Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

piątek, 29 sierpnia 2014

Ruth Hamilton – “The Corner House”















Wydawnictwo: CORGI BOOKS
Londyn 1999





Gwałt dla każdej kobiety, która pada jego ofiarą, jest przeżyciem niezwykle traumatycznym. Zazwyczaj szuka wtedy winy w sobie i zastanawia się, czy naprawdę nie sprowokowała zwyrodnialca; czy nie zachęciła go swoim zachowaniem, ubiorem, wyglądem... Wielokrotnie zgwałcona kobieta nie może też liczyć na zrozumienie otoczenia, w którym egzystuje. Czasami nawet najbliżsi, zamiast wspierać, odtrącają ją i oskarżają o to, co się stało. Takie wyobcowanie może doprowadzić kobietę nie tylko do poważnej depresji, ale wręcz do targnięcia się na własne życie. Zgwałcona kobieta, pozostawiona bez pomocy i wsparcia, już zawsze będzie czuć się brudna i bezwartościowa. Stan psychiczny takiej kobiety może też być uzależniony od tego, czy zwyrodnialec, który dopuścił się na niej gwałtu nadal chodzi sobie wolno po ulicach i śmieje się innym w twarz, czy też został już zatrzymany przez policję i czeka na proces. Ileż to razy słyszy się w mediach, że gwałciciele chodzą sobie wolno i bezkarnie krzywdzą kolejne kobiety, a policja czuje się wobec tej sytuacji bezradna, nawet, jeśli ofiara wskazała oprawcę palcem, bo znała go od lat? Pamiętajmy, że gwałt nie zawsze może być dokonany przez mężczyznę, którego kobieta nigdy wcześniej nie widziała na oczy. Niekiedy zwyrodnialcem może okazać się sąsiad, kolega z pracy, czy nawet mąż albo ojciec.

W roku 1939, u progu drugiej wojny światowej, w angielskim mieście Bolton położonym w hrabstwie Greater Manchester, doszło do brutalnego gwałtu. Ofiarą trzech miejscowych mężczyzn padła młodziutka Theresa Nolan. Mężczyźni byli pod wpływem alkoholu, byli również zestresowani, ponieważ już wkrótce trzeba było wyruszyć na front, więc chcąc rozładować napięcie, posłużyli się ciałem Theresy. Dziewczyna nie miała żadnych szans. Początkowo jeszcze się broniła, ale potem przestała, bo przecież i tak nie miałoby to sensu. Ich było trzech, a ona jedna. Nikt też nie przyszedł jej z pomocą. Gwałt był niezwykle brutalny, a mężczyźni niczym bestie zaspokoili swoje potrzeby seksualne. Jedynym świadkiem tego dramatu był Bernard Walsh – lokalny sprzedawca ryb. Jednak na miejsce zdarzenia dotarł zbyt późno, aby udzielić Theresie pomocy. Mógł już tylko pozwolić jej się wypłakać na swoim ramieniu i bezpiecznie odprowadzić do domu.

Niestety, po kilku tygodniach gwałt zaowocował ciążą. Theresa nie wie, który z mężczyzn może być ojcem jej dziecka. Możliwe, że to ten, który zgwałcił ją jako pierwszy. Kiedy sprawa wychodzi na jaw, dziewczyna zostaje wyrzucona z domu. Ojciec – zagorzały i fanatyczny katolik – każe jej się wynosić, żeby swoim hańbiącym postępowaniem nie psuła dobrego imienia rodziny. Theresa nie znajduje więc choćby nawet najmniejszego wsparcia u najbliższych. Nikt z domowników nie kwapi się jej pomóc. Czyżby wszyscy bali się głowy rodziny? A może każdy myśli tak, jak stary Nolan? Niemniej, są jeszcze na świecie dobrzy ludzie. Kimś takim okazuje się Eva Harris, która w Bolton pracuje jako położna. To ona zapewnia Theresie dach nad głową oraz dba o nią w trakcie ciąży i po porodzie.

Tymczasem Bernard Walsh i jego żona – Liz oczekują narodzin swojego pierwszego dziecka. Mieszkają w domu razem z bratem Bernarda – Dannym. W końcu nadchodzi czas porodu. Jest mroźna zimowa noc. Liz bardzo cierpi, ponieważ poród nie należy do najłatwiejszych. Jest obok niej Eva Harris. Niestety, dziewczynka rodzi się martwa, ale Liz nie przyjmuje tego do wiadomości. Wręcz rozkazuje swojemu mężowi, aby położył dziecko obok kominka, żeby je ogrzać, a wtedy na pewno będzie żyć. Dramat rodziny Walshów jest ogromny. Nawet mężczyźni ukradkiem ocierają łzy z oczu, kiedy patrzą, jak bardzo Liz cierpi. I wtedy wraca Eva Harris, która zdążyła gdzieś zniknąć na chwilę. Kobieta wciska zrozpaczonemu Bernardowi zawiniątko, w którym ukryty jest… noworodek. To dziecko ma odtąd odgrywać w domu Walshów rolę upragnionej przez nich córeczki. Czyje to dziecko? Skąd Eva wzięła je tak nagle? Czy Liz kiedykolwiek pozna prawdę? A co z samą dziewczynką? Czy kiedy dorośnie, Bernard będzie w stanie zdradzić jej całą tajemnicę, w którą uwikłała go położna?

Tej samej nocy, kiedy na świat przychodzi martwe dziecko Walshów, Theresa Nolan również rodzi dziewczynkę, której nadaje imię Jessica. Niestety, nawet ta maleńka istotka, która nie jest niczemu winna, nie przynosi kobiecie ulgi. W sercu Theresy zaczyna dojrzewać chęć zemsty na tych, którzy tak okrutnie ją skrzywdzili. Nie potrafi wybaczyć. Pragnie, aby ponieśli karę za to, co jej uczynili. Postanawia zatem odpłacić im na własną rękę. Oczywiście musi upłynąć jeszcze jakiś czas, ale na pewno tego dokona. Tylko czy uda jej się zrealizować swój plan, skoro wszyscy trzej mężczyźni to synowie niezwykle wpływowych i bogatych biznesmenów z Bolton?

The Corner House to książka, która nie doczekała się jeszcze polskiego tłumaczenia. Jest to powieść obyczajowa, której akcja rozgrywa się podczas drugiej wojny światowej i sięga lat 60. XX wieku. Historia, którą opowiada Ruth Hamilton jest niesamowicie smutna i sprawia, że co wrażliwszym czytelnikom może zakręcić się łezka w oku. Z drugiej strony jednak książka porusza szereg problemów społecznych, które dzisiaj również nie są nam obce. Fakt, iż fabuła osadzona jest w ubiegłym stuleciu, wcale nie oznacza, że kwestie, które w niej znajdziemy są już dziś nieaktualne.

Kobiety od wieków padały i padają ofiarami gwałtów. Wielokrotnie nie są w stanie poradzić sobie z konsekwencjami takiego przestępstwa. Theresa Nolan to z jednej strony kobieta słaba fizycznie, gdyż cierpi na poważną chorobę, zaś z drugiej jest niezwykle silna pod względem charakteru. Na kartach powieści widzimy, w jaki sposób główna bohaterka radzi sobie ze swoim dramatem. Przy życiu trzyma ją nie tylko jej mała córeczka, ale przede wszystkim przeogromna chęć zemsty. A co w tym czasie robią zwyrodnialcy? Otóż, dwóch z nich żyje sobie beztrosko i jedyne, co spędza im sen z powiek, to konieczność płacenia określonej sumy pieniędzy na dziecko. Ponieważ nie wiadomo który z nich jest ojcem, płacą wszyscy trzej. Oczywiście o jakiejś karze więzienia nie ma w tym momencie mowy. Wydaje się natomiast, że tylko jeden z gwałcicieli czuje jakieś wyrzuty sumienia. Wciąż bije się z myślami i nawet pragnie cofnąć czas. Chciałby też w jakiś sposób wynagrodzić Theresie krzywdę, którą jej zadał, lecz ona nawet nie chce o tym słyszeć.

Sytuacja, w jakiej znalazła się Theresa Nolan sprawia, że kobieta nie jest w stanie normalnie żyć. Jej kontakty z mężczyznami nie są możliwe. Boi się ich. Nie wyobraża sobie, że mogłaby się związać z jakimś mężczyzną i stworzyć z nim dom dla Jessiki i być może ich wspólnych dzieci. Gdyby nie przyjaciele, którzy nagle znaleźli się obok, nie wiadomo, co stałoby się z Theresą. Jak widać tylko rodzina się jej wyrzekła. Ci, którzy powinni być blisko i wspierać, odtrącili ją.

Ruth Hamilton w swojej powieści pragnie zwrócić uwagę nie tylko na sam problem gwałtu, ale też na kwestię wybaczania. Czy można wybaczyć komuś, kto tak bardzo skrzywdził? Komuś, kto zadał tak wielki ból i sprawił, że życie już nigdy nie będzie wyglądać tak samo? W pierwszej chwili wydawać by się mogło, że nigdy nie będzie to możliwe. Theresa do grobowej deski powinna przeklinać oprawców. Czy zatem tak postąpi? Czy nigdy nie wybaczy? Czy już zawsze pragnienie zemsty będzie towarzyszyć jej codziennemu życiu? Czy jej córeczka także tym przesiąknie? Kwestia wybaczenia nie jest zarezerwowana jedynie dla Theresy Nolan. W książce spotykamy również innych bohaterów, którzy muszą zmierzyć się z tym niełatwym problemem.

Fabuła powieści nie jest bynajmniej monotematyczna. Z jednej strony mamy gwałt, zaś z drugiej jest przecież dziecko Walshów, które nie wiadomo skąd do nich „przywędrowało”. Ta sprawa też kiedyś musi się wyjaśnić. Walshowie to naprawdę dobrzy ludzie i w żadnym wypadku nie zasługują na to, aby spotkało ich nieszczęście. Prócz tego, Ruth Hamilton przenosi nas z Bolton do Liverpoolu, ponieważ akcja powieści jest tak skonstruowana, że rozgrywa się w dwóch miastach jednocześnie. 

Czy książkę polecam? Oczywiście, że polecam, tylko problemem na chwilę obecną jest to, iż nie mamy jeszcze polskiego tłumaczenia, więc jedynie ci czytelnicy, którzy znają angielski mogą bez obaw po nią sięgnąć. Miejmy nadzieję, że za jakiś czas i u nas ta powieść się ukaże, bo naprawdę jest tego warta, pomimo że nie jest nowością.









