Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

wtorek, 28 października 2014

Iny Lorentz – „Uciekinierka”

















Wydawnictwo: SONIA DRAGA
Katowice 2011
Tytuł oryginału: Die Pilgerin
Przekład: Daria Kuczyńska-Szymala





Na świecie istnieje wiele miejsc, które posiadają jakąś swoją legendę. Tego rodzaju opowieści przekazywane z ust do ust na przestrzeni lat i wieków są na tyle silne, że w końcu stają się przyczyną licznych pielgrzymek. Jeżeli takie miejsce uchodzi za przedmiot cudownej opowieści, to wówczas bardzo szybko może stać się celem pielgrzymek. Jednym z takich właśnie miast jest hiszpańskie Santiago de Compostela, które charakteryzuje niezwykle ciekawa historia. Już sama nazwa posiada etymologię mającą związek z kultem świętego Jakuba. Podobnie jak w epoce średniowiecza, dzisiaj również miasto odwiedzane jest co roku przez tysiące pielgrzymów. 

Jakub Większy (?-43/44) był synem Zebedeusza i bratem świętego Jana Ewangelisty (?-100). Różne źródła historyczne podają, że wraz z grupą uczniów przybył do Hiszpanii, aby na północy tego kraju prowadzić prace misyjne. Było to najprawdopodobniej w latach 33-43. Niemniej, z powodu niepowodzeń misji wrócił z powrotem do Ziemi Świętej. Tam zginął śmiercią męczeńską z rąk Heroda I Agryppy (10/9 p.n.e.- 44 n.e.) w 44 roku. Świadkowie jego tragicznej śmierci zabrali wówczas ciało apostoła w kamiennym sarkofagu i odpłynęli łodzią, aby złożyć jego doczesne szczątki w innym i bardziej bezpiecznym miejscu. Przez Morze Śródziemne dotarli do Gibraltaru, a stamtąd przedostali się na Ocean Atlantycki i ostatecznie przybyli do północno-zachodniego krańca Półwyspu Iberyjskiego. 

Według legendy dokładne miejsce przybicia łodzi to dzisiejsza miejscowość o nazwie Finisterre, co po łacinie oznacza „koniec ziemi”. Ten zachodni kawałek Hiszpanii był wówczas faktycznie uznawany za koniec świata. Wiedza charakteryzująca ówczesną epokę była zbyt uboga, a ludzie nie znali innych kontynentów. W tym miejscu kończyło się zatem rzymskie panowanie nad Europą. To właśnie u wybrzeży północnej Hiszpanii uczniowie Jakuba wydostali ciało apostoła na brzeg, potem zanieśli je kilkadziesiąt kilometrów w głąb lądu, a następnie pochowali na wskazanym miejscu. Mówiono, że poprowadził ich tam sam anioł. Miejsce pochówku Jakuba Większego zostało objęte tajemnicą z uwagi na wcześniejsze prześladowania w Ziemi Świętej. Zabroniono więc odwiedzania i kultu, a po pewnym czasie zapomniano również o tym, gdzie dokładnie spoczywa ciało apostoła.

Minęło osiem wieków. Wtedy to na światło dzienne wyszła wiedza na temat miejsca grobu Jakuba. W latach 788-838 odkryto relikwie, które uznano za szczątki apostoła. Opowieści pochodzące z tamtego okresu sugerują, że pustelnik Pelagiusz otrzymał objawienie, w którym usłyszał, iż tak zwane „pole gwiazd” przyprowadzi go na miejsce i ukaże mu grobowiec świętego Jakuba. Ponieważ po hiszpańsku „święty Jakub” to „Santiago, zaś w języku łacińskim „pole gwiazd” znaczy „campus stella”, nazwa osady, gdzie później zbudowano sanktuarium nosi dziś nazwę „Santiago de Compostela”.

Ścięcie świętego Jakuba
obraz powstał pomiędzy rokiem 1507 a 1509
autor: Albrecht Dürer (1471-1528)
Apostoł Jakub Większy przez lata zyskał sobie nawet przydomek „Matamoros”, co oznacza „pogromca Maurów”. To właśnie jego szczególnemu posłannictwu przypisywano zwycięstwo w mitycznej bitwie pod Clavijo w 844 roku. Spotkały się tam wojska dowodzone przez króla Asturii – Ramira I, oraz oddziały Arabów, na czele których stał Abderraman II. Jakub miał wówczas ukazać się na czele wojsk chrześcijańskich na białym rumaku, trzymając w dłoni miecz. Od tego miecza pochodzi tak zwany „krzyż świętego Jakuba”, który posiada kolor czerwony, natomiast jego ramiona przypominają głownię miecza. Ów miecz stał się atrybutem Jakuba, ponieważ był on narzędziem jego męczeńskiej śmierci. W ten sposób apostoł dodał rycerzom ducha walki oraz pomógł pokonać niewiernych. Stał się też opiekunem rekonkwisty. Walczący chrześcijanie mieli dodawać sobie odwagi, krzycząc: „San Jago” lub „San Tiago”.

Już w 1078 roku na miejscu grobowca Jakuba Większego została wybudowana na miejscu niewielkiej kaplicy katedra w stylu romańskim. Poświęcono ją w 1128 roku, zaś od 1112 roku była siedzibą biskupstwa. Z kolei w 1120 roku papież Kalikst II ogłosił Santiago stolicą metropolitarną, natomiast dwa lata później przyznał Kościołowi compostelańskiemu prawo do świętowania Jubileuszu Roku Świętego, a było to 25 lipca, kiedy przypada święto apostoła Jakuba. Pielgrzymi, którzy spełnili określone warunki, uzyskiwali odpust zupełny.

Obecnie święty Jakub jest patronem Hiszpanii i Portugalii, a także walczących z islamem. Jego opiece polecają się również osoby podróżujące, sieroty, hospicja i szpitale. Bardzo często o pomoc proszą go kapelusznicy i czapnicy. Od czasu, gdy odkryto grób Jakuba Większego przybywają tam rzesze wiernych, zaś informacje o jego cudownym wsparciu w kampaniach przeciw „niewiernym” jedynie przysparzają mu popularności. Zdecydowanie największe nasilenie ruchu pielgrzymkowego przypadło pomiędzy XII a XIII wiekiem. Wówczas do Santiago de Compostela przybyło około dwustu tysięcy pątników. 

Dlaczego wspominam o legendzie, która równie dobrze może być prawdą? Otóż, robię to dlatego, że Uciekinierka oparta jest właśnie na tejże historii. Akcja powieści rozgrywa się w średniowieczu w latach 1368-1369, zaś główni bohaterowie zmierzają na pielgrzymkę do grobu apostoła Jakuba Większego. Każda z tych osób ma ku temu swój własny powód. Jedni idą tam, aby odpokutować za swoje grzechy. Inni podążają do Santiago de Compostela dlatego, że jakiś ksiądz tego od nich zażądał, zaś jeszcze inni robią to, ponieważ ktoś z bliskich tuż przed śmiercią ich o to prosił, a przecież ostatnią wolę zmarłego należy spełnić niezwłocznie. Lecz zanim owa pielgrzymka zacznie się na dobre, w fikcyjnym niemieckim miasteczku o nazwie Tremmlingen będą dziać się rzeczy, które w konsekwencji staną się podwodem ucieczki naszej głównej bohaterki – Tilli Willinger.

Otylia to piętnastoletnia dziewczyna, która wychowuje się bez matki, zaś opiekę nad nią sprawuje ojciec i straszy brat. Kiedy ją poznajemy, Tilla musi opiekować się chorym ojcem. Miejscowy medyk twierdzi, że dni starego kupca są już policzone, ale mimo wszystko aplikuje mu lek, który rzekomo powinien przywrócić mu siły. Dziewczyna jest zrozpaczona, lecz z drugiej strony godzi się z losem. Tilla wie, że decyzją ojca będzie musiała już niedługo wyjść za mąż za starszego syna lokalnego burmistrza – Damiana Lauksa. Małżeństwo z Damianem nie stanowi szczytu jej marzeń, bo go nie kocha i raczej nie widzi możliwości zmiany swoich uczuć względem niego. Pamiętajmy jednak, że jest średniowiecze, a kobiety w tej epoce praktycznie nie miały nic do powiedzenia tylko musiały bez słowa sprzeciwu wypełniać wolę swoich męskich opiekunów. Tilla wie jednak, że zawsze mogła trafić gorzej, więc godzi się na to, co ją czeka.

Katedra w Santiago de Compostela
fot. Luis Miguel Bugallo Sánchez
W Tremmlingen nie dzieje się dobrze. Obecny burmistrz przysporzył sobie wrogów i są tacy, którzy robią wszystko, aby tylko pozbawić go stanowiska. Czy im się to uda? Czy faktycznie spisek, który zawiązał się w tej sprawie ma szanse na powodzenie? Tymczasem pod nieobecność Tilli w domu dochodzi do tragedii. Czujący się już dość dobrze Eckhardt Willinger nagle umiera. Tak naprawdę nie wiadomo co się stało. Kiedy Tilla wraca do domu od swojej piastunki, widzi swojego ojca martwego w łożu. Od tego momentu jej życie diametralnie się zmienia. Opiekę nad dziewczyną przejmuje jej starszy brat, którego łączy wielka przyjaźń z mężczyzną będącym prowodyrem spisku przeciwko burmistrzowi. Brat Tilli natychmiast po śmierci ojca zmienia jego ostatnią wolę i wydaje Tillę za mąż za okrutnego kupca Wita Gürtlera. Dziewczyna wie, że czeka ją ciężkie życie przy boku Wita. Nie wie jak sobie z tym poradzi, jednak nie ma wyboru i musi być posłuszną bratu. Niemniej, już w noc poślubną Wit Gürtler umiera, a Otylia zostaje bez grosza przy duszy. Jedyne, co może w tej sytuacji zrobić, to uciec z Tremmlingen. I tak oto zamiast swojego brata, dziewczyna udaje się w pielgrzymkę do Santiago de Compostela, aby tam przy grobie świętego Jakuba złożyć serce swojego ojca. Taka bowiem była ostatnia wola Eckhardta Willingera. Lecz to nie córkę kupiec prosił o wypełnienie tej prośby. To Otfried miał się tym zająć. Czy zatem Tilli uda się dotrzeć do grobu świętego Jakuba i tym samym wypełnić wolę ojca? A może umrze gdzieś w drodze i ślad po niej zaginie, a Otfried będzie mógł bez przeszkód rządzić miastem? Jak dalej potoczą się losy dziewczyny, za którą w pogoń ruszają dwaj przyboczni Otfrieda? Czy wysłany przez ojca w ślad za Otylią Sebastian Lauks – młodszy syn burmistrza – będzie w stanie jej pomóc, jeśli zajdzie taka potrzeba?

