednak do osoby Klaudiusza. Jak wspomniałam, odniosłam wrażenie, że Robert Graves przedstawił go jako bardzo inteligentnego mężczyznę. Jego rzekoma głupota była jedynie pozorowana. To otoczenie na takiego go wykreowało z powodu wad. Na cesarskim dworze przyjęło się, że każdy musi być piękny i tryskać zdrowiem. Klaudiuszowi niestety tego zabrakło, lecz natura odbierając mu atrakcyjność fizyczną, w zamian wyposażyła go w nieprzeciętny intelekt, którego wielu osobom w tamtym czasie brakowało. Przyznam szczerze, że wbrew temu, jak Klaudiusza przedstawia historia, w moim odczuciu był on całkiem sympatycznym mężczyzną i tak naprawdę wcale nie zasłużył na los, jaki go spotkał. On zwyczajnie nie nadawał się do funkcjonowania w środowisku, w którym przyszedł na świat i w którym dorastał. Przypuszczam, że gdyby go zapytać, czy czuje się w nim dobrze i czy może mówić o szczęściu, będąc związanym z dworem cesarskim, wówczas odpowiedziałby, że jest tam nieszczęśliwy i nie czuje się wolnym człowiekiem, a jego intelekt jest ograniczany i nie ma szans publicznego rozwoju. Klaudiusz na pewno był zaszczuty przez otoczenie, dlatego też trudno mu było wybić się ze swoją wiedzą publicznie. To nic, że był prawnikiem i pisał książki historyczne, które w jakimś stopniu przysporzyły mu sławy. On potrzebował czegoś więcej, ale nie była to zapewne funkcja cesarza Rzymu.

Na przestrzeni lat kilka razy zekranizowano tę powieść. Pierwszy raz przeniesiono ją na ekran w 1937 roku. W 1976 roku Brytyjczycy zrobili również serial. Wszystkich miłośników starożytnej historii Rzymu zachęcam do sięgnięcia po tę powieść. Może początkowo będzie ona nieco nudzić, ale w miarę posuwania się naprzód akcji, dostarczy czytelnikowi niesamowitych wrażeń. Na pewno jest to historia na wskroś mroczna, a jej bohaterowie pozbawieni są jakichkolwiek zasad moralnych. W moim odczuciu ten, którego powszechnie uznano za głupka i niedorajdę okazał się w efekcie najmądrzejszym z całej plejady postaci. Niemniej, żył w czasach i środowisku, do których bez względu na wszystko musiał się dostosowywać, aby móc zachować głowę na swoim miejscu. Poza tym więzy krwi też do czegoś go zobowiązywały.