środa, 27 sierpnia 2014

Lucy Maud Montgomery – „Dalsze opowieści z życia Avonlea” vel „Pożegnanie z Avonlea”












Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I S-KA
Warszawa 2000
Tytuł oryginału: Further Chronicles of Avonlea
Przekład: Jolanta Bartosik
Ilustracje: Katarzyna Karina Chmiel





Dzisiaj po raz ostatni zapraszam Was na spotkanie z mieszkańcami Avonlea. Po niemalże dwóch latach czytania przygód Anne Shirley oraz poznawania wydarzeń z życia mieszkańców Zielonego Wzgórza i Avonlea, nadszedł czas na omówienie ostatniej już części serii dotyczącej naszej rudowłosej bohaterki. Pożegnanie z Avonlea, które w roku 1991 zostało wydane nakładem Naszej Księgarni, ukazało się w Polsce również pod tytułem Dalsze opowieści z życia Avonlea. To właśnie to wydanie wybrałam jako ostatnią pozycję cyklu. Wybrałam je dlatego, ponieważ ta wersja jest nieco rozbudowana niż Pożegnanie z Avonlea. Jak wiadomo, książka jest zbiorem opowiadań, których głównymi bohaterami są mieszkańcy malowniczego Avonlea znajdującego się na Wyspie Księcia Edwarda. Historie te różnią się między sobą sposobem prowadzenia narracji. Niektóre z nich opowiadane są przez głównych bohaterów, zaś inne z perspektywy narratora trzecioosobowego. Z kolei jedno z tych opowiadań to relacja samej Anne Shirley.

Tyle tytułem wstępu. Przejdźmy teraz do krótkiego omówienia każdej z historii stworzonych przez Lucy Maud Montgomery, a zawartych w tymże zbiorze. Opowiadań mamy piętnaście, a każde z nich na swój własny sposób jest wyjątkowe. Niektóre wzruszają do łez, zaś inne rozśmieszają lub wręcz denerwują.

  1. Perska kotka cioci Cyntii (z ang. Aunt Cynthia's Persian Cat) – Ciotka Cyntia pozostawia swoją ukochaną kotkę o imieniu Fatima pod opieką siostrzenic – Sue i Ismay Meade – które bynajmniej nie są z tego powodu zadowolone. Kiedy Fatima nagle znika, Sue musi podjąć desperackie kroki, aby uniknąć gniewu zamożnej ciotki Cyntii…
  2. Prawdziwy Cecil[1] (z ang. The Materializing of Cecil) – Dla panny Charlotte Holmes upokarzające jest to, iż nigdy nie miała adoratora. Jakoś tak się niefortunnie złożyło, że żaden mężczyzna nigdy nie starał się o jej rękę. Lata mijały, a panna Holmes wciąż była samotna i bez męża. Kobiety z kółka krawieckiego stale opowiadają o swoich miłostkach, zaś Charlotte nie ma się czym chwalić. Kiedy już ma tego wszystkiego naprawdę dosyć wymyśla sobie niejakiego Cecila Fenwicka z Blakley w Nowym Brunszwiku, twierdząc, że niegdyś obydwoje bardzo się kochali. Gdy w Avonlea pojawia się prawdziwy Cecil, wówczas panna Charlotte Holmes obawia się, że prawda wyjdzie na jaw…
  3. Córeczka tatusia (z ang. Her Father’s Daughter) – Gdy Rachel Spencer wychodzi za mąż, pragnie zaprosić na ślub swojego ojca, który od lat jest skłócony z jej matką. Robi to pomimo wyraźnego sprzeciwu swojej rodzicielki…
  4. Dziecko Janki (z ang. Jane’s Baby) – Kiedy umiera Jane Roberts, wówczas jej kuzynki – panna Rosetta Ellis i pani Charlotte Wheeler – toczą pomiędzy sobą spór o to, która z nich powinna zaopiekować się osieroconym dzieckiem…
  5. Dziecko ze snu (z ang. The Dream-Child) – Po stracie ukochanego synka, zrozpaczona Josie co noc biegnie nad brzeg morza, twierdząc, że to właśnie stamtąd słyszy płacz ducha swojego zmarłego synka – Davida…
  6. Brat, któremu się nie powiodło (z ang. The Brother Who Failed) – Podczas zjazdu rodziny Monroe w Avonlea, ciocia Isabel nietaktownie zauważa, że jeden z członków familii – Robert – to życiowy nieudacznik. Wszystkim innym doskonale się w życiu powiodło, zaś tylko on jeden nie ma się czym pochwalić. Niemniej, jego rodzeństwo stara się poprawić wizerunek Roberta w oczach innych członków rodziny. Okazuje się bowiem, że Robert tak naprawdę jest o wiele bardziej wyjątkowy niż pozostali…
  7. Powrót Estery (z ang. The Return of Hester) – Umierająca Hester Meredith zmusza swoją siostrę – Margaret, aby ta obiecała jej, że nie wyjdzie za mąż za Hugh Blaira, lecz kiedy Margaret i Hugh cierpią z powodu tej niedorzecznej przysięgi, Hester z zaświatów podejmuje się interwencji…
  8. Mały zeszycik w brązowej okładce[2] (z ang. The Little Brown Book of Miss Emily) – Anne Shirley oraz jej przyjaciółka – Diana poznają nieco irytującą starą pannę – Emily Leith, która mieszka w Grafton. Po śmierci Emily, Anne otrzymuje tajemniczą przesyłkę…
  9. Taka już jest Sara (z ang. Sara’s Way) – Pani Ebenowa Andrews obmawia z panią Jonaszową Andrews adoratora swojej córki – Sary. Kandydatem do ręki Sary jest niejaki Lige Baxter (z pol. Leon Baxter) – człowiek niezwykle porządny, któremu naprawdę niczego złego zarzucić nie można. Kiedy firma braci Baxter upada, wszyscy zainteresowani zmieniają o nim opinię…
  10. Maminsynek (z ang. The Son of His Mother) – Thyra Carewe dowiaduje się, że jej ukochany syn – Chester obdarzył uczuciem piękną Damaris Garland. Kobieta za nic nie może się z tym pogodzić…
  11. Edukacja Betty (z ang. The Education of Betty) – Niedawno owdowiała Sara Churchill angażuje swojego byłego narzeczonego do opieki nad jej nieokiełznaną córką o imieniu Betty. W dodatku mężczyzna ma też zająć się edukacją dziewczynki...
  12. W duchu wyrzeczenia (z ang. In Her Selfless Mood) – Eunice Carr przyrzeka swojej matce – Naomi Holland – będącej na łożu śmierci, że bez względu na wszystko zaopiekuje się synem Naomi, a swoim przyrodnim bratem – Krzysztofem…
  13. Sprawa sumienia Dawida Bella (z ang. The Conscience Case of David Bell) – David Bell ku przerażeniu mieszkańców Avonlea odmawia publicznego wystąpienia w kościele i przyznania, że w jego życiu Bóg dokonał zmian…
  14. Prosty człowiek (z ang. Only a Common Fellow) – Opowieść o miłosnym trójkącie, w którym główne role odgrywają Mark Foster, Philippa Clark oraz Owen Blair…
  15. Tannis z Flats (z ang. Tannis of the Flats) – Jerome Carey – telegrafista pracujący w Northwest, staje się obiektem uczuć pół-indianki – Tannis Dumont, lecz on nie darzy jej miłością. Mężczyzna zakochuje się natomiast w Eleonor Blair pochodzącej z Avonlea…

Przyznam szczerze, że te opowiadania chyba najbardziej mnie wzruszyły. Nie spotkamy tutaj ckliwych miłosnych opowiastek, lecz poznamy bohaterów dojrzałych, którzy z jakiegoś powodu nie ułożyli sobie życia tak, jak powinni byli to zrobić. Jak już wspomniałam na początku, kilka z tych historii może wręcz wycisnąć łzy z oczu. Czasami Lucy Maud Montgomery wskazuje też na swoistą hipokryzję, jaka towarzyszy na co dzień mieszkańcom Avonlea. Niekiedy dla tych ludzi najważniejsze jest to, co powiedzą inni. Nie jest bowiem istotne, co tak naprawdę czują, ważne natomiast, aby móc się pochwalić sąsiadom, nawet, jeśli nie jest to prawda. Z drugiej jednak strony, widzimy, że plotkowanie ma się naprawdę dobrze, i czasami trudno jest obiektowi plotek pozostać biernym wobec dyskusji, które dotyczą jego osoby. Wówczas dochodzi do sytuacji, które mogą być nieprzyjemne w skutkach. Na szczęście u Lucy Maud Montgomery wszystko dobrze się kończy, choć śmierć towarzyszy praktycznie każdemu z tych opowiadań.

Wyd. NASZA KSIĘGARNIA
Warszawa 1991
tłum. Ewa Fiszer
Myślę, że Dalsze opowieści z życia Avonlea czy – jak kto woli – Pożegnanie z Avonlea to najlepszy zbiór opowiadań, które czytałyśmy w ramach wyzwania. Są niezwykle mądre i przemyślane. Są przede wszystkim dojrzałe. Co ciekawe, opowiadania te zostały wydane bez zgody Lucy Maud Montgomery. Ona zwyczajnie postanowiła ich nie publikować, choć nie wiem dlaczego. Nie rozumiem takiej decyzji, ponieważ opowiadania są naprawdę przepiękne. Możliwe, że te teksty, które w moim odczuciu są najlepsze, były dla Autorki zbyt osobiste i nie chciała dzielić się nimi ze światem. Można przypuszczać, że poruszają problemy, które w otoczeniu Montgomery naprawdę miały miejsce i w związku z tym, chciała, aby pozostały tajemnicą. A może było zupełnie inaczej? Może powodem braku zgody na publikację było zgoła coś innego? Prawdą jest natomiast, że Montgomery pozwała do sądu swojego wydawcę i po bitwie prawniczej, która trwała prawie dziewięć lat, Autorka otrzymała odszkodowanie w wysokości osiemnastu tysięcy dolarów.  