Autorski duet Iny Lorentz przyzwyczaił już swoich czytelników do tego, że zawsze oferuje im powieści przygodowe z historią w tle. Choć wydaje się, że Autorzy piszą według tego samego schematu, co oczywiście jest prawdą, to jednak nie sposób nudzić się przy ich książkach. Przynajmniej takie jest moje zdanie. Ostatnio pisząc o Córce tatarskiego chana wspomniałam, że Autorzy powielili swój pomysł, kreując główną bohaterkę podobną do tej, którą spotykamy na kartach Handlarki złotem. W przypadku Uciekinierki jest podobnie, choć pomysł dotyczący kobiety przebranej za mężczyznę w pewnym momencie upada i Tilla powraca do swojej prawdziwej tożsamości. Czy jest to wada? Na pewno wielu tak właśnie pomyśli, lecz mnie trzecia z kolei kobieta w stroju mężczyzny zupełnie nie przeszkadzała.

Podczas podróży do Santiago de Compostela bohaterowie powieści przeżywają liczne przygody. Wiadomo, że na drogach czają się rozmaici maruderzy, którzy tylko czekają sposobnej chwili, aby móc zaatakować i w ten sposób zdobyć łup. Dlatego też pielgrzymi muszą naprawdę na siebie uważać, żeby nie paść ich ofiarą i nie stracić życia. Niemniej, są też i tacy, którzy bardzo szybko spieszą z pomocą i wybawiają z rąk żądnych krwi rabusiów. Sama Tilla musi naprawdę wiele kwestii przemyśleć, aby w końcu dojść z sobą do ładu, a zwłaszcza uporządkować własne uczucia. Dla swojego brata stanowi cierń w oku, ponieważ wciąż jest w posiadaniu dokumentów, które mogą mu solidnie zaszkodzić. Dlatego też byłoby najlepiej, gdyby gdzieś w drodze zmarła śmiercią naturalną albo gdyby po prostu ją zabito. Dodatkowo Otylia odkrywa prawdę o śmierci ojca, co również może pozbawić Otfrieda wielu przywilejów, a nawet przyprawić go o wyrok śmierci.

Jeśli chodzi o relacje damsko-męskie, to jest ich tutaj całkiem sporo. W książkach Iny Lorentz raczej niewiele jest scen erotycznych. Wyjątkiem jest Nierządnica, gdzie niemalże na każdym kroku mężczyźni biorą, co im się należy, nie pytając o zgodę. W przypadku Uciekinierki historia się powtarza. Może tego erotyzmu nie jest aż tak dużo, jak w Nierządnicy, ale jednak występuje, więc czytelnicy, którzy lubią ten element w powieściach z pewnością będą zadowoleni. Obok bohaterów stricte fikcyjnych pojawiają się również postacie historyczne, które toczą ze sobą wojny mające autentycznie miejsce w tamtych czasach.

Z kolei sama pielgrzymka wcale nie ma charakteru świętości, jak można byłoby przypuszczać. Pamiętajmy, że pątnicy to ludzie, którzy mają naprawdę wiele na sumieniu. Oczywiście nad wszystkim czuwa ojciec Tomasz, ale przecież wszystkich i wszystkiego nie upilnuje. Myślę, że książka jest godna uwagi, jak zresztą każda powieść Iny Lorentz. Niemniej, wydaje mi się, że czytanie tych powieści w krótkim odstępie czasu może sprawić, iż poczujemy przesyt tematyką i stylem pisania Niemców. Dobrze jest zatem zrobić sobie dłuższą przerwę, jeśli ktoś – tak jak ja – czyta prozę Autorów zbyt często. Nie wiem, kiedy wrócę do powieści Iny Lorentz, lecz na chwilę obecną na pewno nie powiem im „żegnajcie!”.

Poniżej zwiastun miniserialu z 2014 roku w reżyserii Philippa Kadelbacha. Miniserial Pątniczka powstał w oparciu o fabułę powieści. W roli głównej występuje Josefine Preuß. 















czwartek, 23 października 2014

Maria de Lafayette – „Księżna de Cléves”













Wydawnictwo: KSIĄŻKA I WIEDZA
Warszawa 1985
Tytuł oryginału: La princesse de Clèves
Przekład: Tadeusz Żeleński-Boy




W 1678 roku Maria de Lafayette opublikowała powieść, której akcja rozgrywa się w otoczeniu francuskiego dworu Henryka II Walezjusza (1519-1559) – syna Franciszka I (1494–1547). Wydarzenia, o których czytamy mają miejsce pomiędzy październikiem 1558 roku a listopadem 1559 roku. Premierowe wydanie powieści było anonimowe, ponieważ gatunek, do którego zalicza się tę książkę nie cieszył się wówczas popularnością. Mamy oczywiście do czynienia z powieścią psychologiczną. Dopiero po jakimś czasie Maria de Lafayette ujawniła swoje nazwisko.

Autorka urodziła się w Paryżu w 1634 roku i pochodziła z drobnej szlachty, zaś jej rodzina żyła w otoczeniu kardynała Armanda-Jeana du Plessis de Richelieu (1585-1642). Jej matka była córką królewskiego lekarza, zaś ojciec uchodził za wybitnego inżyniera swoich czasów. Maria została także druhną na ślubie królowej Anny Austriaczki (1601-1666). Maria de Lafayette otrzymała gruntowne wykształcenie w dziedzinie literatury. Doskonale znała się również na trendach ówczesnej mody. W 1655 roku poślubiła hrabiego de Lafayette i urodziła mu dwóch synów. Przyjaźniła się też z księciem Franciszkiem VI de la Rochefoucauld (1613-1680), jak również z księżną Orleanu – Henriettą Anną Stuart (1644-1670) oraz baronową Marią de Sévigné (1626-1696).

Maria de Lafayette (1634-1693)
Księżna de Cléves to pierwsza francuska powieść psychologiczna, w której tak naprawdę więcej opisów i monologów niż klasycznych konwersacji pomiędzy poszczególnymi postaciami. Główną bohaterką jest panna de Chartres, która w wieku około szesnastu lat przybywa na dwór Henryka II Walezjusza. Z powodu niezwykłej urody bardzo szybko zostaje tam dostrzeżona. Jej adoratorami stają się książę de Cléves oraz Henryk I de Guise (1549-1588). Niestety, panna de Chartres nie żywi głębszych uczuć do żadnego z tych mężczyzn. Księcia de Cléves traktuje jak przyjaciela, natomiast z wzajemnością zakochuje się w księciu de Nemours. Pomimo że uczucie jest odwzajemnione, to jednak nasza główna bohaterka wychodzi za mąż za księcia de Cléves. Niemniej jednak, częsta obecność księcia de Nemours nie pozwala jej o nim zapomnieć, co sprawia, iż ogromnie cierpi. I tak oto rodzi się miłosny trójkąt pomiędzy księżną, jej mężem i panem de Nemours. Jaki będzie tego skutek? Kto najbardziej na tym ucierpi? Czy taka miłość ma szansę na przetrwanie? Czy mężczyźni nie będą czuć się przypadkiem zdradzani, skoro do szaleństwa kochają tę samą kobietę?

Przyjrzyjmy się zatem bliżej naszej głównej bohaterce. Otóż, księżna de Cléves jest doskonałym symbolem szczerości i cnoty. Matka wychowała ją w poczuciu surowych zasad moralnych. Księżna jest bardzo blisko związana emocjonalnie ze swoją rodzicielką. Bardzo często prosi ją o radę i stosuje się do jej pouczeń zgodnych z regułami moralności i przyzwoitości. Czy w takim razie księżna de Cléves zdecyduje się wyznać mężowi prawdę o swoim wielkim uczuciu do pana de Nemours? Czy w ten sposób udowodni jaka jest uczciwa i cnotliwa? Czy zdoła odsunąć od siebie kochanka, pomimo że będzie z tego powodu bardzo cierpieć? A może księżna zechce stać się ofiarą tej trudnej miłości?

Jak wspomniałam wyżej, książka ta uważana jest za pierwszą francuską powieść psychologiczną. Zasadniczą jej cechą jest analiza emocjonalna bohaterów, czyli ich miłości, pragnień oraz poświęceń, które temu towarzyszą. Miłość tak naprawdę stanowi tutaj wszystko i pojawia się dosłownie wszędzie. Każda z postaci mniej lub bardziej tkwi w tym uczuciu. Z drugiej strony jednak nie mamy do czynienia z miłością szczęśliwą, lecz z taką, która niesie ból i cierpienie. Nawet jeśli gdzieś na dnie tego uczucia dostrzegamy jakąś namiastkę szczęścia, to jest to tylko złudzenie. Bohaterom nie jest też obca zazdrość i szaleństwo, a tłem tego wszystkiego jest dwór Henryka II Walezjusza i zwyczaje na nim panujące.

Portret autentycznego księcia de Nemours
autor nieznany
Oczywiście Autorka nie pominęła też głośnego związku króla z Dianą de Poitiers, księżną de Valentinois (1499-1566) oraz jego tragicznej śmierci. Jeśli chodzi o postać Katarzyny Medycejskiej (1519-11589), to jej imię wymawiane jest jak gdyby trochę anonimowo. Owszem, czytelnik wie, że królowa żyje i funkcjonuje, jak przystało na jej stan społeczny, lecz niekiedy musi się wręcz domyślać, czy to naprawdę o nią chodzi. Czasami odnosiłam wrażenie, że ta powieść to taki trochę kosz z anonimowymi bohaterami, z którego czytelnik samodzielnie musi wyjmować poszczególne postacie i domyślać się kto jest kim.

Sama Maria de Lafayette mówiła o swojej powieści, iż jest ona bardzo skomplikowana pod względem uczuciowym. Główną bohaterkę charakteryzowała jako niezwykle odważną. Jej zdaniem księżna de Cléves musiała naprawdę wiele wycierpieć, aby nie sprzeniewierzyć się wartościom moralnym, które wyznawała. Z drugiej strony jednak, Autorka była wobec niej nieco sceptyczna, a to z powodów, które doprowadziły pannę Chartres do utraty miłości pana de Nemours, pomimo iż ten był wolny i nie związany z żadną kobietą.

Czy tę powieść można zaliczyć do tragedii? Na pewno tak. Dzisiaj o takich książkach mówimy, że są to dramaty psychologiczne. Ten dramat dotyczy nie tylko samej księżnej, ale przede wszystkim jej męża. Niektórym może on jawić się jako mężczyzna całkowicie pozbawiony charakteru i słaby, który tak naprawdę zupełnie nie potrafi walczyć o swoją miłość i kobietę, którą wręcz ubóstwia. Z drugiej strony jednak ten miłosny trójkąt ukazany jest bardzo wyniośle; jest pełen swoistego patosu tak bardzo charakterystycznego dla arcydzieł tragedii klasycznej.

Jeśli ktoś spodziewa się, iż na kartach tej powieści przeczyta opisy gorących scen erotycznych, to muszę go rozczarować. Miłość, jaką spotykamy w Księżnej de Cléves to uczucie bardziej platoniczne, aniżeli fizyczne. Pamiętajmy, że książka została wydana w XVII wieku, więc i sposób pisania w niczym nie przypomina tego, którego doświadczamy obecnie. Bardzo sobie cenię takie zapomniane książki, ponieważ one naprawdę wiele dobrego wnoszą do mojego czytelniczego życia. Przyznam szczerze, że gdyby nie niedawny wpis na blogu Kącik z książką, to najprawdopodobniej do dziś nie miałabym pojęcia, że Księżna de Cléves w ogóle istnieje. Dlatego Autorce bloga gorąco dziękuję za ten wpis i przypomnienie niesamowicie wartościowej powieści. Dzięki nam ta pozycja dostała kolejne życie i mam nadzieję, że znajdą się osoby, które po nią sięgną, aby nie dopuścić do usunięcia jej poza margines literacki. W roku 1961 na podstawie fabuły Księżnej de Cléves powstał film o tym samym tytule.


Kadr z filmu Księżna de Cléves (1961)
Jean Marais jako książę de Cléves i Marina Vlady jako księżna de Cléves
reżyseria: Jean Delannoy


Osobiście traktuję tę powieść jako swego rodzaju perłę literatury klasycznej. Jakże często zapominamy, że literatura to nie tylko nowości, od których uginają się półki w księgarniach. Literatura to także pozycje, które zostały wydane lata temu, a czasami nawet wieki, jak w przypadku Księżnej de Cléves. Jako ciekawostkę podam, że w 2008 roku ówczesny kandydat na prezydenta Francji – Nicolas Sarkozy – dość mocno skrytykował obecność Księżnej de Cléves w kanonie lektur obowiązkowych przeznaczonych dla francuskich szkół średnich oraz jako wymaganą pozycję dla kandydatów do pracy w administracji państwowej. Późniejszy prezydent uznał bowiem, że wiedza zawarta w utworze Marii de Lafayette jest nikomu niepotrzebna i niepraktyczna. Taka wypowiedź Sarkozy’ego spotkała się z ostrą krytyką ze strony jego politycznych oponentów, a także ze strony środowisk naukowych, które jednogłośnie uznały, że jest to atak na całokształt francuskiego dziedzictwa kulturalnego oraz brak szacunku wobec tegoż dziedzictwa. Być może właśnie ta wypowiedź późniejszego prezydenta Francji stała się powodem, dla którego powstała kolejna ekranizacja powieści, a podjął się jej Christophe Honoré i zatytułował ją po prostu Piękna (z fr. Belle personne). 







wtorek, 21 października 2014

Barbara Taylor Bradford – „Uśmiech losu” #5














Wydawnictwo: WYDAWNICTWO DOLNOŚLĄSKIE
Wrocław 2007
Tytuł oryginału: Emma Harte Saga. Unexpected Blessings
Przekład: Magda Białoń-Chalecka


 



To już moje piąte spotkanie z legendarną Emmą Harte i jej rodziną. Im bardziej zagłębiam się w losy potomków Emmy, tym bardziej zaczynam dostrzegać w tej opowieści podobieństwa do pewnego amerykańskiego serialu, który w latach 90. XX wieku święcił triumfy w Polsce. Mowa oczywiście o kultowym serialu Dynastia. Pamiętam jak każdej niedzieli ulice pustoszały, a ludzie biegli do domów, aby obejrzeć kolejny odcinek opowiadający o rodzie Carringtonów, na czele którego stał niezrównany Blake Carrington. Podobnie jak w książkach Barbary Taylor Bradford tam również nagle pojawiały się cudownie odnalezione dzieci. Poszczególni bohaterowie nawiązywali romanse, czasami nawet wbrew woli rodziny. Była też piękna Alexis doskonale zagrana przez Joan Collins. Postać ta wciąż siała zamęt w uporządkowanym życiu Carringtonów, jednak jej poczynania zawsze były tłumione, jeśli nie w zarodku, to na pewno na dłuższą metę nie wyrządzały zainteresowanym szkody. Serial cieszył się naprawdę ogromnym powodzeniem i przez niektórych do dzisiaj wspominany jest z sentymentem.

Bardzo podobną sytuację czytelnik obserwuje w sadze rodzinnej autorstwa Barbary Taylor Bradford. Nie tak dawno pisałam o Tajemnicy Emmy, którą Autorka napisała na specjalne życzenie czytelników. Widocznie prośby wielbicieli rodziny Harte’ów były tak gorące, że Barbara Taylor Bradford nie mogła się im oprzeć, i tak oto po napisaniu trylogii, powstały kolejne części, aby razem stworzyć siedmiotomową sagę. Dzisiaj opowiem o jednej z nich zatytułowanej Uśmiech losu.

Od Tajemnicy Emmy mamy do czynienia z dorosłymi prawnukami założycielki rodu. Oczywiście wciąż krzyżują się ze sobą rody Harte’ów, O’Neillów i Kallinskich. Te trzy rodziny bezustannie wzajemnie się wspierają i zawierają związki. Może to trochę przypominać relacje kazirodcze, ale trzeba wiedzieć, że w Anglii mamy nieco inne prawo w tej kwestii, niż w Polsce, i tam kuzynostwo może jak najbardziej wchodzić w związki małżeńskie. U nas jest to nie do pomyślenia, prawda? Muszą minąć pokolenia, aby przedstawiciele spokrewnionych rodów mogli wziąć ślub zgodnie z prawem. Te więzy krwi muszą porządnie się wypalić, żeby polskie prawo zezwoliło na założenie rodziny. Niemniej jednak, są tacy, którzy nie aprobują związków poszczególnych rodów, uważając je za nienormalne i zastanawiając się, jakim cudem rodzą się z nich zdrowe psychicznie dzieci.

W poprzedniej części poznaliśmy nową bohaterkę, a była nią Evan Hughes. Jej tajemnicze pojawienie się w Anglii i w konsekwencji wejście do rodziny Harte’ów było dla wszystkich sporą niespodzianką. Tym razem okazuje się jednak, że zagadka z przeszłości, w której centrum znajdowała się babka Evan, wcale nie została tak do końca rozwiązana. Dzieje się to dopiero na kartach Uśmiechu losu. Z drugiej strony jednak nie można być do końca pewnym, czy Barbara Taylor Bradford nie zaskoczy czytelnika czymś nowym w kolejnych częściach sagi. Może bowiem okazać się, że to, co uważaliśmy za finał rozwiązania tajemnicy, było jedynie preludium do całości.

Na chwilę obecną na pierwszy plan wysuwają się dwie córki Pauli O’Neill – ukochanej wnuczki Emmy, która zgodnie z testamentem babki przejęła całkowitą kontrolę nad imperium handlowym, i jednocześnie stała się głową rodziny. Mowa tutaj o młodszej Linnet O’Neill i starszej Tessie Fairley Longden. Pierwsza to wierne odbicie swojej prababki. Rodzinna plotka głosi, że kiedyś to właśnie Linnet ma objąć firmę po swojej matce. Czy są to tylko plotki, czy może Paula faktycznie pragnie uczynić ją swoją główną spadkobierczynią? Czas pokaże, lecz już teraz Linnet czuje, że zazdrośni członkowie rodziny próbują zrobić wszystko, aby do tego nie dopuścić. Z kolei Tessa – jako najstarsza z dzieci Pauli – może czuć się w tym momencie trochę odsunięta przez matkę, co tłumaczy jej opryskliwość zarówno wobec rodzicielki, jak i młodszej siostry. Ale Tessa ma też inny problem. Otóż, jej mąż – Mark – okazał się nie tym mężczyzną, za jakiego go uważała. Co takiego zrobił Mark Longden, że Tessa od niego uciekła i wraz z trzyletnią córeczką schroniła się pod skrzydła matki? Czy jest jeszcze szansa na uratowanie tego związku? A może jedynym rozwiązaniem będzie już tylko rozwód i podział majątku?

Oprócz Linnet i Tessy spotykamy także Indię. Ponieważ Emma Harte niegdyś zaufała pewnemu arystokracie, co zaowocowało pojawieniem się na świecie ich wspólnego dziecka, India może śmiało mówić o sobie „lady”, choć tak naprawdę nie przywiązuje większego znaczenia do tego tytułu. Kobieta w tajemnicy spotyka się z pewnym bardzo znanym malarzem. Jest w nim szaleńczo zakochana, lecz nie wie, że Dusty Rhodes nie jest z nią całkowicie szczery. Co takiego ukrywa mężczyzna? Jakie konsekwencje trzeba będzie ponieść, kiedy tajemnica wyjdzie na jaw? Czy India zapłaci za to najwyższą cenę? Jak zareaguje jej rodzina na wieść, że kobieta spotyka się z mężczyzną z niższych sfer? Czy Indii grozi wydziedziczenie i odsunięcie na rodzinny margines?