Kończąc ten wpis, a zarazem wyzwanie Czytamy Anię, chciałabym z całego serca podziękować mojej koleżance – Beacie, która jest Autorką bloga Co warto czytać? Beatko, bez Ciebie to wyzwanie czytelnicze nigdy nie zostałoby zrealizowane. Dziękuję Ci serdecznie! Natomiast wszystkich Czytelników mojego bloga oraz miłośników twórczości Lucy Maud Montgomery informuję, że jeśli o mnie chodzi, to na Ani z Zielonego Wzgórza na pewno się nie skończy. Mam w planie przeczytać i omówić pozostałe książki Autorki, więc gdyby ktoś chciał się do mnie przyłączyć, to serdecznie zapraszam. Niekoniecznie musi być to kolejne wyzwanie czytelnicze. Wystarczy czytać inne powieści Lucy Maud Montgomery i podsyłać linki do wpisów. Wszystkie linki zostaną umieszczone na naszej stronie na FB oraz na blogu Czytamy Anię















[1] Ta historia stanowiła podstawę epizodu w kanadyjskim serialu telewizyjnym zatytułowanym Droga do Avonlea, gdzie Marillę Cuthbert zastąpiono postacią Charlotte Holmes.
[2] Jest to opowiadanie pisane z perspektywy Anne Shirley, która jest tutaj narratorką. 





poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Lloyd C. Douglas – „Wielki Rybak”
















Wydawnictwo: INSTYTUT WYDAWNICZY PAX
Warszawa 1990
Tytuł oryginału: The Big Fisherman
Przekład: Zofia Kierszys





Herod II Wielki bardzo często kojarzony jest z bezwzględnym mordercą nie tylko członków własnej rodziny, ale przede wszystkim małych i niewinnych chłopców. Ten haniebny czyn w życiu Heroda II Wielkiego miał związek z pewną przepowiednią astrologów ze Wschodu, którzy rzekomo oznajmili mu, że właśnie narodził się przyszły król. Jak wiadomo, władza może przesłonić praktycznie wszystko, i aby ją zatrzymać często nie liczą się choćby najmniejsze zasady moralne. Dlatego też ówczesny król Judei oraz władca Galilei i Batanei zarządził krwawe zgładzenie wszystkich dzieci płci męskiej w wieku do dwóch lat. Niemniej, we wcześniejszych latach swojego panowania Herod II Wielki zyskał powszechne uznanie, dzięki swoim niebanalnym przedsięwzięciom budowlanym. Wznosił on bowiem świątynie, hipodromy, amfiteatry, akwedukty, jak również doskonale ufortyfikowane pałace z kosztownymi łaźniami. Herod II Wielki zwykł wybierać naprawdę wyjątkowe miejsca, gdzie integrował architekturę z naturalną rzeźbą terenu. Jako pierwszy wybudował w Judei rzymskie termy wyposażone w pomieszczenia przeznaczone do gorących i letnich kąpieli, które z kolei wyposażone były w podłogowy system grzewczy. Król wznosił wręcz całe miasta, natomiast w jednym z nich zbudował nawet sztuczny port.  

Jeśli chodzi o życie prywatne Heroda II Wielkiego, to trzeba wiedzieć, że był on bardzo zazdrosny o swoją żonę – Mariamme (ok. 53 p.n.e.-29/28 p.n.e.), która była wnuczką Jana Hirkana II (?-30 p.n.e.), którego król wcześniej skazał na śmierć. W 29 roku p.n.e. Herod oskarżył ją o cudzołóstwo, zaś głównym świadkiem w procesie była jego siostra. Również teściowa Heroda obciążała swoimi zeznaniami Mariamme. Najprawdopodobniej chciała w ten sposób ratować własne życie, gdyż jako córka Jana Hirkana II stała się potencjalnym zagrożeniem dla zięcia. W konsekwencji Mariamme skazano na śmierć, natomiast jej matka popełniła ogromny błąd, ogłaszając siebie królową i twierdząc, że Herod cierpi na chorobę psychiczną. To posunięcie kosztowało ją utratę życia. Rozgniewany król rozkazał zabić ją bez przeprowadzenia procesu. Rok później na polecenie Heroda II Wielkiego życie stracił jego szwagier, który został oskarżony o udział w spisku. Zarzut mógł być fałszywy, lecz w 27 roku p.n.e. faktycznie doszło do nieudanej próby zamachu na Heroda.

Herod II Wielki (73 lub 72 p.n.e.-4 p.n.e.)
Ostatnie lata życia Heroda II Wielkiego obfitowały w terror i rozlew krwi. Niektórzy współcześni historycy twierdzą, że król Judei mógł cierpieć na depresję połączoną z paranoją. Przypuszcza się także, iż jego okrucieństwo mogło zostać spowodowane właśnie chorobą umysłową, która została wywołana przez schorzenie nerek, a temu z kolei mogła towarzyszyć gangrena Fourniera, czyli niezwykle groźna choroba genitaliów. W swoim testamencie Herod II Wielki podzielił państwo pomiędzy trzech synów, czyli Heroda Archelausa (ok. 29 lub 23 p.n.e.-po 6 n.e.), który miał być królem Judei i Samarii, z kolei Herod Antypas (ok. 22 p.n.e-39 n.e) oraz Herod Filip II (ok. 24 p.n.e.-34 n.e.) mieli zostać tetrarchami Galilei i Perei, a także reszty terenów podległych władzy ich ojca. Niestety cesarz Oktawian August (63 p.n.e-14 n.e.) nie zaakceptował tego testamentu oraz nie zgodził się na przyznanie władzy królewskiej Archelausowi. Niemniej, wszyscy trzej synowie Heroda II Wielkiego otrzymali wyznaczone im tereny.

Spośród synów Heroda II Wilelkiego najbardziej interesuje nas w tym momencie Herod Antypas, ponieważ to on stanowi jedną z głównych postaci książki Lloyda C. Douglasa. Jeszcze za życia swojego ojca Herod Antypas odznaczał się ogromnym nieposłuszeństwem i samowolą wobec poleceń ojca. Lekceważył wszystko i wszystkich wokół. Pragnął być wciąż w centrum zainteresowania i to jego potrzeby liczyły się najbardziej. Zachowywał się nie jak potomek króla, lecz jak zwykły chłoptaś, przed którym należy bić pokłony. Był też niesamowicie rozwiązły. Być może niektórzy wiedzą, że Herod Antypas jawnie zadawał się z żoną swojego brata Heroda Filipa II, której na imię było Herodiada. Jak gdyby tego było mało, Antypasowi w głowie zawróciła też córka Herodiady – Salome, co potem doprowadziło do tego, iż tetrarcha stracił poważanie u swojego ludu.

W tamtym okresie Arabia i Judea nie żyły ze sobą w przyjaźni. W 9 roku p.n.e. królem Arabii został Aretas IV. Natomiast Syllajos, który był rzeczywistym władcą Arabii, wykorzystał swoją przyjaźń z cesarzem, oczerniając przed nim nowego króla. Wówczas Aretas IV miał rzekomo szukać pomocy u Heroda II Wielkiego w walce ze wspólnym wrogiem. Poprzez swoich posłów, obydwaj władcy przekonali cesarza, iż ten został oszukany przez Syllajosa w kwestii sytuacji Arabii i Judei. W konsekwencji Oktawian August skazał kłamliwego Syllajosa na śmierć i pojednał się z Herodem. Dla Aretasa IV nie był już tak łaskawy, gdyż ten nie poprosił Augusta o pozwolenie na objęcie tronu nabatejskiego. Niemniej, po zastanowieniu cesarz uznał go jako króla. W 4 roku p.n.e. Aretas IV udzielił pomocy Rzymianom, którzy stłumili wówczas bunt Żydów wywołany po śmierci Heroda II Wielkiego. Na ten cel przeznaczył znaczną część swojej armii. Około 27 roku Aretas IV, chcąc poprawić swoje nie najlepsze relacje z Judejczykami, wydał córkę o imieniu Phasaelis za Heroda Antypasa, który był już tetrarchą Galilei i Perei. Niestety, Antypas zauroczony Herodiadą obiecał jej, iż odsunie żonę, jeśli ta wyjdzie za niego za mąż. Dla Aretasa IV było to czymś na miarę hańby. Na skutek tego, doszło do wojny, a Antypas poskarżywszy się Tyberiuszowi, doprowadził do tego, iż cesarz kazał wszcząć wojnę z Arabią. Niemniej, śmierć Tyberiusza pokrzyżowała owe plany.  

Herodiada (ok. 15 p.n.e.-po 39 n.e.)
portret został namalowany w 1843 roku
autor: Paul Delaroche (1797-1856)
Tak rzekomo przedstawia się prawda historyczna, ale czy dzisiaj jesteśmy w stanie przyjąć, że tak było w istocie? Możliwe, że przekazy nie są do końca prawdziwe, bo kiedy czytamy Wielkiego Rybaka wydaje się, że kilka z przytoczonych powyżej faktów nigdy nie miało miejsca. Niewykluczone, że Lloyd. C. Douglas na potrzeby powieści stworzył własną interpretację tamtych wydarzeń i opisał je tak, jak było mu wygodnie, aby móc zainteresować czytelnika fabułą książki. Otóż, w powieści to Herod II Wielki prosi o spotkanie z Aretasem IV celem połączenia sił w walce z Cesarstwem Rzymskim, które to w jego mniemaniu ma rychło zaatakować nie tylko Judeę, ale też Arabię. Dlatego też najlepszym rozwiązaniem – oprócz wspólnej armii – będzie, zdaniem Heroda, ślub jego syna z córką władcy Arabii. Co ważne, powieściowa córka Aretasa IV to wcale nie Phasaelis, lecz niejaka Arnon. Do małżeństwa oczywiście dochodzi, tak jak miało to miejsce w rzeczywistości. Kolejne fakty z życia Antypasa i jego żony tylko w pewnym stopniu pokrywają się z tymi, które podaje historia. Herod Antypas nie jest bynajmniej wierny swojej pięknej żonie, i na oczach wszystkich zdradza ją z Herodiadą, a potem odsyła małżonkę do domu, do Arabii. Z kolei, kiedy Aretas IV pragnie pomścić pohańbienie swojego dziecka i udaje się w tym celu do Heroda II Wielkiego, ten właśnie umiera, a właściwie już umarł, więc władca Arabii skazany jest na porażkę. Poza tym, sam Aretas IV również bardzo szybko żegna się z życiem, więc do wojny tak naprawdę nigdy nie dochodzi.