Wróćmy jednak na chwilę do Evan Hughes. Jak już wspomniałam, tajemnica związana z jej pochodzeniem nie została do końca wyjaśniona. Kobieta jest szczęśliwa, ponieważ z wzajemnością kocha Gideona Harte’a, lecz sen z powiek spędza jej własny ojciec i przeszłość, która się z nim wiąże. Owen Hughes wyraźnie daje do zrozumienia, że potomkowie Emmy Harte są mu nie tyle obojętni, co wręcz nimi pogardza, zaś związek córki z przedstawicielem tego rodu traktuje jak coś bardzo złego, co mogłoby tylko wyrządzić jego dziecku krzywdę. Nie wie jednak, że z jego osobą także związany jest pewien sekret. Jak zatem zareaguje mężczyzna, gdy dowie się, że jego tożsamość jest zupełnie inna, niż ta, w którą wierzył przez całe życie?

Wyraźnie widać, że Barbara Taylor Bradford nie chciała tak do końca uśmiercić Emmy Harte. Pomimo że od jej odejścia minęło już trzydzieści lat (akcja powieści rozgrywa się w 2001 roku), to jednak jej duch wciąż jest obecny pomiędzy jej potomkami. Wszyscy stale ją wspominają i kierują się jej zasadami, które tak uparcie wpajała im przez całe swoje życie. Autorka podzieliła powieść na trzy części, natomiast akcja jednej z nich ma miejsce w 1950 roku, kiedy Emma przekroczyła sześćdziesiątkę. Takie cofanie się w czasie jest koniczne, jeśli chce się zrozumieć zawiłe losy młodszych członków rodu.

Barbara Taylor Bradford nie zapomniała także o wydarzeniach, które autentycznie miały miejsce w czasie, kiedy rozgrywa się akcja Uśmiechu losu. Mam tutaj na myśli szczególnie zamach terrorystyczny z 11 września 2001 roku, kiedy to w Nowym Jorku na skutek uderzenia samolotów runęły dwie wieże World Trade Center. Oczywiście tragedia ta nie omija także bohaterów powieści. Czują ogromny strach, wiedząc, że ktoś z ich grona miał w tym czasie spotkanie w biurze mieszczącym się właśnie w WTC. Czy ta osoba zginie, przysypana gruzami? Czy uda jej się jakimś cudem uciec? A może nie dojedzie na spotkanie na czas? Albo – tak jak wielu – w panice skoczy z okna na spotkanie śmierci?

Każda z części tej wyjątkowej sagi jest jedyna w swoim rodzaju. Przypuszczam, że największym powodzeniem cieszy się Kariera Emmy Harte, która zapoczątkowała tę serię. Myślę jednak, że na uwagę zasługują również pozostałe tomy. Jeśli ktoś lubi powieści obyczajowe i nie obawia się sag rodzinnych, to losy Harte’ów, O’Neillów i Kallinskich są dla niego tym, czego potrzebuje. Te powieści czyta się praktycznie jednym tchem. Naprawdę trudno jest się od nich oderwać, nie poznawszy zakończenia, po czym natychmiast chciałoby się sięgnąć po kolejny tom. Przyznam szczerze, że podziwiam autorów, którzy decydują się na napisanie wielopokoleniowej i wielotomowej sagi rodzinnej. Ilość bohaterów pojawiająca się na kartach takich powieści jest ogromna. Zastanawiam się, w jaki sposób autorom udaje się to wszystko ogarnąć, aby nie pomylić tychże postaci. W przypadku omawianej sagi można mówić o swoistym majstersztyku. Moim zdaniem Barbara Taylor Bradford w pełni zasłużyła sobie na uznanie, jakim cieszy się nie tylko wśród swoich czytelników, ale także w oczach krytyków literackich. Jej książki są naprawdę wyjątkowe, choć młodzi czytelnicy kojarzą je bardzo często z tanimi romansami. Dlatego też powieści Autorki – w moim odczuciu – przeznaczone są w głównej mierze dla tych starszych czytelników, a właściwie czytelniczek, bo przecież mamy tutaj do czynienia z typową literaturą kobiecą.

Przede mną jeszcze dwa tomy sagi, a potem zapewne będę czytać też inne powieści Barbary Taylor Bradford, bo tych jeszcze nieprzeczytanych przeze mnie książek jest naprawdę sporo. Choć przeczytałam już dość dużo jej powieści, to jednak wciąż czuję niedosyt i chcę więcej. Takie historie stanowią doskonałą odskocznię od – czasami bardzo trudnej – literatury historycznej, którą preferuję. Te książki nie wymagają zbyt dużego skupienia uwagi. Można je czytać dosłownie wszędzie. Może niektórym będą wydawać się nieco cukierkowe i przesłodzone, ale myślę, że każdy ma w życiu takie dni, kiedy potrzebuje trochę dosypać sobie tego cukru, aby zapomnieć o szarej rzeczywistości. Zgadzam się z tym, że bohaterowie Barbary Taylor Bradford są czasami mało realni, ale dzieje się tak zapewne dlatego, że my-Polacy żyjemy w zupełnie innej rzeczywistości, i stąd takie a nie inne przekonanie. Pamiętajmy, że Anglia od wieków posiada swój specyficzny klimat. Tam wyższe sfery żyją zupełnie inaczej niż u nas. To właśnie takie życie pragnie pokazać nam Autorka w swoich powieściach.




 





sobota, 18 października 2014

Iny Lorentz – „Córka tatarskiego chana”















Wydawnictwo: SONIA DRAGA
Katowice 2011
Tytuł oryginału: Die Tatarin
Przekład: Barbara Niedźwiecka & Małgorzata Huber





Wielka Wojna Północna (1700-1721) była konfliktem występującym pomiędzy tak zwaną Ligą Północną (Rosja, Dania, Saksonia, Prusy) a Szwecją. W roku 1704 do wojny przystąpiła także Polska, natomiast w 1715 roku po stronie Ligii Północnej stanął Hanower. Trzecia Wojna Północna stanowiła koniec szwedzkiej potęgi jako europejskiego mocarstwa, jednocześnie przynosząc wzrost znaczenia Rosji na arenie międzynarodowej. Ten konflikt zbrojny rozpoczął się wspólnym atakiem Ligii Północnej na szwedzkie Inflanty, które już w XVI i XVII wieku stanowiły punkt zapalny sporów pomiędzy Szwecją, Rosją oraz Polską. Król Szwecji – Karol XII – przeprowadził odwetowy atak na Danię, po którym nastąpił kontratak w Inflantach. Następnie przemaszerował przez całą Litwę i Polskę, aż zajął Kraków, Warszawę, a potem Saksonię.

Z powodu bezsilności ówczesnego polskiego króla Augusta II Mocnego (1670-1733) polska szlachta i sejm zostali zmuszeni do samodzielnego ustosunkowania się wobec konfliktu. Tak więc część szlachty, która nie akceptowała decyzji Augusta II, poparła Szwedów, zaś pod przewodnictwem prymasa – Michała Radziejowskiego (1645-1705) – zawiązała konfederację warszawską i ogłosiła upadek króla Polski. Z kolei sam prymas został ogłoszony interrexem. W konsekwencji zwołano też wolną elekcję. Kandydatem na przyszłego króla okazał się późniejszy Stanisław I Leszczyński (1677-1766), którego wskazał sam Karol XII.

Przejdźmy jednak do spraw Rosji, ponieważ to ona stanowi w powieści kluczowy element tła historycznego. Otóż, podczas wojny domowej w Polsce, car Piotr I Aleksiejewicz Wielki odbudował militarną potęgę swojego kraju i przekształcił rosyjskie wojsko zgodnie z kanonami charakterystycznymi dla ówczesnej Europy. Car był zafascynowany europejską kulturą, w związku z czym rozpoczął proces ugruntowania rosyjskiej pozycji nad Bałtykiem. Tak więc w 1703 roku zainicjował budowę nowej stolicy Rosji, czyli Sankt Petersburga. Miasto zostało założone w ujściu rzeki Newy do Morza Bałtyckiego. Rosjanom udało się odzyskać położone nad morzem twierdze należące do Szwedów i w 1708 roku ruszyli z kontrofensywą na Polskę. W tym samym czasie Szwecja weszła w sojusz z przywódcą Kozaków – Iwanem Mazepą (1644-1709). Karol XII oraz Iwan Mazepa zaplanowali więc wspólny atak na starą stolicę Rosji – Moskwę. W zamian za pomoc, Kozakom miano umożliwić budowę niepodległego państwa kozacko-ukraińskiego, którego stolicą miał zostać Kijów. Takie rozwiązanie sprawy miało odbyć się kosztem Polski.

Król Szwecji
Karol XII Wittelsbach
(1682-1718)
Po braku uzyskania skutecznego wsparcia ze strony Kozaków, Karol XII zwrócił się o nie do Turcji, lecz w 1709 roku w bitwie pod Połtawą wojsko szwedzkie zostało całkowicie rozgromione. Król szwedzki uciekł do Turcji i przebywał tam kilka lat. Wrócił do swojego kraju dopiero w 1713 roku, ale już tylko biernie mógł przyglądać się jak wojska Ligii Północnej zajmują terytoria zajęte uprzednio przez Szwecję. Z kolei w Polsce na zaproszenie szlachty na tron powrócił August II Mocny, zaś Stanisław I Leszczyński zmuszony był udać się na wygnanie.

Tak mniej więcej przedstawia się tło historyczne Córki tatarskiego chana. Oczywiście powyższe informacje nie są kompletne, ponieważ Wielka Wojna Północna trwała o wiele dłużej niż opisałam wyżej. Do 1721 roku miały miejsce jeszcze inne istotne wydarzenia z nią związane, lecz w przypadku książki nie mają już one najmniejszego znaczenia. Akcja powieści rozpoczyna się w 1707 roku, kiedy to wojska cara Piotra I tłumią krwawo powstanie Tatarów zamieszkujących tereny Syberii. Na czele Tatarów stoi chan Mongur. Aby uniknąć śmierci z rąk Rosjan, chan – tak jak i inne plemiona zamieszkujące Syberię – zmuszony jest wydać w roli zakładnika swojego pierworodnego i najukochańszego syna. Niestety, książę Bahadur nie żyje już od kilku lat, zaś drugi syn chana liczy sobie dopiero cztery wiosny. Jest więc za mały, aby ruszyć z Rosjanami w nieznane, a może nawet stracić w tej podróży życie. Zresztą, o Rosjanach krążą plotki, że są oni zdolni wręcz do kanibalizmu. Tak więc przerażenie chana Mongura jest jak najbardziej uzasadnione.

W wykonywaniu postanowień cara Rosjanie są nieugięci. Albo chan wyda im syna, albo on i wszyscy, którzy mu towarzyszą zostaną pozbawieni głów. Cóż zatem robić? Trzeba posłać do osady i rozkazać, aby młodszy syn Mongura natychmiast został sprowadzony i wydany w ręce barbarzyńskich Rosjan. Tak też się dzieje. Zaufany przyboczny chana wraz z kilku Rosjanami z duszą na ramieniu zmierza do obozu Tatarów. Kicak wie, że nie będzie łatwo zabrać stamtąd ukochanego syna jednej z żon Mongura. Cejna jest siostrą Kicaka, a ten zna ją zbyt dobrze, aby wiedzieć, że kobieta nie ustąpi bez walki. Oczywiście ma rację, bo już w chwili, kiedy informuje ją o żądaniu jej męża, ta wybucha gniewem. Jest wściekła, ale zarazem zrozpaczona. Próbuje zrobić wszystko, żeby tylko nie oddać w ręce barbarzyńców swojego ukochanego dziecka. Wtedy jej wzrok wędruje w kierunku siedemnastoletniej córki Mongura, którą ten niegdyś spłodził z pewną Rosjanką sprowadzoną do obozu jako niewolnicę. Szirina, bo tak ma na imię znienawidzona przez Cejnę dziewczyna, jest wysportowana, potrafi świetnie jeździć konno, nie obca jest jej też umiejętność posługiwania się bronią. Szirina lubi także polować z sokołem, więc praktycznie posiada wiele cech, które charakteryzują mężczyznę. Czy Cejna wykorzysta dziewczynę i zamiast syna przekaże ją Rosjanom? W jaki sposób tego dokona, skoro ci ewidentnie pragną chłopca? Czy Mongur zgodzi się na takie rozwiązanie? Co stanie się z Sziriną, kiedy wróg odkryje jej prawdziwą tożsamość?

Car Piotr I Aleksiejewicz Wielki
(1672-1725)
Ponieważ przeczytałam już całkiem sporo powieści Iny Lorentz, zaczęłam w końcu zastanawiać się, kiedy Autorzy powielą swój pomysł, bo prędzej czy później taka sytuacja ma miejsce w przypadku tych pisarzy, którzy mają na swoim koncie wiele publikacji. Jak do tej pory trafiałam na książki, gdzie bohaterowie byli oryginalni i nie dublowali się wzajemnie. Gdyby nie tło historyczne, imiona poszczególnych postaci oraz wydarzenia zawarte w fabule powieści, można byłoby śmiało rzec, iż Córka tatarskiego chana to wierne odbicie Handlarki złotem. W obydwu książkach spotykamy bowiem główną bohaterkę, która praktycznie przez całą powieść musi zmagać się z tajemnicą własnej tożsamości, gdyż jej ujawnienie grozi wręcz śmiercią. Oczywiście Szirina i Żydówka Lea to zupełnie inne postacie, jeśli chodzi o kwestię ich charakteru, lecz sam pomysł na ich wykreowanie jest identyczny. Przyznam, że mnie taki zamysł już nie przeszkadza. Możliwe, że byłabym temu przeciwna, gdybym nie znała dobrze twórczości Iny Lorentz. W tej chwili jestem już na tym etapie czytania ich powieści, kiedy to liczy się dla mnie nazwisko, zaś mniej kreatywność pisarzy, ponieważ tak czy inaczej twórczość Iny Lorentz bardzo sobie cenię i cenić będę nadal.

Córka tatarskiego chana to oczywiście powieść przygodowa z historią w tle. Jesteśmy świadkami szeregu niebezpieczeństw, którym nasza główna bohaterka musi stawić czoła. Na swojej drodze spotyka rosyjskich żołnierzy cara Piotra I, którzy praktycznie nie robią nic innego, jak tylko piją wódkę. Nawet do domów publicznych rzadko chadzają, bo nie mają na to sił. Alkohol odbiera im dosłownie wszystko. Aż dziw bierze, skąd czerpią siłę do walki ze Szwedami, skoro wciąż są pijani, a nazajutrz ledwo żywi i skacowani.

Spośród żołnierzy cara na pierwszy plan wysuwa się niejaki Siergiej Wasiliewicz Tarłow, który pełni funkcję kapitana. To on od pierwszej chwili inaczej niż wszyscy postrzega tatarskiego zakładnika. Choć nie zna prawdy, to jednak czuje, że z synem chana coś jest nie tak, jak być powinno. Do Bahadura czuje ogromną sympatię, zaś każdy konflikt z chłopakiem bardzo przeżywa emocjonalnie. Dlaczego tak się dzieje, skoro Siergiej nigdy nie czuł fizycznego pociągu do mężczyzn, a już na pewno nie do dzieci? Czy rosyjski kapitan w końcu odkryje prawdę? Co wtedy stanie się z Bahadurem?

Bardzo dużo miejsca zajmuje w powieści osoba cara Piotra I Aleksiejewicza Wielkiego. Władca Rosji zachowuje się jak typowy mężczyzna tamtych czasów. Oczywiście pije na równi ze swoimi żołnierzami. Żyje z kochanką, zaś żonę trzyma uwięzioną w jakimś klasztorze. Jest bardzo porywczy i trzeba naprawdę uważać na to, co się do niego mówi. Jedyne, co mu chodzi po głowie oprócz wódki, to oczywiście walka ze Szwedami i pokonanie znienawidzonego wroga. Ale jest też coś jeszcze, o czym car nie ma pojęcia. Gdzieś za jego plecami zawiązuje się spisek, który ma na celu usunąć go z tronu, a wprowadzić na niego jego syna. Ów spisek nie jest tylko wymysłem Szwedów, jak mogłoby się wydawać, lecz również własnych żołnierzy cara. Czy uda im się doprowadzić swój zamysł do końca? Czy faktycznie w którymś momencie Piotr I polegnie od kuli zamachowca? A może obok władcy jest ktoś, kto będzie go doskonale chronił, pomimo że początkowo sam planował go zabić?  


Car Piotr I pod Połtawą w 1709 roku

W moim odczuciu książka jest bardzo dobra, choć muszę przyznać, że czytałam już lepsze w wykonaniu Iny Lorentz. Możliwe, że tak właśnie ją oceniam, dlatego, iż mam już sporą wiedzę odnośnie twórczości Autorów i wiem, że stać ich na więcej. Jeśli Córka tatarskiego chana będzie dla kogoś pierwszą powieścią tego niemieckiego duetu, to przypuszczam, że powieść może mu się spodobać i to nawet bardzo. Oczywiście pod warunkiem, że dany czytelnik gustuje w powieściach historyczno-przygodowych. Czego zatem tak ogólnie można spodziewać się po tej książce? Na pewno intrygi, która bohaterów doprowadzi do sytuacji skrajnie niebezpiecznych. Uczucia, które rodzi się, choć zainteresowani wcale tego nie planują, a wręcz nie chcą. Będzie też o prawdziwej męskiej przyjaźni, która jest niesamowicie ważna i potrzebna w tych trudnych warunkach bytowych. Pojawi się również zdrada, która w konsekwencji doprowadzi do osobistej tragedii i obróci się przeciwko temu, kto się jej dopuścił.

Myślę, że Córka tatarskiego chana to książka zasługująca na uwagę, choćby z powodu tła historycznego. Wielka Wojna Północna to temat, który naprawdę może zainteresować. Choć fabuła powieści dotyczy jedynie czterech czy pięciu lat wyrwanych z tamtego okresu, to jednak wystarczy, aby chcieć przyjrzeć się temu konfliktowi znacznie bliżej, czytając publikacje historyków na ten temat. Oczywiście te ostatnie słowa kieruję do czytelników, którzy uwielbiają zagłębiać się w historii, aby dzięki temu poznawać nowe fakty z przeszłości.







środa, 15 października 2014

Robert Galbraith (J.K. Rowling) – „Jedwabnik” #2
















Wydawnictwo: WYDAWNICTWO DOLNOŚLĄSKIE/
GRUPA WYDAWNICZA PUBLICAT S.A.
Wrocław 2014
Tytuł oryginału: The Silkworm
Przekład: Anna Gralak
Cykl/Seria: Cormoran Strike





Zazwyczaj osoby znane z pierwszych stron gazet robią wszystko, aby tylko o nich mówiono. Nieważne w jakim kontekście powinno pojawić się ich nazwisko. Istotne, żeby w ogóle się pojawiło, a ludzie nie przestawali komentować zdarzeń, w których centrum znalazł się ten czy inny celebryta. Taki żądny popularności osobnik często posuwa się nawet do stwarzania sytuacji, które z prawdą mają niewiele wspólnego. Opublikuje na blogu jakąś wyssaną z palca informację albo zwyczajnie pomiędzy wierszami w rozmowie z dziennikarzem zasugeruje, że „coś” mu się przydarzyło i tym sposobem znów znajdzie się na językach nie tylko w kraju, ale też za granicą. Niektórych gwałtowna utrata popularności sprowadza na sam dół, wywołując wręcz stany depresyjne. Z kolei inni nie potrafią stawić czoła owej sławie. Jeszcze inni widzą w wywoływaniu skandali doskonały sposób na zwiększenie swoich dochodów finansowych. Bo jak inaczej zrozumieć celebrytę, który nagle postanowił wyciągnąć na światło dzienne szokujące informacje ze swojego życia bądź z życia swojej rodziny czy znajomych? Może akurat drastycznie spadła sprzedaż płyt, książek albo nikt nie proponuje roli wszechczasów? Tak więc jedynym wyjściem jest narobienie wokół siebie na tyle dużo szumu, żeby w końcu zostać zauważonym.

Artyści, do których należą również pisarze, to osoby obdarzone nad wyraz rozwiniętą wyobraźnią, którą mogą wykorzystywać nie tylko przy pisaniu książek, ale też w zwykłym codziennym życiu. Literaci to także doskonali obserwatorzy otaczającego ich świata, a do tego świetnie orientują się w psychologii, bo przecież muszą wyposażyć swoich powieściowych bohaterów w cechy charakteru, które sprawią, że czytelnik nie będzie się nudził podczas lektury. Skoro potrafią wykreować nietuzinkowe postacie pod względem psychologicznym, to przypuszczalnie potrafią również przewidzieć reakcję społeczeństwa na wieść o jakimś wydarzeniu związanym z ich osobą, a szczególnie, jeśli chodzi o coś niesamowicie kontrowersyjnego i wzbudzającego skrajne emocje.