Niemniej, ze związku Arnon z Antypasem narodziło się dziecko. To córeczka o imieniu Fara. Dziewczynka od najmłodszych lat dorasta w atmosferze nienawiści do swojego biologicznego ojca. Pomimo że w Arabii wciąż szerzy się żądza zemsty na Herodzie Antypasie, to jednak nikt czynnie nie kwapi się do jej realizacji. Dlaczego? Czyżby bali się potomka Heroda II Wielkiego? Dopiero, gdy Fara dorasta, podejmuje decyzję o zabiciu własnego ojca. Nie jest dla niej ważne, że ma tuż obok mężczyznę, który ją kocha i którego ona również darzy głębokim uczuciem. Tak naprawdę śmierć matki uświadamia jej, że rachunki z Judeą nie zostały jeszcze wyrównane, i to właśnie ona będzie tą, która tego dokona. Podpisuje zatem własną krwią wyrok śmierci na Heroda Antypasa. Czy uda jej się pomścić upokorzenie matki? Czy Fara dostanie się w jakiś sposób do pałacu swojego ojca, aby dokonać na nim zemsty? Jak dalej potoczą się losy dziewczyny w kraju, który opuściła jako niemowlę?

Salome z głową Jana Chrzciciela
portret został namalowany w 1515 roku
autor: Tycjan (ok. 1490-1576)
Tymczasem w Betsaidzie nad jeziorem Genezaret mieszka niezwykle niepokorny rybak, którego wszyscy zwą Szymonem, synem Jony. Szymon nie jest wykształcony, a jego zachowanie czasami jest wręcz prymitywne. Mieszka pod jednym dachem ze swoją teściową. Po śmierci młodej żony bardzo cierpi, lecz ciężka fizyczna praca pozwala mu zapomnieć o osobistym nieszczęściu. Rybacy, którzy dla niego pracują muszą zaciskać zęby, aby znosić porywczy charakter Szymona. Jeśli chodzi o kwestie religijne, to nasz bohater zupełnie o nie nie dba. Pomimo że jego ojciec zwykł niegdyś nauczać o Bogu, to jednak na Szymonie nie robiło to żadnego wrażenia. Na tym tle bardzo często dochodziło do kłótni pomiędzy mężczyznami. Szymon do Świątyni nie chodzi, z ustawodawstwem Sanhedrynu się kłóci, posiada swoje własne zdanie i nikt nie ma prawa niczego mu narzucać. On wie najlepiej, co powinien robić. Wszystko zmienia się dopiero wtedy, gdy Szymon spotyka na swojej drodze pewnego Cieślę z Nazaretu, który jednoczy wokół siebie coraz większą rzeszę ludzi. Lecz zanim do tego dojdzie, pewnego dnia jeden z rybaków pracujących dla Szymona, przyprowadzi do portu jakiegoś młodego obdartusa, który będzie podawał się za poganiacza wielbłądów. Kim tak naprawdę będzie ten chłopiec? Czy faktycznie okaże tym, za kogo będzie się podawał? Czy przybysz będzie w stanie wyprowadzić w pole naszego Wielkiego Rybaka? A może nieznajomy odegra naprawdę istotną rolę w życiu Szymona? 

Jak już wspomniałam wyżej, fabuła książki poważnie kłóci się z tym, co możemy znaleźć w źródłach historycznych. Pojawia się trochę nieścisłości, jeśli chodzi o życie Heroda Antypasa oraz jego rodziny, czego przykładem mogą być, na przykład, okoliczności śmierci tetrarchy. Zastanawia mnie też fakt posiadania przez Antypasa córki o imieniu Fara. Z kolei trony obejmują postacie fikcyjnie, zaś nie te, które podaje historia. Dlaczego zatem Lloyd C. Douglas tak bardzo odbiegł od prawd historycznych? Dlaczego niektóre wydarzenia zwyczajnie przyśpieszył w czasie, zamiast trzymać się prawdziwych dat? Moim zdaniem stało się tak nie dlatego, że Autorowi nie były one znane, ale dlatego, iż jako piszący pastor, a nie pisarz tworzący powieści historyczne, pragnął skupić się na tym, co było ważne z jego punktu widzenia. Chciał pokazać przemianę wewnętrzną Szymona, syna Jony i jego relacje z otoczeniem, a szczególnie z Cieślą, który przecież odmienił życie nie tylko Wielkiego Rybaka.

Niniejsza powieść traktowana jest niekiedy jako pierwsza część bestsellerowej Szaty, o której to książce pisałam niedawno. Niektóre postacie pojawiają się w obydwu tych opowieściach, choć w każdej z nich mają do odegrania inną rolę. Wielki Rybak swoją premierę miał w 1948 roku, zaś w 1959 roku Amerykanie na podstawie książki zrobili film. Wiadomo, że po tego typu powieść sięgnie tylko pewna grupa czytelników. Nie jest to książka przeznaczona dla mas. Jeśli chodzi o fabułę, to więcej w niej fikcji niż prawdziwej historii, bo nawet fakty, które znamy z Biblii są nieco zniekształcone. Tak przynajmniej ja je odebrałam. Niemniej, ogólnie rzecz ujmując opowieść Lloyda C. Douglasa nie jest zła i naprawdę może się podobać, ale pod warunkiem, że czytelnik już na samym początku nie będzie stawiał jej wygórowanych wymagań względem historii. Potwierdzeniem tego, że powieść o Szymonie, synu Jony oraz córce Heroda Antypasa (możliwe, że też fikcyjnej) może się podobać, jest fakt, iż książka doczekała się wielu wznowień nie tylko na świecie, ale także w Polsce. Uważam, że wydawcy nie podejmowaliby takiego kroku, gdyby Wielki Rybak nie zdobył sobie serc czytelników.







piątek, 22 sierpnia 2014

Kobiety Philippy Gregory





Niewiasta rzeczywiście jest odmienną istotą. 
Choć słaba jak chłopię, nie jest chłopięciem. 
Choć uczuciowa niczym głupiec, nie jest także głupcem. 
Choć potrafi długo chować urazę, nie sposób o niej powiedzieć: nikczemna. 
Ani też: święta, choć przejawia czasem wspaniałomyślność. 
Nie opisuje jej żadna z cech przynależnych męskiemu rodowi. 
To po prostu niewiasta. Byt sam w sobie.

Philippa Gregory - Biała królowa
tłum. Urszula Gardner







Philippa Gregory to angielska pisarka, której sławę przyniosła bestsellerowa powieść pod tytułem Kochanice króla. Głównymi bohaterkami książki są siostry Boleyn, Maria i Anna. Ten niewyobrażalny sukces powieści zaowocował przeniesieniem jej na duży ekran. Światowa premiera filmu odbyła się 15 lutego 2008 roku. Do Polski ekranizacja dotarła cztery miesiące później. Wywołała przede wszystkim niezadowolenie i rozczarowanie czytelników, którzy przeczytawszy książkę stwierdzili, że wiele kwestii w niej zawartych nie pokrywa się z tymi, które mogli obejrzeć na ekranie. Jednak fakt ten wcale nie spowodował spadku popularności książek Philippy Gregory. Wręcz przeciwnie. W ostatnim czasie obserwuje się coraz większe zainteresowanie czytelników powieściami autorki, zarówno w Polsce, jak i na świecie.

fot. Larry D. Moore
Philippa Gregory, która z wykształcenia jest historykiem, wyjątkowo upodobała sobie dynastię Tudorów, a szczególnie kobiety związane z Henrykiem VIII. Nie chodzi tutaj jedynie o jego sześć żon, z których dwie zostały pozbawione życia na jego wyraźny rozkaz. Autorka swoją uwagę skupiła także na demonicznej i apodyktycznej babce króla – Małgorzacie Beaufort, poświęcając jej drugą część trylogii opowiadającej o Wojnie Dwu Róż, jaka toczyła się w XV-wiecznej Anglii pomiędzy Yorkami i Lancasterami. Celem tego zbrojnego konfliktu była chęć zdobycia angielskiego tronu. Jak pokazuje historia, ostatecznie zatriumfowali Lancasterowie, powierzając władzę w państwie Henrykowi VII.

Kobiety kreowane piórem Philippy Gregory, to przede wszystkim osobowości silne, za wszelką cenę pragnące odnieść sukces i pozbywające się – niekiedy w bardzo okrutny sposób – tych, którzy stają im na drodze do niego. Choć dążenie do celu po trupach nie zawsze kończy się dla nich dobrze, to jednak nie cofają się przed niczym. W bohaterkach książek angielskiej pisarki próżno doszukiwać się pokory. Nawet jeśli któraś z tych kobiecych postaci ustępuje miejsca innej, to dzieje się tak tylko dlatego, że nie ma już innego wyjścia i jest do tego zmuszona w wyniku zaistniałych okoliczności. Właśnie w ten sposób przedstawia się sytuacja Katarzyny Aragońskiej, pierwszej żony Henryka VIII. Z jednej strony to kobieta silna, za wszelką cenę próbująca utrzymać koronę, która swoje nadzieje pokłada w Bogu. Natomiast z drugiej poddająca się praktycznie bez walki, kiedy widzi, że nic już nie wskóra, ponieważ na jej drodze pojawia się bardziej wpływowa od niej Anna Boleyn.

Philippa Gregory doskonale odnajduje się także w czasach średniowiecza. Pierwsza część cyklu zatytułowanego Woja Dwu Róż idealnie odzwierciedla realia tamtej epoki. Elżbieta Woodville – córka Jakobiny Luksemburskiej – aby odzyskać to, co jej się prawnie należy, rozkochuje w sobie samego króla, Edwarda IV Yorka. W konsekwencji doprowadza to do jej koronacji na monarchinię średniowiecznej Anglii. W dodatku, zarówno Elżbieta, jak i jej matka, zostają okrzyknięte mianem czarownic. Czy słusznie? Być może. Ich rodowód bardzo silnie związany jest z pewną legendą, którą ludność przekazywała sobie z ust do ust przez wiele lat. Na dworze w zamkowych komnatach poddani szemrzą między sobą, twierdząc, że królowa i jej matka to potomkinie patronki wód, Meluzyny, która rzekomo ostrzega je swoim śpiewem przez czającymi się niebezpieczeństwami, a przede wszystkim przed śmiercią bliskich. Czary i wierzenia w nadprzyrodzone złe moce to przecież główna cecha epoki średniowiecza. Philippa Gregory sama przyznaje, że to właśnie jej osobista fascynacja tym okresem w dziejach Anglii zaważyła na decyzji dotyczącej podjęcia się napisania cyklu o Wojnie Kuzynów

Gusła i magia obecne są także w powieści pod tytułem Czarownica, gdzie autorka bardzo wyraźnie opisuje ich moc. Dla głównej bohaterki – Alys – stają się one narzędziem, które ma jej pomóc w zdobyciu władzy. W tej powieści czytelnik również spotyka kobietę silną i uparcie dążącą do obranego celu, bez względu na konsekwencje. Liczy się jedynie żądza władzy i zostanie panią na zamku w Castelton.