Przejdźmy zatem do Jedwabnika. Jak niektórzy zapewne wiedzą, książka stanowi drugi tom kryminalnej serii autorstwa J.K. Rowling, która ukryła się pod męskim pseudonimem – Robert Galbraith. Głównym bohaterem Jedwabnika, tak jak w przypadku poprzedniego tomu serii, jest trzydziestosześcioletni detektyw Cormoran Strike. Wraz ze swoją asystentką – Robin Ellacott – prowadzi agencję detektywistyczną. Obydwoje doskonale się ze sobą dogadują, a czasami można odnieść wrażenie, że wręcz czytają sobie wzajemnie w myślach. Początki ich działalności nie należały do udanych, lecz teraz wydaje się, że wszystko zmierza w jak najlepszym kierunku. Poprzednia sprawa rozwiązana przez Strike’a była tak głośna, iż przysporzyło to Cormoranowi ogromnej sławy, co w konsekwencji zaowocowało kolejnymi zleceniami.

Cormoran Strike na co dzień spotyka się z naprawdę różnymi ludźmi pochodzącymi z rozmaitych środowisk. Każda z tych osób powierza detektywowi rozwiązanie innego problemu. Jednak te wszystkie zagadki wydają się w ogóle nie mieć znaczenia w momencie, kiedy próg biura detektywa przekracza żona sławnego pisarza – Leonora Quine. Kobieta zgłasza zaginięcie swojego męża. Zapytacie, dlaczego nie poszła z tym na policję, tylko zawraca głowę detektywowi? Otóż Owen Quine generalnie znany jest z tego, że bardzo często gdzieś niespodziewanie znika, a po kilku dniach równie nieoczekiwanie pojawia się, wzbudzając tym sensację w środowisku. To taki jego chwyt marketingowy, aby zwrócić na siebie powszechną uwagę. Możliwe, że i tym razem Owen Quine zaszył się w jakimś tylko jemu znanym miejscu i wyczekuje najdogodniejszego momentu, aby wyskoczyć ze swojej kryjówki niczym królik z kapelusza, i wprawić innych w osłupienie. Dlaczego więc żona pisarza tak bardzo się o niego niepokoi, skoro doskonale zna zwyczaje Quine’a? I tutaj pojawia się kolejny problem. Owen Quine niedawno napisał książkę, którą zatytułował Bombyx Mori. Co takiego kryje się pod tym dość tajemniczym tytułem? Czyżby to właśnie ta książka stała się powodem nagłego zniknięcia jej autora? Dlaczego najnowsze dzieło Quine’a wzbudziło tak wiele zamieszania w środowisku pisarzy i wydawców? Cóż takiego niepokojącego znajduje się w tejże powieści, że żaden wydawca jak dotąd nie odważył się jej wydać drukiem, choć już zapoznano się z jej treścią na dość szeroką skalę?

Jak widać sprawa Quine’a jest nie tylko kontrowersyjna, ale też budzi ogromne emocje zarówno w środowisku literatów, jak i u samego Cormorana Strike’a. Detektyw czuje, że to, czego może się dowiedzieć w trakcie własnego śledztwa nieodwracalnie odmieni życie wielu osób. Dlatego też nie waha się ani chwili. Podejmuje wyzwanie i od tego momentu to sprawa Owena Quine’a spędza mu sen z powiek. Czy Cormoran Strike odnajdzie w końcu naszego kontrowersyjnego pisarza i dowie się prawdy? Gdzie zatem ukrywa się Owen Quine i jak do niego dotrzeć? Czy tym razem tajemnicze zniknięcie pisarza również spowodowane jest chęcią trafienia na pierwsze strony gazet i pragnieniem zwrócenia na siebie uwagi? A może teraz chodzi o coś zupełnie innego, a Owen Quine zwyczajnie przeliczył się w swoich rachubach?

Jedwabnik to pierwsza książka J.K. Rowling, którą przeczytałam. Nigdy jakoś specjalnie nie ciągnęło mnie do serii o młodym czarodzieju Harrym Potterze, dlatego nie znam twórczości Autorki od strony fantastyki. Wiem natomiast jak w moich oczach wypada na tle literatury kryminalnej. Tak więc intryga, którą serwuje nam J.K. Rowling ma w sobie naprawdę sporo tajemniczości. Przede wszystkim czytelnik nie jest w stanie rozgryźć kryminalnej zagadki i przewidzieć jej zakończenia. Jedynie, co może irytować – szczególnie czytelników, którzy nie znają jeszcze Wołania kukułki – to fakt, iż Autorka na kartach Jedwabnika zdradza finał tego, o czym pisała poprzednio. Dlatego też najlepiej zacząć czytać ten cykl powieściowy od pierwszego tomu.

Bardzo pozytywnie odebrałam postać Cormorana Strike’a. Według mnie jest to mężczyzna, który wie, czego chce, choć na pierwszy rzut oka może wydawać się nieco flegmatyczny. Wcale nie chodzi tutaj o jego inwalidztwo, którego nabawił się, będąc w Afganistanie jako żołnierz. Owszem, niepełnosprawność nieco spowalnia jego pracę od strony fizycznej, ale z tym akurat całkiem nieźle sobie radzi. Myślę, że ta ociężałość bardziej wynika z cech jego charakteru. Odniosłam wrażenie, że J.K. Rowling chciała stworzyć bohatera, który choć trochę przypominałby legendarnego Sherlocka Holmesa. Przyznam, że w pewnym sensie nawet jej się to udało. Pomimo że akcja powieści rozgrywa się współcześnie, a sama Rowling wspomina o kilku wydarzeniach, których byliśmy świadkami całkiem niedawno, to jednak klimat książki bardzo przypomina mi ten z lat 20. lub 30. XX wieku. Co ważne, fabułę Jedwabnika urozmaicają także wydarzenia z życia prywatnego głównych bohaterów. 
                              
Oprócz intrygi kryminalnej, czytelnik poznaje także środowisko angielskich literatów. Oczywiście bohaterowie są fikcyjni i stworzeni na potrzeby powieści, lecz mimo to nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że J.K. Rowling mogła czerpać w tej kwestii z własnych doświadczeń i obserwacji. Niektóre fragmenty dotyczące tego swoistego środowiska są aż za bardzo autentyczne i znajdują potwierdzenie w rzeczywistości. Obraz ten nie jest bynajmniej korzystny. Pierwsze miejsce zajmują konflikty występujące pomiędzy ludźmi związanymi w ten czy inny sposób ze środowiskiem literatów. J.K. Rowling zwraca uwagę na zawiść, zazdrość, a nawet pisanie i publikowanie recenzji, zaś ostateczny wniosek, jaki można wyciągnąć z tego opisu pokazuje, że pisarze to generalnie ludzie, którzy mają problemy emocjonalne. O ile można zgodzić się z występowaniem nienajlepszych relacji międzyludzkich pomiędzy autorami oraz osobami zajmującymi się wydawaniem książek, to na pewno należałoby sprzeciwić się teorii, iż pisarz to ktoś z zaburzeniami emocjonalnymi, a do tego w ten czy inny sposób uzależniony od seksu. 

Powyższy opis powieściowych literatów można oczywiście usprawiedliwić fabułą książki. Bo przecież skoro mamy do czynienia z kryminałem, to i bohaterowie nie mogą być nieskazitelni. Niemniej, odniosłam wrażenie, że każda z tych postaci ma coś za uszami, mówiąc kolokwialnie, i nie warto jej wierzyć bezgranicznie. Można zatem zastanawiać się czy czasami tego rodzaju kreacja postaci nie została wprowadzona po to, aby zmylić czytelnika. Skoro praktycznie każdy jest zły, to równie dobrze każdy może być zamieszany w intrygę kryminalną. 

Swoje pierwsze spotkanie z twórczością J.K. Rowling generalnie uważam za udane. Pomimo że poznałam już finał zbrodni dokonanej w Wołaniu kukułki, to jednak chciałabym w najbliższym czasie przeczytać również tom pierwszy serii. Bardzo lubię kryminały w kolorze sepii, a ten taki właśnie mi się wydaje, choć osadzony jest we współczesnych realiach.




Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu











sobota, 11 października 2014

Jeannie Johnson – “The Rest of Our Lives”
















Wydawnictwo: ORION
Londyn 2002






Przypuszczam, że Jeannie Johnson pisząca również jako Lizzie Lane i J.G. Goodhind, nie jest zbyt dobrze znana polskim czytelnikom. Jak do tej pory żadna z jej książek nie została przetłumaczona na język polski. Niestety, jest jeszcze wielu autorów, których książki naprawdę zasługują na uwagę, lecz są one dostępne jedynie w wersji oryginalnej lub w jakimś innym przekładzie. Możliwe, że twórczość Jeannie Johnson nie zachwyciła dotąd żadnego polskiego wydawcy na tyle mocno, aby postarał się o zakup praw do którejkolwiek z jej powieści. Autorka swoim czytelnikom znana jest przede wszystkim z romansów historycznych osadzonych w realiach wojennych lub tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej. Popularność zdobyła, pisząc również kilkutomowe sagi rodzinne. Dzisiaj proponuję jedną z jej książek, którą udało mi się niedawno przeczytać. Oczywiście jest to wersja anglojęzyczna.

The Rest of Our Lives to historia trzech różnych kobiet. Akcja tej powieści rozgrywa się tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej. Na dworcu kolejowym w Bristolu na swoich mężczyzn czekają trzy młode kobiety. Każda z nich wysłała na wojnę swojego ukochanego i teraz z niecierpliwością oczekuje jego powrotu. Charlotte Hennessey-White wypatruje męża, który jest lekarzem. David wyruszył na wojnę, ponieważ ludzie z jego profesją byli tam niezbędni. Nie tylko Charlotte, ale także jej syn i córka są niezwykle podekscytowani rychłym spotkaniem z mężem i ojcem. Już na peronie dochodzi do dziwnego incydentu, w centrum którego znajduje się David i druga z kobiet czekająca na swojego dzielnego mężczyznę. To Polly, której narzeczony – z pochodzenia Kanadyjczyk – powinien lada moment wysiąść z pociągu. Jest też niepozorna i skromna Edna, która już wcześniej dowiedziała się, że mężczyzna, z którym za jakiś czas ma wziąć ślub, został na wojnie poważnie ranny. Niestety, nikt nie powiedział jej jak znaczące są to obrażenia. Kobieta na pewno nie spodziewa się tego, co już za chwilę ukaże się jej oczom.