Kobiety Philippy Gregory, to nie tylko dworskie damy żyjące w epoce angielskiego średniowiecza czy renesansu. Nie należy zapominać również o fenomenalnej trylogii ukazującej trzy pokolenia kobiet pałających wielkim uczuciem do ziemi i gospodarstwa, którym zarządzają. Ród Laceyów od pokoleń administruje ziemskim majątkiem, jednocześnie dbając o tych, którzy w nim pracują. Jednak dopiero Beatrice Lacey poprzez swój egoizm i niewyobrażalną chęć władzy dokonuje spustoszeń tak wielkich, że niszczy wszystko, na co jej przodkowie pracowali przez lata. Beatrice Lacey, jej córka o imieniu Julia oraz wnuczka, Meridon to także kobiety niezwykle silne i ambitne, pomimo że tak bardzo różniące się od siebie. Każda z nich na swój własny sposób kocha i nienawidzi, popadając w skrajności, które ostatecznie mogą doprowadzić je do zguby.


Żony Henryka VIII; niektóre z nich to główne bohaterki polskich przekładów
powieści Philippy Gregory
Katarzyna Aragońska, Anna Boleyn, Jane Seymour, Anna Kliwijska, Katarzyna Howard, Katarzyna Parr


Wydawać by się mogło, że bohaterki książek Philippy Gregory są pozbawione ludzkich uczuć, skoro tak usilnie pożądają władzy, a mężczyzn traktują przedmiotowo. Nic bardziej mylnego. Te kobiety potrafią też szczerze i oddanie kochać jako wierne żony i opiekuńcze matki, jak choćby wspomniana już Elżbieta Woodville. Nie wiadomo do końca, czy faktycznie podstępem uchroniła swojego młodszego syna przed pewną śmiercią. Jednak prawdą jest, że na kartach powieści Philippy Gregory dokonuje tego, patrząc prosto w oczy oprawcom. A Katarzyna Aragońska? Przecież to miłość do pierwszego męża dodaje jej sił w walce przeciwko swoim wrogom. Zatem bez wątpienia można rzec, że bohaterki kreowane przez Philippę Gregory, to kobiety przede wszystkim skomplikowane pod względem emocjonalnym, lecz zarazem doskonale wiedzące, czego tak naprawdę oczekują od życia.

Obecnie w Polsce coraz większą popularnością cieszy się powieść pod tytułem Biała księżniczka, której główną bohaterką i zarazem narratorką jest żona Henryka VII - Elżbieta York. Ta postać może nieco odbiegać od wspomnianych wyżej postaci, ponieważ Elżbieta raczej nie wysuwa się na pierwszy plan, lecz relacjonuje czytelnikowi wydarzenia, w których przyszło jej brać udział jako małżonce założyciela dynastii Tudorów. Na wiele z tych zdarzeń nie ma większego wpływu, ponieważ pierwsze skrzypce gra oczywiście matka Henryka VII – Małgorzata Beaufort. To ona wciąż decyduje o tym, co tak naprawdę jest ważne dla polityki ówczesnej Anglii. Lecz z drugiej strony czy Elżbietę York możemy określić jako kobietę słabą? Chyba nie, ponieważ w tamtych naprawdę trudnych czasach należało wykazać się rzeczywiście wielką siłą charakteru, aby móc przetrwać w otoczeniu wrogów, z którymi czasem trzeba było dzielić nawet łoże.


Rebecca Ferguson jako Elżbieta Woodville  w ekranizacji Białej królowej
źródło

Skoro już jesteśmy przy dynastii Tudorów, to możemy pokusić się również o analizę dwóch córek Henryka VIII. Są to starsza – Maria i młodsza – Elżbieta. Pierwsza z nich to oczywiście zagorzała katoliczka, dla której wiara stanowi priorytet w działaniach, jakie podejmuje odnośnie polityki państwa. To za jej panowania w Anglii szalała krwawa i niezwykle brutalna inkwizycja, podczas której niewinni ludzie skazywani byli na wysoce barbarzyńską śmierć, jedynie za swoje religijne przekonania, które w żadnej mierze nie szły w parze z poglądami samej królowej. Niekiedy zdarzało się też, że Maria lekką ręką podpisywała egzekucję tych, którzy katolikami w istocie byli, lecz niezbyt jawnie okazywali swoje przekonania, bądź też nieopatrznie uczynili coś, co szpiegom królowej mogło się nie spodobać lub błędnie sugerować innowierstwo.

Wydaje się, że młodsza Tudorówna w niczym tak naprawdę nie przypominała swojej starszej siostry. Ale czy na pewno? Może to tylko pozory? Owszem, egzekucji nie podpisywała z byle powodu, lecz z drugiej strony nie można jej było odmówić tego, że nie posiada złych cech swojego ojca. Ciągły strach o utratę korony powodował, że Elżbieta w pewnym momencie swojego życia popadła w istne szaleństwo, podobnie jak niegdyś jej ojciec. Z kolei egoizm i samouwielbienie towarzyszyły jej praktycznie przez całe życie. Nawet na starość, kiedy uroda królowej zupełnie zgasła, Elżbieta domagała się komplementów z każdej strony. Nikt zatem nie mógł zarzucić jej, że nie jest córką Henryka VIII, który pod koniec życia zachowywał się zupełnie tak samo. Chyba tylko złośliwi oraz ci, którzy pokładali wiarę w jakieś nadprzyrodzone piekielne moce, mogli twierdzić, iż Elżbieta to pomiot samego diabła. Niektórzy żywili takie właśnie przekonanie ze względu na osobę Anny Boleyn, która przecież była jej matką i została ścięta między innymi dlatego, iż nagle pojawili się świadkowie, którzy uparcie powtarzali, że Anna ma konszachty z diabłem. Moim zdaniem w tym przypadku ojcostwo Henryka VIII było niepodważalne. 

Bardzo podobną do Marii I Tudor pod względem charakteru może wydawać się Maria Stuart. Philippa Gregory uczyniła ją bohaterką powieści pod tytułem Uwięziona królowa. Możliwe, że gdyby Elżbieta nie skazała Marii na lata odosobnienia, a w konsekwencji na ścięcie, Anglii mógłby grozić powrót do inkwizycji, bo przecież Maria to także zagorzała, a wręcz fanatyczna katoliczka. Być może to właśnie powtórki wspomnianej już rzezi młodsza Tudorówna chciała uniknąć. Z drugiej strony jednak, Elżbieta była niesamowicie łasa na władzę, a utrzymanie przy życiu Marii Stuart groziło utratą korony. Ta królowa Szkotów i krewna Tudorów również odznaczała się niezwykłą siłą charakteru. Zapewne gdzieś w głębi duszy czuła, że kres jej życia jest już bliski, lecz do końca nie pozwoliła na to, aby poddać się rozpaczy, co wymaga naprawdę ogromnego hartu ducha. 


Kadr z filmu Kochanice króla na podstawie powieści Philippy Gregory 
źródło


Skoro wspomniałam wyżej o stricte fikcyjnych postaciach, jakimi są Alys i bohaterki trylogii traktującej o rodzie Laceyów, to wypadałoby do kompletu dodać jeszcze młodą Żydówkę, której postać stanowi trzon jednego z tomów cyklu Tudorowskiego. Mam oczywiście na myśli Hannę Green. Dziewczyna pojawia się w Błaźnie królowej, stojąc u boku nie tylko Marii Tudor, ale także Elżbiety. W miarę upływu czasu i praktycznie wbrew sobie ta córka księgarza zostaje wplątana w szpiegostwo. Czy zatem nie trzeba ogromnej siły charakteru, aby móc działać na dwa fronty, mówiąc kolokwialnie? Owszem, trzeba. Hannah dodatkowo musi przecież zadbać o swoją rodzinę. Wszak jest też matką, której priorytetową powinnością jest ochrona własnego dziecka.

Tak więc bez względu na to, pod jakim kątem będziemy przyglądać się kobiecym postaciom kreowanym przez Philippę Gregory zauważymy, że tym, co je łączy są przede wszystkim: miłość, namiętność i pożądanie. Czasami jest to pragnienie mężczyzny, a innym razem będzie to żądza władzy i zabezpieczenie nie tylko własnej przyszłości, ale też swoich potomków. Mężczyźni natomiast są wówczas jedynie narzędziem, które ma im w tym pomóc. 

Tych kobiecych postaci – autentycznych czy fikcyjnych – które przez lata swojej twórczości stworzyła Philippa Gregory jest naprawdę sporo. Nie sposób wymienić i scharakteryzować je wszystkie. Najlepiej więc sięgnąć po książki autorki i przekonać się, co też takiego szczególnego jest w jej bohaterkach i sposobie pisania, że ma ona tak wielu fanów na całym świecie.








wtorek, 19 sierpnia 2014

Jakub Krzysztof Nowak – „Pan Zmierzchów”





Recenzja przedpremierowa








Wydawnictwo: NOVAE RES
Gdynia 2014




Epoka mrocznego średniowiecza to okres, który bardzo często pojawia się nie tylko w polskiej literaturze historycznej, ale też światowej. O średniowieczu można powiedzieć, że jest ono doskonałym materiałem dla pisarzy, ponieważ zwyczaje wówczas panujące pozwalają współczesnym autorom puścić wodze fantazji i stworzyć opowieść, która porwie czytelnika zarówno pod względem historycznym, jak również fantastycznym. Każdy, komu nie jest obcy tamten okres dziejów Polski – czy nawet świata – wie, że epokę średniowiecza charakteryzowała cała gama rozmaitych guseł i zabobonów z domieszką wierzeń chrześcijańskich, które nie zawsze miały swoje potwierdzenie w autentyczności wiary katolickiej. Pomimo że książę Mieszko I wprowadził w Polsce chrześcijaństwo, przyjmując chrzest w 966 roku, to jednak ówczesnemu społeczeństwu trudno było pozbyć się pogańskich wierzeń, w klimacie których wychowywane było od pokoleń. Różnego rodzaju bóstwa odpowiedzialne za poszczególne dziedziny życia, jeszcze długo tkwiły w świadomości ludzi, zanim pożegnano się z nimi ostatecznie. Dla pogaństwa dogodnym podłożem jego rozwoju było każde załamanie się władzy w ówczesnej Polsce. To od panującego akurat władcy w dużej mierze zależało, w co lub w kogo tak naprawdę będą wierzyć jego poddani.