Te trzy kobiety o różnej osobowości i z różną przeszłością już wkrótce zaprzyjaźniają się ze sobą. Połączy je przede wszystkim wojna i to, co po niej zostało. A straty są naprawdę poważne. Nie chodzi tylko o te materialne, na skutek których trzeba teraz odbudowywać zniszczone miasta. Głównie należy skupić się na stratach moralnych i zacząć naprawiać własne życie, które zostało solidnie zdewastowane. Bardzo szybko okazuje się bowiem, że rozłąka spowodowana wojną zniszczyła więzi, które jeszcze nie tak dawno miały naprawdę ogromne znaczenie. Teraz trzeba je odbudować, aby zacząć normalnie żyć. Lecz czy jest jeszcze na to jakakolwiek szansa i nadzieja? Czy miłość, która niegdyś dodawała naszym bohaterom siły, teraz również będzie impulsem i motywacją do tego, aby nie zatracić w sobie tego, co najważniejsze?

Tak naprawdę z powrotu swoich ukochanych mężczyzn do domu może cieszyć się jedynie dwie z kobiet. To Charlotte i Edna. Niestety, kanadyjski narzeczony Polly nie wrócił do swojej dziewczyny i nie wiadomo, co się z nim stało. Kobieta jest zrozpaczona. Tak bardzo pragnęła wyjść za mąż i znaleźć życiową stabilizację. Z kolei Edna na widok Colina przeżywa szok. Mężczyzna nie ma nóg. Rany, jakie odniósł podczas wojny sprawiły, że już do końca życia będzie niepełnosprawny. Jak oboje poradzą sobie z tak ogromną zmianą w ich życiu? Czy Edna jest na tyle silna, aby zaakceptować i nadal kochać mężczyznę na wózku inwalidzkim? A Charlotte? Czy będzie w stanie pomóc swojemu mężowi, który nie jest już tym samym człowiekiem? Wojna obudziła w nim tak silną agresję, że praktycznie nie da się żyć z Davidem pod jednym dachem. Mężczyzna z byle powodu posuwa się do rękoczynów, a nawet dopuszcza się gwałtów na swojej żonie. W tym wszystkim tkwią jeszcze dzieci, które cierpią na równi z matką.

The Rest of Our Lives to przede wszystkim powieść o trudnej kobiecej przyjaźni. Pamiętajmy jednak, że mamy czasy powojenne i nadal w społeczeństwie żywe są pewne uprzedzenia, a także panują konwenanse, których należy bezwarunkowo przestrzegać. Podczas wojny w Anglii stacjonowało mnóstwo amerykańskich żołnierzy. Oni nie tylko bronili Brytyjczyków przed Niemcami, ale również nawiązywali romanse i płodzili dzieci z angielskimi kobietami. Niestety, nie wszyscy mogli potem wziąć odpowiedzialność za swoją chwilę słabości. Nie chodzi tutaj tylko o to, że wielu z nich zostawiło w ojczyźnie żony i dzieci, bo byli też tacy, którzy bardzo chętnie ożeniliby się z pięknymi Brytyjkami, lecz nie pozwalał im na to kolor skóry. Tak więc pojawia się kolejny problem. To rasizm. „Kolorowe” dzieci bardzo często były spadkiem po Amerykanach stacjonujących w tamtym czasie w Wielkiej Brytanii. Takie dzieciaki już na starcie skazane były na odrzucenie, zaś kobiety, które je rodziły były potępiane przez środowisko. O ile można było zaakceptować romans z białym żołnierzem oraz dziecko będące jego owocem, to za nic nie tolerowano podobnych sytuacji, jeśli w grę wchodziło uczucie do czarnoskórego mężczyzny. Dzieci rodzące się z takich mieszanych związków zazwyczaj oddawane były do sierocińców lub do adopcji, jeżeli miały trochę więcej szczęścia.

Wyd. EBURY PRESS
Londyn 2012
Okazuje się, że nasze główne bohaterki wcale nie były takie „święte”, żyjąc w tym trudnym wojennym okresie. Pozostawione ma pastwę losu przez swoich ukochanych, szukały pocieszenia w ramionach innych mężczyzn. Teraz, kiedy czasy się zmieniły, tamte chwile zapomnienia budzą w nich wyrzuty sumienia. Muszą borykać się z konsekwencjami swoich nierozważnych czynów. Lecz z drugiej strony sytuacja ta wyraźnie pokazuje, która z kobiet może pochwalić się naprawdę silnym charakterem, nie dając sobą kierować innym, zaś która to zwykła marionetka w rękach rodziny. I tu pojawia się kolejny bardzo ważny problem. Jest to ingerencja rodziców w dorosłe życie swojego dziecka. Ważniejsze są konwenanse, korzystne zamążpójście oraz to, co ludzie powiedzą, zamiast skupić się na tym, co tak naprawdę będzie dobre dla dziecka. Oczywiście to wszystko, czego doświadcza dorosła córka od swojej matki jest robione dla jej dobra. Tylko czy na pewno tak to wygląda z punktu widzenia tejże córki? Może ona chciałaby pokierować swoim życiem zupełnie inaczej, niż wymaga tego od niej rodzicielka? Takie wtrącanie się w dorosłe życie własnego dziecka żadnej ze stron na dłuższą metę nie służy, o czym można przekonać się, czytając tę powieść.

Niemniej, romanse angielskich kobiet nie dotyczyły jedynie amerykańskich żołnierzy. Po wojnie w Anglii pozostało też sporo Niemców. Byli traktowani jak jeńcy wojenni. Przynajmniej w ten sposób przedstawia tę kwestię Jeannie Johnson. Tak więc Brytyjki ulegały również wrogom, którzy mieli na rękach krew ich narodu. Co zatem gorsze? Romans ze znienawidzonym faszystą czy chwila zapomnienia z żołnierzem, który walczył po tej samej stronie, nawet jeśli tym żołnierzem był czarnoskóry mężczyzna?

Jak napisałam powyżej, Charlotte, Polly i Edna to trzy naprawdę różne kobiety. Można je oceniać, ale także im współczuć. Wydaje mi się, że najbardziej dojrzałą emocjonalnie i życiowo jest Charlotte. Zapewne dzieje się tak dlatego, iż kobieta musi stanąć twarzą w twarz z przemocą domową. Poza tym, są przecież dzieci, które trzeba chronić przed agresywnym ojcem. Z kolei Edna to dziewczyna, która zupełnie nie radzi sobie z życiem. A nie radzi sobie tylko dlatego, że przez cały czas była sterowana przez zaborczą matkę. Nigdy nie potrafiła się jej sprzeciwić. Nawet, gdy Edna wyszła za mąż za Colina i zaopiekowała się nim jak tylko mogła najlepiej, matka wciąż wtrącała się w ich małżeństwo. Z jednej strony ten ślub był planowany przez Ethel Burbage, a z drugiej, kiedy już doszedł do skutku, kobieta zaczęła podsycać w swoim zięciu niepewność co do trwałości tegoż związku. Przecież Colin to inwalida wojenny, więc Edna w każdej chwili może znaleźć sobie kogoś sprawnego, prawda?

Z tych trzech kobiet chyba najbardziej nie polubiłam Polly. Dlaczego? Przez całą książkę wydawała mi się pusta, zbyt rozrywkowa i egoistycznie nastawiona do życia. Ale z drugiej strony jej praktycznie histeryczne poszukiwanie mężczyzny, który dzieliłby z nią życie, mogło wynikać też ze strachu przed samotnością. Patrząc na problem pobieżnie dochodzi się do przekonania, że Polly w głowie jedynie romanse. Nie jest dla niej ważne, czy kogoś w ten sposób skrzywdzi. Istotne jest, aby to ona osiągnęła swój cel, nawet kosztem tych, którzy jej dobrze życzą.

Fabuła The Rest of Our Lives to także tajemnice, które za nic nie mogą ujrzeć światła dziennego. Lecz im dłużej spycha się je na dalszy plan, tym jest gorzej. Nie można bowiem budować poważnych relacji międzyludzkich na kłamstwie albo na niedopowiedzeniach. Nasze bohaterki przekonują się o tym bardzo boleśnie.

Książka została także wydana pod tytułem Wartime Brides, zaś Autorka opublikowała ją jako Lizzie Lane. Jeśli lubicie tego typu historie, a do tego nie straszne Wam czytanie w oryginale, to spokojnie możecie sięgnąć po tę powieść. Historia Charlotte, Edny i Polly, a także ich życiowych partnerów charakteryzuje się naprawdę sporym ładunkiem psychologicznym. Każdą z tych postaci można poddać analizie. Jak widać, pokusiłam się o nią tylko w przypadku kobiet. Mężczyźni występujący w powieści są równie skomplikowani. Czy wypadają korzystniej od swoich parterek? Myślę, że to już zależy od indywidualnego spojrzenia każdego z czytelników.








czwartek, 9 października 2014

Philippa Gregory – „Krucjata” #2














Wydawnictwo: LITERACKI EGMONT
Warszawa 2014
Tytuł oryginału: Stormbringers
Przekład: Maciejka Mazan
Cykl/Seria: ZAKON CIEMNOŚCI





Czy słyszeliście kiedykolwiek o dziecięcej krucjacie? Ja nie słyszałam i gdybym nie przeczytała drugiej części młodzieżowej serii autorstwa Philippy Gregory, to zapewne do tej pory nie miałabym pojęcia, że istnieje legenda opowiadająca o tysiącach dzieci, które w epoce średniowiecza wyruszyły do Ziemi Świętej. No właśnie. Tylko czy na pewno mamy do czynienia z legendą? Tak twierdzą niektórzy historycy, lecz są i tacy, którzy nie boją się mówić oficjalnie na temat tamtego wydarzenia, uznając je za prawdę.

U podstaw literackiego mitu dotyczącego dziecięcej krucjaty znajdują się wydarzenia, które miały miejsce we Francji i Niemczech na początku XIII wieku. Ich krzewicielem stał się w głównej mierze cysterski kronikarz Albéric de Trois Fontaines (?-1252). To właśnie z jego zapisków dowiadujemy się, iż w roku 1212 na terenie Francji swoją działalność rozpoczął Étienne de Cloyes, który uparcie twierdził, że doświadcza prywatnych objawień Chrystusa i otrzymał od Niego nakaz zorganizowania krucjaty. Ten młody przywódca nie uzyskał jednak poparcia od ówczesnego króla, pomimo że usilnie o nie zabiegał. Niemniej, niezwykły autorytet oraz popularność zapewniły mu nadprzyrodzone znaki. Wspomniany wyżej kronikarz pisał, iż widziano owce, które padały na kolana i wzywały chłopca do odbicia Jerozolimy z rąk Turków. Były też tysiące zwerbowanych dzieci, które Étienne de Cloyes poprowadził na południe w kierunku Morza Śródziemnego. Wielu z tych młodych pielgrzymów zmarło w drodze z głodu i wycieńczenia, natomiast ci, którzy dotarli do wód morza, zostali podstępem zwabieni na statki handlarzy o charakterystycznych nazwiskach – Hugo Żelazny i Wilhelm Świnia. Tak więc okręty, które rzekomo miały zabrać pielgrzymów, okazały się albo pułapką, albo po prostu zatonęły. Dzieci zostały sprzedane handlarzom niewolników, a jedynie kilkorgu z nich udało się zbiec i tym samym ocalić swoje życie.

Oprócz powyższego można także spotkać kroniki, gdzie kwestia dziecięcej krucjaty przedstawiona jest nieco inaczej. Rzecz dotyczy Niemiec. Otóż według tych przekazów młody Nicolas z Kolonii miał zebrać grupę liczącą siedem tysięcy dzieci, aby dotrzeć z nimi przez Alpy do Genui. W momencie, gdy nie rozstąpiły się wody morza, by umożliwić pielgrzymom przejście suchą stopą po jego dnie, część z nich wróciła do domu, natomiast inne skierowały się do Rzymu. Żadne z nich nie dotarło jednak do Ziemi Świętej.

Współcześni historycy bardzo krytycznie podchodzą do powyższych przekazów. Relacja Alberic’a de Trois Fontaines nie znajduje swojego potwierdzenia w zapiskach z dziejów miast, przez które pielgrzymi rzekomo mieli maszerować. Podobnie rzecz przedstawia się w przypadku nazwisk handlarzy, co wskazuje na to, iż faktycznie możemy mieć do czynienia jedynie z legendą, natomiast nie rzeczywistą relacją historyczną. Pomimo że przywódca małych krzyżowców – Étienne de Cloyes – naprawdę istniał, to jednak grupa dzieci, którą prowadził, najprawdopodobniej rozproszyła się natychmiast po wizycie u króla, który jednoznacznie sprzeciwił się tejże wyprawie. Z kolei na podstawie zapisków dotyczących Nicolasa z Kolonii można odtworzyć trasę i czas trwania wyprawy. Pomimo iż nie wiadomo czy Nicolas był inicjatorem krucjaty, to jednak niektórzy kronikarze wymieniają go jako przywódcę.

Dziecięca krucjata według
Gustave'a Dorégo (1832-1883)
To właśnie ta legenda posłużyła Philippie Gregory jako inspiracja do napisania drugiego tomu młodzieżowej serii zatytułowanej Zakon Ciemności. Chociaż Autorka pozostaje w epoce średniowiecza, to jednak samo wydarzenie dziecięcej krucjaty przesuwa w czasie o ponad dwieście lat, ponieważ akcja książki rozpoczyna się w 1453 roku. Jak pamiętamy z części pierwszej, głównym bohaterem jest nastoletni Luca Vero, który z ramienia tajnej organizacji został wydelegowany w świat, aby jako inkwizytor, szukać znaków zbliżającego się końca świata. Luca musi zwracać uwagę praktycznie na wszystko. Każdy szczegół jest tutaj bezcenny. Luce w podróży towarzyszy wierny sługa o imieniu Freize oraz pozbawiona rodzinnego majątku – Izolda, u boku której kroczy dziewczyna arabskiego pochodzenia – Iszrak. W ich grupie jest również skryba o imieniu Piotr, który jest duchownym i marudzi na każdym kroku, kwestionując niemalże wszystko co się wokół niego dzieje.

Luca Vero od dziecka odznaczał się nieprzeciętnymi zdolnościami, dlatego też już jako mały chłopiec został nazwany „odmieńcem”. Rodzice, aby uchronić chłopca przed prześladowaniem ze strony sąsiadów, oddali go do klasztoru, w którym zdecydowano, że w przyszłości Luca zostanie duchownym. Z kolei Izolda po śmierci ukochanego ojca również została oddana do klasztoru i pozbawiona należnego jej majątku. Oczywiście sprawa przedstawiałaby się inaczej, gdyby dziewczyna bez słowa sprzeciwu zaakceptowała plany swojego brata wobec jej osoby. Tak się jednak nie stało, dlatego panna Lucretili została wypędzona z domu.

Jeśli ktoś czytał tom pierwszy tego cyklu, to wie co stało się w owym klasztorze, do którego odesłano piękną Izoldę oraz jaka w tym wszystkim była rola samego Luki. Od tamtej pory cała piątka poróżuje razem, trafiając w końcu do włoskiego miasteczka o nazwie Piccolo. To właśnie tam pewnego dnia przybywają mali krzyżowcy pod przewodnictwem niejakiego Johanna Johannsona zwanego też Dobrym. Dzieci opuściły swoje rodzinne domy i ledwo żywe o głodzie idą w nieznane, bo tak każe im Johann. Któregoś dnia mają przecież dotrzeć do raju, w którym spotkają swoich bliskich zmarłych.

Chłopak wywiera naprawdę ogromny wpływ na własnych podopiecznych. Twierdzi, że rozmawia z samym Bogiem, który wymaga od niego, aby ten poprowadził małych krzyżowców do Ziemi Świętej. Początkowo Luca i jego towarzysze sceptycznie podchodzą do całej tej sytuacji, lecz duchowni, którzy ich otaczają są przekonani o wiarygodności słów Johanna. Ten nastoletni przywódca przemawia tak, jak gdyby znał losy każdej z otaczających go osób. Prorok? Możliwe, skoro tak dokładnie przedstawia przeszłość zarówno Luki, jaki i Izoldy. Nawet o Iszrak wie rzeczy, których ta praktycznie nikomu nie zdradziła wcześniej. Czy nasi bohaterowie dadzą się zwieść Johannowi i wyruszą wraz nim i tysiącami dzieci w podróż do Jerozolimy? Czy sprawdzą się przepowiednie, które głosi rzekomy prorok? Czy faktycznie ten nastolatek rozmawia z Bogiem, a jego misja jest podyktowana nadprzyrodzonymi znakami?

Philippy Gregory nikomu nie trzeba specjalnie przedstawiać. W Polsce jej książki są bardzo popularne, a czytelnicy po prostu pochłaniają je jednym tchem. Serią Zakon Ciemności Philippa Gregory udowadnia, że nie jest autorką, która zamyka się tylko i wyłącznie w jednym gatunku literackim. Czytałam już jej powieść obyczajową osadzoną we współczesnych realiach i byłam tą książką zachwycona. Kiedy jakiś czas temu sięgnęłam po Odmieńca, starałam się za wszelką cenę nie porównywać tej powieści do zbeletryzowanych biografii, z których Philippa Gregory słynie. Literatura młodzieżowa to przecież nie to samo, co powieści skierowane do dorosłych czytelników. Książki przeznaczone dla młodego odbiorcy pisane są według innych zasad. Takie powieści z reguły posiadają pierwiastek przygodowy. O ile w Odmieńcu tej przygody nie było widać zbyt wyraźnie, tak w przypadku Krucjaty jest ona bardzo klarownie wyeksponowana. Jeśli poprzedni tom budził niezadowolenie, to przypuszczam, że część druga tamto niemiłe wrażenie w pewnym sensie zniweluje. To jest właśnie magia serii powieściowych. Nigdy nie można oceniać ich po przeczytaniu tylko jednego tomu. Zawsze trzeba poczekać co będzie dalej i jakie niespodzianki szykuje nam autor w kolejnych częściach.

Myślę, że młody czytelnik na pewno nie będzie się nudził przy tej lekturze. Pozna bowiem bohaterów, którzy są ze sobą bardzo mocno związani pod względem emocjonalnym. Troszczą się o siebie nawzajem; martwią się, kiedy coś złego przydarza się towarzyszom podróży. Krucjata uczy przede wszystkim przyjaźni, co jest niezwykle ważne w okresie dorastania. Poza tym, widzimy też pierwsze zalążki młodzieńczej miłości. Pojawia się zazdrość o tę samą osobę. Bohaterowie walczą ze swoimi słabościami. W pewnym stopniu wiedzą już, że kiedyś przyjdzie taki dzień, gdy będą musieli dokonać poważnych wyborów. Czy droga, którą obrali jest tą właściwą? A może popełnili błąd, godząc się na takie czy inne rozwiązanie? Czy posłuszeństwo przełożonym nie sprawi, że ich życie legnie w gruzach i nigdy nie będzie im dane zaznać prawdziwego szczęścia?

Jestem pewna, że Philippa Gregory w kolejnych częściach Zakonu Ciemności poprowadzi swoich bohaterów naprawdę krętymi życiowymi ścieżkami. Zapewne czeka ich jeszcze mnóstwo niebezpieczeństw i sytuacji, w których będą musieli dokonywać wyborów. Przypuszczam, że wtrącą się do tego jakieś piekielne moce, ponieważ już teraz możemy pomiędzy wierszami wyczytać, że to wszystko wcale nie jest takie dobre, jak mogło się początkowo wydawać. Bóg i chrześcijaństwo to jedynie przykrywka dla czynów, które z dobrem nie mają nic wspólnego.

Czy polecam tę książkę? Trudno jest mi zarekomendować ją czytelnikom dorosłym, którzy zakochali się już w historycznej beletrystyce Philippy Gregory. Takie osoby być może będą szukać w Odmieńcu i Krucjacie elementów, które charakteryzują cykl Tudorowski czy serię o Wojnie Dwu Róż. I tutaj może przyjść rozczarowanie, ponieważ Zakon Ciemności w niczym nie przypomina tamtych książek. Trudno też w jednym rzędzie postawić go – na przykład – z Czarownicą, która jest typową powieścią fantasy. Myślę, że w tym przypadku każdy musi samodzielnie zdecydować czy naprawdę chce poznać swoją ulubioną Philippę Gregory od strony „młodzieżowej”.