Po śmierci Bolesława I Chrobrego 17 czerwca 1025 roku, prawowitym władcą Polski został jego drugi w kolejności syn – Mieszko II Lambert, pomimo że Bolesław posiadał również starszego syna zwanego Bezprymem (986 lub 987-1032). Niemniej, ojciec osadził swojego pierworodnego w klasztorze kamedułów niedaleko Rawenny. Był jeszcze najmłodszy syn Bolesława I Chrobrego – Otto Bolesławowic (1000-1033), lecz ten nie stanowił niebezpieczeństwa dla nowego władcy. Nas w tym momencie najbardziej będzie interesować sytuacja w Polsce w pierwszej połowie lat 30. XI wieku, czyli już u schyłku życia Mieszka II Lamberta, gdyż to właśnie ten czas stanowi tło historyczne najnowszej powieści Jakuba Krzysztofa Nowaka zatytułowanej Pan Zmierzchów.  

Ważne, aby pamiętać, iż pomimo doraźnych sukcesów polityczno-militarnych Mieszka II, nad Polską i tak zawisło niebezpieczeństwo. Otóż, o udział w rządach upomniał się nagle wspomniany wyżej Bezprym, który już wcześniej porzucił życie zakonne, uzyskując poparcie najmłodszego syna Bolesława I Chrobrego – Ottona. Pomimo że Mieszko II zdołał wygnać braci z kraju, to jednak w żadnej mierze nie poprawiło to ani jego położenia, ani też położenia Polski, gdyż Bezprym i Otto weszli w porozumienie zarówno z cesarstwem, jak i z Rusią. W roku 1031 doszło zatem do dwustronnego ataku na Polskę, natomiast po nieudanej próbie oporu przeciw cesarzowi – Konradowi II (ok. 990-1039) – Mieszko II uciekł do poróżnionego z cesarzem czeskiego księcia – Udalryka (?-1034). Z kolei od strony Rusi do Polski wkroczyli bracia Mieszka II. W konsekwencji Bezprym objął rządy, zaś celem uzyskania poparcia ze strony cesarstwa, odesłał poprzez żonę polskiego władcy – Rychezę Lotaryńską (ok. 993-1063) – polskie insygnia koronacyjne, które tym sposobem trafiły na dwór Konrada II. Niestety (a może na szczęście?), Bezprym bardzo szybko padł ofiarą zamachu, który pozwolił Mieszkowi II wrócić do kraju.

Mieszko II Lambert (990-1034)
Wydarzenia z roku 1031 sprawiły, że Polska poniosła ogromne straty terytorialne, a sytuacja Mieszka II nie należała do najłatwiejszych. Jeszcze w 1032 roku musiał on stawić się przed oblicze cesarskie w Merseburgu i zaakceptować podyktowane mu tam warunki. Cesarz podzielił Polskę pomiędzy Mieszka II oraz jego brata – Ottona Bolesławowica, a ponadto najprawdopodobniej wykroił odrębną dzielnicę nieznanemu bliżej Dytrykowi, który był bratankiem Bolesława I Chrobrego. Rychła śmierć Ottona, na którego życie targnął się jego własny giermek (a może także usunięcie Dytryka?), na krótko umożliwiły Mieszkowi II zjednoczenie kraju. Niestety, już w 1034 roku polski władca również pożegnał się z życiem. Jego śmierć była nagła i niespodziewana, lecz naturalna, do której raczej nie przyczyniły się osoby trzecie. Tak więc swojemu następcy Mieszko II zostawił Polskę osłabioną i okrojoną terytorialnie.  

Powyższe informacje, to jedynie tło historyczne niniejszej książki. Pan Zmierzchów w żadnym razie nie jest powieścią traktującą o osobie Mieszka II Lamberta. Polski władca odgrywa w niej jedynie epizod, a potem znika i pojawia się już tylko na ustach bohaterów książki. Niemniej jednak, Mieszko II ma tutaj naprawdę ważną rolę do odegrania, pomimo że nie jest on główną postacią. Czytelnik natomiast jest prowadzony przez Autora krętymi i niesamowicie mrocznymi ścieżkami epoki polskiego średniowiecza, na których to ścieżkach tak naprawdę wszystko jest możliwe. Pojawiają się tutaj, jak gdyby dwa równoległe światy. Jeden to ten realny, zaś drugi to rzeczywistość wręcz z piekła rodem. Czasami wydaje się nawet, że nie rozdziela ich żadna granica. One uzupełniają się wzajemnie i nic nie może wydarzyć się bez działania któregokolwiek z nich.

Głównym bohaterem Pana Zmierzchów jest tajemniczy łucznik, który bynajmniej nie jest polską wersją angielskiego Robin Hooda. Nasz łucznik o imieniu Nielub ma do wykonania zupełnie inne zadanie niż ten, którego znamy z innych książek czy filmów, choć i jeden, i drugi jest doskonały w swoim fachu. Pochodzenie powieściowego Nieluba jest naprawdę niezwykle tajemnicze. W miarę jak go poznajemy, uświadamiamy sobie, że jest to postać, która tak naprawdę łączy w sobie dwie wspomniane wyżej rzeczywistości. Niezwykła moc, którą posiada Nielub wypływa ze świata jego starożytnych przodków. Z jednej strony mężczyzna ma do wykonania zadanie zlecone mu bezpośrednio przez Mieszka II, zaś z drugiej musi wypełnić swoje przeznaczenie, czego oczekują od niego przedstawiciele plemienia Wilków, które niegdyś go przygarnęło i wychowało jak swojego. Aby tego dokonać, Nielub musi stawić czoła ogromnej ilości niebezpieczeństw, które czyhają na niego niemalże na każdym kroku. Musi pokonać zjawy zamieszkujące zupełnie inną rzeczywistość niż ta, w której się wychował. Jak sobie z tym poradzi? Czy będzie miał w sobie na tyle siły, aby móc doprowadzić sprawę do końca? Czy znajdzie się ktoś, kto będzie w stanie mu pomóc? A może u kresu tej drogi czeka go już tylko śmierć?

Przyznam szczerze, że sięgając po Pana Zmierzchów nie spodziewałam się, że będzie mi dane przeczytać powieść, która tak bardzo będzie odbiegać od schematu powieści historycznych, jakie możemy czytać obecnie. Jak wiemy, na polskim rynku wydawniczym pojawia się ostatnio mnóstwo zbeletryzowanych biografii wszelkiej maści monarchów. Natomiast tutaj mamy do czynienia ze zgoła czymś innym. Jakub Krzysztof Nowak wykazał się niesamowitą inwencją twórczą. Autor stworzył powieść, która przykuwa uwagę nie tylko oryginalną fabułą, ale przede wszystkim językiem, jakiego w niej użył. Nie sądziłam, że dzisiaj można jeszcze napisać książkę, która stylem może być tak bardzo zbliżona do twórczości chociażby takich klasyków, jak Karol Bunsch (1898-1987), czy nawet Józef Ignacy Kraszewski (1812-1887). Taki styl znacząco podnosi walor powieści i sprawia, że czytelnik czuje, jak gdyby był częścią rzeczywistości opisanej w książce. Tego rodzaju zabieg znacznie bardziej przybliża nam epokę średniowiecza, pozwalając prawie namacalne odczuć jej klimat. Autor nie zapomniał też o współczesnych młodych czytelnikach, których do książki może przyciągnąć fakt, iż zawiera ona elementy literatury wampirycznej.

Historia, którą poznajemy w książce Jakuba Krzysztofa Nowaka, to opowieść stricte fikcyjna, pomimo że pojawia się w niej postać Mieszka II Lamberta, czy chociażby osoba Miecława (?-1047), który był cześnikiem króla, a swoje rządy sprawował na Mazowszu. Praktycznie cała fabuła oparta jest na ówczesnych pogańskich wierzeniach, a także walkach plemiennych charakterystycznych dla tamtego okresu. Ponadto mamy również do czynienia z niezwykłym plemieniem dzikich kobiet, którego przedstawicielka wysuwa się tutaj na pierwszy plan. Nie brak także scen batalistycznych, podczas których „słyszy się” szczęk oręża. Pojawia się też bezwzględna walka o władzę. Z kolei to wszystko owiane jest magią, która z jednej strony może zniszczyć, zaś z drugiej pomóc na tyle skutecznie, aby móc zachować życie i w konsekwencji osiągnąć zamierzony cel.

Moim zdaniem Autor doskonale połączył prawdę historyczną z fikcją literacką. Pomieszał też nieco gatunki, a to spowodowało, że książka może trafić do znacznie szerszej grupy czytelników, niż tylko do miłośników historii.




 Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu









sobota, 16 sierpnia 2014

Karen Robards – „Spacer po północy”













Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I S-KA
Warszawa 1996
Tytuł oryginału: Walking After Midnight
Przekład: Tomasz Misiak





Praca w zakładzie pogrzebowym raczej nie należy do najprzyjemniejszych, nawet jeśli ze zmarłymi człowiek ma jak najmniej do czynienia. Sam fakt przebywania w takim miejscu może sprawić, że włos na głowie nam się zjeży ze strachu. Oczywiście, do wszystkiego można się przyzwyczaić, więc i pracownicy zakładów pogrzebowych traktują w końcu swoją pracę jak coś normalnego. Mówi się wszak, że żadna praca nie hańbi, natomiast ktoś przecież musi wyprawić zmarłego na ten drugi świat. Nie wiem tylko, czy ktokolwiek z pracowników tegoż przybytku zmarłych jest przygotowany psychicznie na sytuację, w której jego podopieczny nagle… ożywa, i wcale nie wygląda na takiego, który wybierałby się na tamten świat. W gruncie rzeczy „trup” ma się całkiem dobrze i nawet obrażenia ciała, których nabawił się tuż przed „śmiercią” w ogóle nie przeszkadzają mu w osiągnięciu zamierzonego celu.

Trzydziestosześcioletnia Summer McAfee to kobieta z przeszłością. Nieudane małżeństwo, a do tego jeszcze chybiona kariera w zawodzie modelki sprawiły, że nie pozostało jej nic innego, jak tylko założyć własną firmę sprzątającą i świadczyć usługi w tej dziedzinie rozmaitym zakładom czy też osobom indywidualnym. Generalnie Summer nie narzeka na swoje życie, co wcale nie oznacza, że nie myśli o tym, aby coś w nim zmienić. Wciąż jednak ma w pamięci osobę byłego męża, który prawdę mówiąc nie popisał się w swojej roli. A zatem jak tu zaufać kolejnemu facetowi? Będzie ciężko, prawda?

Pewnej nocy Summer dostaje zlecenie posprzątania domu pogrzebowego, którego właścicielami są bracia Harmon. Kobieta jest wściekła, ponieważ to nie ona powinna zakasać rękawy i sprzątać, ale jej pracownice. W końcu przecież za to im płaci! Niemniej, jak na złość, podwładne z jakiegoś powodu nie zjawiają się w pracy i to Summer – choć jest szefową – musi je zastąpić. Pomimo że była modelka do strachliwych nie należy, to jednak sam fakt przebywania w środku nocy w miejscu, które nie kojarzy się najlepiej, budzi w niej lęk. Na każdy – choćby nawet – najmniejszy dźwięk, Summer reaguje niemalże histerycznie. Wciąż wydaje jej się, że nie jest w domu pogrzebowym sama. Odnosi wrażenie, iż zmarli, którzy już następnego dnia mają zostać włożeni do grobów, w jakiś niezrozumiały sposób, błądzą po budynku i napędzają jej strachu. Oczywiście kobieta próbuje całą winą obarczyć swoją wybujałą wyobraźnię, która zapewne płata jej figle. Niemniej jednak, rozum jedno, a wyobraźnia zupełnie co innego.

W pewnym momencie Summer jest nieomal pewna, iż nie jest w zakładzie sama. Że oprócz tych wszystkich zmarłych, którzy już naprawdę niewiele mogą, przebywa z nią jeszcze ktoś, kto absolutnie nie jest przeznaczony do wyprawy na drugi świat. Kiedy z przysłowiową duszą na ramieniu, staje przy nagim i niesamowicie pokiereszowanym ciele mężczyzny, okazuje się, że ten jednak żyje. Wystarczy jeden ruch nogą, aby Summer z krzykiem wybiegła w ciemną noc, nie mając najmniejszego pojęcia, co robić dalej. Możliwe, że to wszystko jej się tylko wydawało! Być może ten facet wcale nie ruszył nogą! Tak, na pewno to wyobraźnia znów płata jej figle! Niemniej, serce Summer nadal bije jak oszalałe, a ona zastanawia się, czy przypadkiem nie wrócić z powrotem do domu pogrzebowego, i nie przekonać się na własne oczy, jak jest naprawdę. I w tym momencie kobieta popełnia błąd, który może ją kosztować nawet życie. Facet faktycznie żyje! Jak to się mogło stać? Czy naprawdę nikt nie zauważył, że przywozi do zakładu żywego człowieka? A może to jakiś podstęp? Może ten pokiereszowany mężczyzna sam się tutaj ukrył, aby uciec przed tymi, którym czymś się naraził?

jedno z amerykańskich
wydań książki
Wyd. Dell Publishing Company
Nowy Jork 1995
Zapewne Summer McAfee nawet w najśmielszych snach nie przypuszczała, że kiedyś spotka ją coś takiego. Przypuszczalnie nigdy nie sądziła, że przyjdzie jej stać się zakładniczką psychopaty, który prawdopodobnie ma na swoim koncie morderstwa innych ludzi. Czy tym razem przyszła kolej na nią? Czy to ona – Summer McAfee – ma stać się kolejną ofiarą tego „żywego trupa”? Na chwilę obecną nie ma jednak wyjścia i musi wykonywać wszystkie jego polecenia, aby móc zachować życie. Czy uda jej się wyjść cało z opresji? Kim tak naprawdę jest mężczyzna, którego Summer odnalazła żywego w domu pogrzebowym?

Karen Robards to autorka, która niektórym może kojarzyć się z tworzeniem romansów, zważywszy że powyższa polska okładka dokładnie pokazuje z jakiego typu książką będziemy mieć do czynienia, jeśli po nią sięgniemy. I tutaj wiele mogą stracić ci, którzy oceniają powieść właśnie po okładce. To, co widać wyżej zupełnie nie nadaje się dla tej książki. Kiedy zagłębimy się w fabułę, od razu rzuci nam się w oczy, iż mamy przed sobą thriller romantyczny. Owszem, jest romans (bo jak mogłoby być inaczej?), ale wątek kryminalny wysuwa się tutaj na pierwszy plan. Pojawia się bezwzględna mafia, która likwiduje wszystkich, których spotka na swojej drodze. Oczywiście nasz „żywy trup” jest w całą tę sytuację poważnie zamieszany. Z drugiej jednak strony, odnoszę wrażenie, iż pomimo tak poważnych tematów, jakim są gangsterzy, przemyt narkotyków czy korupcja, thriller napisany jest trochę z przymrużeniem oka. To taka komedia zdarzeń i pomyłek, które w konsekwencji sprawiają, że czytelnik zamiast się bać, po prostu się uśmiecha. Humor poprawia nam dodatkowo styl przekładu, który moim zdaniem jest rewelacyjny!

Moją uwagę zwrócił oczywiście towarzysz Summer McAfee. Jak zapewne zdążyliście już przeczytać, facet jest niesamowicie pokiereszowany, a co za tym idzie powinien też być niemiłosiernie obolały i praktycznie niezdolny do wykonania choćby najmniejszego ruchu. No właśnie. Powinien, ale nie jest! Wiem, że sytuacja wymaga tego, aby naszego bohatera roznosiła niespożyta energia, ale bez przesady! Nie w tym stanie fizycznym, w jakim się znajduje! Niestety, amerykańscy pisarze mają to do siebie, że ich bohaterowie są po prostu niezniszczalni. I nie obchodzi ich fakt, czy taka postać w pewnym momencie wyda się czytelnikowi wręcz śmieszna i nierealna, pomimo że nie odnosi się do literatury fantastycznej. Oni po prostu muszą od początku do końca stworzyć bohatera, który już na starcie wygra walkę ze Złem. Tak właśnie jest i w tym przypadku. Choć logicznie rzecz ujmując człowiek, będący w sytuacji Steve’a Calhouna, nie miałby szans na przeżycie, to jednak w amerykańskiej rzeczywistości literackiej te szanse nie tylko ma, ale też doskonale sobie radzi w pokonywaniu swoich przeciwników, którzy nie mają przecież dla niego litości i okładają go gdzie popadnie i czym popadnie. Nie należy też zapominać o rezolutnej suczce o imieniu Muffy, bez pomocy której z naszymi bohaterami byłoby naprawdę krucho. Natomiast jeśli chodzi o akcję powieści, to rozgrywa się ona w mieście Murfreesboro w stanie Tennessee, w hrabstwie Rutherford.

W swojej powieści Karen Robards połączyła nie tylko romans z thrillerem, ale także dodała elementy literatury fantasy, a dokładnie wprowadziła motyw ducha osoby, która zmarła tragicznie kilka lat wcześniej, i teraz pragnie naprawić swoje błędy oraz uchronić przed niebezpieczeństwem tych, którzy za jej życia byli dla niej naprawdę ważni. Tak więc ten duch od czasu do czasu przybywa na Ziemię i robi swoje, czasami wręcz doprowadzając do szału osoby najbardziej zainteresowane. Oczywiście to wszystko ma swoje źródło w przeszłości tych, którzy wciąż żyją.

Jak widać powyżej, książka nowością nie jest, ponieważ została w Polsce wydana prawie dwadzieścia lat temu. Z pewnością powieść ta nie wpisuje się w kanon lektur, które czytane są obecnie. Niemniej, mnie żadne normy czytelnicze ani trendy nie obowiązują, więc książkę przeczytałam z zainteresowaniem, i niewykluczone, że jeszcze kiedyś sięgnę po twórczość Karen Robards. Natomiast Spacer po północy to bez wątpienia powieść, która potrafi poprawić czytelnikowi humor na bardzo długo.







środa, 13 sierpnia 2014

Barbara Taylor Bradford – „Być najlepszą” #3
















Wydawnictwo: KSIĄŻNICA/
GRUPA WYDAWNICZA PUBLICAT S.A.
Katowice: 2010
Tytuł oryginału: Emma Harte Saga. To Be the Best
Przekład: Magdalena Lipska




Nie jest tajemnicą, że Barbara Taylor Bradford to jedna z moich ulubionych autorek piszących dla kobiet. Oczywiście nie wszystkie jej książki wywarły na mnie jednakowe wrażenie, ale większość z tych, które przeczytałam, wspominam naprawdę bardzo pozytywnie. Bez wątpienia ogromną sławę przyniosła Autorce saga o rodzinie, której założycielką była Emma Harte. Z drugiej strony jednak odnoszę wrażenie, że największą popularnością cieszyły się swego czasu tylko trzy pierwsze tomy tej serii, które zostały wydane po raz pierwszy pod koniec lat 70. i w latach 80. XX wieku. Pozostałe cztery części ukazały się w XXI wieku i chyba nie zrobiły już tak wielkiej furory, przynajmniej jeśli chodzi o Polskę. 

Jak wiemy z poprzednich tomów, Emma Harte nie miała łatwego życia. Swoje ogromne imperium przemysłowo-handlowe stworzyła kosztem rodziny, ale nigdy też nie brakowało wokół niej ludzi życzliwych, na których zawsze mogła liczyć. Choć z powodu ciągłej harówki, zaniedbała własne dzieci i nie przebywała z nimi wtedy, kiedy one najbardziej jej potrzebowały, to jednak nie pozwoliło jej to utracić ich szacunku. Bo przecież nawet „zdrajcy” i „żmije” wiedzieli, że z Emmą Harte lepiej nie zadzierać. Ona zawsze stawiała na swoim i czasami nawet podstępem wygrywała bitwy, które biernym obserwatorom mogły wydawać się z góry przegrane. Wielka Emma Harte nigdy nie pozwalała na to, aby ktoś nią pomiatał. Nawet wtedy, gdy była jeszcze nastoletnią panną i pracowała jako służąca, nosiła głowę wysoko i wiedziała, że kiedyś przyjdzie taki dzień, w którym odpłaci z nawiązką wszystkim, którzy w jakiś sposób przyczynili się do jej upokorzenia.

Niestety, Emma Harte pomimo że przez całe życie była doskonałą businesswoman, to jednak poniosła klęskę jako matka. Praktycznie tylko o jednym ze swoich dzieci mogła powiedzieć, że jest jej dumą i chlubą. Była to oczywiście Daisy McGill Amory – córka, która urodziła się ze związku Emmy z Paulem McGill. Paul był miłością jej życia i nigdy o nim nie zapomniała. Jej myśli skierowane były ku ukochanemu nawet w chwili śmierci. Być może to właśnie dlatego Paula McGill Amory (po mężu Fairley) była przysłowiowym oczkiem w głowie swojej babki. To tej wnuczce Emma w testamencie zapisała najwięcej, i to Paulę na mocy swojej ostatniej woli zrobiła głową rodziny, pomimo że bardziej odpowiedni do tego byliby jej starsi i doświadczeni wnukowie. Można przypuszczać zatem, że Emma, która na co dzień stawiała na kompetencje, w tym przypadku kierowała się sentymentem, już od najmłodszych lat ucząc Paulę jak BYĆ NAJLEPSZĄ.

Oczywiście po odczytaniu testamentu, „zdrajcy” i „żmije” poprzysięgli zemstę i odzyskanie tego, co – jak uważali – prawnie im się należy. Naiwni, samych siebie utwierdzali w przekonaniu, że mają na to jakiekolwiek szanse, jak gdyby nie znali zapobiegliwości i przebiegłości własnej matki czy babki. Emma Harte nigdy nie podejmowała działań, które nie miałaby uzasadnienia w życiu. Skoro więc postanowiła, że niektórym członkom jej wielkiej rodziny nie należy się spadek po niej, to znaczy, że tak właśnie było, i jakiekolwiek dyskusje na ten temat były pozbawione najmniejszego sensu. Ale, jak to mówią, zemsta jest słodka, więc prędzej czy później należałoby spodziewać się odwetu ze strony tych, którzy testamentem matki czy babki poczuli się urażeni i skrzywdzeni. Z drugiej strony jednak, nie można się temu dziwić, bo przecież w grę wchodziły ogromne pieniądze, a te mało kto chce z ręki wypuścić.

Tak było w Karierze Emmy Harte i Spadkobiercach Emmy Harte. A jak sprawa dziedziczenia wielkiego imperium niezniszczalnej Emmy przedstawia się w trzecim tomie sagi o rodzinie Harte? Bardzo podobnie. Na Paulę wciąż czyha cała masa niebezpieczeństw ze strony jej kuzynów. Babka nie żyje już od jedenastu lat, niemniej jej osoba wciąż jest na ustach członków rodziny, którzy jeszcze przy życiu pozostali. Każdy, kto czytał Spadkobierców Emmy Harte wie, że brakuje już niektórych bohaterów. Oprócz tych starszych, którzy zmarli śmiercią naturalną, z życiem pożegnały się też postacie, o których można powiedzieć, że miały jeszcze sporo życia przed sobą. No cóż, wypadki chodzą po ludziach, a ponieważ nieszczęścia dotykają wszystkich bez względu na ich stan majątkowy czy pochodzenie społeczne, zrozumiałe jest więc, że rodzina Harte również skurczyła się o niektórych swoich członków.

W Być najlepszą na pierwszy plan wysuwa się oczywiście Paula McGill, ale już nie Fairley, lecz O’Neill, ponieważ w międzyczasie zdążyła wyjść za mąż za wnuka przyjaciela swojej babki. Shane O'Neill to mężczyzna, z którym Paula się wychowała i od zawsze był jej bliski, ale nie zdawała sobie sprawy jak bardzo. Dopiero lawina nieszczęść, jakie dotknęły jej rodzinę, uświadomiły kobiecie, że jej przeznaczeniem wcale nie jest jej pierwszy mąż, lecz właśnie Shane. Kiedy spotykamy tę parę, obydwoje są już na szczycie, jeśli chodzi o własne przedsiębiorstwa odziedziczone po przodkach, zaś sami wychowują czworo dzieci – dwoje z pierwszego małżeństwa Pauli i dwoje wspólnych. Shane ONeill specjalizuje się głównie w dziedzinie hotelarstwa i to właśnie hotele usytuowane w rozmaitych częściach świata przynoszą mu niebotyczne dochody.

wydanie, które czytałam
Wydawnictwo: BIS
Warszawa 1993
Tłum. Magdalena Lipska
Paula i Shane to oczywiście nie jedyni bohaterowie, których spotykamy na kartach trzeciego tomu sagi. W tej części na pierwszy plan wysuwa się także brat Pauli – Philip McGill Amory, który mieszka w Australii. Jemu również babka zapisała w testamencie spory majątek, głównie ten, który niegdyś należał do jego dziadka i największej miłości Emmy, czyli Paula McGill. Philip niestety nie może pochwalić się życiową stabilizacją. Jego życie prywatne to pasmo rozmaitych zawirowań, szczególnie w relacjach damsko-męskich. Prasa rozpisuje się o nim niezbyt pochlebnie, nazywając go zwykłym playboyem, nad czym niesamowicie ubolewają jego bliscy, szczególnie matka. Nie wygląda jednak na to, aby w najbliższym czasie Philip miał się ożenić i ustabilizować. Na chwilę obecną na horyzoncie nie widać żadnej odpowiedniej kobiety, zaś sam Philip wciąż przeżywa tragedię, która dotknęła jego rodzinę wiele lat temu. Można zatem śmiało stwierdzić, że mężczyzna czuje się winien, iż w ogóle żyje.

Pomimo tych wszystkich zawirowań, wydaje się jednak, że życie młodego pokolenia spadkobierców Emmy Harte i Blackie’go O’Neill biegnie spokojnie i bez większych problemów. Każda z tych osób ułożyła sobie życie na tyle, na ile mogła najlepiej, a duchy przeszłości, oprócz Philipa, raczej nikogo nie nawiedzają. Oczywiście jest jeszcze klan Kallinskich, którzy związali się z Harte’ami i O’Neillami jeszcze w latach młodości Emmy Harte i Blackie’go O’Neill. Niestety, nic nie trwa wiecznie. Pewnego dnia za wszystko to, co dobre trzeba będzie zapłacić. I tak oto na naszych bohaterów znów zaczynają sypać się nieszczęścia. Ten grad tragedii spada na nich zupełnie niespodziewanie. Uderza w nich tak, jak gdyby ktoś otworzył worek z nieszczęściami i jedne po drugich rzucał je na ich głowy. Kiedy wydaje się, że jeden dramat mają już za sobą, nieoczekiwanie pojawia się kolejny, i kolejny, i kolejny… Jak zatem poradzą sobie w tej trudnej sytuacji? Czy będą w stanie sprostać życiowym tragediom i podnieść się, aby znów zacząć normalnie funkcjonować? Czy te wszystkie dramaty to tylko zrządzenie losu, czy może ktoś za nimi stoi i sprawia, że dorobek życia naszych bohaterów rozsypuje się niczym domek z kart?  

Chyba nie uda mi się napisać niczego nowego ponad to, co pisałam przy dwóch poprzednich tomach tej sagi. Książka po prostu porywa swoją fabułą, choć ci, którzy nie lubią bohaterów zbyt wyidealizowanych, mogą kręcić na nią nosem. Praktycznie na każdym kroku Autorka podkreśla, jak bardzo są oni bogaci, a ich zamożność ukazana jest nie tylko poprzez imperia, którymi zarządzają, ale także tkwi w tym, co na sobie noszą, a jest to niewiarygodnie droga biżuteria i ubrania. Ci, którzy z założenia mają odnieść zwycięstwo, już od samego początku są prowadzeni przez Barbarę Taylor Bradford w taki sposób, aby faktycznie tego dokonać. Wygląda na to, że dla tych pozytywnych postaci nie ma rzeczy niemożliwych, nawet jeśli grunt osuwa im się spod nóg. To ci źli muszą ponieść karę. To ci źli muszą odpokutować za swoje czyny i za to, że w ogóle raczyli podnieść rękę na tych dobrych. To oni będą się smażyć w piekle za to, że wyciągnęli swoją lepką łapę po coś, co im się nigdy nie należało albo co na własne życzenie zaprzepaścili. Na chwilę obecną nie mają już powrotu do tego, co było. Rodzina legendarnej Emmy Harte nie jest już dla nich. Możliwe, że coś się kiedyś zmieni w tym względzie, ale na pewno nie teraz.

Zagorzali obrońcy polskiej literatury współczesnej bardzo często twierdzą, że książki pisane przez autorów zachodnich są nierzeczywiste. Uważają, że to takie bajki, które z prawdziwym życiem nie mają nic wspólnego. Czy mają rację? Możliwe. Ale z drugiej strony czy czytelnik nie zasługuje czasami na to, aby choć na chwilę móc przenieść się w świat ludzi nieprzyzwoicie bogatych, którzy do wszystkiego doszli o własnych siłach? A może Polska to kraj, który zupełnie nie pasuje do tego, aby móc umieścić w nim tego typu fabułę? Może to właśnie dlatego w naszym kraju tak bardzo reklamuje się powieści autorów zachodnich, a mniej uwagi skupia się na literaturze rodzimej i dlatego tej popularności trzeba szukać na blogach, bo w mediach jest jej niewiele? Może tutaj wcale nie chodzi o obcobrzmiące nazwiska, a o same realia, w których osadzona jest książka? Niestety, moim zdaniem Polska to kraj pokryty szarością, o której niektórzy już nie chcą czytać, doświadczając jej na co dzień we własnym życiu.

W związku z powyższym, książki na miarę tych, które tworzy Barbara Taylor Bradford będę polecać, ponieważ są to powieści nie tylko doskonale napisane, ale również pokazują, że można żyć inaczej, pomimo życiowych problemów i porażek, a tym, co spaja to wszystko w całość, dodając bohaterom odwagi do działania, jest oczywiście miłość, bez której tak naprawdę nic nie miałoby sensu.